Uwierz w ducha - Anohana: The Flower We Saw That Day - Cascad - 20 maja 2013

Uwierz w ducha - Anohana: The Flower We Saw That Day

Anohana: The Flower We Saw That Day | Ano Hi Mita Hana no Namae o Bokutachi wa Mada Shiranai to stosunkowo krótka (11 odcinków) seria anime pokazująca w lekki, przyjemny i „słoneczny” sposób zmagania grupki licealistów z traumą ciągnącą się za nimi od dzieciństwa.

Jintan, Anjo, Yukiastsu, Tsukuro i Poppo mieli kiedyś przyjaciółkę Menmę, z którą wszyscy razem dokazywali, biegali po lasach i spędzali czas w swej tajnej kryjówce. Niestety pewnego letniego dnia wpadła do pobliskiej rzeki po to, by nigdy już z niej nie wypłynąć. Obróciło to życie wszystkich do góry nogam, a zwłaszcza Jintana, który wciąż ją widzi…


Anjo jest „popularną” dziewczyną ze zwykłego liceum, Yukiatsu i Tsukuro od najmłodszych lat stawiają na edukację szykując się do przykładnej pracy w korporacji, a Poppo rzucił szkołę, by jeździć po świecie. Innymi słowy, paczka się rozpadła, starając się zapomnieć o tym jak ich przyjaciółka straciła życie. Jednak jeden z nich, Jintan będący całkowitym odludkiem, nie chodzącym do szkoły, pracy, nie ćwiczącym, spędza całe dnie w swym pokoju wraz z duchem Menmy, który objawia się tylko jemu…

Ten dość straszny stan rzeczy jest jednak dla młodzieńca absolutnie normalny. Nie widzimy tu akcji rodem z Paranormal Activity, Egzorcysty czy też szalejących po północy szuflad. Po prostu młoda dziewczyna, zachowująca się cały czas jak dziecko z czasu, w którym umarła, cały dzień towarzyszy chłopcu, który obwinia się za jej śmierć. Wraz z rozwojem fabuły zobaczymy jednak, że także jego dawni przyjaciele czują w ten sposób, a jedynym sposobem na odesłanie na tamten świat Menmy (tzn. pomoc w rytuale przejścia) jest spełnienie jej marzenia. Problem w tym, że ona sama nie pamięta czym ono było.


Z czasem grupka zaczyna, więc odkurzać swe wspomnienia i na nowo splatać swoje życiorysy. Autorzy Anohana: The Flower We Saw That Day przygotowali sporo interesującej obyczajówki, skupiając się głównie na problemie radzenia sobie z odejściem bliskich osób – nie brak tu niezrozumienia, kłótni i wyzwisk, jest też jednak miejsce na odszukanie w sobie zrozumienia i wsparcia. Nie tylko główni bohaterowie kręcą się wokół tego tematu, w ich otoczeniu bowiem też natrafimy na osoby obciążone podobnymi doświadczeniami.
 


Nie jest to jednak anime dla każdego, podejście Japończyków znacznie różni się od naszego i czasem nie da się tego „przeskoczyć” przez wychowany w zupełnie innej kulturze umysł. Zasadnicze wady są dwie: sama postać Menmy i zafiksowanie całego otoczenia na poświęcenie jej uwagi. Piskliwy do przesady, totalnie infantylny duch zachowujący się jak mały piesek wzbudza sympatię chyba tylko w głównym bohaterze, Jintanie. Problem w tym, że on też potrafi mówić tylko o jednym – o niej, zupełnie nie potrafiąc robić tego co jest obowiązkiem żywych, czyli… żyć. Zamknięty w kilku ścianach mruk wmawia jednak innym, że faktycznie jest w stanie komunikować się ze zmarłą przyjaciółką i wtedy już całe towarzystwo zajmuje się tylko i wyłącznie rozdrapywaniem swej przeszłości. Choć w tle rozwija się miłość, a raczej zawody miłosne, to jednak wszystko i tak kręci wokół jednego tematu jakim jest wysłanie do zaświatów Menmy. I tak aż do przesady, do przysłowiowego urzygu…  Kupiłbym to gdyby nie  to, że jest to sprawa mająca jakieś 10 lat, gdyby bohaterowie nie sprawiali wrażenia, że ich cały świat kreci się wokół tej tragedii i, że są w stanie robić cokolwiek co nie jest z nią związane.


 

Historia jest prosta, nostalgiczna, starająca się pokazać w poetycki sposób więź z duchem ukochanej. Zamysł piękny, choć wykonanie potrafi irytować – jednak dalej autorzy w większości przypadków wychodzą z tego obronną ręką, pokazując mocno rozemocjonowaną młodzież, trzymającą się strasznie ckliwej, ale uroczej idei.

Jeżeli zatem macie ochotę na trochę japońskiej animacji przedstawiającej nieszablonowo podchodzącej do powszechnego na całym świecie problemu jakim jest pożegnanie się ze zmarłym, to trafiliście pod dobry adres, choć nie gwarantuję wytrzymania w tej momentami irytującej przygodzie do końca. Myślę jednak, że te 11 odcinków to przygoda, którą da się przetrwać i coś z niej wyciągnąć, m.in. ze względu na to ile w niej ciepła i typowej dla Japończyków fascynacji przemijaniem.

/ómjtwister/ 

Cascad
20 maja 2013 - 14:32
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
21.05.2013 10:15
RafaSs
RafaSs
71
Centurion

"(..) Kupiłbym to gdyby nie to, że jest to sprawa mająca jakieś 10 lat, gdyby bohaterowie nie sprawiali wrażenia, że ich cały świat kreci się wokół tej tragedii i, że są w stanie robić cokolwiek co nie jest z nią związane."
Poczatkowo przeciez wiekszosc nie myslala zbyt wiele o tym wypadku a nawet namawiali Jinte, zeby dal sobie spokoj.
Poza tym takie wydarzenie potrafi jednak znaczaco wplynac na ludzkie zycie, szczegolnie kilkuletnich dzieci.
Trzeba tez byc swiadomym, ze japonczycy nie sa tak ekspresyjni jak my, a raczej chowaja swoje prawdziwe uczucia na codzien. Jak juz taka banka u bohaterow pekla to smutek lal sie strumieniami..

W moim odczuciu anime wcale nie jest takie proste i lekkie jak opisuje autor tekstu :) Zdecydowanie polecam jak komus nie przeszkadza drama.

Dla dla ciekawostki doslowne tlumaczenie tytulu brzmi: "Tamtego dnia widzielismy kwiat, ktorego nazwy jeszcze nie znalismy."

Fajnie, ze pisze sie troche o anime na gameplayu :)

PS. Drobne literowki mi sie rzucily w oczy.
"Memnę" - powinno byc zdaje sie "Menmę" o ile nie dziala jakas zasada jezyka polskiego, ktorej jeszcze nie znam ;)
Poza tym glowni bohaterowie nazywaja sie "Jinta", "Anjou" i "Yukiatsu".

21.05.2013 10:58
CascadJazz
odpowiedz
CascadJazz
17
Pretorianin

faktycznie jedna 'menma' mi się 'memnę' zmieniła - poprawiam. a imona bohaterów kleiłem z wiki bo "Anohana" oglądałem już jakiś czas temu i nie byłem ich pewiem - imo autor tamtej strony dobrze je zapisał, choć nie mam zamiaru się o to kłócić (ale i tak zostawiam jak jest).

21.05.2013 16:25
ma_ko
😊
odpowiedz
ma_ko
61
 

No będzię trzeba obejrzeć, chociaż nie lubie dram za bardzo, nie dlatego że nie lubie tylko dlatego że nawet na tych lżejszych becze jak niemowle (ale to chyba dobrze... :)

Autorze coś jeszcze polecisz z animców gdzie się rozpłakać można? Coś przebija Clannada pod tym względem? :P