Najlepsze gry których nigdy nie ukończyłeś - Imperialista - 14 listopada 2013

Najlepsze gry, których nigdy nie ukończyłeś

Tak wiele dobrych gier, tak mało czasu. Nawet kiedy starannie wybieramy tytuły do ogrywania, cześć z nich prędzej czy później ląduje na półce nieformalnie ochrzczonej jako „na potem”. Po części dla Was, po części dla własnego sumienia postanowiłem zrobić listę najlepszych pozycji spośród tych, które rozpocząłem, a których nigdy nie było mi dane ukończyć. A wiedzieć trzeba, że w zwyczaju mam kończyć gry, chociaż rzadko kiedy czuję potrzebę, by zaglądać w każdy kąt growego świata. Jeśli już się coś spodoba, z reguły męczę aż do napisów końcowych - chyba że popełnię któryś z kardynalnych błędów, który skutkuje wysłaniem gry na „półkę śmierci”…

Źródło: arstechnica.com

Nie będziemy się tu silić na robienie klasycznego TOP 10, z czego 5 pozycji jest przemyślanych, a reszta doklejona na siłę, byle tylko jakoś to wyglądało. Gier spełniających założenia było u mnie sześć i ani sztuki więcej.

Zaczynamy!

Źródło: isismasshiro.deviantart.com

Penumbra: Czarna Plaga

Najlepszy dreszczowiec komputerowy, jaki kiedykolwiek powstał. Podejrzewam, że to miejsce w moim prywatnym rankingu będzie miało dożywotni charakter – próbowałem w tym roku Outlast i Machine for Pigs, ale obydwie gry zaserwowały jedynie cień grozy, której doświadczyłem w Penumbrze. Gęsta atmosfera potrafiła zakrzywić czasoprzestrzeń, przez co 5 minut siedzenia w ukryciu za jedyną beczką dostępną w okolicy jawiło się jako kilkugodzinna modlitwa. Poświęciłem grze kilka solidnych wieczorów, ale za każdym razem przed dwuklikiem w ikonę czułem się, jakbym wychodził na następne dziesięć godzin do roboty w kopalni. Ostatecznie, nadszedł dzień w którym na ikonę nie kliknąłem – miałem to zrobić dnia następnego. Organizm jednak tak bardzo cieszył się z powrotu do normalności, że kolejnym krokiem musiała być deinstalacja.  

Powód odstawienia: Atmosfera tak gęsta, że granie stało się przykrym obowiązkiem. Amnesia przy Penumbrze jawi się jako milusia, pluszowa maskotka.

Dishonored

Daleki byłem od podzielania zachwytów kierowanych w stronę Dishonored. Każdy lubi co prawda niespodzianki, a gra była bodaj jedną z największych ubiegłego roku, ale po kilku godzinach grania zdołała się u mnie dorobić łatki zmarnowanego potencjału. Tak czy siak, prawdopodobnie bym grę ukończył, chociażby dla mechanicznego serca, niesamowitej atmosfery, czy zapadającej w pamięci architektury miasta. Mimo, że wpadłem w zastawioną przez twórców pułapkę wtórności, wykorzystując raz po razie jedyną słuszną „sztuczkę” w grze, uznałem Dishonored za grę dobrą, a jej hipotetyczny sequel wskoczył w ścisłą czołówkę moich zakupów koniecznych. Jedynkę zaś prawdopodobnie bym skończył, gdybym tylko nie zaczynał przygody z nią w przeddzień sesji egzaminacyjnej. Miało być trochę zabawy pomiędzy egzaminami, skończyło się na trzech wieczorach pod rząd przed koputerem, nadrabianiem zaległości i… odstawieniem Dishonored na półkę śmierci.

Powód odstawienia: nieodpowiednia gra w bardzo nieodpowiednim czasie. Do sesji można grać w Raymana, ale w nic bardziej angażującego.

 Alan Wake

Zawiłe poczynania Remedy z Alanem śledziłem od momentu opublikowania pierwszych screenów, na długo przed ostateczną premierą. Jako że należę do drugiego „obozu” konsolowego, sama premiera nieszczególnie mnie ucieszyła i musiałem cierpliwie czekać, aż Wake’a dostaną pecetowcy. Gdy w końcu się nam dostało, grze nie udało się dostać na szczyt listy zakupowej tamtego okresu, więc pisarz musiał cierpliwie posiedzieć w poczekalni. Kiedy wreszcie został wywołany, spotkanie z nim nie okazało się tym, czego oczekiwałem. O ile samą historię śledziłem z ogromnym zainteresowaniem, gameplayowo Alan Wake był drogą przez piekło. System walki światłem, sprzedawany graczom jako innowacja i element urozmaicający potyczki był w rzeczywistości jedną z największych, powtarzalnych upierdliwości w grach wideo. Zaciskając zęby dałem radę pokonać pierwszych kilka rozdziałów, ale za każdym razem gdy gra atakowała mnie kuriozalnymi bossami w stylu szalonej koparki, ochota na spędzenie paru kolejnych godzin z panem pismakiem malała coraz bardziej. Steam pokazuje, że w upiornym miasteczku i okolicznych lasach spędziłem 10 godzin. Cierpliwy ze mnie typ.

Powód odstawienia: koszmarnie upierdliwy gameplay zabił radochę płynąca z eksploracji i poznawania historii.

Dragon Age: Początek

Pomijając milczeniem beznadziejny przypadek sequela, „jedynka” była bardzo porządną grą. Dla wielu największym z RPGów ostatniej dekady. Wsiąknąłem w świat Dragon Age’a od pierwszej godziny i fascynacja nie zmalała przez kilkadziesiąt (a może i kilkanaście?) następnych. Szkoda tylko, że gra należy do tych, które kochałem w przeszłości, a dzisiaj nie potrafiłbym przywołać z nich ani jednego momentu. Jako całokształt była jednak spoko – taka typowa ładna blondyneczka o której po latach nie potraficie powiedzieć niczego, prócz dwóch słów składających się na komplement. Tak czy siak, swego czasu miałem ogromną chęć, by Dragon Age’a dokończyć. Niestety, spokojny pobyt na obczyźnie przerwał mi wówczas niespodziewany wyjazd w inne, równie obczyźniane strony. Po powrocie chęci do uruchomienia „Początku” były zerowe.

Powód odstawienia: po dwóch tygodniach odstawki kompletnie zapomniałem, w którym momencie historii jestem.

Prey

Tytuł mocno niedoceniony „za życia”, obecnie być może przeceniany. Granie faktycznie sprawiało dużą satysfakcję, zwłaszcza że wiadomy myk gameplayowy z portalami w roli głównej dosłownie wywracał rozgrywkę do góry nogami. Całość była na tyle sugestywna, że kilka razy kończyłem grę z małymi zawirowaniami w głowie, ale nie był to wystarczający powód by ją porzucić. Niestety, do Preya podchodziłem mocno na raty, żonglując kilkoma grami na raz. Tradycyjny przypadek, w którym z kilku ogrywanych jednorazowo gier nie kończymy zazwyczaj żadnej. Od tamtej lekcji staram się nie popełniać tego błędu i nawet w okresie najgorętszym w roku, do domu niosę tylko jedno premierowe pudełko na raz. Prey stał się więc pomnikiem przypominającym o własnej głupocie i stoi w widocznym miejscu na półce, grożąc idiańskim paluchem za każdym razem, gdy spojrzę na grzbiet pudełka.

Powód odstawienia: za dużo gier ogrywanych na raz = opłakany skutek. Zawsze.

Mass Effect

Uwielbiam tę serię do tego stopnia, że nawet na zakończenie „trójki” nie zareagowałem tak wybuchowo, jak duża część społeczności. Tym bardziej żałuję, że pokonała mnie pierwsza część serii, bez której doświadczenia z trylogią nie można uznać za pełne. Na Mass Effecta zeszło mi przynajmniej 20 godzin, ale szczyt zniechęcenia osiągnąłem w momencie, w którym trzecie z kolei zadanie poboczne okazało się nie do wykonania na skutek dziwnego buga. RPGi, które uwielbiam MUSZĄ być wyczyszczone z questów w stu procentach. Jakiekolwiek problemy z wypełnieniem tego celu skutkują nieopisaną frustracją, podczas której droga od miłości do nienawiści mocno topnieje. Dzisiaj nie wróciłbym do „jedynki” ze względu na toporność rozwiązań gameplayowych, chociaż wciąż boli mnie, że sporą część historii nacji i fabuły musiałem doczytywać w internetach.

Powód odstawienia: bugi uniemożliwiające zaliczenie fajnych zadań pobocznych. Trzech. Pod rząd.

 


Wasza kolej! Jakie są najlepsze spośród gier, które wrzuciliście na "półkę śmierci". Z jakich powodów?



Feedback jest ważny! Jeśli uważasz, że nie straciłeś czasu czytając ten wpis, daj temu wyraz w komentarzu- chętnie poznam Twój punkt widzenia. Jeśli chcesz ze mną mówić więcej o grach, uderzaj na fanpejdża, gdzie będzie trafiała najlepsza growa publicystyka przerzucona wstępnie przez filtr mojego gustu.



Imperialista
14 listopada 2013 - 17:46

Komentarze Czytelników (59)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.11.2013 22:17
odpowiedz
Glownyszef
7
Legionista

@prosiacek Zabawne, ja właśnie w Fallout: New Vegas nie mam początkowych osiągnięć, ale końcowe już tak. Dlaczego? Z początku pożyczyłem tą grę i grałem na innym koncie steam, a potem kupiłem własny egzemplarz, a save'y z poprzednich sesji zachowały się na dysku twardym :)

14.11.2013 22:21
Ace_2005
odpowiedz
Ace_2005
152
Bo tak!

Mam taką przypadłość, że jak dana gra mnie nie interesuje to odstawiam ją w zapomnienie i ciężko jest mi nawet przypomnieć sobie tytuł, który tak mnie rozczarował. :) Gdy grałem na PC to tych tytułów było naprawdę sporo. Z konsolowych chyba najbardziej zawiodło mnie GTA 4. Po dłuższym graniu dopadła mnie nuda. Kilka prób podejścia do tego tytułu zakończyło się niepowodzeniem.

14.11.2013 22:34
prosiacek
👍
odpowiedz
prosiacek
98
Konsul

Glownyszef, rzucasz system na kolana :D

14.11.2013 22:35
Mepha
odpowiedz
Mepha
71
Mhroczny Pogromca

Jedyna pozycja z tych gier, której nie przeszedłem do końca to Dishonored, po prostu potem przestała mnie jarać.

14.11.2013 22:35
FanGta
odpowiedz
FanGta
112
Generał

Nigdy nie przejde na pewno GTA San Andreas,w którym raz tylko doszłem do finału,była świetna,ale strasznie zacofana graficznie,dzwiękowo (te dżwięki broń odstraszają).Naprawde grafika ma znaczenie

Far Cry 2,Assasin Creed 1 - te także był niezdatne do przejścia,są potwornie nudne,idealne na 2-3h i nic więcej (na szćżescie kontynuacje obu są przegenialne)

Wiedźmin 1 - potworny bug który nie dał wogóle dokończyć misji i zarazem gry

Dead Island - na początku rzuciłem od razu w kąt,po prostu na pierwszy rzut oka obrzydziła mnie.Ale po jakimś czasie wróciłem i wsiąkłem dochodząc od zera do jakis 75% w dwóch sesjach,ale stado zombie w jakiejs wiosce nie pozwoliło mi przejsc dalej,których ni huya nie dało sie pokonać i przejsc do 100% - najbardziej schrzaniony bug jaki widziałem
Wszystkie te gry są świetne ale nie da się ich po prostu przyjemnie przejsc

PS @mikros
TO ile tych awari dysku miałes?Trzeba sejvy zgrywac zawsze niestety na drugi dysk,nie to co nienaruszalny pendrive w konsoli,gdzie sevy zawsze będą po zmianie dashu/firmware itp

15.11.2013 00:20
xsas
odpowiedz
xsas
139
SG-1

Moje podejście do gier na przestrzeni lat trochę się zmieniło. Nie zagrywam się w każdy tytuł jaki mi się wstępnie podoba, tylko staram się bardziej daną grą zainteresować. Dzięki temu nie mam już problemów, że danej gry nie ukończę - a podejście mam takie, że jak zacznę, to raczej dążę do tego by ukończyć daną grę. :)

A z gier które nie ukończyłem, to:
Civilization: Call to Power - rozwijanie cywilizacji przez różne epoki, to jest to! niemniej jednak turowość mnie zniechęciła, a i sterowania wtedy nie ogarniałem. :P
Total Overdose - meksykański klimat bardzo mi się podobał, no i nie bez znaczenia było to, że gra ta była a'la GTA, ale nie dałem rady z gameplayem.
Saints Row 2 - podobnie jak wyżej, chciałem poznać tą serię bo wydawała mi się taką zabawną odskocznią od poważnego GTA, niestety optymalizacja na PC nie dała mi tej szansy.
GTA III - ot gra pojawiła się u mnie w nieodpowiednim czasie tj. już po tym jak zagrałem w rewelacyjne GTA: Vice City. Trzecia część odepchnęła mnie dodatkowo swoją szarością i przygnębiającym klimatem.
TDU2 - zauroczony częścią pierwszą, "dwójka" była oczywistą oczywistością do przejścia... myliłem się, czasu brakowało, a i potem już mi do niej nie było śpieszno.
SPORE - kolejna która z braku czasu nie została ukończona, a i też już trochę się nudziła.

-------------------

Sam też jestem ciekaw które to zadania/problemy w Mass Effect uniemożliwiły autorowi dalszą grę?
Coś mi świta, że chyba były tam kiedyś jakieś komplikacje - bodaj przy misji związanej z danym pochodzeniem Sheparda, bądź misja która pojawiała się gdy był max. wskaźnik renegata. Niemniej jednak osobiście nie miałem problemów z ME1 (a przechodziłem ją kilkanaście razy, za każdym razem na max. jako, że podejście do cRPG mam w zasadzie takie jak autor ;))
BTW. być może podejście autora do zakończenia w ME3 wynika z faktu "obcięcia" historii z ME1? - gdzie właśnie to co w "jedynce" stoi w lekkiej sprzeczności z zakończeniem "trójki". No ale to takie moje drobne dywagacje. ;)

15.11.2013 08:18
👍
odpowiedz
zanonimizowany579358
105
Senator

@Glownyszef - To było chyba koło Caldery ;P Ostatni raz grałem chyba 6-7 lat temu. Ten nord miał taką fioletową łapę na twarzy. A ta wiedźma była niedaleko, musisz czytać dziennik w którym kierunku musisz podążać wtedy na pewno byś ją znalazł xD Miałbyś wtedy wybór czy pomóc jej czy temu nordowi.
Ja Morrowinda chyba ze 3 razy ukończyłem, głównie dzięki dodatkom, bo gdyby nie to pewnie skończyłoby się na jednym razie. Ostatnio próbowałem wrócić, ale coś mnie odbiło od niej. Z pewnością nie grafika, ani ogólna toporność. Po prostu gra jest jednorazowa, a grając poprzednio zwiedziłem niemal cały świat i już powrót nie miał sensu. I tak dobrze, że ze 3 razy skończyłem ;P

Jeśli o mnie chodzi to Alana Wake'a ledwo co dociągnąłem. W połowie drugiego odcinka miałem już dość. Ale jakoś przeszedłem razem z dodatkowymi odcinkami. A poza tym zawsze mam duże przestoje we wszelkiego rodzaju sandboksach: Just Cause, GTA, TESy, teraz do Stalkera nie potrafię wrócić.
A poza tym wszelkiego rodzaju gry nijakie, bez pomysły na siebie potrafią sprawić, że o nich zapomnę i więcej nie wrócę. Nawet jeśli gra jest crapem, ale ma to "coś", potrafię spędzić przy niej długie godziny.

15.11.2013 10:14
odpowiedz
JesusAlvaro
46
Chorąży

Primo: TES Morrowind. Zawsze chciałem przejść całość razem z dodatkami. Niestety 2 razy z różnych przyczyn straciłem sejwy niedługo po ukończeniu podstawki. No i ciężko mi się zmusić żeby trzeci raz zaczynać od nowa:(
Secundo: Mass Effect. Skończyłem 1kę z wypiekami na twarzy, zacząłem 2kę... i skasowałem po przeczytaniu streszczeń fabuły w 3ce. Spojlerowanie zdecydowanie zabija zabawę;)
Tertio: GTA IV. Kupiłem spod lady w dniu premiery, zainstalowałem... i brat za mnie przeszedł. Cholera napaliłem się strasznie, pograłem tylko godzinę i koniec. Chyba problemem była fatalna optymalizacja na PC (pamiętacie?). Teraz niby wszystko już ok ale jakoś mimo chęci nie mogę się zmusić.
Artykuł fajny. Proponuję dodać jeszcze kolejną kategorię: gry wybitne, które wciągają nas jak bagno (zarywamy przez nie noce i tracimy ileś dni z życia) przez co po ukończeniu stwierdzamy "nigdy więcej!", a mimo to po czasie do nich wracamy żeby zacząć "jeszcze raz". Czyli po prostu "najlepsze gry... które przechodzisz po raz n-ty znając fabułę na wylot i wiedząc ile to będzie kosztowało". U mnie to będzie zdecydowanie seria Total War, a zwłaszcza Empire (kuźwa, ileż razy można podbijać Angolami świat...?!). Pasuje też HOI2 i EU2:/

15.11.2013 11:07
odpowiedz
Alacer
61
Pretorianin

Red Dead Redemption (X360) - sterowanie mnie powalilo

15.11.2013 11:21
maciek16180
odpowiedz
maciek16180
54
Konsul

@sebogothic: a widzisz, ja mam z Morrowindem zupełnie inaczej (patrz mój post wyżej) :)

15.11.2013 11:57
odpowiedz
esese
44
Centurion

Z zasady staram się przechodzić wszystkie gry, no chyba że faktycznie trafi się coś totalnie beznadziejnego. Ze strzelaniami nie ma problemu, bo są krótkie i jak już zainstaluje to raczej staram się je skończyć.Z fajnych:
Europa Universalis II/III (chyba moja ulubiona gra). Jakie bym mody nie instalował problem jest zawsze ten sam. Na początku jest ok, a po 100 latach jest już łatwo=nudno. Poziom trudności tej gry bardzo szybko spada do zera. Grałem w nią miesiącami ale w pewnym momencie sobie zdałem sprawę, że dokończyłem chyba tylko jedną rozgrywkę (i tu nie dam głowy czy nie przerwałem gry 7-8 lat przed końcem).
Hearts of Iron II - to nawet bym skończył (krótszy okres), ale zniechęciło mnie brak celu (podbijać się nie opłaca, państwa satelitarne to znowu super ułatwienie dla gracza - i co niby tu robić?), kiepskie rozwiązania polityczne (właściwie brak polityki) i przede wszystkim brak koła - tam wszyscy chodzą na piechotę (tak - sprawdzałem - piechota najszybszą koleją w czasie pokoju porusza się 4km/h, czyli spacerkiem)- 1 rok cholera transportowałem koleją piechotę na granicę polsko-chińską, a potem to jeszcze trzeba zawrócić na granicę polsko francuską :)
Jagged Alliance 2 - super gra, trzyma poziom, ale 2x podchodziłem i 2x nie skończyłem i w sumie nie wiem dlaczego. może rozgrywka jest zbyt długa, a może na siłę chciałem zrobić wszystko co się da w tej grze (np. wyszkolić wszystkich ludzi na 99%).
Sacred - skalowanie wrogów. Nie dość co rozwój postaci nie był najwyższych lotów to skalowanie wrogów właściwie pozbawiało jakiejkolwiek motywacji do dalsze gry.
Medieval: Total War - kupiłem zaraz po premierze, zainstalowałem i tyle. Pamiętam że sprzęt średnio sobie z tą grą radził (GF 6600 i jakiś amd duron 2400+), a że byłem na zmianie to postanowiłem poczekać. Do dzisiaj jakoś nie mogę się do niej zebrać :)

15.11.2013 12:37
odpowiedz
zanonimizowany579358
105
Senator

@JesusAlvaro - Nie trzeba przecież kończyć podstawki by móc zacząć grać w dodatki.

15.11.2013 12:39
zmudix
odpowiedz
zmudix
157
Professor Fate

Brutal Legend - przez wkurzenie na pseudostrategiczne bitwy z bossami, jak na to patrzę to odechciewa mi się jakiejkolwiek interakcji z tym tytułem
Gothic II - czwarty akt jakiś taki nudny, odechciało mi się, do tego chyba zepsułem sobie postać. :)
Trine 2 - kiedyś się zaciąłem, później było sporo gier, jakoś nie skończyłem
Dead Space - chrzanić Penumbry i Amnezje (obydwie przeszedłem), to dopiero jest straszna gra :)
Half-Life 2 - niby takie arcydzieło, a mnie w ogóle nie porwało
Alan Wake - na początku wow, krajobrazy takie amerykańskie, koszmary straszne, a później nuda, nuda, zieeeeewwwww, nuda, bez uszanowanka

15.11.2013 13:12
NewGravedigger
odpowiedz
NewGravedigger
128
spokooj grabarza

Alan wake, red dead redemption, Arkham origins

nuuuuuuuda

15.11.2013 13:20
sajlentbob
odpowiedz
sajlentbob
129
Vetus Fungus

Jest tego wiele. Prawie nigdy nie kończę sandboxów - wyjątek to Fallout'y i Oblivion. Ten drugi raczej dlatego, że jest tak prosty do ukończenia a nie dlatego, że jakoś specjalnie mi na tym zależało.
W sandboxach lubię wolność, eksplorację i zadania poboczne ale główna fabuła jest zazwyczaj miernej jakości i zupełnie mnie nie "kręci".

-W związku z powyższym listę otwierają Morrowind, Skyrim i wszystkie GTA,
Z innych "większych" tytułów:

-Dishonored - Ostatnia misja, zwrot akcji był cienki, naciągany i zrobiony na siłę, po prostu odechciało mi się grać,

-Devil May Cry 3 - nad tą grą szczerze boleję. Zaciąłem się na ostatniej walce. Grę odstawiłem "na chwilę" i niestety nigdy już do niej nie wróciłem.

-Hitman i AC - nie chodzi tylko o pojedyńcze gry ale o całość. Lubię ciągłość fabularną i w związku z tym wielokrotnie próbowałem "napocząć" oba cykle. Podchodziłem do pierwszych części tym serii i za każdym razem odbijałem się od nich jak od ściany.

-nowy XCOM EU. Doszedłem prawie do samiutkiego końca, po czym stwierdziłem, że mam kiepski team i zacząłem grę od nowa. :) Przy drugim podejściu byłem gdzieś w fabularnych 2/3 gry z idealnym team'em, najlepszym możliwym wsparciem lotniczym, zerową paniką, gigantycznymi rezerwami funduszy i surowców, idealną bazą i całym mrowiem personelu.... Wtedy dorwałem Dark Souls na PC :)

-Half Life2 - w sumie nawet nie wiem dlaczego. Gra po prostu nie zrobiła na mnie większego wrażenia. (być może chodzi o totalne oskryptowanie - z tego samego powodu praktycznie nie gram w żadne współczesne FPS'y)

19.11.2013 14:23
Harry M
odpowiedz
Harry M
132
Master czaszka

Hmmmm...
Alan wake - grałem na pożyczonej wersji i przeszedłem 50%, a jak zdobyłem swój egzemplarz to musiałem grać od nowa i mi sie odechcialo.
Syrim - rzuciłem sie na misje poboczne i zapomniałem o wątku głównym.
Tomb Raider - wiecej grałem w miltika niz w singla. A pózniej usunąłem bo nie miałem miejsca na dysku.
Masz Effect - po dłuższej przerwie zapomniałem o co chodzi w fabule.
Borderlands 2 - za duzo misji pobocznych w grze przez co nie skończyłem. Ale co jakis czas sobie instaluje, gram pare misji i znowu po jakims czasie usuwam :).

18.04.2014 22:34
Jeallycow
😍
odpowiedz
Jeallycow
16
Chorąży

Zdecydowanie i jednogłośnie : Borderlands, gra bardzo przyjemna przez pierwsze 6 godzin ale potem to mordęga :(

15.06.2014 10:59
odpowiedz
fanslol
1
Junior

far cry 3 przeszłem 5 razy ]]]]]

23.10.2014 00:13
yadin
odpowiedz
yadin
102
Legend

Nigdy nie ukończyłem Assassin's Creed. Żadnej części.

23.10.2014 08:26
zmudix
odpowiedz
zmudix
157
Professor Fate

Hmm... no to jedziemy.

Farcry 3 - na początku ciekawa, później się po prostu znudziła
Brutal Legend - została mi chyba tylko ostatnia walka z bossem, nie znoszę tych pseudoRTSowych bitew
Dead Space - bo się boję :)
Alan Wake - mimo wszystko nuda

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze