Recenzja Ratchet & Clank 3 – przyjemna powtórka z rozrywki - Brucevsky - 26 lutego 2016

Recenzja Ratchet & Clank 3 – przyjemna powtórka z rozrywki

Brucevsky ocenia: Ratchet & Clank: Up Your Arsenal
82

Sympatyczny duet zaczynał swoją przygodę na PlayStation 2 w znakomicie zrealizowanej, jak na 2001 rok, platformówce z elementami strzelanki. Kolejna odsłona przesunęła trochę ciężar zabawy w kierunku efektownych wymian ognia z wykorzystaniem wielu pomysłowych narzędzi walki. Trójka musiała w tej sytuacji być kontynuatorem myśli Insomniac Games i naturalnym kierunkiem rozwoju całej serii. Up Your Arsenal! to jeszcze więcej strzelania i akcji rodem z dobrych filmów sensacyjnych.

Źródło: en.ratchet-galaxy.com

Jak zauważyliście już po ocenie, nie wpłynęło to na pogorszenie jakości zabawy. Ratchet & Clank 3wciąż zmusza poczciwe PS2 do sporego wysiłku, jest w stanie zatrzymać przed ekranem telewizora na kilkanaście godzin i zapewnić sporo frajdy graczowi. Sprawdzona mechanika eksploracji kolejnych planet i toczenia efektownych potyczek pozwala bez skrępowania oddać się zabawie w ratowanie świata przed kolejnym świrem przekonanym o słuszności swoich poczynań. Tym razem jest nim mechaniczny Dr Nefarious, frustrat, który wymyślił sobie uniwersum bez istot organicznych - utopijną krainę maszyn.

Ratchet i Clank wyruszają go powstrzymać, co staje się pretekstem do odwiedzenia kilku różnych, kolorowych, zmyślnie zaprojektowanych światów oraz stoczenia setek pojedynków na blastery, karabiny i inne szalone narzędzia mordu. Pod tym względem dzieło Insomniac Games znowu doskonale się broni. Wymiany ognia są sycące, emocjonujące, odpowiednio trudne i zmuszające momentami do działania taktycznego. Zróżnicowany arsenał daje graczowi spore możliwości, a zdecydowanie bardziej żywotni oponenci zachęcają do większego kombinowania niż w poprzednich częściach cyklu. Sam Ratchet też doczekał się dużej liczby punktów zdrowia, więc tym razem walki wyglądają trochę inaczej i dopuszczają pomyłki gracza. Momentami to już praktycznie strzelanina, tyle że TPP.

Dłuższe paski zdrowia bohaterów i przeciwników pozwoliły twórcom dodać specjalne misje, w których stawiamy czoła hordom przeciwników. Jest okazja nastrzelać się za wszystkie czasy.

Up Your Arsenal! jest sequelem do bólu klasycznym. Ze względu na niewielką liczbę rewolucyjnych zmian i nowinek można by nawet pokusić się o nazwanie go dobrym mission-packiem. Dla fanów serii nie będzie to żadną wadą, bo już przed rozpoczęciem zabawy mogą być pewni, że otrzymają produkt dopracowany, kompletny, przemyślany i co najważniejsze grywalny. Mnie też do ucieszyło, ale z czasem zaczęła mi trochę doskwierać powtarzalność motywów i pewna odtwórczość. W trzecim Ratchecie trudno może o dwa identycznie wyglądające pojedynki, ale niestety nie ma też miejsca na zapierające dech w piersiach światy czy szokujące zwroty akcji. Utrzymana w humorystycznym tonie historia bawi i stanowi dobre tło, ale też nie porywa. Kolejne planety odwiedzane przez duet nie są może złe, ale i nie robią takiego wrażenia, jak ich odpowiedniczki z poprzednich części. Nawet kolejną wizytę w słynnym mieście Metropolis przyjmuje się z jakimś takim pozbawionym emocji „o łał...”.

Nie znaczy to jednak, że R&C 3 nie potrafią zaskakiwać, nawet oddanych fanów serii. Choćby początek, w stylu inwazji w Normandii, potrafi zapisać się w pamięci.

Kilkanaście godzin spędzonych z Up Your Arsenal! upłynęło mi szybko, bo lubię tych bohaterów, czerpię sporą satysfakcję z toczenia kolejnych potyczek z wykorzystaniem przedziwnych broni i z radością zwiedzam kolejne planety. Graczy, których jednak to wszystko wcześniej nie kupiło i trójka w żaden sposób nie zdoła do serii przekonać. To znowu miodna zabawa w obrzucanie hord wrogów bombami, zamienianie ich w kaczki i demolowanie superulltragigashotgunem. Dla jednych to rozrywka na najwyższym poziomie, dla innych nic ciekawego. Ja oceniam trójkę z punktu widzenia fana serii. A czemu tylko 82 procent? Bo i mnie momentami Ratchet z Clankiem potrafili już zmęczyć.

Brucevsky
26 lutego 2016 - 10:43
Komentarze Czytelników
Dodaj swój komentarz