Rise of the Tomb Raider – 5 mocnych punktów nowej Lary - Norek - 13 listopada 2015

Rise of the Tomb Raider – 5 mocnych punktów nowej Lary

Lara Croft w głównej mierze kojarzy się z panią archeolog, która przemierzając przeróżne zakątki świata szuka starożytnych artefaktów, bada grobowce i rozwiązuje szereg intrygujących zagadek. Po restarcie marki do tego wszystkiego dołączyła tajna organizacja, walka o przetrwanie i trochę za dużo strzelania. Wypracowany ponad dwa lata temu pomysł ma teraz kontynuację w Rise of the Tomb Raider. Kontynuacja, mimo lekkiego odbiegnięcia od pierwowzoru, to klimatyczna gra akcji, której można zarzucić zbyt częste otwarte wymiany ognia czy sporo drobnych potknięć dotyczących mechaniki poruszania się. Lepiej jednak, zamiast szukać dziury w całym, skupić się na pozytywnych aspektach produkcji studia Crystal Dynamics, które sprawiają, że Rise of the Tomb Raider to gra wciągająca i dynamiczna, z dobrym gameplayem i ciekawym umiejscowieniem akcji.

Zróżnicowanie lokacji

Pierwszym punktem, który mocno rzutuje na całą rozgrywkę, jest miejsce akcji. Tym razem Lara zwiedza zakamarki Syberii, trafiając do starego radzieckiego kompleksu, ciepłej i malowniczej doliny, czy porzuconej bazy badawczej. Oprócz tego nie zabrakło jaskiń, ukrytych grobowców, czy ostatecznie starożytnego miasta. Przez większą część czasu przemierzamy zmarznięte tereny, zmagając się z zaspami śniegu oraz oblodzonymi krawędziami. Syberia w Rise of the Tomb Raider jest niesamowicie klimatyczna, oglądanie niżej położonych miejsc po wspięciu się na punkt widokowy daje masę satysfakcji, a gra miejscami wygląda oszałamiająco. Same lokacje zostały także wykonane w należyty sposób, dzięki czemu przemierzając je chce się odkrywać ich tajemnice. W każdej z nich umieszczonych zostało również mniej lub więcej znajdziek, wyzwań oraz grobowców. Szczególnie te ostatnie urozmaicają rozgrywkę, pozwalając poczuć się trochę jak w dawnych Tomb Raiderach – są nastawione na eksplorację i rozwiązanie pewnej zagadki. Mankamentem tego rozwiązania jest jego całkowita opcjonalność i konieczność oderwania się od głównego zadania oraz fakt, że zagadki nie są specjalnie trudne. Widać, że nacisk został położony w innym miejscu, niemniej grobowce oraz wszelkiej maści jaskinie i groty dodatkowo urozmaicają i tak ciekawie zaprojektowane lokacje.

Eksploracja

Na nic zdadzą się nawet najbardziej klimatyczne miejsca, jeżeli nie będzie w nich nic do roboty. W tej kwestii Rise of the Tombr Raider raczej nie zawodzi. Rdzeń rozgrywki statnowią tutaj nieprzerwannie ciągnące się zadania fabularne, to podczas nich w danej miejscówce dzieje się najwięcej. Nieco gorzej wygląda to podczas powrotu do lokacji – robi się trochę pustawo, chociaż trzeba przyznać, że miłym zabiegiem jest umieszczenie w kilku miejscach wrogich patroli, komentujących dotychczasowe dokonania Lary. Do lokacji wraca się także w celu ich opcjonalnego przeszukania – do niektórych miejsc dostęp uwarunkowany jest otrzymanym w trakcie fabuły sprzętem oraz tym zdobytym w misjach pobocznych (np. wytrych). Te dodatkowe zabiegi zachęcają do ponownego odwiedzenia już raz widzianych miejsc, do których naprawdę chce się wracać. Mimo, że nie jestem zwolennikiem umieszczania w grze dużej ilości bezsensownych znajdziek, tutaj jednak autorzy zachęcili do ich szukania – dokumenty stanowią dodatkowe tło do historii, ucząc przy okazji języków obcych. Te z kolei potrzebne są do przeczytania napisów na monolicie, co pozwoli na odkrycie położenia skrzyń z monetami. Za te ostatnie można natomiast zakupić dodatkowe wyposażenie dla Lary. Artefakty pozwalają na liźnięcie historii, a w grobowcach można nauczyć się nowych umiejętności – każde znalezisko daje jakiś realny profit. Wszystko to zebrane w całość, okraszone płynną (choć niepozbawioną irytujących momentów) mechaniką poruszania się stanowi naprawdę przyjemne doświadczenie. Miłośnicy zbieractwa mają zapewnione kilka godzin dobrej zabawy.

Skradanie się i łuk

W tym punkcie dochodzimy do kwestii przeciwników i ich eliminacji. Rise of the Tomb Rider to przede wszystkim gra akcji, a więc strzelania jest tutaj niemało. Głównie w trakcie trwania zadania fabularnego i przemierzania danej lokacji po raz pierwszy napotykamy na swojej drodze wrogie patrole i przeróżnych przeciwników. Niestety, w części przypadków nie możemy załatwić sprawy po cichu i zmuszeni jesteśmy do otwartej wymiany ognia. Samo strzelanie zrealizowane jest dobrze, Lara przykleja się do osłon, a wrogowie, na wyższym poziomie trudności, szybko i sprawnie starają się ją oskrzydlić. Dużo lepszym doświadczeniem jest jednak ciche eliminowanie przeciwników. Pani archeolog może z łatwością likwidować ich z ukrycia, odwracać uwagę czy strzelać z łuku. Wrogowie zauważą nas, jeżeli oddamy niecelny strzał, albo za bardzo wychylimy się podczas rzucania butelką, w celu odwrócenia uwagi. Możliwe jest nawet tworzenie bomb-pułapek. Rasowa skradanka to nie jest, jednakże wszystko tutaj działa – przyklejanie się do odsłon, odwracanie uwagi, ciche egzekucje, nawet inteligencja przeciwników nie jest najgorsza. Do bezgłośnej eliminacji świetnie nadaje się łuk, a jego używanie to ogromny zastrzyk endorfin. Efektowne headshoty z dystansu (szczególnie bez nabywania umiejętności pozwalającej na ich automatyzację) i odlatujące w bok głowy nieświadomych najemników to widok, dla którego warto trochę się pogimnastykować. Lara jest teraz niczym lampart – szybka, zwinna, ale zabójczo drapieżna.

Crafting

Syberia to nieprzyjazne środowisko, w którym Lara musi sobie jakoś radzieć. Aby nieco ułatwić jej pobyt w jednym z najzimniejszych miejsc na Ziemi może ona korzystać z całkiem szerokiego doboru wyposażenia. Przede wszystkim, aby odblokować lepsze bronie, potrzebne będzie odszukanie skrzyń, które zawierają części pozwalające na skonstruowanie kolejnych pukawek. Mając już odpowiedni sprzęt można go modyfikować w wielu aspektach, zwiększając jego celność, zadawane obrażenia, czy dokładając tłumik. Możliwości jest całkiem sporo, nie ominęły także czekana oraz ubrania Lary. W kwestii strojów nieco skonsternowała mnie możliwość wykupienia stroju komandosa, który zapewnia lepszą ochronę, aniżeli zwykła kurtka. Wszystko wygląda fajnie do momentu założenia go – Lara na Syberii, z odkrytymi ramionami? Babcia by tego nie pochwaliła. Wracając jednak do craftingu: niezbędne do ulepszeń elementy znajdujemy niemalże na każdym kroku, nie ma większego problemu ze zdobyciem potrzebnego „śmiecia”. Wytwarzać musimy nawet najzwyklejsze strzały, zbierając potrzebne do tego drewno czy piórka. Cały zestaw ulepszania sprzętu jest jak najbardziej na plus, a wprowadzane zmiany dają zauważalne efekty.

Grafika i udźwiękowienie

Do pozytywnego odbioru przygód Lary swoje trzy grosze dodaje niebanalna oprawa graficzna oraz przyjemne udźwiękowienie. Grafika trzyma wysoki poziom przez cały czas, natomiast w niektórych miejscach dodatkowo przyśpiesza bicie serca. Szczególnie ślicznie wyglądają tutaj majestatyczne widoki odległych szczytów oraz ośnieżone, małe laski. Zmarznięta, trzęsąca się z zimna Lara w oszronionej kurtce prezentuje się naprawdę świetnie. Także animacje pani archeolog stanowią przyjemny dodatek – ściąganie włosów w kucyk po wyjściu z wody lub ogrzewanie dłoni przy ognisku niech będzie tego wystarczającym przykładem. Miłym dodatkiem są przyjemne dla ucha dźwięki wydawane przez przyrodę – np. "gwizdanie" wiatru. Są to już małe smaczki, ale zawsze. Jeżeli zaś chodzi o polski dubbing mam tutaj mieszane uczucia. W mojej opinii główna postać tego spektaklu – Karolina Gorczyca jako Lara – spisała się bardzo dobrze, a wypowiadane przez nią kwestie nie są wyprane z emocji. Z innymi postaciami jest trochę słabiej, niemniej sam dubbing trzyma poziom. Nie jest to może arcydzieło, ale do dna i metra mułu także sporo brakuje.

Rise of the Tomb Raider konytnuuje przemianę serii, rozpoczętą przez jej restart w 2013 roku. Niektórym zerwanie z korzeniami może nie przypaść do gustu, jednak w moim odczuciu z ewolucją tą należy się pogodzić z prostego powodu: jest po prostu dobra. Lara stała się teraz bardzo dojrzała, zmaga się z demonami przeszłości (wpleciony wątek związany z jej ojcem), jest zdeterminowana i autentyczna w tym co robi. Jeżeli pogodzić się z takim, a nie innym scenariuszem w Rise of the Tomb Raider można zanurzyć się na kilka solidnych godzin. I w żadnym razie nie będzie to czas stracony.

Norek
13 listopada 2015 - 11:42