Serial 'Gotham' z uniwersum Batmana opowiada o czasach przed Batmanem. - Qualltin - 19 października 2014

Serial "Gotham" z uniwersum Batmana opowiada o czasach przed Batmanem.

Względnie niedawno zaczął się dla mnie już czwarty rok na studiach, a to nie mogło oznaczać niczego innego, jak chwilowego nadmiaru wolnego czasu. Każdy bowiem wie, że październik to niejako przedłużenie wakacyjnego okresu, a typowa orka zaczyna się dopiero od listopada. Musiałem więc głębiej rzucić się w świat seriali tak, aby nadrobić zaległości długością równe całym wakacjom, a do tego znaleźć dla siebie coś zupełnie nowego. Długo trwał rekonesans, który w ostatecznym rozrachunku okazał się bardzo udany. Wobec powyższego chciałem podzielić się z wami opinią na temat serialu Gotham, który wygrzebałem gdzieś przypadkiem, a który jest oczywiście nawiązaniem do całego uniwersum związanego z postacią Batmana.

Moja pierwsza reakcja na opis serialu była „to niemożliwe”. Nie mogłem sobie wyobrazić serialu, który opierałby się na tej samej historii, którą poznałem w kinowych hitach. Tamte wydarzenia zostały mi przedstawione za jednym razem od samego początku historii, aż do jej względnego końca, przynajmniej na danym etapie przygody. Wizja Gotham jest jednak z goła odmienna od tego, co mogliśmy widzieć w Batman: Początek, Mroczny Rycerz, czy Mroczny Rycerz powstaje. Prezentowana historia dotyczy wydarzeń sprzed pojawienia się Batmana, czyli zanim Bruce Wayne dorósł do tego, aby wybrać się w świat w poszukiwaniu nauki mogącej pomóc mu odkryć umysł przestępcy tak, aby móc z nim potem walczyć będąc na z góry wygranej pozycji. Poznajemy natomiast losy komisarza Jamesa Gordona (Ben McKenzie), który z Chicago przyjechał do Gotham za pracą. Wraz ze swoim partnerem, Harvey Bullockiem, pracują nad sprawami zabójstw i porwań na terenie miasta, skalanego od dawna przestępczością rzucającą na kolana normalnie żyjących ludzi.

Spojrzenie od tej strony na wydarzenia związane z mrocznym miastem jest co najmniej bardzo ciekawe. Jednocześnie też jesteśmy w stanie rozpoznać momenty, które mieliśmy szansę zobaczyć w produkcjach kinowych. Choć póki co niewiele odcinków miało swą premierę, gdyż serial pojawił się dopiero w październiku, każdemu z nich towarzyszy dreszczyk związany z faktem, że prawdopodobnie zaraz poznamy nową postać, którą skojarzymy z pełnometrażowej produkcji, a przy tym każdy kolejny kontakt z młodszymi wersjami znanych nam dobrze bohaterów przez dłuższy czas wydaje się nieco.. dziwny. Ot, spojrzenie na komisarza Gordona w momencie, gdy kierowały nim ambicje i chęć zmieniania świata, są świetnym dopełnieniem jego obrazu, który mamy w głowie po obejrzeniu trylogii. Mamy także szansę spotkać Catwoman w jej pierwotnym wcieleniu, bossów Don Falcone i Salvatore Maroniego, oraz Pingwina, który tutaj pojawia się jako Oswald Cobblepot pozbawiony jeszcze charakterystycznej tuszy, ale już nieźle „porąbany”. Nie obyło się oczywiście bez pokazania fragmentów z życia młodego panicza Bruce Wayne’a, który po śmierci rodziców został zmuszony do życia jedynie z wiernym lokajem u boku.

Poza licznymi nawiązaniami do Batmana, można Gotham rozpatrywać jako lekko zabarwiony sci-fi serial kryminalny. Prosty gliniarz z miasta będącego komiksowym odpowiednikiem Nowego Jorku trafia w sam środek zła, z którym chce za wszelką cenę walczyć. Miasto natomiast, na wskroś skorumpowane i zdeprawowane, sprowadza go na ziemię i zmusza powoli do tańczenia w rytm muzyki, którą serwują najbardziej wpływowi „biznesmeni”, trzymający w garści połowę policji i władzy w Gotham. Serce jednak leży dokładnie w miejscu, w którym losy tych rzekomo nieznanych nam bohaterów, czyli policjanta, jego partnera i wszystkich złoczyńców, z którymi przyjdzie im się zmierzyć, krzyżują się z historią Batmana, a raczej jego swoistym prologiem.

Choć pierwotnie byłem sceptycznie nastawiony do Gotham, to zaledwie garstka odcinków, które można było obejrzeć, przekonała mnie, że zapowiada się coś, co wpisuje się w moje zainteresowania. Pojawił się już syndrom „jeszcze kolejnego odcinka”, a każdy dobrze wie, że jeśli takie mamy objawy naszej „choroby serialowej” w konkretnym przypadku, to znak, że przypadek ten jest całkowicie zbieżny z naszą wolą. Wobec tego zachęcam do zapoznania się z Gotham i historią młodego jeszcze komisarza Gordona. Jeśli wpadniecie w wir przygód młodszej wersji znanych bohaterów, to nie mam wątpliwości, że pojawi się u was także chęć ponownego zapoznania się z całą trylogią najnowszego Batmana. 

Zajrzyj na mój profil na Facebooku oraz na Google+.

Qualltin
19 października 2014 - 11:55

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
20.10.2014 18:17
h1To
h1To
50
OP

Ja z kolei po 2 odcinkach wiem, że więcej nie pociągnę. Tak jak wcześniej gdzieś pisałem, beznadziejna gra aktorska odrzuca niemiłosiernie.

20.10.2014 20:16
victripius
odpowiedz
victripius
89
Joker

Po tych kilku odcinkach jest naprawdę nieźle. Fakt, gra aktorska miejscami drewniana, ale wszystko rekompensuje świetny Pingwin.

20.10.2014 20:23
żbike
odpowiedz
żbike
133
Generał

Po tych 4 odcinkach nasuwa mi się jedna myśl: Należy współczuć mieszkańcom Gotham takiego komisarza i takiego batmana jakiego będą mieć w serialu.

21.10.2014 08:55
odpowiedz
zanonimizowany794081
77
Generał

Po co to oglądać ? Tzn. całe założenie serialu jest bezsensowne - przygody Gordona, który ma ukrócić przestępczość w Gotham co mu się raz nie udaje, bo nasilenie tej przestępczości "tworzy" Batmana, a dwa właśnie powstaje Batman i - deus ex machina - rozwiązuje wszystkie problemy, których nie rozwiązał Gordon. Równie dobrze mogłoby nie być Gordona tylko od razu Batman ... to samo co udowodnili w Teorii Wielkiego Podrywu z Poszukiwaczami Zaginionej Arki, że film miałby taki sam przebieg Z i BEZ Indiany Jones-a :D Tam przynajmniej była dobra gra aktorów i zabawa przy filmie :D