GeneticsD

Non-stop Geek

najnowszepolecanepopularne

Halo?! Tutaj Master Chief!

Recenzja filmu Chata

Recenzja filmu xXx: Reaktywacja - Xander znowu w akcji!

BaileyBaileyBailey - recenzja filmu Był sobie pies

Recenzja filmu Lekarstwo na życie

Recenzja filmu Rings - ...

Steve McQueen - człowiek, który wstrząsnął Hollywood

Hollywood to miejsce, gdzie skandale nie robią już na nikim wrażenia, a aktorzy, żyjący jak pączki w maśle robią, co tylko im się żywnie podoba. Los Angeles jest skupiskiem gwiazdeczek, „ambitnych” reżyserów i scenarzystów, a co za tym idzie, alkoholików, narkomanów i psychopatów. Pomimo całej komercyjnej otoczki, od czasu do czasu trafiają się perełki, których nie można nazwać aktorzynami. To ludzie z krwi i gości, którzy przed kamerą zostają kompletnie pochłonięci swoim zadaniem. Odrzucają swoją osobowość na bok i wcielają się w postać przez siebie odgrywaną. Niewielu jest aktorów, który doceniam za ich kunszt artystyczny (bo większość to zgraja przybłęd). Zalicza się do nich z pewnością Jim Carrey, który chociaż głównie znany jest z ról komediowych, potrafi genialnie zagrać w dramacie (Truman Show), bądź iście ckliwej historii (Majestic). To nie o nim chciałem jednak napisać, a o jeszcze starszym pokoleniu aktorów. Człowiek ten, tak mi się wydaje, nie odgrywał nikogo „na scenie”. Był po prostu sobą, a ludzie ukochali go, przez co stał się jednym najbardziej kasowych artystów lat 60 i 70. Mowa tutaj oczywiście o Stevie McQueenie, który osiągnął niejedno podczas swojego krótkiego życia.

czytaj dalejGeneticsD
28 lipca 2015 - 08:42

Moja historia gier platformowych - część 1

Początki gier video były ciężkie i mozolne, ale dzięki produkcjom platformowym, czyli tzw. platformówkom, udało się wszystko doprowadzić do dzisiejszego stanu. To od tych gier rozpoczął się cały rozkwit branży trwający po dziś dzień, a co za tym idzie to one doprowadziły do nieprawdopodobnie ogromnego zwiększenia rangi przemysłu gier jako jednej z gałęzi gospodarki, ciągnąc za sobą rozwój konsol oraz komputerów osobistych. Osoby, które miały styczność z tym przełomem należą do szczęśliwców, ponieważ to one na przestrzeni swojego życia fizycznie zetknęły się z samą genezą powstania. Ja niestety nie należę do tych osób, jednakże są tego także i plusy. Aktualny stan branży pozwala mi na zgłębianie początków poprzez granie w staroszkolne produkcje, a także fascynowanie się kolejnymi nowinkami technologicznymi. Kto wie, może przyszłe pokolenia nie będą już miały możliwości powrotu do przeszłości.

Patrząc z perspektywy innych gałęzi gospodarki, przemysł oparty na tworzeniu wirtualnej rzeczywistości jest młody i niedoświadczony, jednakże na tyle prężnie oraz niezależnie się rozwijający, iż można opowiadać o nim w nieskończoność. Ogromnym plusem dzisiejszych czasów jest fakt, iż na rynku występuje ogromna konkurencja pomiędzy twórcami z całego świata, a także wydawcami. Jak dobrze nam wiadomo to zjawisko doprowadza do wyścigu, którego wynikiem są coraz lepsze produkty. Cieszmy się zatem, że nikt nie posiada monopolu na rynku.

czytaj dalejGeneticsD
21 lipca 2015 - 15:44

FUTU.RE Glukhovsky'ego, czyli przyszłość jakiej NIE chcemy.

Zacznę może od tego, że nie lubię pisarzy, którzy tworzą serie tzw. tasiemce. Nie wiem, dlaczego, ale ostatnimi czasy jest to dość popularny zabieg ze względu na narastającą kwestię pieniądza w branży. Szał finansowy potrafi dopaść każdego. Nawet jak się okazało świetnych twórców takich jak Joanne Murray, czy Rick Riordan. Oczywiście nasi rodzimi pisarze nie są w tym lepsi. Pięć, sześć części serii to powoli zaczyna być norma. Nikogo też nie dziwi, kiedy autor wydaje nową książkę co pół roku. Cóż. Na całe szczęście, świat scentralizowany na „robienie pieniędzy”, gdzieś pominął Dmitry'a Glukhovsky'ego, twórcę Metro 2033. Chociaż wydaje mi się, że jest on powoli wciągany. Dlaczego? Genialne Metro 2033, potem zdecydowanie słabsze 2034, a teraz 2035 na podstawie gry Metro: Last Light? Jedyne co można robić to ciężko wzdychać.

Nie o tym jednak dzisiaj chciałem. Dzisiaj nastał czas przyszłości, ponieważ FUTU.RE pokazuje, że autor nie jest ograniczony na wyłącznie jedno uniwersum. Ukazuje nam, że potrafi pisać książki dla poważnego czytelnika. Nie, nie mówię tutaj o haniebnym znaczku 18+ na egzemplarzu, ale o przemyśleniach, emocjach oraz skrywanych frustracjach głównego bohatera. Jednocześnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem widniejącym z tyłu książki. O ile autor Metra 2033 był jeszcze właściwie chłopcem, to FUTU.RE napisał już mężczyzna. Odnoszę w tym momencie wrażenie, że wydawca nie do końca pojął, iż pisarz rozwinął znacznie swój warsztat, a nie dorósł.

czytaj dalejGeneticsD
12 lipca 2015 - 21:20

Symulator wojny, czyli o This War of Mine słów kilka

Na współczesnej wojnie...giniesz jak pies, i to bez szczególnego powodu”

~ Ernest Hemingway

Takim oto stwierdzeniem rozpoczyna się nasza ponura, pełna bezsilności przygoda w mieście Pogoren. Tak naprawdę mogłaby to być każda inna miejscowość na świecie. Występuje tutaj zatem podobny motyw jak w „Dżumie” Alberta Camus, gdzie głównym miejscem rozgrywania fabuły był Oran. Oby dwa miasta są bez wyrazu, bez cech wyróżniających. Park, starówka, plac z pomnikiem, szpital, domy biedoty, a także bogaczy. Te nudne miasta mają także inną cechę wspólną. W obydwóch żyją ludzie, którzy przechodzą przez życie ściśle określonym systemem. Są jakby nieobecni i chociaż niebezpieczeństwo zbliża się nieodwołalnie, oni postanawiają zostać. Taką decyzję podejmują główni bohaterowie gry This War of Mine prosto ze stajni polskiego studia 11bit. W końcu wszyscy zostają wyrwani z bezustannie trwającego marazmu. Zostają zmuszeni do walki o przetrwanie. Niejednokrotnie za wszelką cenę.

Nie wiem od czego by tu można zacząć. Może od tego, że ta nader prosta gra, wpasowuje się wręcz idealnie w klimaty wojny na każdym kroku. Twórcy w najlepszy sposób wykonują swoją robotę, ale było to już widoczne przed premierą. Pamiętacie może trailery? Najbardziej w pamięć zapadły mi dokładnie trzy krótkie filmiki. Pierwszy, który obrazował nam, iż na wojnie nie walczą jedynie szlachetni żołnierze, skłonni oddawać życie za dobro innych ludzi. Na wojnie przede wszystkim walczą cywile, ludzie tacy jak ja, czy ty. Genialny, delikatny soundtrack, który w pewnym momencie wraz z obrazem odgrywa tak piękne sceny walki, tak szybko nadciągającą śmierć, iż wydaje się to niemożliwe do stworzenia przez zwykłego człowieka. Scena przesiąknięta odwagą, bohaterstwem, ale także i obawą o nasze jutro. Ostatnim zwiastunem, który tak często oglądałem był filmik promujący grę Crysis 2. Jakkolwiek druga część serii była słabsza od jedynki, tak w pojedynku na trailery wygrywa sequel.

czytaj dalejGeneticsD
6 lipca 2015 - 20:21

Włodzimierz Trzeci zalicza Dziki Zgon

UWAGA! Tekst może zawierać śladowe ilości orzechów arachidowych.

Od premiery tego boskiego osiągnięcia, tej gwiazdy zarannej, jak i wieczornej, tego wiekopomnego dzieła minął już miesiąc. Ci, którzy mieli zasilić konto Czerwonych (Nazwa nie jest tutaj przypadkowa.) już to zrobili, wydając ciężko zarobione pieniądze swoich rodziców. Jedyna nadzieja pozostała w tych z Was, którzy jeszcze się wahają nad wyborem gry. Posłuchajcie mnie. Jeżeli chcecie faktycznie kupić jakąś naprawdę dobrą grę to zainwestujcie w nowe Call of Duty albo Battlefield Hardline. Te gry mają jakąś wartość edukacyjną. Każą nam myśleć i dokonywać niejednokrotnie trudnych decyzji moralnych. Wielokrotnie uwznioślają patetyczny charakter wojny, a także w kontraście pokazują cierpienie zwykłych ludzi. Właściwie to kupcie cokolwiek innego byleby nie Wiedźmina 3 Dziki Zgon...znaczy się Dziki Gon.

Dobra, ale może zanim definitywnie odrzucicie Wieśka (Słowo adekwatne do całości tej WIEŚNIACKIEJ gry.) pozwolę Wam dowiedzieć się, dlaczego jesteście zmuszeni to zrobić. (Nie ma innej opcji!)

czytaj dalejGeneticsD
2 lipca 2015 - 11:00