Zamiana ról. Teraz Big Daddy to Ty - recenzja BioShock 2 - Materdea - 2 kwietnia 2013

Zamiana ról. Teraz Big Daddy to Ty - recenzja BioShock 2

Materdea ocenia: BioShock 2
96

Znam graczy cierpiących na syndrom „anty-sequela”. Kiedy na horyzoncie jawi się kontynuacja jakiegoś hitu, ci natychmiast zapadają w sen zimowy. Żeby było ciekawiej, występuje kilka odmian tej przypadłości. Jedną z nich jest „hejting”. Tacy delikwenci wylewają swoje żale na całych wodach Internetu. Rzadsza, aczkolwiek również spotykana jest „staroszkolność”. Ostatni gatunek jest uwarunkowany genetycznie i nie ma bata, by współczesna medycyna sobie z nim poradziła. Objawy? Ciągłe narzekanie, że gry kiedyś były lepsze i takie dobre już nie będą. Kiedy pacjent dobrowolnie zgłasza się na terapię, są szanse na wyleczenie. Żadne medykamenty nie skutkują zaś, gdy chory (choć wielu uważa to za błogosławieństwo) nie ma ochoty na poddanie się leczeniu. Jeśli usilnie chcemy takiego klienta wyleczyć, to istnieją – co prawda – specjalne zastrzyki, ale na ich aplikację mogą pozwolić sobie osoby o mocnych nerwach i stalowych palcach. A może rozwiązaniem problemu jest taniec, jak mogliśmy zaobserwować u głównego bohatera „Poradnika pozytywnego myślenia”? Ja na szczęście uniknąłem zakażenia i staram się podziwiać każdą kontynuację, która wypuszczana jest na rynku – z takim samym podziwem i dumą, jak w przypadku BioShock 2!

Powracamy do utopijnego miasta-cudu Andrew Rayana - Rapture. Dużo się tutaj zmieniło – przede wszystkim my sami. Ci, którzy ukończyli poprzedniczkę doskonale wiedzą dlaczego. Druga grupa musi koniecznie nadrobić zaległości. Wcielamy się skórę jednego z pierwszy Wielkich Tatuśków. I o ile BioShock ukazywał ich w bardzo surowym świetle, to znaczy jako zwykłych strażników Little Sisters, o tyle tutaj historia ma wymiar bardzo osobisty. Okazuje się bowiem, że jedna z takich nosicielek ADAMA – Eleonora – jest znacznie bardziej przywiązana do swojego ochroniarza (dlaczego tak jest wyjaśni nam nie tylko fabuła, lecz również audiologii). Przez co na przestrzeni całej rozgrywki – ok. 8 godzin – naszym zadaniem jest odnalezienie nieszczęśnicy i odbicie z rąk Sofii Lamb. Nieznane nazwisko? Akcja dzieje się 10 lat po przybyciu „syna marnotrawnego” z „jedynki”. Władzę w Rapture przejęła wyżej wymieniona pani, wygryzając z tego biznesu Rayana i Fontaine’a (mówiąc bardzo ogólnikowo). Co trzeba przyznać, to fakt, iż scenariusz jest znacznie lepszy od tego w oryginale. Co prawda początek rozgrywki nie powala na kolana i nie każe nam szukać szczęki na podłodze, jak to pokazał BioShock. Nie jest także tragiczny – to ciągle ten sam, bardzo wysoki poziom, z całkiem niezłym twistem. Naturalnie nie tak dobrym, jak…

Schemat zabawy bardzo, ale to bardzo przypomina ten z poprzedniego spotkania z problemami podwodnej metropolii. Już na samym początku trafiamy na niejakiego Sinclaira, który pełni rolę Atlasa, swoistego przewodnika i człowieka zaznajamiającego nas z działającymi mechanizmami. Sofia to przysłowiowa „ość w gardle”, czyli odpowiednik Andrew Rayana. Przez cały wątek przewija się stosunkowo sporo pobocznych sylwetek, jak na przykład czarnoskóra gospodyni pewnego kompleksu, bardzo chętnie przeszkadzająca nam na każdym kroku. Oprócz niej, słuchając dyktafonów z nagranymi wiadomościami, możemy dowiedzieć się m.in. o funkcjonowaniu Rapture po zbiciu z tronu jego założyciela. W kilku nagraniach domykane są pewne wątki z „jedynki”, ale to dosyć wyrafinowane smaczki, które wychwyci tylko wprawne ucho fana. Jednak mimo tego, zasłużenie należy się deweloperom piwo z pianką na dwa palce, właśnie dzięki fantastycznie wykreowany klimat. Nie tylko poprzez te odtwarzane nagrania (niemniej to prawda – w „dwójce” pełnią niebagatelną rolą, większą nawet od tej w pierwszym BioShocku), nieszablonowe charaktery (antagonistka jest co prawda nieco bardziej przewidywalna od Andrzeja, lecz nie mniej intrygująca) czy czarującą oprawę dźwiękową. Taki stan rzeczy 2K Marin wypracowali dzięki absolutnie genialnym lokacjom! Miejscówki odwiedzane w drugiej części serii są o wiele bardziej charakterne, więcej w nich szczegółów, paradoksalnie też kolorów. Wyraźnie widać, że po pierwszym upadku, miasto wstało z kolan, lecz tylko na moment. Dookoła błyszczą jeszcze neony, różnorakie światełka, świat przesycony jest subtelnie wyważonymi kontrastami. Niesamowicie ciekawe są również ołtarzyki poświęcone inteligentnej pani psycholog w gustownych okularkach. Kiedy takowy spotkamy, na ścianie możemy dostrzec wzór motyla upaćkanego na ścianie przy pomocy… dłoni dzieci. Bardzo, ale to bardzo nastrojowa rzecz, godna największej pochwały. O czym warto jeszcze wspomnieć to to, iż wybory moralnie nie ograniczają się tylko i wyłącznie do ratowania, albo wykorzystywania całego ADAMA z Siostrzyczek. W kilku przypadkach dane nam będzie zdecydować o czyichś losach – nam dana będzie decyzja, która pozwoli, aby nieszczęśnik żył dalej, albo umarł. Wygląda to doskonale, o czym przekonujemy się pod koniec rozgrywki.

„Ficzery” napędzające oryginał z 2007 roku pozostały te same, co do joty. Z wyjątkiem (właściwie to dwoma) w postaci uzbrojenia – jako Big Daddy mamy na własny użytek ogromne wiertło oraz nitownicę. Muszę przyznać, że oba narzędzia mordu zdały egzamin. Niejednokrotnie to właśnie je wybierałem w zamian za klasyczny karabin maszynowy czy granatnik. Mimo wszystko ukochany shotgun po maksymalnym ulepszeniu i tak był na liderem (powiększony magazynek + ustrojstwo Tesli), to nitownicy niewiele brakowało, by zająć miejsce ukochanej giwery.  Niestety, wspomniane wiertło nie obraca się w nieskończoność i do poprawnego działania potrzebuje paliwa. Nie wiem, czy to wymysł mojego, nie do końca normalnego stanu umysłu, czy producenci ułatwili zadanie grającym, ale w porównaniu do „jedynki” hojniej obdarowywali nas wszelkimi apteczkami, zastrzykami Ewy, czy też zwykłą amunicją. A może to już poziom trudności medium jest zbyt łatwy…

Rola aparatu fotograficznego została nieco zwiększona. Wcześniej robiliśmy zdjęcia, czy to martwym, czy żywym Genofagom, teraz cudo wykorzystujemy jako kamerę. Przed rozpoczęciem starcia rozpoczynamy ujęcie, by za chwilę z młodzieńczym zapałem oraz szaleństwem rozszarpać na kawałki grupę oponentów. To, w jaki sposób to zrobimy, może być różnie premiowane. Generalnie chodzi o jak najbardziej kreatywne podejście do starć. W zamian za konkretne filmiki dostajemy informację na temat czułych punktów wrogów, na jakie pukawki lub sposoby mordu są podatni etc.. Dynamizacja rozgrywki jest widoczna na każdym kroku, co daje się zauważyć.

Znacząca zmiana to podmienienie modelu hakowania. Teraz zamiast prostej mini-gierki w przepływ cieczy z punkty A do B jest jeszcze prostsza strzałka, która – poruszająca się od lewej do prawej – musi znaleźć się na zielonym polu. Czerwony oznacza włączenie się alarmu i przyzwanie botów strażniczych, zaś niebieskie przyznaje nam premię w zależności od rodzaju hakowanego ustrojstwa. Może to być większa skuteczność w wypluwaniu pestek, a w przypadku automatów – losowy przedmiot zupełnie za free. Czy to dobrze? Tak, bo szczerze mówiąc, w końcówce BS byłem okropnie znużony faktem, że znów muszę odkrywać kilkanaście kafelków, przeciągać je w tę i we w tę, i stworzyć tunel potrzebny do odpowiedniego przepływu płynu. Ta forma zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu – nie dość, że jest nieco bardziej zręcznościowa, to i różnorodniejsza.

Za to jeszcze większym zaskoczeniem okazało się odejście od modelu przełączania plazmidu i pukawki. Big Daddy jest na tyle uniwersalny, że spokojnie w jednej dłoni dzierży magiczną moc, jak to mają w zwyczaju mówić niewtajemniczeni, a w drugiej śmiercionośną giwerę. Sprawdza się to fantastycznie! Takie rozwiązania pozwala na niemal nieograniczoną zabawę, łączenie oraz kombinowanie i daje pole do popisu, by kreatywnie urozmaicić sobie gameplay. Uderzenie piorunem w grupkę atakujących Splicerów, potraktowanie ich granatem, a na zakończenie dorzucić jeszcze innego Tatuśka za pomocą Hipnozy. Poezja i majstersztyk w jednym.

Do wspólnej zabawy przyłączyły się także nowe rodzaje przeciwników. Podstawowym wrogiem, jeśli mogę tak powiedzieć, stała się Starsza Siostra. To nieco bardziej wprawiona w boju kobieta, która zamknięta w szczególny kombinezon, stara się nam przeszkodzić. Stanowi w pewnym stopni zamiennik Tatuśków z poprzedniczki, albowiem do pokonania Sióstr wymagany jest zdecydowanie większy nakład pracy, aniżeli w przypadku tych drugich wrogów. Oprócz nich mamy również klasycznego Berserkera, powraca typ Houdiniego, czyli znikającego magika oraz reszta tej wesołej kompanii.

BioShock 2 posiada wszystko to, co miał oryginał – wciągający scenariusz, genialnie wykreowane lokacje, nieszablonowych postaci, a przede wszystkim pomysł na siebie. Pomimo osadzenia akcji sequela w tym samym miejscu, tytuł wciąż przyciąga designem miejscówek – są różnorodne, bardziej kolorowe. Wygląda to jakby wciąż trwała tam nieustanna zabawa. I oby tak zostało już na wieki wieków.

Materdea
2 kwietnia 2013 - 22:29

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
05.04.2013 19:05
zanonimizowany850052
14
Generał

Generalnie w stosunku do 1, 2 ma nieco lepszy gameplay i trochę gorszą fabułę. Tak czy siak wszystkie BioShock są wyśmienite. Najlepszy oczwyiscie jest ten najnowszy.

05.04.2013 19:15
odpowiedz
zanonimizowany847542
23
Generał

13 godzin rozrywki? Ja mam niecale 4 za soba i juz jestem w przedostatnim obszarze. Gram na najtrudniejszym poziomie... Hmm. Sama gra dla mnie jest zdecydowanie lepsza od pierwowzoru. Mocne 8,5/10 :)

05.04.2013 21:46
😊
odpowiedz
zanonimizowany758948
44
Generał

Dla mnie BioShock 2 wygrywa z jedynką dzięki wyraźniejszemu pokazaniu fabuły.
W pierwszej części była ona przedstawiona głównie za pomocą dzienników audio i poleceniach Atlasa
Nie wytłumaczono też czemu Jack był niemową, w B2 jest to zrozumiałe bo jesteśmy Tatuśkiem.

A grał ktoś w Minerva's Den? Warto kupić ten dodatek?

05.04.2013 23:34
Ambitny Łoś
odpowiedz
Ambitny Łoś
139
Cthulhu

Tak sobie czytałem recenzję i wszystko fajnie, ale w pewnym momencie piszesz, że autorami są "Irracjonalni". Rozproszyło to trochę moją uwagę, bo musiałem wytknąć, że grę stworzyło 2K Marin, a nie IG. :)

06.04.2013 07:49
Materdea
odpowiedz
Materdea
90
Nowy porządek świata

@Contributor
Machnąłem się, przyznaję bez bicia. :) Sam BS2 skończyłem w nieco ponad 8 godzin i nie mam pojęcia, skąd tam 13. Przy czym dużo zwiedzałem, podziwiałem, szukałem wszystkich smaczków.

@Vader25
Minerva's Den wezmę jakoś na tapetę w przyszłym tygodniu, więc sam się przekonasz.

@Ambitny Łoś
Jak w przypadku czasu gry - moja pomyłka. Głupie przyzwyczajenia robią swoje. :)

06.04.2013 08:20
odpowiedz
zanonimizowany847542
23
Generał

Ja i tak obawiam sie, ze nawet nie dobije do 5 godzin. A szkoda, bo gra jest naprawde dobra. Staram sie ratowac wszystkie male siostrzyczki i odnajdywac audiologi. Zaluje troszke, ze to nie jakies 10 godzin zabawy...

06.04.2013 08:35
Materdea
odpowiedz
Materdea
90
Nowy porządek świata

O tak, BioShock 2 na przynajmniej 10 godzin rozgrywki, z pewnością, powaliłby mnie na łopatki. Co prawda "zbierając" Siostrzyczki nie starałem się wybierać całego ADAMA z aniołów. I tak w pewnym momencie miałem na liczniku blisko 1000 jednostek tego surowca.

06.04.2013 18:49
Stalin_SAN
😁
odpowiedz
Stalin_SAN
56
Valve Software

Ja nie rozumiem skąd się wzięła taka oziębłość dla drugiej części Bioshocka , wszak dla mnie to świetna kontynuacja na zasadzie więcej i lepiej, jeśli jakiś Bioshock mógł być zawodem to tylko ten najnowszy, dla mnie:
Bioshock: 10/10
Bioshock 2: 9+/10
Bioshock Infinite: 7/10

Najlepszy oczwyiscie jest ten najnowszy.
<---
Jeszcze "oczywiście" musiał dodać, gdyby ta gra tak mocno nie żerowała na schematach ustanowionych przez część pierwszą to by był w ogóle niegrywalny potworek.

A grał ktoś w Minerva's Den? Warto kupić ten dodatek?
Dobre pytanie, caly czas dobieram się aby go kupić na PSN, a z tego co widziałem jak na DLC zbiera bardzo pochlebne opinie.

06.04.2013 21:23
Materdea
👍
odpowiedz
Materdea
90
Nowy porządek świata

@Stalin
W moim odczuciu BioShock: Infinite jest doskonałym uzupełnieniem całego dorobku serii BioShock. Columbia jest wprost fenomenalna, level design osiągnął szczytu. Po rozegranych 4 godzinach mogę śmiało dać 9, ale czy wyżej - to się zobaczy. Zwłaszcza, że zakończenie miażdży.

07.04.2013 10:44
👍
odpowiedz
zanonimizowany850052
14
Generał

STALIN to troll marnej jakości. Dzisiaj napisał, że Rage mu się bardziej podoba od Inifnite. Nie piszcie z nim.
Infinite 95 > BioShock 2 88

Jeszcze FEAR 1 ocenił na 1.5 LOL

07.04.2013 10:59
👍
odpowiedz
zanonimizowany758948
44
Generał

Lukas172 to troll marnej jakości. Nie rozumie że każdy ma własny gust. Nie piszcie z nim.
Bioshock 2 > Infinite

I jeszcze wyzywa innych od kretynów LOL

07.04.2013 13:25
Stalin_SAN
odpowiedz
Stalin_SAN
56
Valve Software

[10] Patrze bardzo mnie polubiłeś że tak pieczołowicie śledzisz moje posty.

07.04.2013 14:01
odpowiedz
Malaga
78
ma laga

Dlaczego Bioshock 2 jest przez wielu chłodno przyjęty?
i w rozmowach o Bioshocku zawsze piszą o protagonoście zamiast wspomnieć też o dwójce?

Ano dlatego, że Bioshock 2 to jest po prostu odgrzewany kotlet. Pare nowych lokacji, pare nowych broni, poczepione pod inną fabułę, ale całośc jako tako pozostaje bez zmian.

Równie dobrze Bioshock 2 mógłby być DLC. W jedynkę zagrywam się do tej pory, dwójkę ledwo ugrałem do połowy

I co to za argument, że bohater pierwszego Bioshocka nic nie mówi? Gordon Freeman przez dwa Half-Life słowem się nie odezwał i nikt nie płakał z tego powodu

10.04.2013 11:55
SebaOnePL
odpowiedz
SebaOnePL
92
Konsul

Dopiero kilka dni temu skończyłem Bioshocka 2 i gra ię praktycznie wcale nie zestarzała. Grało mi się dużo lepiej niż w wiele współczesnych produkcji i polecam każdemu tą pozycję jeżeli jeszcze nie grał.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze