Fajny, lekko pikantny, ale nie wulgarny:
Wchodzi chłop do obory, patrzy - leży krowa pęknięta. "Jedyna żywicielka rodziny stracona!" pomyślał z rozpaczą, wziął się i powiesił pod sufitem.
Wchodzi żona chłopa do obory. Patrzy - leży krowa pęknięta, chłop wisi nieżywy pod sufitem. Pod wpływem szoku bez wahania przerzuca powróz przez belkę i nuże - powiesiła się obok chłopa.
Wchodzi starszy syn do obory. Patrzy - leży krowa pęknięta, a nad nią dyndają jego rodzice. Zrozpaczony bez chwili zwłoki dołącza do grona wisielców.
Masa oglądniętych filmów i przeczytanych książek pozwoliła Fulko ukształtować sobie wizerunek klasycznego rewolwerowca. Opowiedział wam o nim w pierwszej części tego niezwykle interesującego cyklu. Dzisiaj postaramy odpowiedzieć na pytanie, jakim rewolwerowcem jest John Marston, główny bohater gry Red Dead Redemption.
Jaki powinien być prawdziwy rewolwerowiec? Fulko oczywiście wie: taki jak Clint Eastwood, John Wayne, Gary Cooper i Lee Van Cleef razem wzięci. Wasz bard się zna, bo oglądał bodaj wszystkie westerny na świecie (tak, Lemoniadowego Joe też) i przeczytał wszystkie książki o Dzikim Zachodzie, że zużytych na pióropusze babcinych kurach nie wspomni. Piękne to czasy były. Ale mimo, iż latka lecą, Fulczana miłość do coltów nie zardzewiała. Dlatego wasz mistrz pióra Red Dead Redemption kupić musiał. Kupił więc, zagrał i... odrobinkę się zdziwił. Bo główny bohater gry niespecjalnie przypomina słynnych rewolwerowców, których autor tego ciekawego tekstu przechowuje w pamięci. A jakich przechowuje?
Synek Fulko od jakiegoś roku stał się maniakiem gier. Wasz ulubiony felietonista początkowo cieszył się z tego stanu rzeczy - "geny taty, niedaleko pada jabłko od jabłoni" - myślał z dumą. Zadowolenie przerodziło się jednak dość szybko w lekkie zniecierpliwienie, a potem już poważne wkur..zenie, bo co sobie Fulko chciał zagrać, to nie mógł. Smarkacz wisiał co rusz na konsoli. Co było cholera robić, wyrwać z rąk pada i sprać gówniarza? Nie, prawdziwy gracz tak nie robi. Tata kupił synkowi przenośną konsolę.
Fajny, śmieszny, zasłyszany niedawno:
Siedzi baca przed chatą i się waho. Do tyłu, do przodu, do tyłu, do przodu... Przechodzi sąsiad i się pyta: - Co sie tak baco wahocie?
- Ano bo byłem z babą na weselu. Babe zgwałcili, mnie mordę obili i teroz się wahom, cy iść na poprawiny.
Swego czasu na GOL-ach pojawiał się komiks pt. "Królewska 57". Był to niezwykły twór, generował bowiem całe mnóstwo komentarzy. Fulko dyplomatycznie powie, że komentarze były bardzo zróżnicowane. Eeeech... no dobra, nie ma co wciskać kitu. Większość z was uważała komiks za straszne quano, totalną porażkę, żenadę, zero stylu, artystyczne dno itd. Jedynie niektórzy rechotali z zaserwowanego humoru, chwalili pomysł i wykonanie. W dyskusję o jakości "Krolewskiej 57" włączył się nawet profesjonalny autor komiksów, niejaki Śledziu. Kto z was urodził się na tyle dawno, by w latach 90-tych nie wchodzić na stojąco pod szafę, może go pamiętać ze Świata Gier Komputerowych. Fulko uważa, że Śledziowe przygody Mela i Fido ani kreską, ani fabułą nie rzucały na kolana. Co by nie powiedzieć, Janusz Christa to nie był.
W niekończącej się wojnie pomiędzy konsolowcami i PC-ciarzami ci drudzy od zawsze dysponują żelaznym argumentem, przemawiającym rzekomo na korzyść ich platformy. Jest nim oczywiście niska cena piecowych gier. Gry na konsole są drogie? Dzięki swoim kobiecym przyzwyczajeniom Fulko osłabił ostatnio ten mit.
W odróżnieniu od kobiet każdy normalny facet nienawidzi robić zakupy. Wizyty w hipermarketach są jak kara za najcięższe grzechy, pchanie koszyka z nosem w zapisanej kartce ujmą na honorze, a brzęczący rój ludzkich os potencjalnym celem dla jakiegoś shotguna. Tak przynajmniej twierdzą kumple Fulko. Bo on nie. Niesamowite, ale wasz ulubiony felietonista nie podziela podziela tych opinii, wręcz przeciwnie, uwielbia hipermarketową atmosferę. Kocha myszkować po regałach, kupować w promocjach, popijać darmowe napoje, wcinać robione przez agitatorów kanapki itd. Po dwóch godzinach takiego magla trochę zmęczony, ale najedzony i napojony Fulko zawsze wraca z grzecznie ze zrobionymi zakupami do domu. I prawie zawsze przywozi z sobą jakieś dodatkowe skarby.
Coś się kiedyś zaczyna, coś się kończy. Jakkolwiek brzmi to drętwo i banalnie, taka jest prawda. Na dodatek Fulko stał się przykładem i ofiarą tej prawdy.