Papers Please - recenzja - Czarny - 30 listopada 2013

Papers, Please - recenzja

Czarny ocenia: Papers, Please
90

Papers, Please to prawdziwa perełka wśród politycznych gier indie. Dzieło Lucasa Pope’a pod względem grywalności i głębi przekazu deklasuje większość tytułów z najwyższej półki, dysponując przy tym znacznie skromniejszymi środkami. Jakim cudem niezależna produkcja, której tematem przewodnim jest codzienna praca celnika, może być aż tak wciągająca?

Głównym bohaterem gry jest anonimowy mieszkaniec komunistycznego państwa Arstotzka, który zrządzeniem losu otrzymał posadę celnika na granicy oraz służbowe mieszkanie. W czasie zabawy podbijamy kolejne paszporty, poszukujemy kontrabandy, porównujemy różne dokumenty i staramy się zarobić na życie – zarówno nasze, jak i licznej rodziny. Rozgrywka dzieli się na dwie płaszczyzny: pracę w pogranicznej budce oraz zawiadywanie domowym budżetem. Proste? Ale jakże grywalne!

Kto by pomyślał, że z przeglądania dokumentów można zrobić coś ciekawego.

Trzy grosze urzędnika

Powyższy opis nie brzmi może szczególnie przekonująco – w końcu kogo obchodzą losy jakiegoś urzędasa, który musi siedzieć w papierkach i przyglądać się kolejnym, podejrzanym facjatom. Warto jednak pamiętać, że diabeł tkwi w szczegółach – zabawa jest znacznie bardziej złożona, niż można by tego oczekiwać. Podstawową czynnością jest oczywiście porównywanie kolejnych dokumentów w poszukiwaniu nieścisłości: literówek w nazwiskach, niewłaściwych dat, podrobionych pieczęci itd. Z czasem elementów do zapamiętania jest coraz więcej, a poziom trudności znacznie wzrasta. Co chwilę jakieś państwo zostaje poddane kwarantannie i jego obywatele potrzebują osobnego świstka, inne otrzymuje embargo, zaś mieszkańcy konkretnego dystryktu Arstotzki muszą mieć konfiskowane paszporty.

Dobra łapówka nie jest zła.

Im dokładniej przyjrzymy się wszystkim papierom, tym większa pewność, że niczego nie pominęliśmy i nasza pensja nie zostanie obcięta – z drugiej strony znaczna ilość rozpatrzonych wniosków oznacza wyższą wypłatę. Jako, że celnik pracuje tylko w określonych godzinach (ograniczenie czasowe), gra wymaga nadzwyczajnego skupienia oraz doskonałej organizacji. To jeden wielki wyścig, w którym błędy są karane bardzo dotkliwie – brak pieniędzy skutkuje niedostatkiem żywności, chorobami u członków rodziny a w dalszej perspektywie nawet ich śmiercią. Napięcie cały czas narasta, a przy każdym kolejnym petencie gracz myśli: „Boże, obym nic nie schrzanił”. Może zabrzmieć to śmiesznie, ale proste Papers, please wzbudziło we mnie znacznie więcej emocji, niż jakakolwiek nowoczesna strzelanka.

Dbanie o losy rodziny to jedno z największych wyzwań.

Jako gra logiczna, tytuł sprawdza się wyśmienicie – testuje pamięć i spostrzegawczość gracza, nie wymagając przy tym nadzwyczajnego refleksu. Dużo ciekawsza jest jednak warstwa fabularna i społeczna – część z przychodzących do nas osób ma swoje historie, którymi próbuje nas zająć lub poruszyć. Zdarzają się więc rodziny uchodźców z fałszywymi dokumentami, których odesłanie z powrotem równa się wyrokowi śmierci. Jest wściekły ojciec, który prosi nas o pomoc w schwytaniu pedofila, odpowiedzialnego za gwałt dziecka. Są też sprytni przemytnicy, handlarze żywym towarem, businessmani próbujący przekonać nas do zareklamowania swojej firmy i wielu, wielu innych. Co chwilę musimy podejmować ważne decyzje: pomóc potrzebującym, ryzykując karę pieniężną i głód? Przyjąć łapówkę i przymknąć oko na handel narkotykami? Zaprzyjaźnić się z mężczyzną podrabiającym paszporty i ubić z nim interes, czy też wezwać straż i dokonać aresztowania? Większość wyborów jest bardzo niejednoznaczna i o rezultatach części z nich dowiadujemy się dopiero po pewnym czasie – kiedy odkręcenie szkód jest już praktycznie niemożliwe. Gra oferuje przy tym 20 różnych zakończeń, z których żadne nie jest w pełni pozytywne, nie brakuje natomiast bardzo negatywnych. Nie ma tu oczywistego podziału na dobro i zło – i to nawet mimo tego, że Arstotzka jest państwem totalitarnym, posługującym się wybitnie czarno-białymi kategoriami. Co prawda istnieją tutaj rewolucjoniści próbujący obalić istniejący reżim, ale ewidentnie mają oni krew na rękach – możemy z nimi współpracować, ale pobrudzimy sobie przy tym ręce.

Danych do przeanalizowania bywa czasem bardzo wiele.

CHWAŁA DLA ARSTOTZKI!

Niektórzy dziennikarze oceniający Papers, Please podkreślają fakt, że jest to gra krytykująca totalitaryzm i komunizm. Nie jest to do końca prawda. Gdyby zmienić umundurowanie żołnierzy i zmodyfikować nazwy państw, miast oraz brzmienie nazwisk (obecnie kojarzących się z Europą wschodnią), to tytuł mógłby się odnosić do dowolnego kraju na świecie. Szczególnie warto zaakcentować to, co dzieje się na granicy pomiędzy współczesnymi Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem: produkcja Lucasa Pope’a jest znacznie mniej brutalna, niż nasza rzeczywistość (i to mimo tego, że kilkukrotnie w czasie rozgrywki musimy pociągnąć za spust). W ogólnym ujęciu jest to więc krytyka każdego reżimu, który stosuje kategorie społeczne, dzieląc ludzi na lepszych i gorszych. Gra celowo deprecjonuje wartość człowieka – liczą się dokumenty, numerki i pieczątki, a ludzkie problemy nie mają większego znaczenia. Oczywiście możemy zdobyć się na pewne akty altruizmu, jednak praktyka „pracy” udowadnia, że jest to raczej przeszkoda w automatycznym, sprawnym i wybitnie dehumanizującym procesie weryfikacji. W zawodzie urzędnika trudno o uczucia – mamy do nich prawo, ale zmniejszają one naszą skuteczność, a tym samym utrudniają zarobienie pieniędzy na życie. Z podkreślenia tego elementu funkcjonowania państwa Franz Kafka byłby dumny.

Jednym stemplem możemy zadecydować o czyimś życiu lub śmierci.

Ukazanie skomplikowanej i nieludzkiej perspektywy w prostej grze logicznej to nie lada osiągnięcie, które naprawdę warto docenić. Produkcja ma wiele ciekawych wątków i zaskakuje głębią przekazu, ukrytą za banalną oprawą graficzną i muzyczną. Bez wątpienia jest to jeden z ciekawszych tytułów niezależnych, jakie ukazały się w tym roku.

 

Plusy:

  • nietypowa tematyka;
  • wciągająca rozgrywka wymagająca spostrzegawczości i dobrej pamięci;
  • ciekawa fabuła z masą niejednoznacznych wyborów moralnych;
  • 20 zakończeń;
  • zaskakująca głębia przekazu;

Minusy:

  • oprawa nie każdemu musi się spodobać;
  • w trybie swobodnym po pewnym czasie zaczyna się nudzić.
Czarny
30 listopada 2013 - 15:14

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.12.2013 15:41
komenty
66
Senator

Małe cudo, serdecznie polecam, niby nudy a jak się człowiek wciągnie to gra wielokrotnie. Kiepska grafika, ale, jak już pokazały FTL czy Hotline Miami, nie jest to przeszkodą w dobrej zabawie.