Wspominałem o tm wiele razy, ale zastanawiam jak to się dzieje, że niektóre serie potrafią przetrwać lata i zasypują nas nowymi odsłonami podczas gdy inne giną. Wiem, że za wszystkim stoją pieniądze, ale i tak zastanawia mnie jak to jest, że moje ulubione marki już nie istnieją, a takie niepozorne Neptunia ma się bardzo dobrze. Nie żebym źle życzył temu cyklowi, ale mnie to ciekawi. Zwłaszcza, ze ostatnio miałem okazje pograć w Neptunia: Sisters VS Sisters
Shenmue jest tytułem, który lata temu wywarł na mnie olbrzymie wrażenie. Rewolucyjna gra przykuła mnie do siebie głownie przez możliwość udawania, że żyję w małym japońskim miasteczku i przechadzam się uliczkami w akompaniamencie dźwięku cykad. Od czasu gdy grałem w Shenmue miałem okazje wybrać się w te rejony i rzeczywiście przeżyć te doznania. Mimo to dalej ciągnie mnie do podobnych klimatów. Między innymi dlatego zainteresowałem się Loop8: Summer of Gods. Czy sprawdzenie tego tytułu rozgrywającego się w Japonii lat 80 było dobrą decyzją?
Ostatnio na moją skrzynkę mailową wpadł ciekawy email. Oferta niczym od szejka z jakiegoś państwa, którego nie jestem w stanie znaleźć na mapę. W tym wypadku okazją było zagranie w fajną grę na kilka miesięcy przed jej premierą. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu nie była to ściema i zgodziłem się przetestować daną grę. W ten właśnie sposób miałem okazję sprawdzić wersję preview Atelier Marie Remake: The Alchemist of Salburg.
Wydawało mi się, że ten rok będzie należał do gigantycznych gier i najbardziej popularnych marek. Przed nami premiera nowej Zeldy, więc nie jest źle, ale jeśli mam pisać prawdę, to jak na razie moją uwagę bardziej przyciągnęły produkcje mniejsze i gry niezależne. Tytuły które można stosunkowo łatwo przeoczyć dają ostatnio do pieca. Trinity Trigger to najnowszy przykład tego stanu rzeczy. Gra, która należy raczej do niszy i zbyt wiele osób o niej nie słyszało, a powinno.
Mniej więcej pól roku temu cieszyłem się z premiery portu/remake jednej z najfajniejszych gier z PSP, które nigdy nie ujrzały premiery na zachodzie. Mowa o The Legend of Heroes: Trails from Zero, czyli wyśmienitym JRPG z legendarnego cyklu gier. Teraz przyszła pora na premierę sequela tamtej gry i zamknięcie dylogii Czy The Legend of Heroes: Trails to Azure jest tak dobre jak Trails from Zero?
Pewnie o tym już kiedyś wspominałem, ale Nippon Ichi Software ma u mnie status pewnej firmy. Ich gry praktycznie zawsze okazują się interesujące i potrafię znaleźć w nich coś dla siebie. Pomijam już serię Disagea, którą uwielbiam i należy ona do moich ukochanych marek. W każdym razie jako fan produkcji z Japonii zawsze mam Nippon Ichi Software na oku. Dlatego też z chęcią sprawdziłem Labyrinth of Galleria: The Moon Society. Czy tytuł okazał się kolejną fajną produkcją od NIS?
W ubiegłym roku wyszło tyle dobrych gier RPG, że aż trudno było się wyrobić z nimi wszystkimi. Ja przyznam się bez bicia do tego, że nie zdążyłem ograć każdej produkcji godnej mojej uwagi. Dlatego jeszcze nadrabiam tytuły i sprawdzam rzeczy takie jak Chained Echoes.
Epoka remasterów i remake nigdy się nie kończy. Mam wrażenie, że co druga albo trzecia gra wydana w tym roku to, coś z dawnych lat zaserwowane nam po raz kolejny. Ogólnie nie lubię odgrzewanych kotletów, ale czasem trafi się coś pysznego, co po podgrzaniu smakuje wyśmienicie. Czy tak jest w przypadku The Legend of Heroes: Trails from Zero ?
One Piece jest chyba jedną z najbardziej rozpoznawalnych historii o piratach. Ponad 25 lat na rynku i gigantyczny, międzynarodowy sukces sprawiły, że One Piece jest legendą. Wątpię, żeby inny japoński tytuł o piratach osiągnął podobny sukces. Czy oznacza to, że nie warto dawać szansy produkcjom takim jak Seven Pirates H?
Cześć. W dzisiejszym odcinku W co gracie w weekend? możecie przeczytać o FFVIIRI, DOOMie oraz o Gears of War 3. Zainteresowanych zapraszam do dalszej części tekstu.