Wścieklizna? Zombie? Zombie ze wścieklizną? - po seansie World War Z - Kibi - 25 lipca 2013

Wścieklizna? Zombie? Zombie ze wścieklizną? - po seansie World War Z

Ten tekst nie będzie oryginalny ale za to nieco spóźniony. Byłem świadom, że kilka osób poruszy temat World War Z dlatego postanowiłem nieco odczekać aż cały zgiełk minie. Jednak pokusa napisania kilku słów o tym filmie była zbyt duża. Dlaczego? Dlatego, że uwielbiam wszystko co chociażby w najmniejszym stopniu odnosi się do tematyki naszych zgniłków. Temat jest już wyekspaltowany niemal do cna, ale co z tego? Kolejne książki, gry i filmy zarabiają na siebie co pokazuje też twórcom, że zombiaczków nigdy dosyć. W moim tekście o zombie kilka osób akcentowało zmęczenie materiałem i poniekąd w pełni te osoby rozumiem, jednak fakt faktem jest to towar, który wciąż dobrze się sprzedaje.

Gerry Lane jest byłym agentem ONZ. Do tego cholernie dobrym agentem. Porzucił on jednak służbę by móc więcej czasu spędzać ze swoją rodziną. I wszystko byłoby pięknie i ładnie gdyby nie fakt, że na całym świecie w iście ekspresowym tempie rozprzestrzenia się całkowicie nowa zaraza zmieniająca ludzi w dzikie bestie. I w ten oto sposób jesteśmy świadkami dramatycznej ucieczki Gerrego i jego rodziny przed, co by tu dużo mówić, setkami tysięcy wygłodniałych truposzy. Sami przyznacie, że nie brzmi to jakoś bardzo zachęcająco. Zaufajcie, że sprawia lepsze wrażenie na ekranie niż na papierze.

W zasadzie to przez cały seans zastanawiałem się czy nazywanie tych istot truposzami albo jak to akurat ma miejsce w filmie "zombie" jest poprawne. Słysząc ten termin pojawiają mi się przed oczami nadgniłe zwłoki, których największym wyzwaniem jest utrzymywanie równowagi. Jasne, były filmy w których umarlaki zostały przedstawione z innej strony, jako bardzo szybkie i mobilne bestie jak na przykład Świtcie Żywych Trupów z 2004 roku jednak zombie to zombie - głupie, gnijące i wolne. Zamiast tego otrzymujemy coś a'la wirus wścieklizny znany z takich filmów jak 28 Dni Później i 28 Tygodni Później. Jaki jest tego efekt? Ano całkiem niezły. Jedynie oglądając film ma się przez cały czas wrażenie, że już gdzieś to było. Jednak nie zmienia to faktu, że całość wykonana jest bardzo dobrze, ogląda się to lekko i przyjemnie.

Naturalnie jak w każdym filmie zdarzają się momenty, w których odbiorca chwyta się za głowę chcąc wykrzyczeć do głównego bohatera zdanie w stylu "co ty do cholery robisz?". Tutaj takich sytuacji też nie brakuje, a postać grana przez Brada Pitt'a zachowuje się nieco debilnie, tym bardziej patrząc na fakt, że był on jednym z najlepszych agentów, jakich posiadało ONZ. Nie będę tutaj podawał przykładów żeby nikomu z Was nie zepsuć zabawy jednak jestem przekonany, że będziecie mieli identyczne odczucia jak ja.

Muszę także wspomnieć o trudnościach z ekranizacją książki Max'a Brooks'a. Będąc akurat w trakcie lektury stwierdzam, że zabieg udał się bardzo dobrze. Książka to osobne relacje wielu uczestników, pierw Dnia Wielkiej Paniki, a następnie Wojny Światowej Z. Relacje te są z reguły krótkie i ciężko byłoby z pojedynczego opowiadanka stworzyć coś więcej niż kilkuminutowy klip. Tym bardziej gratulacje dla twórców, że udało im się poniekąd połączyć kilka relacji i stworzyć kawałek całkiem przyzwoitego kina.

Zdecydowanie strzałem w dziesiątkę było pokazanie epidemii jako katastrofy globalnej. Główny bohater jest rzucany w wir wydarzeń na całym świecie; od Stanów Zjednoczonych przez Koreę i Jerozolimę. Zabieg ten pozwala odczuć odbiorcy jak poważne zagrożenie stanowią zarażeni i jednocześnie stawia go w przeświadczeniu, że nie ma miejsca, w którym można by się przed nimi ukryć.

Nie nastawiałem się na wielkie widowisko i muszę przyznać, że bardzo pozytywnie się rozczarowałem (swoją drogą jakoś nie lubię tego określenia). World War Z nie jest horrorem bo nim nie miało być. To bardzo widowiskowy film akcji z całkiem przyzwoitą kreacją Pitt'a. Warto nadmienić, że produkcja jest praktycznie bezkrwawa co także poniekąd wyróżnia ją pośród innych filmów ze zgniłkami w roli głównej. Tym samym została ona przystosowana dla młodszych odbiorców, którzy powinni się przy niej całkiem nieźle bawić. 

Nie jestem wybrednym kinomanem i World War Z trafił w moje gusta. Jest akcja, są stwory przypominające zombie i są świetne efekty. W mojej skali film ten otrzymuje ocenę 8/10 i polecam go każdemu, kto ma wolne 2 godziny i lubi porządne kino akcji.

Kibi
25 lipca 2013 - 18:40

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
25.07.2013 22:02
sebogothic
103
Senator

Zombie tu, zombie tam...

25.07.2013 23:11
odpowiedz
Tlaocetl
159
Ocenzurowano

A ja filmu nie polecam nikomu - nudny jak diabli z nieciekawą fabułą. Jedynie efekty się tu jakoś bronią.

25.07.2013 23:28
odpowiedz
Mephistopheles
152
Legend

Muszę także wspomnieć o trudnościach z ekranizacją książki Max'a Brooks'a. Będąc akurat w trakcie lektury stwierdzam, że zabieg udał się bardzo dobrze.

26.07.2013 10:49
odpowiedz
NewGravedigger
112
spokooj grabarza

Ten tekst nie będzie oryginalny ale za to nieco spóźniony.

26.07.2013 12:37
odpowiedz
kuzyn123
60
Centurion

Mi tam się podoba, mimo że fabuła dosyć oczywista (no bo jak inaczej miałoby się to potoczyć?). Jak ktoś szuka ciekawego filmu akcji, który w dosłownie kilku momentach jest w stanie przestraszyć to dobry wybór.

26.07.2013 17:58
odpowiedz
Aen
163
Anesthetize

Jedynym plusem tego filmu jest to, że w księgarniach pojawiła się, w końcu, ogólnodostępna książka która moim zdaniem obok komiksu TWD jest najlepszym co spotkało zombie na papierze. Polecam, nie zrażajcie się tym filmem, z książką łączy go tylko tytuł.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze