Dema gier – czy szkodzą twórcom? - Antares - 27 września 2014

Dema gier – czy szkodzą twórcom?

Wiosną 2010 roku pojawiła się w sieci plotka, jakoby niektórzy developerzy rozważali wprowadzenie opłat za pobieranie wersji demonstracyjnych ich tytułów. Reakcja graczy i redaktorów branżowych była błyskawiczna i wielce negatywna, wszak nagle mielibyśmy zacząć płacić za coś, co od początków istnienia naszej branży mamy dostępne za darmo. Patrząc na poczynania wydawców z perspektywy lat, można wprawdzie powiedzieć, że po prostu czasy się zmieniają i jak tak dalej pójdzie, to niedługo trzeba będzie wrzucać monetę przy każdym uruchomieniu konsoli, niemniej problem wersji demonstracyjnych jest dużo bardziej złożony i dlatego też postanowiłem przyjrzeć mu się bliżej. Tym bardziej, że wersji demonstracyjnych mamy dziś dostępnych znacznie mniej.

"Demo" w postaci alfy i bety Destiny zwiększyło zainteresowanie grą kilkukrotnie

Dawno, dawno temu, gdy piractwo było równie trudne, co oddychanie, znani twórcy dopiero stawiali pierwsze kroki w tworzeniu gier, a wielu młodocianych branżowych „ekspertów” jeszcze nie było w planach swoich rodziców, niezwykle popularnym zjawiskiem były tzw. wersje shareware, czyli pełne gry, na które nakładano pewne ograniczenia, które zdejmowało się poprzez zakupienie pełnej licencji. Jako przykład przychodzi mi do głowy przede wszystkim Wolfenstein 3D, który w takiej właśnie formie oferował pełny pierwszy epizod gry, składający się z normalnych kilku poziomów, a ostatni zakończony był normalną walką z bossem. Gdy dziś odpalam dwudziestominutowe „demka”, bo demami ich nazywać nie można, nowych block-busterów tęsknię trochę za modą na shareware. Inna sprawa, że taka forma licencja oprogramowania pozostała w użyciu w przypadku programów użytkowych na komputery osobiste, a na konsolach pojawia się w formie Triali, niestety duzo krótszych niż bywało w przeszłości. Dlaczego w takim razie wydawcy chcą nam zabrać możliwość zagrania w wersje demo, skoro są one dużo krótsze niż bywało kiedyś, a tym samym wymagają zapewne włożenia w nie mniej pracy?

Zakładając, że podążamy ścieżką wiodąca po Jasnej Stronie Mocy i nie interesuje nas rozpoczęcie pirackiej przygody pośród mórz i oceanów Internetu bardzo często, jako konsumenci stajemy przed wyborem, jaką grę wybrać. Biorąc pod uwagę bardzo wysokie, jak na polskie warunki, ceny nowych tytułów oraz coraz bardziej widoczną walkę wydawców z rynkiem gier używanych, podjęcie decyzji o wydaniu ciężko zarobionych pieniędzy na nową grę zajmuje dużo czasu. Zyskują na tym różnorakie portale i periodyki branżowe, bo codziennie miliony graczy na całym świecie przewijają się przez nie w poszukiwaniu potrzebnych informacji, opinii i wrażeń, celem odsiania przysłowiowego ziarna od plew. Nie zawsze jednak recenzja napisana jest w pełni obiektywnie, wszak ludzie mają różne gusta a nie wszystko można opisać słowami. Dlatego też, nikt chyba nie zaprzeczy, że najlepsze w takim wypadku są doświadczenia empiryczne a te może dostarczyć tylko zagranie w dany tytuł.

Gdy idziemy do kina, poza zmarnowaniem ponad pół godziny na oglądanie nachalnych i głupich reklam, możemy też obejrzeć zapowiedzi najnowszych produkcji filmowych. Od wielu lat są one również dostępne w Internecie i choć na przykładzie niektórych filmów widać, że zwiastun może prezentować się dużo lepiej niż film właściwy (pamięta ktoś kinowego Wiedźmina?) jest to najlepsza forma przedsmaku właściwego produktu, o jakiej możemy mówić w przypadku kinematografii. Możemy zobaczyć grę aktorów i posłuchać fragmentu ścieżki dźwiękowej, co przekłada się niejako na to, czego możemy się spodziewać po tym, co zobaczylibyśmy w trakcie seansu. Podobnie sprawa ma się w przypadku utworów muzycznych, które często możemy całościowo lub przynajmniej fragmentarycznie pobrać lub odsłuchać w Internecie. Podoba mi się nowa piosenka ulubionego zespołu umieszczona jest do odsłuchania na Spotify? Kupuję płytę – proste i logiczne, bez dodatkowych opłat, czy czekania tydzień, aż materiały będą dostępne dla osób nieposiadających konta Gold Xbox Live.

Podobnie sprawa ma się z książkami, których fragmenty umieszczane są w sieci do darmowego przeczytania. Jeśli interesuje nas dany tytuł, możemy udać się do księgarni, przeczytać zamieszczony z tyłu okładki wycinek tekstu, czyli takie swoiste „demko”, czy nawet całkowicie legalnie przekartkować daną pozycję, co w przypadku gier wiązałoby się ze skorzystaniem z Torrentów celem pogrania kilka minut, a to jest już przestępstwo, grzech, szatan i skazanie potępienie wśród „prawdziwych graczy”. Ciekawe, prawda? Oczywiście większość osób pobierających pirackie kopie oprogramowania z sieci szuka w ten sposób wymówek na swój nielegalny proceder, jednak trzeba brać pod uwagę, że naprawdę są wśród nas gracze, którzy mają pokaźne kolekcje oryginalnych tytułów, wśród których nie znalazłoby się wiele pozycji, gdyby wcześniej nie mieli okazji „przetestować” ich na swojej pirackiej łajbie. Wydawcy zdają się tego problemu oczywiście nie widzieć, tylko prezentują raporty mówiące o tym, jakie to kosmiczne straty finansowe powoduje pobieranie ich gier z sieci, co opierają niejednokrotnie na przemnożeniu przybliżonej ilości ściągnięć przez zysk, jaki by z każdej sprzedanej sztuki uzyskali. Widziałem kiedyś zestawienie, które wykazało, że w przypadku kilku świetnie sprzedających się gier, gdyby dodać do ilości ściągniętych kopii sumę zakupionych oryginałów, wyszłoby na to, że wynik byłby większy niż ilość wytłoczonych płyt. Z jednej strony przykład ten pokazuje jak ogromna jest skala piractwa, lecz z drugiej widać jak absurdalnie podchodzą do sprawy pokrzywdzeni, czyli sami wydawcy. Nie dość, że tworząc swoje raporty na temat strat zakładają, iż każdy, kto pobiera kopię ich produktu na pewno kupiłby oryginał, to jeszcze ignorują fakt, ze ktoś musiałby najpierw wyprodukować nośnik, na jakim owe oprogramowanie by się znalazło. Satoru Iwata z Nintendo powiedział kiedyś że kiepska sprzedaż oprogramowania nie jest winą piractwa, tylko jego wątpliwej jakości, pod czym mogę się z całą odpowiedzialnością podpisać patrząc na przykład Wii, które jest najłatwiej „przerabialną” konsolą stacjonarną poprzedniej generacj,i a wyprzedzała konkurencję pod kątem przynoszonych zysków kilkukrotnie.  

Wydawcy zdaja się jednak myśleć tylko i wyłącznie o pomnażaniu swoich zysków, dlatego też kilku ich przedstawicieli zakrzyknęło wiosną, że dema gier powodują u nich straty i rozważają opcję wprowadzenia opłat za ich pobieranie. Pamiętam czasy, gdy na polskim komputerowym rynku wydawniczym królował Secret Service z dołączaną dyskietką, a później płytami CD zawierającymi dema, kultowy Gambler czy wydawany po dziś dzień CD-Action, który w międzyczasie zmienił nacisk na dodawanie do magazynu przede wszystkim pełnych wersji gier. Wszystkie te czasopisma były nieco droższe od konkurencji, gdyż my, jako czytelnicy musieliśmy zapłacić za nośnik. Większość z nas nie miała wtedy jeszcze dostępu do Internetu w ogóle, lub miało go tylko przez modem, przez co odpadało przesiadywanie w sieci godzinami celem wyszukania i pobrania interesujących nas wersji demonstracyjnych. Czasopisma szły nam, więc na rękę proponując wybrane przez siebie najlepsze dema, często bogato opisane przez redaktorów. W dużo gorszej sytuacji znajdowali się posiadacze konsol, gdyż jedynym dostępnym w naszym kraju periodykiem posiadającym dołączaną płytę CD był Oficjalny Polski Playstation Magazyn, który kosztował ponad dwadzieścia złotych i wydawany był dopiero w latach 1997-2001, czyli ponad cztery lata po premierze samej konsoli. Posiadacze sprzętów konkurencji mogli jednak o czymś podobnym tylko pomarzyć.

Po wielu latach, my fani konsol możemy w dobie powszechnego dostępu do szerokopasmowego Internetu cieszyć się możliwością pobierania na swoje konsole wersji demonstracyjnych gier, by w zaciszu własnego mieszkania podejmować decyzje, co zakupić a co nie. Niejednokrotnie sam zakup również nie wymaga od nas podniesienia czterech liter z kanapy, bo coraz więcej tytułów trafia do dystrybucji cyfrowej. Pomijając konieczność ściągania łatek do niedopracowanych, pisanych pośpiesznie gier oraz wyciągania z nas ostatnich pieniędzy za pomocą DLC muszę przyznać, że internetyzacja konsol wyszła im na dobre, bo nareszcie mam możliwość przetestowania niektórych gier przed zakupem. A teraz nagle okazuje się, że komuś to zaczęło przeszkadzać. Na pytanie, czemu developerzy stwierdzili nagle, że nie opłaca im się wydawać wersji demo odpowiedź jest prosta. Analitycy branżowi wyliczyli, że część potencjalnych nabywców gier zniechęca się do interesujących ich tytułów, gdy po przetestowaniu pryska „czar”, który buduje hype nakręcany na dany tytuł. Jako jeden z przykładów podawane jest tu demo świetnego Dead Space, które jest bardzo krótkie, co zamaskowano nad wyraz wysokim poziomem trudności. Przyznam szczerze, że sam po przejściu pełnej wersji gry i odpaleniu dema mocno się zdziwiłem, gdy za pierwszym zakrętem napadła mnie horda potworów. Tym samym ktoś, kto spodziewał się po DS przerażających wędrówek po klaustrofobicznych korytarzach mógł się rozczarować tym, co oferowała wersja demonstracyjna, która jawiła się, jako bezmyślna strzelanka.

Nie rozumiem jednak, dlaczego za takie wpadki samych develerów mamy płacić my, czyli konsumenci. Twórcy już teraz stosują różnorakie triki mające zachęcić nas do zamawiania gier w ciemno przed premierą, takie jak dodawanie kodów do rozgrywki w wersji beta, lub np. umożliwianie pobrania unikatowej zawartości. Inni próbują zbić na tym dodatkową kasę, jak np. mój „ulubiony” Microsoft, który przedpremierowe zamówienia Fable 3 nagradza kodem umożliwiającym utworzenie własnego NPC za pośrednictwem WWW i pobranie go do gry. Niestety, gigantowi z Redmond nie wystarczyło, że darzę Petera Molyneux na tyle wielkim zaufaniem, że jestem gotów kupić jego produkcję bez przeczytania ani jednej recenzji; żeby ściągnąć swoją postać, musiałbym zapłacić haracz, zwany także „wykupieniem subskrypcji Gold”. Jak możecie się domyślić, nieopisana była moja irytacja, gdy o tym przeczytałem. Wracając jednak do tematu dem, zastanawia mnie co by było, gdyby faktycznie wprowadzono opłaty za ich pobieranie. Podejrzewam, że wzrosłaby skala konsolowego piractwa, bo w końcu mało kto chciałby kupować kota w worku. Moglibyśmy wtedy może nawet mówić o piraceniu wersji demonstracyjnych, jeśli takowe pobierane by były z netu bez stosownych opłat.

Zdaję sobie sprawę, że wycięcie fragmentu gry i przetworzenie go na potrzeby dema to dodatkowa praca, ale przyznam szczerze, że odkąd mogę na swoich konsolach sprawdzić za darmo jak większość nowych tytułów się zapowiada, częściej mi się zdarza nowe gry kupować. W czasach PS2 nabywałem głównie sprawdzone tytuły „na 10”, które we wszystkich branżowych periodykach odbierane były z jednakowo silnym poklaskiem. Gdybym mógł wypróbować różne inne dostępne wtedy na rynku gry, zapewne teraz moja lista pozycji do nadrobienia nie byłaby tak długa. Dlatego też mam cichą nadzieję, że twórcy i wydawcy pójdą po rozum do głowy, zaś to co od początków branży kosztowało co najwyżej cenę nośnika, będzie nadal udostępniane za darmo i będzie ich więcej. Bo mimo wszystko zyskujemy na tym zarówno my gracze, jak i wydawcy. Gry słabe, jak powiedział Satoru Iwata, nie sprzedadzą się mimo wszystko, a dzięki demom dane jest nam czasem dostrzec niedocenione perełki. 

Antares
27 września 2014 - 14:31

Komentarze Czytelników (30)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
12.10.2014 15:10
Martius_GW
odpowiedz
Martius_GW
61
Generał

[9]
Jak to wyglądało z Painkiller? Niby tanio bo tylko kosztował 20 zł i był dostępnych w kioskach. W jakim stanie jest seria wszyscy wiemy.

12.10.2014 15:13
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

A w jakim jest? Mało masz tanich produktów, które się nie sprawdzają? Poza tym on pisal o podarowaniu za darmo, więc przykład nietrafiony.

12.10.2014 20:34
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

[12]
Przyklad trafiony, w tamtym czasie pirat painkillera na rynku kosztowal okolo 10-15zl, przy cenie ~20zl za oryginalke. I ludzie kradli na potege. No, chyba ze dla ciebie 5zl to TAAAAKA duza roznica. Zreszta na pozostale pytania nie odpowiedziales wiec dyskusje uwazam za jalowa a tym samym zakonczona. Nie lubie prowadzic monologow i odpowiadac na kolejne "argumenty" z dupy.

A sama dyskusja o piractwie? Jesli nigdy nie piraciles to skad mozesz miec jakiekolwiek pojecie o tym, jak mysli osoba ktora zgrywa gry z netu? Ja gram od 25 lat, zaczalem w czasach gdzie piraty byly jedyna mozliwoscia. Teraz tez zdarza mi sie grac pirata - wlasnie w opisanym wyzej przypadku: gdy gra nie ma dema. Po wypadku z Diablo3 (sprytnie blizzard, nie dali dema wiec poszlo 20? milionow kopii, gdyby dali demo ciekawe czy 10mil by przebili) nie zamierzam wiecej kupowac kota w worku nawet u "znanych i lubianych". (ah tak, kupilem tez dark souls2, rowniez lekkie rozczarowanie, ale tylko lekkie)

12.10.2014 20:37
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

Kolejny internetowy cwaniaczek. Na moje też nie odpowiedziałeś, więc goń się.

12.10.2014 20:39
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

Biorac pod uwage ze ty sypiesz pytaniami z jak z karabinu i w ogole nie odpowiadasz na moje powinienes sie cieszyc, ze dostales AZ tyle. Jak dorosniesz moze zrozumiesz a moze nie. Mi to dynda, ale przestan bredzic bo glowa od tego boli.

12.10.2014 20:40
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

Już sam fakt poruszania wieku dowodzi, że jesteś zwykłym trollem.

12.10.2014 20:42
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

[16]
Twoje cytaty:

https://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=13066645
Komentarze takich ludzi jak lukitram przywracają mi wiarę w to, że na GOL-u są jeszcze ludzie, którzy nie chodzą do gimnazjum.

https://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=13066645
Czasem wstydzę się, że jestem graczem patrząc na to o kogo gry są skierowane. Pokolenie Gimbo Duty już narzeka na brak karabinów w takiej grze. Mowę mi odjęło.

Rozumiem, ze juz pakujesz swoje manatki i spadasz stad trollu? Ahhh ta hipokryzja, drzazge w oku blizniego znajdzie ale kłody we własnym ni cholery.

12.10.2014 20:44
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

To ty uwazasz sie za bóstwo, nie ja mistrzu. Koleś twierdzi, że gdy ktoś dostanie za darmo grę to i tak pobierze pirata. Brawo. Spójrz jeszcze na jałową dyskusję podczas gdy sam uważasz moje argumenty z dupy, w której cię niewątpliwie mam.

12.10.2014 20:46
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

Przykro mi, ze takie cos jak "hiperbola" do ciebie nie dociera. W gimnazjum pewnie cie nauczą.
Jak na osobe, ktora "ma mnie w dupie" dosyc czesto odpowiadasz na moje posty. Jak to sie mowi: posting is caring. A ciebie jak widac obchodzi to na tyle duzo, ze bedziesz dalej klepal w klawiature. Nie jestes pierwszym ani ostatnim ktory wyjezdza z tym tekstem a pozniej klepie elaboraty na nastepne 10 stron.

12.10.2014 20:47
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

Ach tak zasłaniamy się bogatym słownictwem. Boże co za kmiot. Piszę, bo mam cię w dupie i uwierasz straszliwie swoją głupotą i nonszalancją.

12.10.2014 20:50
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

Zabawne - nazywasz mnie kmiotem, mimo, ze to ty nie znasz "bogatego "(w cudzyslowiu bo ucza tego w podstawowce/gimnazjum) slownictwa. Kim wtedy ty jestes? Analfabeta? Debilem? Prostaczkiem?

Ahh pisz dalej, widze ze strasznie cie boli to, ze mam racje. Dawaj dalej, popisz sie swoja erudycja. Słoma z butow juz ci dawno wyszla, wiec duzo nie masz do stracenia.

12.10.2014 20:51
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

Co ja znam to już moja sprawa. W Internecie nie wszystko da się zrozumieć, zwłaszcza te twoje hiperbole. Kim jestem? Kimś kto usiłuje wyleczyć takich jak ty z cwaniactwa i głupoty. Do tego te ciągłe edycje, pewnie mózg wolno pracuje i trzeba się zastanawiać.

12.10.2014 20:53
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

Jak widac Martius_G z postu [11] zrozumial. Ezrael tez rozumie problem. Ja tez rozumiem. Ty nie rozumiesz. Zgadnij kto odstaje od innych i dlaczego ty.

Jesli chcesz kogos leczyc z glupoty wypadaloby, abys w pierwszej kolejnosci sam na nia nie chorowal. Zacznij od siebie :)

Do tego te ciągłe edycje, pewnie mózg wolno pracuje i trzeba się zastanawiać.
[ 2014-10-12 15:16 ] zmodyfikowane przez autora.
[ 2014-10-12 20:46 ] zmodyfikowane przez autora.
[ 2014-10-12 20:48 ] zmodyfikowane przez autora.
[ 2014-10-12 20:52 ] zmodyfikowane przez autora.
To wszystko to twoje. Opoznienie w rozwoju?

12.10.2014 20:56
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

Czyli równamy do innych tak? Jeśli trzech powie, że kazirodztwo jest okej, a ja, że nie to wtedy ja jestem głupi. Właśnie z takiego czegoś próbuje wyleczyć takich cwaniaków jak ty, ale to będzie cholernie trudne, bo możesz mnie pokonać swoim doświadczeniem. Muszę edytować, bo sam mnie do tego zmuszasz poprawianiem postów, które jak pewnie zauważyłeś pierwszy zacząłeś cebulaczku.

12.10.2014 20:57
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

Powiazania pomiedzy twoimi rodzicami na prawde mnie nie interesuja.

Ale jesli trzy osoby mowia ci, ze jestes oslem to lepiej juz kupuj chomąto (kolejne trudne słowo, sprawdz sobie na wiki).

Ahh i teraz wyjazd od cebuli, mimo, ze jedynym prostakiem tutaj jestes ty :) Slodkie. Nie zapomnij jeszcze o "polaczku" i twojej ulubionej "gimbazie".

12.10.2014 20:59
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

A co sądzisz o personalnym wyjeździe o rodzicach? Słucham rzeczowej wypowiedzi. Nie zapomnij edytować.

12.10.2014 21:03
koobun
odpowiedz
koobun
42
wieszak

Asmodeusz -->
Z ciekawości, po co ciągniesz tę debilną wymianę zdań z gościem, który już kilkadziesiąt postów temu postanowił brak jakichkolwiek argumentów nadrabiać bucowaniem?

12.10.2014 21:04
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

koobun spójrz na jego posty dokładnie. Nic nie widzisz?

12.10.2014 21:04
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

[27]
Mam do wyboru to albo probowac zrozumiec statystykę, ktorej nigdy w zyciu sie nie uczylem. Stwierdzilem, ze to jest zabawniejsze a o statystyke zapytam kogos jutro na uniwerku :3

12.10.2014 21:06
ajax34
odpowiedz
ajax34
56
Porucznik

Nie odpowiedziałeś na pytanie, czyli jesteś tym o co mnie oskarżasz. Typowe. ,,Ahhh ta hipokryzja, drzazge w oku blizniego znajdzie ale kłody we własnym ni cholery.'' Boże jak ja to kocham. Bez internetu życie byłoby dużo bardziej nudne.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze