To ja też zrecenzuję Niesamowitego Spider-Mana 2 - fsm - 29 kwietnia 2014

To ja też zrecenzuję Niesamowitego Spider-Mana 2

Nie tylko Cayack ma w mieście kino, w którym grają Niesamowitego Spider-Mana 2. Ja też mam i też się chcę podzielić z Wami swoją opinią o drugiej części nowej pajęczej serii. Najlepiej byłoby, gdybym się z Cayackiem nie zgodził i spróbował wbić jego nędzną argumentację w glebę... Ale tak nie będzie. Co prawda mój tekst będzie łagodniejszy w wydźwięku, bo mi Niesamowity Spider-Man 2 podobał się bardziej, ale w kilku punktach będziemy zgodni. Czyli w sumie nuda. Ale jeśli chcecie zajrzeć do mojej recenzji, to będzie mi miło. Peterowi też będzie miło - o tak, jak na poniższej fotografii.

Żeby odróżnić swój tekst, oprę go o zgrabne punkciki opisujące konkretne zagadnienia, wszak przejrzystość jest niezmiernie ważna. Wspomnę jeszcze, że Spider-Man to mój ulubiony komiksowy superheros (gdyby ktoś kazał mi wybrać jednego, albo zrobi mi coś złego) i jedyny, którego przygody liznąłem w wersji rysowanej i papierowej. Rzeknę jeszcze, że Spider-Man 2 w reżyserii Sama Raimiego to rzecz zdecydowanie udana i takie tam... To może przejdźmy do The Amazing Spider-Man 2, hm?

The good

  • Andrew Garfield znowu pokazuje, że jest świetnym Peterem Parkerem i jeszcze lepszym Spider-Manem. Wiem, że Parker powinien mieć w sobie więcej fajtłapy (co dobrze pokazał Maguire) i być mniej hipsterski, ale wdzięk tej postaci w nowych filmie jest tak olbrzymi, że nie mogę się na niego złościć ani trochę. Wszystko jest takie, jakie być powinno - odpowiedni miks chłopięcości, maślanych oczu, humoru, beztroski i solidnego łomotu.
  • Bardzo podobał mi się projekt Electro - wygląd postaci i manifestacja jego mocy wyszła świetnie. Nieco gorzej z motywacją postaci, która wcale nie odbiega jakoś mocno od tego, co sugerują zwiastuny. Ale wytłumaczenie mam jasne - Max Dillon jest w tym filmie chory psychicznie. Nie jakoś bardzo, ale wystarczająco, by kilka prostych bodźców popchnęło go w kierunku super-łotrostwa.
  • Scen akcji nie było aż tak dużo, jak się tego spodziewałem, ale jak już się pojawiały, to moja ekscytacja rosła. Świetna choreografia walk, karkołomne, komiksowe pozy latającego Spideya i mnóstwo zwolnionego tempa, które pozwalało zaobserwować wszystko, co działo się na ekranie (Michaelu Bayu, który zrobiłeś Transformersy, ucz się!)
  • Związek Petera i Gwen zajmuje dużą część czasu ekranowego, ale został przedstawiony lekko i przyjemnie - znać tu rękę człowieka, który kilka lat temu stworzył świetne 500 dni miłości. Marc Webb wie, jak ciekawie pokazać relacje damsko-męskie.
  • A skoro o Gwen mowa - jej postać jest dużo ciekawsza, niż Mary Jane w poprzedniej trylogii. Kirsten Dunst musiała grać damę w potrzasku zdaną na łaskę otoczenia i innych postaci, zaś Emma Stone dostała do dyspozycji lepiej nakreśloną, bardziej zaradną i w ogólnym odbiorze przyjemniejszą postać.
  • Film widziałem w Imaksie i była to zapewne najlepsza opcja (choć tym razem pojawiła się wersja 2D z napisami, co nie miało miejsca przy okazji premiery Zimowego żołnierza) - czysty, ostry obraz dający pełnię wrażeń i naprawdę zacnie wykonane 3D z kilkoma efektami "uwaga, coś leci w moją stronę". Dodatkowy plus za muzykę - Hans Zimmer skumał się m.in. z Pharrellem Williamsem i Mike'iem Einzigerem z Incubusa celem stworzenia drapieżnej muzycznej ilustracji. Szczypta rocka i zaskakująco dużo zaskakująco strawnego (mając na uwadze kontekst fabularny) dubstepu stworzyły ciekawe tło dla zmagań pajączka.
  • Struktura filmu jako całości - mimo wad, które wytknę poniżej - była jak najbardziej ok. Niesamowitego Spider-Mana 2 oglądało się bardzo przyjemnie, bez znudzenia, tempo kolejnych scen było dobrane umiejętnie i mam takie ogólne wrażenie, że Marc Webb coraz lepiej czuje się w wysokobudżetowym, superbohaterskim typie kina.

The bad

  • Otwierająca film scena w samolocie była niepotrzebnie rozciągnięta i w sumie służyła tylko jako bardzo długie uzasadnienie wysyłania pewnego pliku.
  • Motywacja Zielonego Goblina okazała się gorsza (i słabej - szybciej - zarysowana) niż w pierwszym Spider-Manie. Śmierć ojca przekonuje mnie bardziej, niż "nie chcesz mi pomóc, więc jesteś zły".
  • Nowy Spider-Man cierpi też na za dużo wątków naraz - jako środkowa część trylogii musi zbudować uniwersum, ale nie do końca działa to na korzyść fabuły tego filmu. Chciałby się więcej głębi i dłuższego czasu rozwoju pewnych historii, na co zabrakło miejsca. Tu zgadzam się z Cayackiem w pełni.
  • Ktoś powinien dostać też klapsa za zły marketing - atakowanie trzema złoczyńcami od pierwszego zwiastuna to duży błąd, który zabiera nieco frajdy z seansu. Zielony Goblin powinien być jedynie lekko zasugerowany, zważywszy na jego istotną rolę w późniejszych filmach z serii, zaś o Rhino nie powinno być ani słowa - to byłaby bardzo miła niespodzianka dla fanów komiksów i dodatkowy plusik do oceny. A tak oczekiwania zostały rozbudzone, zaś film pod tym względem "nie dostarcza".

The ugly (żeby dopełnić obowiązkowego tryptyku w śródtytułach)

  • Make-up Goblina po transformacji mi się nie podobał. Zbyt szalony i abstrakcyjny.

Ogólnie jednak rzecz biorąc Niesamowity Spider-Man 2 daje radę. To superbohaterskie kino zrobione z pasją i głową, choć akurat tu wyobraźnia twórców wybiega daleko w przyszłość i jestem pewien, że w pełni docenimy nową trylogię (oraz planowane spin-offy) dopiero na samym końcu.

Jeśli już mówimy o końcach, to na zakończenie tekstu wstawiam poniższą czadową grafikę, która da Wam jako-taki punkt odniesienia do moich opinii o filmach komiksowych. Zobaczycie zestawienie 4 najlepszych produkcji o superbohaterach (czyli bez uwzględniania Sin City lub 300) wraz z dwoma wizjami przygód Spider-Mana. Tak mi się to wszystko oglądało...

(sorry za kompresję, gameplay się zbuntował przeciwko mojemu obrazkowi)

fsm
29 kwietnia 2014 - 22:19
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
01.05.2014 23:41
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

@wysiak

Raimi uwielbia obsadzać Bruce Campbella w swoich filmach. To easter egg i jego styl. Nie widzę tu zależności co do jego tonacji filmów. Na podobnej zasadzie mamy traktować pojawienie się Stana Lee w niemal każdym filmie Marvela?

01.05.2014 23:45
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

@Mephistopheles

Filmy poważne, czyli kręcone na serio z przemyślanym scenariuszem i ciekawą historią mają na Metacritic wysokie oceny - to portal dość hmm.. konserwatywny i zbiera recenzje uznanych krytyków.

Filmy niepoważne (nawet celowo niepoważne) takie jak słownikowy blockbuster Avengers mają na Metacritic znacznie niższe oceny (bodajże 69/100).

Powaga filmów Raimiego zawiera się też w ogromnych ilościach patosu i pompatycznych dialogów (ciocia May) jakie tam zawarł.

Podkreślam jednak, że nie zamierzam przekonywać ani Ciebie, ani wysiaka. Burzę się tylko przed nazywaniem mnie ignorantem.

01.05.2014 23:48
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

@Neqtunek

Ja osobiście obejrzałem w 2D z napisami i byłem w pełni zadowolony ;) Czytając jednak opinie w internetach (choćby tutaj, wyżej pisze fsm) to 3D jest ponoć niezłe ;) To tak z drugiej ręki info, więc lepiej żeby ktoś kto sprawdził na własne oczy się wypowiedział.

02.05.2014 00:34
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Hulk z Baną, The Wolverine, czy Watchmen były poważniejszymi produkcjami niż którykolwiek z przytoczonych tu tytułów, a wszystkie zostały ocenione niżej (odpowiednio 54%, 60% i 56%). Idąc tokiem rozumowania, który usiłujesz narzucić, A History of Violence (też ekranizacja komiksu) był mniej poważny niż Spider-Man 2, bo dostał tylko 81%. Sin City najwyraźniej też było tylko średnio poważne - 74%.

A może jednak ocena na Metacritic nie jest zależna od "powagi", tylko stanowi średnią ważoną wielu recenzji, które z kolei odzwierciedlają stosunek przyjemności czerpanej z seansu w stosunku do oczekiwań? A nawet gdyby, to wyznacznikiem powagi nie byłyby patos i pompatyczne dialogi. Kolejne części Iron Mana dostawały niższe noty niż jedynka z wielu powodów, które często powtarzały się w recenzjach. jakoś nie przypominam sobie, żeby to akurat na brak powagi się skarżono.

Natrętnie używasz znaczeń, których nie rozumiesz i budujesz wokół tego teorie, niczym niegdyś ś.p. K.Skuza na łamach gameplaya. Spider-Many od Raimiego to takie same blockbustery jak Avengers. Pierwszy akapit z postu [29] pasuje nawet do Mr. Freeza z Batman & Robin, drugi to motyw wałkowany w komiksach od zawsze (już wcześniej powstały dwie części X-Menów, wśród których wielu wcale nie chciało być mutantami), a trzeci to jakiś absurd - już początek filmu stanowi istną komedię ze Spider-Manem dostarczającym pizzę. Wspominana rola Campbella też jest stricte komediowa. Sceny, w której macki zaczynają gadać do Ocka również nie można brać na poważnie. Swego czasu Nostalgia Critic całkiem zręcznie wypunktował te wszystkie dziwne motywy, które Raimi powrzucał do swoich filmów - każda część jest ich pełna.

Istnieje proste wyjaśnienie, dlaczego SM2 był stosunkowo dobrze oceniany. Bo powstał w 2004 roku, kiedy na polu filmów komiksowych nie miał praktycznie żadnej konkurencji. Jedynym tytułem, od jakiego wymagano jakiejś tam dozy powagi, byli X-Meni. Hulk poległ, bo widzowie oczekiwali dwugodzinnej nawalanki, a dostali dramat psychologiczny. SM2 tego błędu nie popełnił i dostarczył zwykłej rozrywki. Serio. To tyle.

02.05.2014 00:35
odpowiedz
zanonimizowany868766
59
Pretorianin

@Mephistopheles . "Filmy Raimiego, niestety, pamiętam wystarczająco dobrze. Pamiętam Goblina bardziej przerysowanego niż w którymkolwiek komiksie, Octopusa, którego do złych czynów namawiały jego macki i zapłakanego Sandmana. Tylko Venoma już zapomniałem, bo go tam prawie nie było."

Postawiłbym Ci browca za te słowa. Doskonałe podsumowanie. Zdecydowane NIE dla Spidermana Maguire`a i jego świty. Prosimy iść grać życiowe niedojdy gdzie indziej. Scena z pizzą kiedy szef mówi mu, że wylatuje bo spóźnił się minutę, a Parker ze spuszczoną głową wychodzi nic nie mówiąc, już zawsze będzie mi drzazgą w oku. I ta pseudo-przemiana z trójki, Toby tak źle grał bad-guya, że ciężko było stwierdzić, czy śmiać się czy płakać (za przykładem bohatera). Spider zawsze wydawał mi się bohaterem najtrudniej radzącym sobie ze swoją mocą. Do tego spotykało go co rusz coś nie fajnego. Ale nigdy nie był beksą, a jego cięte docinki przebijał chyba tylko Deadpool.

02.05.2014 01:21
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

Przy Hulku z Baną nie do końca się zgodzę, przy The Wolverine jak najbardziej. The Watchmen to z kolei świetna ekranizacja, ale w Ameryce krytycy mają wyraźny problem z twórczością Zacka Snydera i oceny nijak się mają do jego filmów. Trzeba to mieć na uwadze.

Przesadzasz też oczywiście z sugerowaniem, że A History of Violence jest gorsze od SM2, bo ma jedne punkcik mniej - jasna sprawa, że tak nie uważam. Poza tym choć oparte na komiksach to ja brałem pod uwagę historie superbohaterów. I kolejna oczywistość - nie forsuję nigdzie absolutnej zależności między "powagą" (bo jak ją formalnie i uniwersalnie zdefiniować?) a oceną na Metacrtic. To był przykład wskazujący, że Spider-Man 2 to naprawdę bardzo dobre kino (a bardzo dobre kino to zwykle kino na serio). Ocena na Metacritic zależy od bardzo wielu czynników - poziom satysfkacji względem oczekiwań to jeden z nich. Słabo pamiętasz Iron-Mana 3, bo oprócz oczywistego zarzutu względem postaci Mandaryna, to bardzo często pojawiał się zarzut o zbytnią komediowość - lekką licząc każda sytuacja poważna była balansowana żartem. (Mi to nie przeszkadzało, ale to już temat na inną dyskusję).

Nie wiem o jakie natrętne używanie "znaczeń" ci chodzi, których to ponoć nie rozumiem i nie bardzo mnie to interesuje. Bardzo prosto byłoby mi odbić taki zarzut wskazując, że to ty nie rozumiesz co mam na myśli. Do jednego worka wrzucasz bardzo wiele przykładów i nawet nie starasz się spojrzeć na sprawę z innej perspektywy - co poniekąd jest elementem ignorancji. Wolno ci, nie mój problem. Jasne, że SM i Avengers to tak samo blockbustery. Jasne, że tak samo SM, Avengers i Transformers to blockbustery. Jasne, że blockbusterem były też filmy Nolana o Batmanie. I dla mnie jasne jest, że w obrębie tych blockbusterów można (a czasem powinno się) rozróżniać filmy. Avengers z kolei nazwałem "słownikowym blockbusterem" (czyli filmem, który staje się kasowym przebojem) bo spełnia wszystkie jego założenia letniej i efektownej rozrywki, i realizuje je w sposób bardzo dobry. Gorzej już jednak jeśli chodzi o "drugą warstwę".

W czym fakt, że drugi wspomniany przeze mnie punkt jest wałkowany w komiksach zaprzeca jego powadze? Tzn skoro ktoś już podobny motyw podjął, to kolejne jego użycie nie jest już poważne? Okej, humor pojawia się w trylogii Raimiego, ale nie jest nigdzie blisko tego poziomu z filmów Webba. Nie widzę jednak przeszkody, żeby elementy komediowe miały jednoznacznie wykluczyć poważny ton filmu. A te u Raimiego można policzyć na palcach dwóch rąk (Campbell i jego sceny, pizza, Spidey porzycający bycie Spider-manem i naprawiający motor, tańce Parkera połączonego z symbiotem. Na przestrzeni 3 filmów nie jest tego dużo) No cóż, zaczeliśmy niefortunnie od zbyt generalnego stwierdzenia "mroczne i poważne" i tak sobie możemy teraz gdybać. Macki gadające do Ocka (efektem złego działania chipu) to taka sama metafora konfliktu wewnętrzengo jak Williem Defoe gadający z lustrem albo maską - całkiem zgrabny i popularny motyw nie wykluczający tonacji "na serio". Słabo, oj słabo jednak pamiętasz filmy Raimiego. "Przerysowany Goblin"? Defoe szarżował, ale w swojej wizji postaci nie zgubił wątku - generalnie jego postać to duży plus, a jedyne czego fani się czepiali to kombinezon. "Zapłakany Sandman" to również gruba i niesprawiedliwa przesada. Sandman był bardzo dobrze wykreowany w myśl przesłania, że "zły może czynić dobrze". Kierowały nim zrozumiałe motywacje, i choć człowieczeństwo w pewien sposób utracił to był w stanie na ludzkie uczucie się zdobyć. No cóż, można też ochrzcić go zapłakanym.

Istnieje bardzo proste wyjaśnienie dlaczego SM2 ma dobre oceny - to po prostu bardzo dobry film. Serio. To tyle.

- - -
Choćbyśmy dyskutowali 100 lat i zniżyli się do poziomu inwektyw i obrażania (co zwykle się dzieje) to ani ja ciebie, ani ty mnie nie przekonasz. I nie ma w tym żadnego problemu. Ty inaczej odbierasz filmy Raimiego, ja odebrałem je inaczej i dobieramy pasujące argumenty. Świat nie jest czarno-biały i ignorantem jest ten, kto wierzy w jedną i ostateczną prawdę. "Punkt widzenia zależy od..." itd. Możemy zgodzić się co do niezgody i rozstać pokojowo (moja propozycja) albo niech będzie - możemy nawet myśleć sobie, że druga strona się fatalnie myli (co w zasadzie było powodem dla którego początkowo zareagowałem) - nie ma jednak sensu ciągnąć tego dalej ;) Zaprezentowałeś swoją opinię, a ja swoją - we can call it a night.

02.05.2014 08:45
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend
Wideo

nie forsuję nigdzie absolutnej zależności między "powagą" (bo jak ją formalnie i uniwersalnie zdefiniować?) a oceną na Metacrtic
Chłopie, przecież kilka postów z rzędu o tym pisałeś. To ja próbuję tu uzmysłowić, że taka korelacja nie istnieje. Teraz twierdzisz też, że nie da się obiektywnie określić powagi jakiegoś filmu, chociaż wcześniej rozwodziłeś się nad rzekomą powagą trylogii Raimiego. To właśnie jedno z tych słówek, które tak namiętnie tutaj męczysz. Innym jest "ignorancja", którą szastasz na prawo i lewo.

Spider-Many od Avengersów w kwestii "blockbusterowości" różnią się jedynie skalą. Rzewne historyjki, jak twoja o Ocku, można przypisać choćby Lokiemu (doliczając Thora 1 i 2, jego backgroung jest dużo bardziej przekonujący). Teksty o poświęceniu pasują nawet do Iron Mana, kiedy wleciał wgłąb portalu, żeby zlikwidować flotę Chitauri i ocalić Nowy Jork. A to i tak oczywiste doszukiwanie się znaczenia na siłę, bo żaden z tych filmów nie ma na celu niesienia żadnego przesłania.

Nie widzę większego sensu w odpisywaniu na pozostałe rzeczy, bo po prostu odmawiasz przyjęcia do wiadomości, że filmy Raimiego są pełne rozmaitych wad ("szarżujący" Defoe to ładny eufemizm, ale jego Goblin zachowywał się bardziej komiksowo niż ten z prawdziwych komiksów). Po prostu to tutaj zostawię: http://www.youtube.com/watch?v=kqiQokkPMWY

Tak na marginesie - Watchmeni w żadnym wypadku "świetną" ekranizacją nie byli. Ale pisałem o tym na forum tyle razy, że już dam sobie spokój. Niemniej, to wyraźnie pokazuje, że szybko kupujesz produkt, zwracając uwagę wyłącznie na otoczkę, a nie faktyczną treść. Tę dopisujesz sobie sam.

02.05.2014 11:11
VenomP23
😉
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

Nie przyjmujesz do wiadomości, że moje oczekiwania względem kina, preferencje, a także percepcja może róznić się od Twojej. Ba, nie tylko nie przyjmujesz tego do wiadomości, ale uważasz moje podejście za gorsze.

Jeśli dla Ciebie wszystko jest takie czarno-białe i nie dopuszczasz odmienności opini, a recenzje krytyków traktujesz tylko jako wypadkową okoliczności to już nic z tym nie zrobię. Nie ma problemu, żyj w swoim świecie, ja zostaję w swoim. Nie ma sensu dalej brnąć.

pozdro ;)

02.05.2014 11:24
wysiak
👍
odpowiedz
wysiak
95
tafata tofka

Venom ma racje, kazdy ma prawo uwazac na przyklad pierwszego Terminatora z 1984 roku za dramat obyczajowy, a jego wysokie oceny traktowac wlasnie jako dowod glebi psychologicznej przedstawionych postaci, w szczegolnosci cyborga. W koncu kazdy ma prawo miec inne oczekiwania i preferencje, a takze percepcje, i nikt nie ma prawa uwazac takiego podejscia za gorsze. Trzeba dopuszczac odmiennosc opinii, no!

02.05.2014 11:30
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Jeśli czyjaś percepcja warunkowana jest nisko zawieszoną poprzeczką, to tak - takie podejście jest mniej wartościowe niż ocenianie produktu z pewnym dystansem. I to właśnie jest przykład rozróżniania jedynie czerni i bieli.

A to, że okoliczności mogą sprzyjać ocenie filmu jest oczywiste dla każdego, kto ma o tym choć minimalne pojęcie. Stąd choćby wysyp nagród dla Hurt Locker, który dziesięć lat później mógłby uchodzić co najwyżej za przyzwoitego średniaka. Innym zabawnym przypadkiem był na przykład Slumdog Millionaire, który zgarnął wór Oscarów tylko za to, że w tamtym roku akurat nie miał żadnej przyzwoitej konkurencji.

No, ale skoro sam przyznajesz, że wolisz żyć we własnym świecie...

02.05.2014 11:39
chudyplay
odpowiedz
chudyplay
19
Alhamdulillah

Według mnie, spiderman był inteligentny, lecz troszeczkę fajtłapowaty. Nie przesadzajmy oczywiście, bo aż taką "pizdeczką", za przeproszeniem, nie był. Ja uwielbiam jego charakter, żart i tą lekką fajtłapowatość. Generalnie zawsze udaje im sie zrobić dobrego spidermana i ja osobiście się nie czepiam.

02.05.2014 11:50
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

No cóż, wyciągasz pochopnie wnioski nazywając moje oczekiwania nisko zawieszoną poprzeczką. Nie będę ukrywał, że jestem entuzjastą kina i w pierwszej kolejności doceniam je za plusy, ale ocenianie czyichś preferencji jako gorszych jest dla mnie niesprawiedliwe.

Podajesz też przykład okoliczności, które wpływają na NAGRADZANIE Oskarami filmów, a nie ocenę. Każdy kto ma choć minimalne pojęcie, wie, że Oskary nie są z reguły nagrodami sprawiedliwymi artystycznie, a wiąże się z nimi cała otoczka poprawności politycznej itd itp. I tak świadomie oceniamy Hurt Lockera i Slumdog Millionaire jako filmy co najwyżej dobre, pomimo sprzyjających im okoliczności. Ten przykład jest, więc chybiony. Jeśli jednak przeczytasz mój post jeszcze raz to zauważysz, że nigdzie nie zaznaczyłem, że okoliczności NIE MOGĄ wpłynąć na ocenę. Mogą i często się tak dzieje, ale uważam za błąd myślenie, że TYLKO one na ocenę wpływają. To jest oczywistość, więc nie muszę Cię przekonywać. Dlatego też za mylne postrzegam stwierdzenie, że wysokie oceny SM 2 to zasługa wyłącznie sprzyjających okoliczności, a nie faktu, że film w swojej treści jest bardzo dobrą pozycją.

Każdy żyje gdzieś w swoim świecie, to już kwestia światopoglądu, ale nie miejsce tutaj na filozoficzne wycieczki.

02.05.2014 12:07
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Sam przedstawiłeś swoje oczekiwania jako niskie, rozwodząc się nad rzekomą głębią scenariuszy Raimiego. Ja tylko nazwałem rzeczy po imieniu. Jeszcze raz odsyłam do materiału, który zmontował Nostalgia Critic. On sam przyznał, że stare Spider-Many do jakiegoś stopnia lubi, ale nie udaje, że nie są najeżone głupotami, które ty zręcznie ignorujesz lub usiłujesz racjonalizować (z miernym skutkiem).

Warunkowanie ocen i ilości nagród od okoliczności zewnętrznych działa na tej samej zasadzie. W miarę świeżym przykładem jest choćby Dredd, który uznanie zyskał dopiero po tym, jak poniósł porażkę finansową w kinach. Z kolei zyski ze sprzedaży DVD i BD okazały się tak wysokie, że twórcy na poważnie zaczęli myśleć o sequelu. Takich przypadków, kiedy film dopiero po jakimś czasie zyskiwał status kultowego, było w historii mnóstwo.

Każdy żyje gdzieś w swoim świecie
Niektórzy bardziej niż inni.

02.05.2014 12:13
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

Jeśli już koniecznie musimy zawiązać tę dyskusję, a nie rozejść się w zgodzie co do niezgody, to musimy wrócić się do punktu wyjścia, czyli stwierdzenia "mroczne i poważne". Pominę jednak przymiotnik "mroczny" bo jest on dzisiaj z lekka nadużywany i z łatwością można go przypisać większości produkcji (jego definicję można do woli rozciągać i dopasowywać do własnych potrzeb)

W takim razie mamy film poważny. Co to jest film poważny? Taki, który w poważny (dojrzały) sposób porusza ważne, poważne wątki i najlepiej niesie ze sobą przesłanie? Okej, zgadza się.

Czy możemy nazwać poważnym film, który w dojrzały sposób będzie poruszał abstrakcyjne (wyolbrzymione) problemy? Mam tu na myśli np. dojrzałe kino sci-fi i niedawnego Snowpiercera. Moim zdaniem można tak powiedzieć.

Czy poważnym będzie film, który w niepoważny sposób, albo z przymrużeniem oka będzie poruszał ważkie tematy? Tutaj szczerze powiedziawszy pewien nie jestem. Przykład takiego filmu? Pierwszy z brzegu - "The World's End". Ale jest takich wiele.

Do czego dążę? Do zaznaczenia, że trudno jest określić jedną, uniwersalną definicję filmu "poważnego". I tak nawet The Wolverine, co do którego zgadzamy się, że jest dość poważny w swoim podejściu, to nie porusza on przecież ważnych społecznie tematów i nie niesie ze sobą głębszego przesłania.

I tak dochodzimy do pytania czy podejście do abstrakcyjnego tematu na serio (trylogia Nolana i Raimiego) może być uważane za podejście poważne? No cóż, ja uważam, że tak, z tym, że nie ma jednego "poważnie" i trzeba świadomie rozróżniać o czym mówimy.

02.05.2014 12:18
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

Nie rozwodziłem się nad głębią całego scenariusza Raimiego, pokazałem, że takie ELEMENTY w sobie ma. Nie ignoruję wad jego filmów, nigdzie nie napisałem, że są to pozycje IDEALNE. Brutalnie generalizujesz....

Przykładów, że film niemal z miejsca staje się kultowym również jest mnóstwo. I byłby uważany za kultowy niezaleznie od okoliczności. Podtrzymujesz, że TYLKO okoliczności wpływają na ocenę filmu?

02.05.2014 12:25
VenomP23
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

Acha, no i oczywiście cały ambaras o to, że ja uważam podejście Raimiego za podejście "na serio", mimo iż film ma wady i elementy komediowe, a ty uważasz je za... ? No w każdym razie za "niepoważne". Ja mam swoje argumenty, Ty swoje. Dla mnie nie ma tu dalej o czym dyskutować. W prostym zestawieniu uważam filmy Raimiego za bardziej poważne, niż te bardziej rozrywkowe Webba. Co nie wyklucza faktu, że ktoś kiedyś pokusi się może o jeszcze poważniejszą wizję.

02.05.2014 12:40
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Film, który zasługuje na poważne traktowanie to taki, który zachowuje odpowiednią strukturę* (logiczna konstrukcja zdarzeń, brak wytrącających z nastroju scen, sensowne uzasadnienie decyzji bohaterów itp). Nawet absurdalna komedia (vide trylogia Cornetto) może wpisać się w te ramy, jeśli jej forma nie stoi w sprzeczności z treścią. Żaden ze Spider-Manów nie spełnia tych warunków, bo nawet jeśli stara się w minimalny sposób uderzyć w poważny ton, to za chwilę atakuje widza jakąś niedorzecznością. Najbardziej było to widoczne w części trzeciej, ale poprzednie również dzieliły tę wadę. Po raz kolejny: Nostalgia Critic.

* Są od tego wyjątki, ale Raimi Lynchem, Bergmanem, czy innym Cronenbergiem nie jest, więc się nie załapuje.

Przykładów, że film niemal z miejsca staje się kultowym również jest mnóstwo. I byłby uważany za kultowy niezaleznie od okoliczności.
I w jaki sposób to zaprzecza moim wcześniejszym twierdzeniom?

Podtrzymujesz, że TYLKO okoliczności wpływają na ocenę filmu?
Pokaż może jakiś cytat, w którym coś takiego bym stwierdzał.

Ja mam swoje argumenty, Ty swoje.
Tyle tylko, że moje da się odnieść do świata rzeczywistego, a nie tylko "swojego".

02.05.2014 12:59
VenomP23
😊
odpowiedz
VenomP23
48
Pretorianin

Okej, wg takiej definicji, która jest oczywiście sensowna filmy Raimiego poważne nie są. Przyjmuję to do wiadomości.

Ja wcześniej pytałem, żebyś pokazał gdzie napisałem, że okoliczności nie mogą wpłynąć na ocenę filmu, a to mi zarzucałeś. Bez sensu się o to kłócimy, skoro żaden z nas nie powiedział tego co zarzuca mu drugi. Skończmy z tym.

No i na koniec nawiązujesz dalej do "świata rzeczywistego", czyli wiary w jedną prawdę objawioną. Mój świat jest tak samo rzeczywisty, jak twój. Zupełnie abstrakcyjna dyskusja, też nie warta zachodu. Szkoda ładnej pogody.

Ostatnie słowo: zgadzam się, że wg tak rozumianej definicji poważnego filmu Raimi nie spełnia warunków. (Co zresztą prawdopodobnie nie było jego celem, ale to znowu inny temat). Przyznaję się otwarcie, że pod kilkoma względami mnie przekonałeś (czego nie uważam za oznakę słabości, ale otwartości umysłu) i z tej dyskusji, (którą generalnie utrzymaliśmy na akceptowalnym poziomie) wychodzę mądrzejszy, niż byłem przed nią. I nie mówię tego w stylu "na odpieprz się, wiem swoje". Ergo nazywanie filmów Raimiego o Spider-Manie to zbyt bolesne uproszczenie i na przyszłość zapamiętam żeby swoje stanowisko wytłumaczyć precyzyjniej.

I tak na koniec zaapeluję tylko jeszcze raz do poczucia tolerancji wobec odmienności opinii, bo choć przyznaję ci rację, to nie uważam swojego gustu (oczekiwania, preferencje, percepcja) za gorszy. Za inny? Jak najbardziej. Bo są gusta i guściki, a o gustach się ponoć nie dyskutuje.

I tym powiedzmy optymistycznym akcentem zakończę, życząc udanej reszty długiego weekendu. Pozdro ;)

02.05.2014 17:14
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
216
fsm

GRYOnline.plTeam

Ożywcza dyskusja, nie ma co :) A ja jestem bardzo ciekawy, jak Ty, Mephisto (z racji zdalnego, internetowego szacunku, który mam dla Twojej wiedzy o różnych komiksowych i nie tylko sprawach) odbierasz mój tekst? BTW nie wspomniałem o tym nigdziue (chyba), ale już kilka miesięcy temu obejrzałem Spoorloos, które mi polecałeś, i w końcu powstanie tekst na GP. Świetny film.

02.05.2014 18:54
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Problem w tym, że nie czytam recenzji przed seansem, a na wychodzenie do kina teraz nie mam czasu, więc do tekstu odnieść się nie mogę.
Za to recenzję Spoorloos chętnie przeczytam. Jeśli nie pomyliłem się w rachunkach, to jesteś bodaj szóstą osobą na forum, która obejrzała go za moją naradą. Co, zważywszy że forsuję tę produkcję jakoś od 2006, daje średnio 0,75 osoby rocznie. To niewątpliwy sukces.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze