Endgame. Wezwanie.
Dwunastu przedstawicieli pradawnych ludów.
Trzy klucze.
Rozpoczyna się gra o wszystko.
Niektórzy z moich znajomych, podobnie zresztą jak prawdopodobnie duża część Was uważa, że platformówki to przeżytek. Myślicie pewnie, że bardzo fajnie, że to one rozpoczęły BUM, ale teraz nie są już nam dłużej potrzebne, nikt ich nie chce. Po co mamy się raczyć 2D lub pseudo 3D, skoro obecnie nadciąga wzmożona popularność na 4D lub 5D. Patrzymy daleko w przyszłość za Oculusem Riftem, chcemy wejść do gry i sami stać się bohaterami. Oczywiście to byłoby naprawdę wspaniałe, a gdyby nadarzyła mi się okazja, żeby przejść jakąś grę, gdzie to ja byłbym główną postacią, nigdy bym nie odmówił.
Nadszedł wreszcie czas na trzeci artykuł dotyczący gier platformowych, które najlepiej wspominam. Pierwsze dwa teksty obejmowały okres od 1984 do 2004 roku. Można więc śmiało powiedzieć, iż zetknąłem się z tymi grami w momencie, gdy branża gier video była już po swoim pierwszym siedmiomilowym skoku poprzez gospodarkę. Zapamiętałem niektóre lepiej, a inne gorzej, jednakże w bezpośredniej konfrontacji z nimi w minionych tygodniach, odświeżyłem moją pamięć i niejednokrotnie zostałem zadziwiony. Nie zawsze pozytywnie! Cóż, uroki ulotnej pamięci. Czasem wydaje mi się, że to lepiej, iż pamiętamy pewne rzeczy, sytuacje w znacznie lepszym świetle niż było to naprawdę. Nie zawsze się oczywiście tak zdarza, ponieważ lubimy popadać w skrajności, ale jeżeli chodzi o gry to nie znam nikogo kto miałby z nimi jakieś złe doświadczenia. No może kolejny, cholernie duży patch do Wiedźmina 3 w momencie, kiedy odpalasz konsolę, bądź PC'ta z wielką chętką na kilkugodzinne posiedzenie.
Kiedy ta książka po raz pierwszy wpadła w moje ręce, podszedłem do niej z lekkim niepokojem. Dlaczego? Na samej okładce widnieje napis: Jedyna powieść o Batmanie. Jedyna. Nie wiadomo, czy to gigantyczny chłam, czy książka napisana przez geniusza. Dodatkowo fakt, iż wcześniej jakoś o niej nie usłyszałem, przyprawiał mnie o myśl, iż raczej ta pierwsza opcja zostanie objawiona. Te ponad dwieście stron papieru przeleżało na mojej półce kilka miesięcy. Ciągle, kiedy sięgałem po to dzieło, w końcu wybierałem coś innego. Czemu? Batman jest dla mnie niczym wzór do naśladowania. Był pierwszym superbohaterem, z którym zetknąłem się, jeżeli chodzi o DC Comics, a także całą gamę postaci z nadzwyczajnymi zdolnościami ogółem. Od wszystkich innych bohaterów odróżnia go fakt, iż jest z krwi i kości, a swoje zdolności nie zawdzięcza mutacjom, niezwykłemu pochodzeniu lub czegokolwiek innemu, ale samemu sobie (oraz w dużej części pieniądzom rodziców, bo przecież ze sterty żelastwa batmobilu nie zbudujesz). Mówiąc wprost, bałem się, że ta książka zepsuje mi wgląd na wszystkie inne dzieła kultury o tytułowym bohaterze.
Pierwsza część mojej historii gier komputerowych obejmowała jedynie produkcje od 1984 do 1993 roku. Chociaż wydawało mi się, iż te kilka gier, które przedstawiłem to całkiem spora ilość jak dla mnie, człowieka, który nie mógł być na bieżąco z grami z tamtych lat. Jakże się myliłem. W komentarzach uświadomiliście mnie, że tych wspaniałych, prostych gier jest znacznie więcej niż sądziłem. O niektórych tytułach czytałem po raz pierwszy, a potem przejrzałem materiały video w internecie.
Z tego miejsca chciałbym podziękować tym wszystkim, którzy udzielili się pod poprzednim artykułem, ale to nie koniec Waszej „pracy”, bo teraz przed Wami lata 1994-2004. Liczę na komentarze i dyskusje. Sam wybrałem dokładnie sześć pozycji, które zmieniły moje postrzeganie świata gier i wkrótce przeniosły mnie z niewinnej zabawy, coraz dalej ku geekowskim zgłębianiu nowych wiadomości. I chociaż do dzisiaj nie mogę siebie nazwać specjalistą w tej dziedzinie (i chyba nigdy nie będę mógł z racji na obszerność branży) to zapraszam Was do kolejnego tekstu o grach przeszłości.