Czy jako gracze nie czujecie się trochę obdarci z godności? - Pilar - 1 czerwca 2014

Czy jako gracze nie czujecie się trochę obdarci z godności?

Jestem typem gościa, który, jeśli coś się w nim zbiera, zwyczajnie musi to z siebie wyrzucić, a przyświecają temu cele niemalże tylko egoistyczne, jak choćby ten: by mieć spokój. W tym wypadku jest podobnie, nie mam zamiaru wcielać się w Homera czy innego Szekspira i pisać utwór, który zdefiniuje funkcjonowanie pewnej społeczności czy wręcz epoki, lecz jedynie wykrzyczeć w nerwach pewne słowa, załamując ręce nad tym, jak godzimy się z obecnym stanem rynku gier wideo i jak napędzamy pewne negatywne tendencje, które go kształtują.

gamespot.com

Zapowiedź nowego Call of Duty, w internecie szum godny ewentualnego zdobycia Oskara przez Leonardo DiCaprio. Beztrosko czytam informacje na temat nadchodzącej odsłony, elektryzującej całą branżę i widzę, że nic się nie zmieniło, Activision raczy nas dokładnie tym samym modelem co zwykle, przebierając go jedynie w inne ciuszki. Klikam na „komentarze”, a tam loża szyderców – co jeden, to mądrzejszy: „ależ to Call of Duty żałosne!”, „toż tu zero innowacji”, „ktoś to w ogóle kupuje?”. Wyobraź sobie, że tak – dziesiątki milionów konsumentów rokrocznie goni do sklepu z zaangażowaniem godnym tzw. „wypraw po klapki”, obecnie dotykających Lidla. Nie myśląc wtedy o tej oszałamiającej krytyce, z jaką seria się spotyka, nie myśląc prawdopodobnie o niczym konkretnym – liczy się sam fakt, tendencja zombie, przyciągająca jak magnes do sklepów. Zawsze niezwykle mnie zastanawia pewien brak konsekwencji, gdyż ja (dla przykładu) trwam w swoim niezmiennym stosunku do growych tasiemców tego typu już od zarania dziejów, czuję więc, że moje ewentualne narzekanie jest jakoś uzasadnione; nie zmieniam nagle swojego stanowiska i nie staję się wielkim fanem, kiedy mi to odpowiada. Jestem jednakże pewien (bo zwyczajnie znam takie osoby), że dramatycznie duży odsetek osób, które wylewają wiadra pomyj podczas internetowych dyskusji na takie Call of Duty, potem jak te owieczki ciągną do marketów, zapominając o dawnych zadrach.

joyreactor.com

Czegoż więc, człowiecze z początku wieku, wymagasz tak po prawdzie od świata gier? Kto daje Ci prawo do krytykowania go, jeżeli nie robisz nic, by jego stan się poprawił? Półki zalewane są półproduktami z dziedziny gier komputerowych tylko i wyłącznie dlatego, bo ludzie, odpowiedzialni za ich wytwarzanie, mają świadomość, że te znajdą swoich nabywców. Co z tego, że płacze się nad pikującą jakością niegdyś szanowanej serii Need for Speed (chociaż pod tym akurat względem robi się coraz lepiej) czy Medal of Honor, jakie znaczenie mają bluzgi rzucane pod adresem Electronic Arts, kiedy ci (i na nieszczęście cała rzesza innych) dzielą skończone już gry tak, aby więcej na nich zarobić? Żadne, bo społeczność graczy spragniona nowej zawartości, nowych – co prawda coraz biedniejszych, ale wciąż nowych – przygód, nie sięga ręką w stronę nieznanego, ale przeciwnie. Po co więc liznąć nowości, dać szansę studiu, któremu Twoje pieniądze naprawdę zrobią różnicę, skoro za tę samą cenę można ruszyć popularną, korporacyjną maszynę, łaskawie udostępniającą Ci nawet nie cały tytuł, ale jego wycinek, kilka map do trybu multiplayer. I wiesz co? To, że teraz ich wesprzesz wcale nie znaczy, że z tego powodu w przyszłości będzie Ci się należeć jakiś profit, nie inwestujesz w rozwój czegoś, na co dumnie będziesz mógł patrzeć za kilka lat. Nie, gwarantuję Ci, czytelniku, że gwałty na portfelach bezmyślnych klientów wcale się nie skończą, ba – nasilą się, o ile Ci nie zaczną nosić ze sobą gazów pieprzowych czy paralizatorów.

joyreactor.com

Istnieje tak wiele branż, czekających i zasługujących na nasze fundusze stokroć bardziej niż gro gigantów gier komputerowych, a jednak decydujemy się dawać szansę na rozwój takim padalcom. Możecie przyznać, że Wam zwyczajnie przypada do gustu bliźniaczo podobna rozgrywka, którą na swoich łamach przedstawiają o stałej porze roku te same serie, nikt Wam tego nie zabroni, ale na osobników, którzy nie są w stanie wyłowić ze swego morza myśli słowa krytyki pod adresem Battlefielda, na którego co roku wydają przecież horrendalne kwoty (podstawka, DLC, ostatnio wprowadzone mikropłatności...), mam określenia znacznie różniące się od słowa „gracze”. Może po prostu zostałem wychowany ze zbyt dużą świadomością wartości pieniądza, może zwyczajnie nie mam ich w nadmiarze, ale kiedy widzę, że jakość marki, którą zdarzało mi się wspierać, można przedstawić za pomocą malejącej funkcji – zwyczajnie zaprzestaję swojego dobrodziejstwa. Koniec, finito, postarajcie się bardziej, na nowo podbijcie moje serce. Choćbym pałał do jakiejś serii gorącym sentymentem, ten nigdy nie będzie na tyle wielki, aby pozbawić mnie racjonalnego myślenia, kiedy stanę przed perspektywą zakupu jej najnowszej odsłony, ewidentnie nie będącej już jakościowo zbieżnej względem poprzedniczek.  

Czy dramatyzuję? Może i tak. Zwyczajnie nie odnajduję się w rzeczywistości, w której za coraz uboższe tytuły "grube ryby" każą nam płacić coraz więcej, przy czym opłata, którą ponosimy stojąc z pudełkiem przy kasie, może nie być ostatnią, jeżeli chcemy się cieszyć wszystkimi bajerami, przewidzianymi dla nas przez twórców. Ci, gonieni przez wysysających ostatnie grosze z naszych kont wydawców, prześcigają się w pomysłach, jak zachęcić nas do naiwnego sponsorowania ich iluzorycznie „szlachetnych” pomysłów, jak Free to Play, które w założeniach nie jest niczym innym, aniżeli próbą przygarnięcia jeszcze większej ilości zielonych. Całe szczęście, istnieją jeszcze bastiony, wokół których można by budować społeczność tzw. „graczy oświeconych”, niechętnych do pomocy przy pchaniu kombajnów game-devu, pochłaniających wszystko, co spotkają na swojej drodze. Jedna z owych redut stoi w Polsce, owiana jest legendarną już nazwą „CD Projekt”, pokazując wbrew wszystkiemu, że normalność to nie to, co obserwujemy na rynku gier obecnie, a to, co można zaserwować, kiedy z oczu ściągnie się klapki z ikoną dolara i zacznie się rzeczywiście służyć konsumentowi.   

Pilar
1 czerwca 2014 - 19:14

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.06.2014 18:03
vulpes433
51
Centurion

W drugim akapicie mówisz, że większość komentujących krytykuje serie typu CoD i różne nieczyste zagrywki wydawców, ale i tak kolejne części biją rekordy sprzedaży. Zauważ, że komentujący to zaledwie maleńki ułamek graczy i ludzi przeglądający treści internetowe. Komentarze internautów nie odzwierciedlają poglądów większości.

CoD i inne masówki się sprzedają, bo po prostu taka natura dzisiejszych czasów. Łatwiej sprzedać shit niż produkt ambitny. Wynika to z ogłupienia większości społeczeństwa. To nie prawda, że media ogłupiają, bo już niewiele zostało do ogłupienia. Pamiętam, że kiedyś recenzentów na filmwebie krytykowano za to, że używali zbyt trudnych słów dla przeciętnego czytelnika. Skoro ludzi szykanuje się za to, że są wykształceni i inteligentni, to już nie widzę ratunku dla świata.

Konsument bardziej wymagający znajdzie coś dla siebie. Jest mnóstwo gier niezależnych, zarówno takich ze średnim budżetem, jak i produkcji typowo garażowych. Wystarczy chcieć.

02.06.2014 18:11
Kompo
odpowiedz
Kompo
146
Legend

Takie teksty są zawsze pocieszne. Nie, nie czuję się ani trochę obdarty z godności, człowieku, kupuję to, co chcę. Jeśli czegoś nie chcę, tego nie kupuję. Wszystkim naokoło bardzo trudno zrozumieć, że biznes to jest biznes, gry muszą zarabiać, najlepiej jak najwięcej, po to oni to tworzą przecież. Kto Cię tu obdziera z godności, gościu.

02.06.2014 19:21
papilarny
odpowiedz
papilarny
15
Chorąży

@Kompo Moje zakupy funkcjonują na tej samej zasadzie, ale plugawe mechanizmy, które wykształciły się w branży gier stają się coraz bardziej globalne i dotykają coraz szerszej grupy tytułów, z czasem również tych, które potencjalnie interesują i mnie. Dla mnie jest jasny fakt, że gry to biznes, a jednak w owym biznesie znajdują się jeszcze tacy, którzy potrafią z pasją tworzyć dobre produkty, w przystępnej cenie, stroniące od rozwiązań, mających na celu wyłącznie zaatakowanie naszych kont bankowych. Takie wyjątki bardzo kontrastują z tym, co jest w świecie rozrywki bardziej powszechne i o tym właśnie chciałem napisać.

03.06.2014 09:24
odpowiedz
Batorypskow
10
Chorąży

Świetny artykuł. Oddaje idealnie to, co sam na temat sądzę. Sztampowość, schematyczność, powtarzalność kolejnych "tasiemcowych "produkcji pogarsza stan rynku gier na dwa sposoby. Po pierwsze, doszło do dominacji gier, które w ogóle się nie zmieniają, po drugie niektórzy gracze zaczęli reagować niechęcią i frustracją na ambicję, oryginalność i wyższy poziom fabuły. Weźmy pod uwagę chociażby przykład Bioshock:Infinite. Mniej więcej połowa graczy zrozumiała, że jest to gra nastawiona na warstwę fabularną i to dla opowiadanej historii się w nią gra. Druga połowa najwyraźniej nie potrafiła zaakceptować tego faktu, co skończyło się przesadzoną moim zdaniem krytyką, a często wylewaniem nienawiści (hejtem, jak kto woli). Przykładów można by podać więcej, ale nie o to tutaj chodzi. Społeczność graczy potrzebuje zmian, a jednak się przed nimi broni, jak przed jakimś wrogiem. A przecież te zmiany są dobre i potrzebne. Nikomu korona z głowy nie spadnie, jeśli obok bf, coda, ac, nfs, itd. będzie wiele gier, które starają się wprowadzić nowe pomysły na fabułę i rozgrywkę. Jasne, korporacje będą zarabiać 100 mln zamiast 150, ale koniec końców gry są dla graczy, bo to oni płacą. Żeby jednak coś się zmieniło, potrzeba zmiany opinii samych graczy. A żeby ją zmienić, trzeba by wysiłku growych mediów, takich jak gameplay.pl. i właśnie dlatego bardzo Ci dziękuję za ten artykuł.

03.06.2014 09:26
odpowiedz
Batorypskow
10
Chorąży

Cd.: żeby jednak coś się zmieniło , potrzeba zmiany opinii samych graczy. A żeby ją zmienić, trzeba by wysiłku growych mediów, takich jak gameplay.pl. i właśnie dlatego bardzo Ci dziękuję za ten artykuł.

03.06.2014 09:40
secretservice
odpowiedz
secretservice
55
Generał

Dawniej kino bywało jakby bardziej ambitne nawet w swojej rozrywkowej odsłonie. Dzisiaj królują blockbustery przesycone grafiką generowaną przez komputery, najlepiej pod rozpoznawalnym szyldem i z miałką fabułą, w sam raz na odwiedzenie kina przez szczęśliwą rodzinkę w szczęśliwą sobotę.
Z grami jest podobnie, ale tak jak w kinie tak w grach nadal jest w czym wybierać.

03.06.2014 09:51
Martius_GW
odpowiedz
Martius_GW
61
Generał

Weźmy pod uwagę chociażby przykład Bioshock:Infinite. Mniej więcej połowa graczy zrozumiała, że jest to gra nastawiona na warstwę fabularną i to dla opowiadanej historii się w nią gra. Druga połowa najwyraźniej nie potrafiła zaakceptować tego faktu, co skończyło się przesadzoną moim zdaniem krytyką, a często wylewaniem nienawiści (hejtem, jak kto woli).
Albo po prostu nie spodobało im się bezsensowne uproszczenia formuły (która i tak jest już uproszczeniem System Shocka). Tak zamiast gry w której historia i rozrywka się uzupełniały dostaliśmy to co jest dzisiaj problemem - gra w której dla niby dobrej fabuły trzeba się przebić przez nudną rozrywkę. Sorry ale daleko temu do oryginalności czy ambicji.

03.06.2014 11:56
odpowiedz
Batorypskow
10
Chorąży

@Martius_GW Fabuła Bioshock: Infinite zdecydowanie nie jest "niby dobra" Patrząc na sprawę obiektywnie, stoi ona na dużo wyższym poziomie niż większość współczesnych produkcji. Jeżeli chodzi o przebijanie się przez rozgrywkę , to trzeba zrozumieć, że to nie rozgrywka, tylko fabuła jest tutaj sensem gry. W Bioshock: Infinite gramy po to, żeby poznać opowiadaną historię , inaczej niż w większości gier ( w których fabuła jest tyko miałką wymówką dla wprowadzenia rozgrywki). Podobny system stosowała też seria Mass Effect. W serii Mass Effect rozgrywka też nie jest zbyt oryginalna (ot, trzecioosobowa strzelanina jakich wiele, nie ma tu jakiegoś przełomowego pomysłu, kolejne walki wyglądają dość podobnie). A jednak gracze przymykali na to oczy. Wielokrotnie powtarzali kolejne odsłony dla fabuły. Mass Effect jako seria jest lubiana i ceniona przede wszystkim za bogatą warstwę fabularną (dlatego gracze zareagowali tak silnie na zakończenie Mass Effect 3). Oczywiście, nie każdemu fabuła się spodoba, ale to już jest kwestia zróżnicowanego gustu (nie da się zadowolić wszystkich, nawet jeśli się jest drugim Szekspirem;) ). Zwróć proszę uwagę na jeszcze jedną rzecz: Koncentracja na wszystkich elementach naraz może sprawić, że żaden z nich nie będzie wybitnie zrealizowany ("Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego"). Są gry nastawione na rozgrywkę, ze słabą lub przeciętną fabułą (Seria Assassin's Creed, Skyrim). Są gry nastawione na fabułę, ze słabą lub przeciętną rozgrywką (Bioshock: Infinite, Mass Effect). Są też gry nastawione na grafikę ze średnią rozgrywką (Crysis 3). A przecież nie krytykujemy jednogłośnie AC, czy TES:V za słabą fabułę, albo Crysisa 3 za rozgrywkę. I tak samo nie ma sensu krytykować ostatniego Bioshocka za rozgrywkę. Doceniamy w grach tą warstwę, dla której zostały stworzone. Koniec końców, każdy gra dla innego elementu: jedni dla historii, inni dla rozgrywki, inni dla grafiki. I właśnie dlatego powinny powstawać różne gry nastawione na różne aspekty dla różnych odbiorców. Właśnie dlatego należy brać pod uwagę ten elementem, dla którego powstała gra.
Ostatnia sprawa. Twierdzisz, że :"[...]to co jest dzisiaj problemem - gra w której dla niby dobrej fabuły trzeba się przebić przez nudną rozrywkę". Uważam, że jest na odwrót: obecnie ogromna większość gier jest nastawiona na rozgrywkę kosztem fabuły, która najczęściej stoi na niskim poziomie (2013 rok był wyjątkiem, 2014 już nie). Sądzę, że prawdziwym problemem jest zmuszanie graczy przez twórców, by wszyscy oczekiwali tylko rozgrywki.

03.06.2014 11:57
odpowiedz
Batorypskow
10
Chorąży

na wszystkich elementach naraz może sprawić, że żaden z nich nie będzie wybitnie zrealizowany ("Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego"). Są gry nastawione na rozgrywkę, ze słabą lub przeciętną fabułą (Seria Assassin's Creed, Skyrim). Są gry nastawione na fabułę, ze słabą lub przeciętną rozgrywką (Bioshock: Infinite, Mass Effect). Są też gry nastawione na grafikę ze średnią rozgrywką (Crysis 3). A przecież nie krytykujemy jednogłośnie AC, czy TES:V za słabą fabułę, albo Crysisa 3 za rozgrywkę. I tak samo nie ma sensu krytykować ostatniego Bioshocka za rozgrywkę. Doceniamy w grach tą warstwę, dla której zostały stworzone. Koniec końców, każdy gra dla innego elementu: jedni dla historii, inni dla rozgrywki, inni dla grafiki. I właśnie dlatego powinny powstawać różne gry nastawione na różne aspekty dla różnych odbiorców. Właśnie dlatego należy brać pod uwagę ten elementem, dla którego powstała gra.
Ostatnia sprawa. Twierdzisz, że :"[...]to co jest dzisiaj problemem - gra w której dla niby dobrej fabuły trzeba się przebić przez nudną rozrywkę". Uważam, że jest na odwrót: obecnie ogromna większość gier jest nastawiona na rozgrywkę kosztem fabuły, która najczęściej stoi na niskim poziomie (2013 rok był wyjątkiem, 2014 już nie). Sądzę, że prawdziwym problemem jest zmuszanie graczy przez twórców, by wszyscy oczekiwali tylko rozgrywki.

03.06.2014 11:57
odpowiedz
Batorypskow
10
Chorąży

która najczęściej stoi na niskim poziomie (2013 rok był wyjątkiem, 2014 już nie). Sądzę, że prawdziwym problemem jest zmuszanie graczy przez twórców, by wszyscy oczekiwali tylko rozgrywki.

03.06.2014 12:16
Martius_GW
odpowiedz
Martius_GW
61
Generał

Właśnie o to mi chodzi. Fabuła w Infinite jest poplątana i przez to ludzie traktują to jak ósmy cud świata kiedy w rzeczywistości to nie jest nic specjalnego. Coś takiego wymaga krytyki, niestety ostatnio Bioshock został potraktowany ulgowo (podobnie jak ME który jedzie po równi pochyłej od drugiej części). Gry opierają się na rozgrywce i interaktywności, to powinno być ich mocną stroną. Wszystkie elementy powinny tworzyć synergię aby wzmocnić ostateczny efekt.
Jeśli Bioshock na którego wydano bodajże 200 milionów nie potrafi tego zrobić a gry jak Radiant Historia, Zero Escape czy Paper Escape mogą to coś tutaj jest nie tak. Skoro w Infinite fabułą jest najważniejsza to nie powinni robić z tego fps. Przygodówka czy hybryda w stylu Deus Ex gdzie można się skradać, omijać wrogów czy ich przegadać idealnie by tu pasowała. Ale nie, mamy uproszczoną szczelankę z nieśmiertelnym pomocnikiem rzucającym apteczki bo Levine bał się żeby gra nie była za trudna.

03.06.2014 12:55
Kreek
odpowiedz
Kreek
65
Senator

Nowy Bioshock jako przyklad gry ambitnej to chyba najgorszy wybor jaki moglem sobie tylko wyobrazic. Ta gra jak ktos wyzej napisal jest uproszczeniem juz i tak uproszczonej formuly. Pierwszy Bioshock byl o wiele lepsza produkcja, mial wiecej swobody, nie byl tak filmowy, wypchany cinematic experience momentami, a mimo to posiadal swietna historie. Infinte to w zasadzie natomiast poziom Call of Duty, i to w dodatku slabo zrealizowanego.

Jak ktos mi pisze referaty o tym jak to dzisiejsze gre sa blee a jednoczesnie zachwala cos takiego to nie mam pytan. Jesli Levine mial tylko pomysl na fabule, to nie powinien w ogolw robic gry tylko zajac sie ksiazkami/filmami, a jesli juz koniecznie uparl sie akurat na ten rynek to moze niech zajmuje sie produkcjami typu The Walking Dead, gdzie rozgrywki jako takiej jest malo i nie jest ona specjalnie meczaca i angazujaca.

03.06.2014 13:10
odpowiedz
Batorypskow
10
Chorąży

Powoli. To, co napisałeś o fabule mass effect i bioshock infinite to jedynie Twoja opinia. Większa część graczy ma jednak inną. Fabuły tych gier mogą Ci się nie podobać, co nie zmienia faktu, że dla większości graczy są one bardzo dobre lub wybitne. Poza tym, nadal poziom fabularny tych gier przebija fabułę większości współczesnych produkcji. Historia opowiadana w Bioshocku: Infinite nie jest poplątana (POZA ZAKOŃCZENIEM). Oprócz zakończenia jest dość prosta i w miarę zrozumiała , wystarcza tyloo posiadać minium wiedzy historycznej o USA i komuniźmie, wtedy wszystko nabiera sensu. Teoria światów równoległych? Przy drobnym wysiłku umysłowym nie sprawi kłopotu. Jedynie zakończenie jest poplątane i tu się zgodzę - nie rozumiem zachwytów nad nim. Posiada ono kilka rażących błędów, zauważonych jedynie przez nielicznych. Odnośnie synergii rozgrywki i fabuły - rozgrywka i fabuła to dwa oddzielne elementy, takijest fakt. Mogą się ze sobą łączyć, ALE NIE MUSZĄ. Różni gracze mają inne oczekiwania - jeden chce fabuły i przymknie oko na rozgrywkę, inny na odwrót. Nie można narzucać wszystkim mitycznej synergii rozgrywki i fabuły. Wolny rynek polega na tym, że każdy wybiera, co chce. Zresztą nie zawsze synergia jest możliwa do osiągnięcia. Masz rację, że gry to medium oparte na rozgrywce. OPARTE na rozgrywce, a NIE NASTAWIONE na rozgrywkę - to dwie różne rzeczy. Można stworzyć grę nastawioną na rozgrywkę, albo na fabułę, albo na grafikę. Tak samo można stworzyć film nastawiony albo na efekty albo na fabułę. Nie ma sensu zmuszać ludzi do "synergii". Każdemu według potrzeb, a nie każdemu po równo ;)
Na Bioshocka inifnite nie wydano 200mln. Ta informacja pochodzi od dwóch anonimowych "analityków" New York Timesa ( który zdecydowanie nie jest gazetą dla graczy, co obniża jego wiarygodność). Co więcej, skoro ci analitycy są anonimowi, to nie ma możliwości sprawdzenia ich wiarygodności. Równie dobrze ja mógłbym jako anonimowy analityk powiedzieć: "Bioschock kosztował 200 mln.". Poza tym, sami analitycy podawali SZACUNKOWĄ wartość. (A te szacunki wcale nie muszą być słuszne). I wreszcie, sam Ken Levine zdementował te pogłoski. Podsumowując, mit o 200 milionach jest tylko mitem, mało wiarygodną, niepotwieddzoną informacją, w którą nie ma sensu wierzyć.
Odnośnie gatunków gier. Dobrą fabułę można umieścić w każdym gatunku, nawet w wyścigówce, tylko trzeba umieć stworzyć dobrą fabułę. A twórcy Mass Effect i Bioshock to potrafią. Spychanie gier fabularnych do przygodówek to schematyczne myślenie, krzywdzące dla gier. Generalizowanie często bywa błędne, tak jest i w tym przypadku.

03.06.2014 13:12
odpowiedz
Batorypskow
10
Chorąży

rynek polega na tym, że każdy wybiera, co chce. Zresztą nie zawsze synergia jest możliwa do osiągnięcia. Masz rację, że gry to medium oparte na rozgrywce. OPARTE na rozgrywce, a NIE NASTAWIONE na rozgrywkę - to dwie różne rzeczy. Można stworzyć grę nastawioną na rozgrywkę, albo na fabułę, albo na grafikę. Tak samo można stworzyć film nastawiony albo na efekty albo na fabułę. Nie ma sensu zmuszać ludzi do "synergii". Każdemu według potrzeb, a nie każdemu po równo ;)
Na Bioshocka inifnite nie wydano 200mln. Ta informacja pochodzi od dwóch anonimowych "analityków" New York Timesa ( który zdecydowanie nie jest gazetą dla graczy, co obniża jego wiarygodność). Co więcej, skoro ci analitycy są anonimowi, to nie ma możliwości sprawdzenia ich wiarygodności. Równie dobrze ja mógłbym jako anonimowy analityk powiedzieć: "Bioschock kosztował 200 mln.". Poza tym, sami analitycy podawali SZACUNKOWĄ wartość. (A te szacunki wcale nie muszą być słuszne). I wreszcie, sam Ken Levine zdementował te pogłoski. Podsumowując, mit o 200 milionach jest tylko mitem, mało wiarygodną, niepotwieddzoną informacją, w którą nie ma sensu wierzyć.
Odnośnie gatunków gier. Dobrą fabułę można umieścić w każdym gatunku, nawet w wyścigówce, tylko trzeba umieć stworzyć dobrą fabułę. A twórcy Mass Effect i Bioshock to potrafią. Spychanie gier fabularnych do przygodówek to schematyczne myślenie, krzywdzące dla gier. Generalizowanie często bywa błędne, tak jest i w tym przypadku.

03.06.2014 13:14
odpowiedz
Batorypskow
10
Chorąży

każdym gatunku, nawet w wyścigówce, tylko trzeba umieć stworzyć dobrą fabułę. A twórcy Mass Effect i Bioshock to potrafią. Spychanie gier fabularnych do przygodówek to schematyczne myślenie, krzywdzące dla gier. Generalizowanie często bywa błędne, tak jest i w tym przypadku.

03.06.2014 13:32
Martius_GW
odpowiedz
Martius_GW
61
Generał

Jasne, bo deus ex machina znikąd, paradoks dziadka, głupi bohaterowie i retcony oznaczają wybitną fabułę. Twoje gadanie przypomina mi Hudsona z Bioware, dla którego umieszczanie ostatniego bossa w grze jest za bardzo "video gamey" (po czym na końcu jest walka z żniwiarzem). Infinite i tak kosztował za dużo, może 2k marin z bardziej rozsądnym budżetem i pomysłem uda się zrobić coś podobnego do dwójki.

Można stworzyć grę nastawioną na rozgrywkę, albo na fabułę, albo na grafikę. Tak samo można stworzyć film nastawiony albo na efekty albo na fabułę. Nie ma sensu zmuszać ludzi do "synergii".

Można się bardziej skupić na której z tych części ale nie można zignorować pozostałych. W Infinite praktycznie olano samą rozrywkę i traktuje się gracza jak idiotę (przykładowo pierwszy "wybór" z rzutem piłki, ludzie chyba na tyle rozumieją fps-y żeby samodzielnie celować?)

Spychanie gier fabularnych do przygodówek to schematyczne myślenie, krzywdzące dla gier.
Robienie z wszystkiego fps, tps itd bo to się sprzedaje też jest schematyczne ale Ci to jakoś nie przeszkadza.


Masz rację, że gry to medium oparte na rozgrywce. OPARTE na rozgrywce, a NIE NASTAWIONE na rozgrywkę - to dwie różne rzeczy.

Nawet w takim Infinite większość gry to strzelanie.

03.06.2014 13:38
Kreek
odpowiedz
Kreek
65
Senator

Gdzie ja napisalem ze wszystkie gry majace troche ambitniejszy scenariusz musza byc przygodowkami. Nie, ja nie mam nic przeciwko polaczeniu dobry FPS/TPS/actionadventure/slasher/wyscigowka/cokolwiek + porzadny scenariusz. Wrecz przeciwnie, takie polaczenie zdarza sie bardzo rzadko wiec nawet pragne takich produkcji.

Ale Infinte nie jest dobrym FPSem z fajnym sceriuszem. Jest to fps z dobra historia i wybitnie nedznym gameplayem, bez pomyslu, bez ladu i skladu, pozbawiony jakiejkolwiek przyejmnosci z strzelania z broni (W STRZELANCE), z masa czegos czego nienawidzd najbardziej czyli bezustannym zabieraniu kontroli graczowi nad postacia w imie "filmowosci".

EDIT A dobra, to nie do mnie bylo najwyrazniej.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze