Recenzja filmu Wizyta - twórca Szóstego zmysłu wraca do formy - fsm - 16 września 2015

Recenzja filmu Wizyta - twórca Szóstego zmysłu wraca do formy

M. Night Shyamalan prawdopodobnie do końca swojego życia będzie znany jako "twórca Szóstego zmysłu", choć według wielu o miano jego najlepszego filmu walczy dzielnie również Niezniszczalny. Można dyskutować o jakości Znaków i Osady, ale te produkcje wpisują się w atmosferę wykreowaną przez pierwszy wielki hit reżysera. Później jednak była już równia pochyła i żadna z kolejnych 4 propozycji (Diabła nie liczę) nie odniosła ani sukcesu ani uznania. No i mamy rok 2015, kiedy nazwisko Shyamalan wzbudza lęk nie z powodu strasznej atmosfery opowieści, ale z powodu obawy o jakość samego filmu. Zatem miło mi donieść, że Wizyta to rzecz bardzo udana. Taka, który przywróci wiarę w talent tego filmowca.

Od razu rozwieję ewentualne wątpliwości - zarówno Szósty zmysł jaki i Niezniszczalny to filmy lepsze, ale mając w pamięci np. Zdarzenie, Wizyta jest wręcz genialna. A jeśli pójdziecie do kina bez ewentualnych uprzedzeń lub oczekiwań, powinniście wyjść po prostu zadowoleni. Kino powinno bawić i wywoływać emocje, a obu tych rzeczy podczas seansu było pod dostatkiem.

Historia zaczyna się następująco: rodzeństwo nastolatków jedzie na tydzień do dziadków, których nigdy w życiu nie spotkali, bo ich mama przed laty bardzo się ze swoimi rodzicami pokłóciła i zerwała wszelkie stosunki. Teraz jednak seniorzy pragną poznać wnuków, a one same są bardzo pozytywnie nastawione do wizyty, więc mama godzi się na wyjazd. Jak się to wszystko rozwinie, oczywiście nie napiszę. Odpowiem jednak na dwa ważne pytania. Czy w Wizycie jest ukryta jakaś tajemnica? Tak. Czy owa tajemnica znajduje satysfakcjonujące rozwiązanie? Jak najbardziej!

Wizyta na starcie budziła u mnie pewne obawy. Po pierwsze - stylistyka "found footage", czyli wszystko kręcą z łapy bohaterowie filmu. Motyw się już trochę przejadł, więc czy warto do niego wracać? Okazuje się, że u Shyamalana denerwującej telepiącej się kamery w zasadzie nie ma (poza jedną sceną), zaś samo uzasadnienie tego, co i dlaczego kręcimy, jest jak najbardziej w porządku. Duża w tym zaleta głównych bohaterów, którzy - w przeciwieństwie do postaci z wielu horrorów - są po prostu bardzo sympatyczni i ich ciągła obecność na ekranie w ogóle nie przeszkadza. Po drugie - film jest reklamowany głównie jako horror, tymczasem na wszystkich portalach dodatkowo w opisie pojawia się słowo "komedia". Czy da się to połączyć bez zgrzytów? Tak! Budowanie napięcia puentowane śmieszną scenką, kilka naprawdę zabawnych, typowo komediowych scen stanowi kontrast dla ogólnego, dosyć ponurego klimatu i efekt końcowy jest zaskakująco strawny.

Wielką siłą filmu jest obsada - poza dosyć znaną Kathryn Hahn oglądani na ekranie aktorzy należą do kategorii "nieopatrzeni, ale piekielnie zdolni". Nawiedzeni dziadkowie cudownie balansują na spektrum od "przytul, nakarm, uśmiechnij się" po "oż ty, cholera jasna, co tu się dzieje?!", zaś duet rodzeństwa - Olivia DeJonge i Ed Oxenbould - to prawdziwa filmowa siła, ze zdecydowanym wskazaniem na młodego odtwórcę roli Tylera. Chłopak jest świetny i bez wątpienia zajdzie daleko. Ale oczywiście nawet najlepsi aktorzy nie zdziałają cudów, jeśli scenariusz będzie słaby. Wizyta pod tym względem nie ma się czego wstydzić. Dobre tempo opowieści, całkiem racjonalne zachowania postaci, ciekawy rozwój akcji i satysfakcjonujący finał powinny zjednać sobie widzów (tak, jak to zrobiły ze mną).

Shyamalan w wersji mini to dobry Shyamalan. Za pieniądze zarobione dzięki 1000 lat po Ziemi kupił sobie zupełną niezależność i wchodząc w komitywę z Jasonem Blumem (jego Blumhouse Productions odpowiada m.in. za serie Sinister, Naznaczony i Paranormal Activity) stworzył film świeży, ciekawy i wciągający. Niepotrzebne wielkie budżety i wielkie nazwiska. Wystarczy pomysł i chęć zrealizowania czegoś po swojemu, z ego odłożonym gdzieś na bok. Jeśli to jest początek drogi na szczyt, to pozostaje mi tylko przyklasnąć. Złóżcie wizytę w kinie (hehe).

[obrazki pochodzą z serwisu imdb.com]

fsm
16 września 2015 - 18:39

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
18.09.2015 13:09
paul181818
30
Generał

ale te wspólczesne filmy są słabe...

18.09.2015 13:44
odpowiedz
sekret_mnicha
171
fsm

Ano. "Kiedyś było lepiej." "A za moich czasów...." "Gdzie się podziały tamte prywatki?"

19.09.2015 13:59
odpowiedz
rniczypo
61
Pretorianin

""osz ty, cholera jasna, co tu się dzieje?!" ??????????

Od kiedy to pisze się "osz ty" zamiast "oż ty" ????????
Siadaj, pała :)

19.09.2015 16:37
odpowiedz
sekret_mnicha
171
fsm

No patrz. Słuszność masz okrutną. Kajam się. Ale film dobry, niezależnie od mego błędu :P