Hannibal - podsumowanie sezonu bez spoilerów. - Jaszczomb - 30 czerwca 2013

Hannibal - podsumowanie sezonu bez spoilerów.

Historia dr Hannibala Lectera na ekranie to przykład na to, że widz sam nie wie, czego chce. Gdy widownia poznała inteligentnego kanibala, który jedynie pomagał w schwytaniu innego mordercy - chcieli go więcej, bez zbędnych historii w tle. Tak powstał potworek Hannibal z 2001 roku. Okazało się, że ciężko jest stworzyć film wyłącznie o Lecterze, utrzymując go w dobrym smaku i przyjaznym klimacie mild gore z trzymającą się kupy fabułą. W którą stronę poszli twórcy nowego serialu Hannibal?

Historia 13-odcinkowej serii opowiada historię Willa Grahama (Hugh Dancy), wybitnego profilera, którego cechuje nadzwyczajna empatia w stosunku do seryjnych morderców. Dzięki swojej umiejętności, będąc na miejscu zbrodni potrafi zrekonstruować mrożące krew w żyłach wydarzenia w swojej głowie wcielając się w oprawców. Oprawców, bo jego przełożony, Jack Crawford (Laurence Fishburne), za nic ma jego zdrowie psychiczne i korzysta z niego przy najbardziej makabrycznych mordach jakie jest w stanie znaleźć. Rozkrajanie skóry z pleców i podwieszanie jej na linkach, by uformowały skrzydła? A może rozcięcie gardła, wsadzenie gryfu wiolonczeli i uczynienie z tułowia pudła rezonansowego? Doceniam inwencje scenarzystów, ale tak przerysowane pomysły powinny się zgrywać czarnym humorem serialu, który tutaj nie występuje.


I tutaj leży problem. Autorzy nie silili się na kopię Anthony’ego Hopkinsa w roli Hannibala (Mads Mikkelsen), odchodząc od aparycji poczciwego, sarkastycznego staruszka. Powstał Hannibal poważny, zimny, wyrachowany. Tutejszy Lecter nie zażartowałby sobie z sutków pani senator. Tutejszy Lecter jest całkowicie wyprany z humoru, a przez to ciężko darzyć go tym dziwnym rodzajem sympatii, zarezerwowanym m. in. dla Dextera Morgana. Tutejszy Lecter ma nawet własnego psychologa! Zachował jednak klasę, styl, a dodając do tego specyficzną urodę aktora, ciężko od niego oderwać wzrok.


Fabuła serialu to prequel do Czerwonego Smoka, z którego zapożyczono postaci. Will pomaga łapać seryjnych morderców, jednak wchodzenie w ich umysły jego superempatią wiąże się ze stopniowym gubieniem własnego ja. Zmartwiony Crawford zwraca się więc do jednego z najlepszych psychiatrów - Lectera. Ten wydaje się znudzony praktykowaniem zwykłej psychologii i postanawia pobawić się, niczem lalkami, pracownikami FBI. Pod pretekstem pomocy Grahamowi, Hannibal udając jego przyjaciela i terapeutę bawi się nim, sprawdza jak bardzo uda mu się zniszczyć psychicznie Willa, karmiąc przy okazji wszystkich dokoła ludzkim mięsem.


I tu dochodzimy do pewnej nieścisłości scenariusza i niepoprawnej kreacji głównych postaci. Obserwujemy na przemian dzieje Willa Grahama i Hannibala Lectera przez co widz nie może poczuć bezsilności i niewiedzy tego pierwszego. Wiemy od początku o wszystkich akcjach Lectera, jak nim manipuluje, co przygotowuje. Mając jednak wgląd w jego postępowanie, wciąż ciężko określić do czego dąży, jaki jest jego endgame. Wydaje się, że ten bawi się dobrze, wszystko mu jedno czy go złapią. Takie zachowanie może i pasowałoby do psychopaty, ale nie do tak inteligentnego manipulanta. Do tego dochodzi dziwna relacja z jego psychologiem, która wydaje się coś wiedzieć, jednak ten ją okłamuje, szukając w niej przyjaciela. I ta twarz, z której nie można kompletnie nic wyczytać.


Co do tego nieszczęsnego scenariusza - widać, że scenarzyści mieli pomysł tylko na początek i na końcówkę (którą, swoją drogą, jest cliffhanger i oczekiwanie w napięciu na kolejny sezon). Prócz tego, serial jest nierówny, zostają wprowadzane bezsensowne i urywane nagle wątki. Na przykład żona Jacka Crawforda i jego problemy małżeńskie. Nie tylko nie dodało to nic do fabuły, ale też nie zarysowało jakoś znacząco postaci Jacka. Sztuczne wydłużanie serialu, ot co! Stał się przy tym semi-proceduralem - w większości odcinków mamy jakiś przerysowany mord, dodali nawet cienkie jak dupa węża postacie - parę dogryzających sobie patologów i policjantkę, która po prostu jest (tak dla równowagi, żeby nie było za dużo facetów). Przeważnie nie wnosi to kompletnie nic do fabuły i miałoby to rację bytu w proceduralu z krwi i kości, a nie tym psychologicznym thrillerze-kryminale niewypale. Na szczęście, jedną postać wątku pobocznego gra Eddie Izzard, a jego zawsze przyjemnie się ogląda.


Najbardziej boli poczucie wciśnięcia postaci Hannibala na siłę. Gdyby to nie był Lecter, a kamera skupiła by się tylko na zatracającym się w sobie Willu, widz miałby pole do domysłów, oglądałby serial w napięciu, niepewności. Nie dość, że znamy tu wszystko od podszewki, to nawet podświadomość Willa wydaje się krzyczeć „to Lecter zabija!”, ale jak na kogoś z porażającymi pokładami empatii, zbyt bardzo skupiony jest na gadaniu o sobie, przejmowaniu się samym sobą, by to dostrzec. Tak czy inaczej - my wiemy.

Czy serial nie jest zatem godny uwagi? W dużej mierze zależy to od naszych oczekiwań. Nie doznamy tu stałej akcji, a psychoza Willa, pomimo dobrej gry aktorskiej, drażni - sceny gdzie siedzi ze swoimi psami, podkreślające jego empatyczną osobowość, sprawiają, że zakrzykniemy „pokażcie w końcu jak Hannibal wpieprza człowieka!”. Są odcinki, gdzie czas ekranowy Mikkelsena to dosłownie parę minut, wciąż jednak kradnie całą naszą uwagę. Dla skrzywionych estetyków jest wymyślne okaleczanie ciał i obróbka organów z cyklu „Gotuj z Lecterem”, a dla wielbicieli trudnych romansów - dziwna relacja między Willem a Alaną Bloom (spokojnie, Alan Bloom przeszedł zmianę płci, tak samo jak dziennikarz Freddie Lounds). Dla uważnych fanów filmografii doktora-kanibala znajdzie się parę smaczków, również symbolika wewnątrz samego serialu przyjemnie igra z widzem. Tutejszy Hannibal wydaje się chcieć być złapanym, chociaż być może jego gra ma większy sens, który poznamy dopiero w drugim sezonie.


POW!

Jaszczomb
30 czerwca 2013 - 14:54
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
30.06.2013 18:02
pieprzota
2
Junior

Nie ma co komentować, mam wrażenie, że miejscami czytam własne przemyślenia;)

30.06.2013 18:25
odpowiedz
GameSkate
53
Pretorianin

O ile postać Lectera jest ciekawa, tak super moce Willa są beznadziejne i odepchnęły mnie już w pierwszym odcinku, reszty nie widziałem. Koleś potrafi idealnie odtworzyć zbrodnię. Serio? Wow, super, naprawdę.

PS. Dlaczego w serialach tak często główni bohaterowie to nieprzystosowani społecznie geniusze?

30.06.2013 23:08
odpowiedz
StoneSour22
24
Centurion

mi właśnie się srednio podobał ten serial ;/ niestety nie przypadł mi do gustu "nowy" Lecter, owszem uwazam że Mikkelsen zagrał świetnie jak zawsze ale bardziej mi się poodbał charakter Hopkinsa ( nie wiem jaki miał w książce charakter i zachowania Lecter bo nie czytałem ) , był sarkastyczny i dowcipny ale jednocześnie inteligentny i uprzejmy i jego wyraz twarzy ciągle lekko uśmiechnięty sarkastycznie co przerażało a Mikkelsen ciągle poważny, stoicki spokój no nudny i tyle ogólnie serial dla mnie przynudzał ciągle zwłaszcza gdy na ekranie pojawiał się Will i jego walka z samym z sobą za dużo tego. Ten serial za bardzo starał się być mrocznym, sceneria i muzyka przez co tracił bo jak wspomniałem ciągle mnie nudził

02.07.2013 09:18
odpowiedz
keeveek
76
Konsul

Rozwala mnie, jak niektórzy na siłę próbują doszukiwać się wad w najlepszym serialu w publicznej telewizji w USA a jednocześnie zachwyca się gniotem w stylu In The Flesh, gdzie tematyka zombie jest wciśnięta całkowicie na siłę i nawet nie trzyma się kupy.

Ot, "krytyka".

ps. jak ktoś nie zauważył humoru w tym serialu, to musi być stanowczo mało inteligentny.

02.07.2013 18:00
Paul12
odpowiedz
Paul12
134
Buja

Serialowi znawcy - czy przez ostatnie dwa sezony pojawił się jakiś nowy, fajny serial? Oprócz Hannibala oczywiście.

03.07.2013 13:29
odpowiedz
Jaszczomb_jmb
5
Junior

@keeveek
In the Flesh to niskobudżetowa perełka i nie ma tu porównywać. Hannibal jest typową serialową ciekawostką, ale zrobioną z wielką pompą. Tylko ciekawostką, bo jest prequelem do książki/filmu, mocno do nich nawiązuje i znając je wiemy jak ostatecznie zakończy się seria. Coś jak również tegoroczny Bates Motel. Bez tworów źródłowych straciłyby obrzydliwie wiele, nie miałyby często sensu, wiele im przez to wybaczamy.

03.07.2013 13:35
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Historia dr Hannibala Lectera na ekranie to przykład na to, że widz sam nie wie, czego chce. Gdy widownia poznała inteligentnego kanibala, który jedynie pomagał w schwytaniu innego mordercy - chcieli go więcej, bez zbędnych historii w tle. Tak powstał potworek Hannibal z 2001 roku.
Co to za bzdura? Dobra kontynuacja historii Lectera powstała, napisana przez Thomasa Harrisa. Nie jego (ani już tym bardziej nie widzów) wina, że Scott zrobił z nią to, co zrobił.

05.07.2013 01:12
odpowiedz
Jaszczomb_jmb
5
Junior

@Mephistopheles
Została, tak samo jak film, napisana na fali popularności i przez nią, a początek przytoczonego cytatu to "historia dr Hannibala Lectera na ekranie", nie zająłem się tu książkami

05.07.2013 01:19
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

I jak to się ma do "przykład na to, że widz sam nie wie, czego chce"? Widzowie wiedzieli, czego chcieli - dokładnie tego, czego chcieli czytelnicy. Gdyby nie wiedzieli, to by nie narzekali, bo i tak nie mieliby żadnych oczekiwań.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze