GeneticsD

Non-stop Geek

najnowszepolecanepopularne

Halo?! Tutaj Master Chief!

Recenzja filmu Chata

Recenzja filmu xXx: Reaktywacja - Xander znowu w akcji!

BaileyBaileyBailey - recenzja filmu Był sobie pies

Recenzja filmu Lekarstwo na życie

Recenzja filmu Rings - ...

O wszystkim i o niczym #3 - Wrażenia z otwartej bety Dead Island: Epidemic

Trudno jest mi od czegokolwiek konkretnego zacząć. Na początek więc wspomnę, iż nowa odsłona serii Dead Island o podtytule Epidemic to MOBA. Tak! MOBA pełną gębą. Nie wiem, jak można to określić, ale zrobić grę F2P z pełnym sklepem, a także nazwać ją tak by od razu przyciągała uwagę graczy to pójście na łatwiznę. Ukłon w stronę „pieniążków”. To jedyne co Deep Silver zrobiło. Oczywiście jak pewnie większość z Was wie, teraz nad serią pracuje Stunlock Studios, a nie Techland. Na razie trwa otwarta beta, więc jeszcze nie wszystko przesądzone w kwestii porażki.

Jak wspomniałem wcześniej, fakt, iż gra nazywa się Dead Island to wyłącznie zabieg marketingowy. MOBA ta posiada, uwaga, jedno nawiązanie do poprzednich części. Nawiązanie w postaci bohatera do zakupienia w sklepie. Poszukajcie sami jaka to postać! I to tyle. Produkcja mogłaby nazywać się równie dobrze Murder Zombies And Get Packages! Szczególnie z tym wykrzyknikiem na końcu. Widać, iż twórcy starali się zrobić cokolwiek, by gra nie polegała głównie na zbieraniu skrzynek, ale coś im nie wyszło, ponieważ w końcu wszystko się do tego sprowadza.

czytaj dalejGeneticsD
29 czerwca 2015 - 19:11

Analiza zapowiedzi Mass Effect: Andromeda

W Los Angeles targi E3 trwają w najlepsze. Wszyscy gracze, którzy tam się wybrali, co chwilę przeżywają ekstazę z powodu coraz to kolejnych pozycji, czy newsów, które przyprawiają o ból głowy (np. kompatybilność wsteczna na Xbox One). Największe korporacje zajmujące się grami wideo prezentują swoje wyczyny. Nie zapominajmy jednak, że chociaż te ogromne firmy przeznaczają mnóstwo pieniędzy na produkcję oraz marketing danego dzieła to gra może okazać się totalną porażką. Wiemy o tym nie od dziś. Niejednokrotnie zaskoczyły nas produkcje indie swoją innowacyjnością i polotem, których brakuje w większości gier z potężnym budżetem. Wydaje mi się jednak, że to temat na osobny artykuł. Przejdźmy więc do rzeczy.

Piszę tutaj z całkowicie innego powodu. Piszę z powodu zapowiedzi kolejnej gry pewnej serii, która niegdyś wylała hektolitry miodu na moje serce, czym sprawiła, iż w końcu całkowicie zaabsorbowałem się branżą gier wideo. Wcześniej było to niewinne pykanie, a po tej serii przerodziło się w hobby, którego tajniki zgłębiam każdego dnia na wszelkie możliwe sposoby. Koniec jednak tego gównotoku. Mam na myśli oczywiście dzieło studia Bioware, którym jest seria Mass Effect.

czytaj dalejGeneticsD
16 czerwca 2015 - 23:13

O wszystkim i o niczym #2 - Total War: Arena, nowość na rynku MOBA

Tego roku seria Total War będzie świętowała swoje piętnaste urodziny. Również w tym roku twórcy ze studia Creative Assembly postanowili rozszerzyć swoją działalność. Do tej pory Total War był kojarzony głównie z grą offline, jednakże idąc za wskazówkami mody, postanowiono wprowadzić na rynek grę z gatunku MOBA. Tak, tak, to właśnie ten reprezentuje World of Tanks, League of Legends. Tego typu produkcje okazują się strzałem w dziesiątkę, jeżeli chodzi o sukces finansowy. Któż by się na to nie skusił?

Total War: Arena będzie grą sieciową, w której do boju staną dwie armie. Nie będą one jednak sterowane przez odpowiednio dwóch graczy, bądź czterech. Twórcy wiedzieli, że aby uczynić grę bardziej realistyczną, a przy tym odrzucić prawdopodobieństwo odniesienia drużynowej porażki spowodowanej działalnością jednego, słabszego gracza. Do rozgrywki wprowadzono dziesięciu graczy po każdej ze stron. Jest to spora ilość inteligentnych oponentów, jak i sojuszników. Tutaj nie będzie już miejsca na błędy, gdyż mogą zostać one boleśnie wykorzystane przez gracza z drugiej strony.

czytaj dalejGeneticsD
14 czerwca 2015 - 09:17

O wszystkim i o niczym #1 - Kung Fury, duchowy spadkobierca lat 80'

Ponad rok temu odbyła się pewna zbiórka na Kickstarterze. Sam projekt był pewnego rodzaju nowością, gdyż nikt wcześniej nie wpadł na podobny pomysł. Co mam na myśli? Oczywiście film krótkometrażowy pod tytułem Kung Fury. Twórca, Laser Unicorns, zakładał, że do sfinansowania całości jest potrzebne 200 tysięcy dolarów. Ku najśmielszemu zdumieniu na konto wpłynęło aż 630 tysięcy dolarów! Można powiedzieć, że ludzie rzucili się na tą produkcję niczym na przecenę w jednym z popularnych supermarketów.

Twórcy przyświecała idea darmowego filmu, zatem nikogo nie zdziwiło, kiedy to postanowiono opublikować dzieło na YouTube. Warto także wspomnieć, że większość scen nakręco na green wallu lub wygenerowano przy pomocy specjalistycznych programów. Oczywiście każdego kto zobaczył film nie dziwi to ani trochę. Dużo częściej mamy do czynienia z robotami i dinozaurami niż z ludźmi oraz faktycznymi lokacjami.


A więc przechodząc do samego filmu, w główną rolę wciela się David Sandberg, który jest jednocześnie scenarzystą oraz reżyserem. Dużo odpowiedzialność jak na jednego człowieka, ale według mnie facet wywiązał się ze swoich obietnic i podrzucił nam świetny produkt. Człowiek-firma. To on tak naprawdę jako jedyny wchodzi w skład Laser Unicorns. Tutaj powstaje pytanie: Dlaczego więc „Unicorns”, skoro jest tylko on sam jeden?

czytaj dalejGeneticsD
11 czerwca 2015 - 19:53

Recenzje gier #1 - Konkurencja wśród gier hack'n'slash, czyli Path of Exile

Model finansowy free-to-play przeżywa swoisty renesans w branży gier. Nadeszła więc pora na hack'n'slash prosto z Nowej Zelandii. Path of Exile, bo właśnie o tej grze mowa, miała stanowić konkurencję Diablo 3 oraz Torchlight 2. Czy tak właśnie się stało?

Path of Exile to RPG akcji stworzone przez Grinding Gear Games, w którym wcielamy się w jednego z banitów, zesłanego na kontynent śmierci - Wraeclast. Nie ma tutaj póki co żadnego celu rozgrywki, ale w obliczu zagłady i zniszczenia za każdym rogiem zaczynamy się zastanawiać, czy głównym założeniem nie jest po prostu przetrwanie. Jako zwykły banita mamy do czynienia z potworami wszelakiego rodzaju lub zwierzętami, upiorami, szkieletami i wieloma różnymi postaciami tego typu. Nie jest to przyjazne miejsce, a raczej ciemne, przytłaczające, a na karku ciągle czujemy zimny oddech śmierci.

Ta ponura gra wprowadza fabułę, w której oczywiście w końcu musimy walczyć z jakimś złem absolutnym, jednakże jest ona na tyle mało znacząca, że chwilami zdaje się być nieobecna. Jedynym plusem tych misji są kolejne podróże, dzięki którym zagłębiamy się coraz dalej w kontynent. Nie jest to wielka historia, ale nie zapominajmy, że hack'n'slash'e nigdy nie imponowały złożonym scenariuszem, bo nie takie ich założenie. Tutaj liczy się jedynie sieczka. Każdy kolejny wróg może stać się wyzwaniem, ale kiedy tych oponentów jest pięciu, dziesięciu, piętnastu robi się coraz ciekawiej, a mózg zaczyna się przegrzewać od możliwych taktyk, które możemy obrać. Szczególnie jeżeli chodzi o jedną z nich, czyli bezmyślne tłuczenie po głowach czym tylko się da.

czytaj dalejGeneticsD
9 czerwca 2015 - 16:25