Faith No More - Sol Invictus. Recenzja płyty - fsm - 19 maja 2015

Faith No More - Sol Invictus. Recenzja płyty

10 utworów i 39 minut nowej muzyki po 18 latach to chyba strasznie mało? Ale jeśli te 39 minut to coś jakby "all killer, no filler", czyli prawie sam konkret, jak jest w przypadku albumu Sol Invictus, to raczej nie ma co kręcić nosem. Dobrze, że jest i dobrze, że jest dobrze. Powrót Faith No More trwał kilka ładnych lat, ale takie go przypieczętowanie powinno wywołać uśmiech na twarzach większości słuchaczy.

Z góry zaznaczam, że nie jestem ślepo oddanym wyznawcą Mike'a Pattona, a samo Faith No More poznałem dzięki TVP2 i programowi 30 ton, lista, lista... gdzie o najlepszą pozycję walczyło Ashes to Ashes. Kawałek dobry, więc chętnie zapoznałem się z całym Album of the Year. Nie "zażarło" od razu, ale z czasem doceniłem pozostałe płyty formacji (pomijając zupełnie początki, bo Faith No More bez Pattona to nie Faith No More). Udało mi się też poznać pozostałe projekty pana Pattona, jedne lepsze, inne gorsze, ale mój ogólny stosunek do ekipy jest taki, że ich po prostu lubię.

Na nową płytę nie czekałem z wielkimi nadziejami, obgryzając paznokcie czy wściekle odświeżając undergroundowe fora z informacjami zza kulis. Gdy FNM wróciło na koncertowe sceny latem 2009 roku, po 11 latach nieobecności na rynku, skwitowałem to krótkim "ok". Fajnie, że panowie znowu się dogadują i chcą ze sobą grać. Spotkanie po dekadzie robienia wszystkiego, co nie było FNM, zaowocowało nową energią i chęcią do tworzenia. Jak przebiegał cały ten proces, możecie przeczytać w bardzo fajnym artykule udostępnionym przez Rolling Stone. Było burzliwie i z zawijasami, ale koniec końców powstała nowa muzyka. Chłopaki nagrali i wyprodukowali ją sami, Patton zarejestrował swoje wysokiej klasy wokale w domu (podobno w piżamie) , a efekt końcowy trafił do naszych sklepów wczoraj (przy okazji: premiera w USA to tradycyjnie wtorek).

Sol Invictus to 10 premierowych utworów (choć niektóre - jak Matador, pierwsza kompozycja z nowego rzutu - mają na karku już niemal 6 lat!), z których dwa pełniły rolę singli. Motherfucker pojawił się w listopadzie, zaś Superhero przybył w marcu. Ten pierwszy to w wesoły sposób wulgarna energetyczna bombka dosyć długo składająca się do galopu. Singiel może i wzniecił/podtrzymał zainteresowanie, ale mnie samego nigdy nie doprowadził choćby na skraj ekstazy. Superhero sprawdził się tu zdecydowanie lepiej - ciekawsza konstrukcja utworu oraz niezawodny Patton swobodnie zmieniający się z wokalnego psychopaty w eleganckiego "melodystę" trafiły, gdzie trzeba. A co jest najlepsze? Że Superhero wcale nie jest najlepszy!

Płytę otwiera utwór tytułowy, gdzie główną rolę grają klawisze Roddy'ego Bottuma, a my pomału jesteśmy zapraszani do świata nowego-starego FNM. Uśpiona czujność zostaje zaatakowana wspomnianym Superhero, a kolejny numer - Sunny Side Up - to tak lubiane przez fanów łączenie powabnych melodii niemalże w stylu Easy z nieco szybszym refrenem. Sprawdza się! Z kolei Separation Anxiety mogłoby spokojnie znaleźć się na Album of the Year. Krótkie szarpnięcia nisko nastrojonych gitar, Patton skaczący po pełnym spektrum (ciche, wysokie zwrotki, nieco drapiącego szeptu i rozśpiewan-rozkrzyczany refren) i szalona jazda pod koniec to takie FNM w pigułce. Pierwszą połowę kończy Cone of Shame, chyba mój ulubiony obecnie numer na płycie - 2 minuty łagodnych gitarowych liźnięć, spokojny rytm i niski głos Pattona, który w drugiej części robi "bum" (dosłownie, jest to uwzględnione w tekście), a ekipa atakuje metalową baterią instrumentowego szału. Bardzo lubię takie zagrywki.

Zostało jeszcze 5 numerów, a każdy z nich ciekawy. Rise of the Fall żeni rockową jazdę z psychodeliczną retro-potańcówką, Black Friday posiada konstrukcję przypominającą nieco The Gentle Art of Making Enemies (cicho w zwrotce, szał w refrenie), następnie mamy znajomy przystanek w postaci Motherfuckera i kolejną bardzo mocną pozycję, czyli wspomniany wyżej, rozbudowany, rozpędzający się pomału, wyposażony w genialny tandem basu i bębnów Matador. Sol Invictus kończy się dosyć oczywistą nutą, w której Patton i koledzy ogłaszają swój powrót ze świata umarłych. I nawet jeśli sam finał płyty jest jej najsłabszym fragmentem (nie umywa się do podobnego w klimacie I'm Just a Man), to ja na taki powrót mówię: witajcie, koledzy. Miło mi.

Sol Invictus zaskakuje bardzo pozytywnie. Z jednej strony w ogóle nie słychać tej kilkunastoletniej przerwy w nagrywaniu, z drugiej całość brzmi świeżo i konkretnie. Sol Invictus to po prostu kolejne Faith No More. Stare, ale nowe, co z jednej strony może sie podobać (jak już się domyślacie, mi się podoba), z drugiej może wywołać grymas (nie ma tu niczego naprawdę nowego). Takie powroty są trudne, bo oczekiwania mogą łatwo urosnąć do niebotycznych rozmiarów. Mam jednak wrażenie, że podchodząc do płyty z otwartym umysłem i otwartym uchem można zyskać sporo frajdy. Sol Invictus nie będzie albumem roku (ha), nie ma tu hiciorów pokroju Easy, Evidence czy Midlife Crisis. Brakuje totalnego chaosu znanego z Ugly in the Morning lub Surprise! You're Dead. Ale w tym momencie SI daje mi tyle frajdy i z taką chęcią go słucham, że bez wątpienia zasłuży na wyróżnienie w niejednym muzycznym podsumowaniu. Poza tym na Angel Dust też wielu kręciło nosem po premierze, a teraz jest to żelazny klasyk.

Odsłuch całej płyty ciągle dziala na stronie CGM.

fsm
19 maja 2015 - 17:10

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
19.05.2015 20:57
Lemur80
Lemur80
68
Fear is the mind killer

Gratulacje, recenzja jest na pewno lepsza niż sama płyta:-) Polemikę czas rozpocząć.

Użycie zwrotu "... coś jakby all killer, no filler" jest bardzo mylące. Sugeruje jakbyśmy mieli do czynienia z nie wiadomo jakim materiałem. Zabójczo-zajebiste są płyty rodzaju: Pro-Pain - The Truth Hurts, Down - Nola, COC - Deliverance, czy z bardziej rockowych klimatów - Soundgarden ze swoim świetnym Superunknown. To są właśnie killery bez wypełniaczy i choćby kawałka zbędnego dźwięku. Wtłaczanie Sol Invictus do tego (lub jakiegokolwiek innego) zacnego grona, jest nieporozumieniem i lekkim nadużyciem. Tym bardziej, że nowe FNM nie ma startu do jakiejkolwiek starszej płyty spod tego samego szyldu (oczywiście z Pattonem na wokalu). Porównania do Angel Dust możemy sobie darować. Dwie następne płyty są już wyraźnie słabsze, ale i tak potencjał choćby paru piosenek z obu LP bez litości kopie po łbie biedne Sol Invictus (a to leży i kwiczy).

Nie mam zamiaru rozkładać tego albumu na czynniki pierwsze, ale autor recenzji sam zauważył, że "potencjał hitowy" jest tu niski. Poprawka, jego tu nie ma. Wybitnie melodyjnych i świetnie zaaranżowanych kawałków można szukać i szukać, po próżnicy. Po 3-4 przesłuchaniach stwierdziłem, że absolutnie żadna z tych 10 kompozycji nie ma startu do właściwie żadnego, lepszego kawałka z dowolnej, poprzedniej płyty.

Ten longplej jest różnorodny, co do tego nie ma wątpliwości. Problem w tym, że na tej różnorodności, bezdyskusyjnej rozpoznawalności i ciekawym liniom basu kończą się jego zalety. To wszystko brzmi jakby wieloletniemu rozstaniu towarzyszyła jakaś poważna katastrofa, twórcza niemoc i smutna muzyczna degrengolada, która nie pozwoliła temu zasłużonemu bandowi stworzyć materiału lepszego niż co najwyżej przeciętny. Bądźmy szczerzy, od kiedy na albumie FNM nie pojawia się ani jeden hicior który można katować w nieskończoność? Fejf Noł Mor to zawsze była kuźnia chwytliwego, melodyjnego i nowoczesnego pazurzastego rocka. Jak traktować płytę która jest praktycznie pozbawiona tych charakterystycznych i wydawałoby się niezbywalnych cech? Eee, do dupy z taką bladą, bezjajeczną berbeluchą.

To nie jest tak, że starzy rockmeni po bandowych break-upach to stare kapcie i lepiej gdyby zajęli się ogródkiem, nie graniem. Nie tak dawno Soundgarden udowodniło, że powroty w dobrym stylu są możliwe i mają sens. Na King Animal też brakowało mi ostrzejszych momentów, ale ten album broni się sam, jest po prostu dobry. Mam więc nadzieję, że panowie z FNM zbiorą dupy w troki i następny ich materiał będzie dużo, dużo lepszy.

PS. Jeżeli z perspektywy lat Sol Invictus zacznie mi się podobać, to znaczy, że do reszty stetryczałem i czas pierdolnąć sobie w łeb:-)

20.05.2015 09:38
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
199
fsm

GRYOnline.plTeam

Masz sporo racji, ale mi po prostu ten album się podoba. Za wyjątkiem sennego intro i takiego sobie pożegnania, środek jest wystarczająco mięsisty, by słuchać tej płyty codziennie. Hitu na miarę któregokolwiek z poprzednich "debeściaków" nie oczekuję, bo takowego nie ma. To fakt. Ale nie chcę oceniać albumu przez pryzmat hitowości, skoro i tak wszystko mi ze sobą ładnie gra i dostarcza frajdy. King Animal SG był równie miłym zaskoczeniem, ale mam wrażenie, że tamta płyta szybciej mi się osłuchała, niż to będzie z Sol Invictus. Poza tym ewidentnie nie jestem jedynym, który jest zadowolony (komentarze na kilku forach czy last.fm + recenzje podlinkowane na metacritic dają obraz płyty przynajmniej dobrej). Będę wypatrywał kolejnego albumu FNM, ale nie oczekiwałbym gwałtownej zmiany - podobno sporo kawałków leży odłogiem po sesjach do tego albumu...

20.05.2015 10:15
koobun
odpowiedz
koobun
42
wieszak

Sorry fsm, ale to naprawdę bardzo słaba płyta jest.

20.05.2015 10:49
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
199
fsm

GRYOnline.plTeam

Nie musisz przepraszać - nie jest mi przykro, że się ze mną nie zgadzasz (i z innymi - tutaj przykład recenzji duuuużo bardziej pozytywnej niż moja http://www.blabbermouth.net/cdreviews/sol-invictus/ i to wcale nie na jakimś serwisie-krzaku, a taki Onet też się zachwyca). Ja zdania nie zmienię, a czy album będzie mi się podobał za ileś tam miesięcy, to się okaże.

20.05.2015 12:52
koobun
odpowiedz
koobun
42
wieszak

Są też takie recenzje, w których płytę zjechano. Nie bardzo wiem co to ma do rzeczy, skoro mówimy o Twojej recenzji i mojej opinii. Nie musimy się chyba podpierać innymi, by legitymizować swoje zdanie, prawda?

20.05.2015 13:29
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
199
fsm

GRYOnline.plTeam

Absolutnie nie musimy. Ja tylko zwracam uwagę na fakt, że z prostego przeglądania sieci wynika, że płyta się bardziej podoba, niż nie podoba. A wstawiłem takie przykłady dlatego, że Twój komentarz zdawał się sugerować "sorry, nie masz racji". Przecież w przypadku opinii o płycie o racji lub jej braku nie może być mowy. I tyle :)

20.05.2015 18:15
Lemur80
odpowiedz
Lemur80
68
Fear is the mind killer

To prawda, wszystkie większe portale muzyczne pieją wręcz z zachwytu, ta płyta nie zbiera słabych, czy na nawet średnich ocen. One oscylują wokół szkolnej piątki, takiej z plusem nawet.

Jak to cholera możliwe, że płyta zaledwie poprawna, grzeczna brzmieniowo, całkowicie ujarzmiona i dość bezbarwna, dostaje oceny które predestynują ją właściwie do arcydzieła? Widziałem recenzencką opinię, że to ich najlepsza rzecz od czasów Angel Dust o_O

Doprawdy, dziwna historia. Albo większość krytyków i fanów brzydko zestarzała się wraz z FNM, albo mi słoń nadepnął na ucho. Trzecie wytłumaczenie jest takie, że w przypadku jakiegokolwiek tworu (szczególnie muzycznego), zawsze będzie istnieć grupa opozycyjna, której to, lub tamto wbrew ogółowi podobać się nie będzie. Banał, ale trochę dziwnie znaleźć się w prawdopodobnie dość niewielkiej grupie kontestatorów. Po przejrzeniu tych recenzji czuję tak jakbym opluł jakiś pomnik w rodzaju nie wiem, "Reign in Blood" Slayera. Dobrze, że mamy do czynienia z FNM, w przypadku Slayera szybko bym usłyszał pod oknem fanów bawiących się 3-metrowymi łańcuchami, albo już gryzł ziemię;-))

Natomiast uwaga: "Przecież w przypadku opinii o płycie o racji lub jej braku nie może być mowy. I tyle :)" - bardzo słuszna. Dodam jedynie, że pewien cytat o tym, że rozmowa o muzyce jest jak taniec o architekturze nabiera tu trochę nowego znaczenia...

23.05.2015 14:22
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
199
fsm

GRYOnline.plTeam

Dorzucę cegiełkę. Po kilku dniach obcowania z nowym FNM, po wczorajszej wizycie w pubie, w którym leciała płytka i dzisiejszym, porannym puszczeniem CD na rozbudzenie stwierdzam, że naprawdę trudno jest mi nie lubić Sol Invictus. Mam nadzieję, że tak mi zostanie :)

23.05.2015 15:47
Lemur80
😊
odpowiedz
Lemur80
68
Fear is the mind killer

Ja to nowe FNM chyba jakoś emocjonalnie przeżyłem. Ostatnio śniło mi się, że popełniłem błąd, płyta jest zajebista i podoba mi się coraz i coraz bardziej:-)

No ale to był tylko sen:-)

24.05.2015 19:53
sekret_mnicha
😃
odpowiedz
sekret_mnicha
199
fsm

GRYOnline.plTeam

Szczerze się uśmiecham, dobry komentarz. Napisz tu za pół roku coś, jestem ciekawy czy zmieni Ci się nastawienie (albo skomentuj nieunikniony tekst o najlepszych albumach tego roku).

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze