Spojrzenie na film 'Assassin's Creed' oczami fanów - dyskusja - rssygula - 8 stycznia 2017

Spojrzenie na film "Assassin's Creed" oczami fanów - dyskusja

rssygula: Siemka wszystkim! Dzisiaj wraz z Improbite podyskutujemy o filmie "Assassin's Creed" w reżyserii Justina Kurzela. Oczekiwania miałem ogromne - uniwersum serii jest moim ulubionym, a odwieczne starcia templariuszy z asasynami pokochałem od pierwszej odsłony. Znam każdy wycinek tej historii (wszystkie gry, książki, komiksy, mniejsze produkcje filmowe) i wciąż jestem nią niezmiennie zachwycony. Najważniejszą kwestią w serii jest dla mnie fabuła i nigdy się na niej nie zawiodłem - aż do teraz. Uprzedzam pytania - film reprezentuje dla mnie co najwyżej stany średnie i jest najgorszą rzeczą jaka wydarzyła się uniwersum. Improbite też jest totalnym fanatykiem serii - niech się troszkę pochwali!

Improbite: Hej wszystkim! Może nie jestem fanatykiem, jednak fanem na pewno, bo to pierwsze  jest za mocnym słowem, przynajmniej dla mnie. Nie poszukiwałem tutaj fabuły, bo już z góry wiedziałem, że będzie taka jak w większości przedstawicieli uniwersum w grach. Osoba, która była ze mną (a nie miała bladego pojęcia o serii) stwierdziła, że to był film pełen dobrej akcji. Jednak fabularnie no szału nie ma i to boli mnie najbardziej jako widza i fana. W tym filmie jednak doszukiwałem się smaczków. I tu powiem szczerze, że nie zawiodłem się, bo było ich troszkę więcej niż mógł zauważyć nasz redakcyjny kolega FSM, który przedstawił swoje spekulacje wcześniej.

Aguilar de Nerha - asasyn działający w czasach hiszpańskiej inkwizycji.

rssygula: Tyle, że dla mnie seria ta stoi właśnie fabułą. Tutaj z kolei wyszedł jeden wielki bełkot - chciano po prostu przedstawić mnóstwo rzeczy w zbyt krótkim czasie. Po pierwsze - film miał wprowadzić "niegrających" w uniwersum - dlatego od początku byłem gorącym zwolennikiem postawienia głównie na wątek współczesny, bo to on spaja wszystkie pozostałe. Niestety - przez fatalny scenariusz i drewniane dialogi nic z tego nie wyszło - fabuła tutaj leży i jest alogiczna. Na filmie byłem z osobą, która nie zna serii - była zadowolona, choć głównie z powodu natężenia wydarzeń i akcji. A to czyni film "letnim" - ile to mamy takich przeciętniaków? Z pozycji fana mówię - tu można było zupełnie inaczej poprowadzić fabułę, zbudować porządnie wątek paru postaci i stworzyć dialogi, które by nie śmieszyły sztucznością. A tak mamy efektowny film, ale bezsensowny i nie wnoszący nic do uniwersum. Może jedynie parę błędów logicznych, a sposób przedstawienia obu zakonów (asasynów i templariuszy) mnie po prostu rozbawił. To boli, bo budżet był i trzeba było zacząć od zatrudnienia pierwszoligowych scenarzystów. Smaczki bardzo doceniam i to jeden z największych plusów filmu. Parę razy oczy mi się świeciły ze szczęścia. Tyle, że to nadal za mało.

Improbite: Muszę się z tobą całkowicie zgodzić! Momentami film miał sceny, gdzie ludziom świeciły się oczy, w tym moje, które raz były nawet szkliste ze szczęścia. Jednak masz rację, że postaci wydawały się sztuczne, tak samo dialogi, które mogły być lepiej napisane. Odnosząc się jeszcze do drętwych bohaterów to osobiście nie lubiłem momentów z Sophią Rikkin (granej przez Marion Cotillard), która zachowywała się jakby wcale nie znała scenariusza, a same wyuczone na pamięć dialogi.

Callum Lynch - główny bohater filmu - gra go Michael Fassbender.

rssygula: Aktorstwo - temat rzeka tutaj. Michael Fassbender w roli głównego bohatera (Calluma Lyncha, którego Abstergo wsadza do Animusa) jest tak teatralnie poważny, że miejscami aż śmieszny. Choć prawdę mówiąc nie miał co on tutaj grać, bo jego postać fabularnie jest płaska jak naleśnik. Co do Marion Cotillard ( w roli Sophii Rikkin - ważnej szychy Abstergo) - podobała mi się jej gra - serio! Widać, że chciała wprowadzić jakiś dramatyzm, mimo źle napisanej roli. Z kolei mój ulubiony aktor z tego zestawienia - Jeremy Irons - w roli szefa hiszpańskiego Abstergo - był świetny - choć ten sam zarzut co do innych. Scenariusz zabił wszystko. Pozostali aktorzy poprawnie, nikt nie wyróżniał się negatywnie. 

Improbite: Co do tego, że Cotillard próbowała wprowadzić dramatyzm to się zgodzę, ale dla mnie była jak to powiedziałeś płaska mimo tego, że się starała. Co do Fassbendera to czasami było widać jego starania, przynajmniej w końcówce - choć ogółem jednak "spalił" postać. Jeśli idzie o Ironsa to on przeważnie ma takie role, jak ta teraz, więc dał z siebie tyle ile mógł i dla mnie był w porządku do samego końca. Ale dobra, koniec o aktorach. Co sądzisz o muzyce, efektach i oczywiście samym przedstawieniu asasynów w filmie?

Na pewno nikt nie spodziewał się tutaj hiszpańskiej inkwizycji!

rssygula: Ogółem warstwa audiowizualna to największy plus filmu! Byłem i wciąż jestem zachwycony! Soundtrack dobry, choć teraz już nie pamiętam żadnego utworu - na pewno nie były one na poziomie "Ezio's Family" Jespera Kyda. Takie przyjemne dźwięki do akcji i nic więcej. Efekty na duży plus - filmowe Abstergo zrobiło na mnie olbrzymie wrażenie, to samo Hiszpania 1492 roku - cudo! Scenografia i charakteryzacja niesamowita - tak to sobie dokładnie wyobrażałem. Kostiumy asasynów zostały pięknie zaprojektowanie - to samo ich ekwipunek. Wysuwające się ukryte ostrze - cudo! Jeśli idzie o sceny dynamiczne - Kurzel pokazał już przy Makbecie, że w duecie z Adamem Arkapawem (kamerzystą) potrafią stworzyć niesamowite sceny walk, czy pościgów. Tutaj jest dokładnie tak samo. Ładna wydmuszka, dla fanów prostego kina akcji idealna!

Improbite: No i znowu napisałeś dokładnie to co myślałem. Ja jednak jestem fanem muzyki filmowej i to będzie jedna z niewielu ścieżek, które kupię w wersji płytowej dla samej chęci posiadania fizycznej płyty. Co do piosenek, które była dokładane, to i tutaj twórcy wybrali odpowiednie kawałki, które dobrze odnosiły się do czasów współczesnych. Idąc dalej - ostrza i kostiumy - cuda i jeszcze raz cuda, które przyjemnie byłoby mieć w gablocie. Ten film pod tym aspektem nadrabia dla mnie błędy o których mówiliśmy wcześniej.

Mroczne wnętrze hiszpańskiego Abstergo - klimat tutaj naprawdę daje radę!

rssygula: Smaczki dla fanów i strona techniczna - to największe plusy filmu! Skok wiary też mi się podobał, mimo tego, że zabrakło wisienki na torcie (kto zobaczy film, ten zrozumie). Jako, że uwielbiam też uniwersum za zabawę historycznymi realiami to wspomnę o wątku hiszpańskiej inkwizycji. Stanowi on jedynie 35% filmu i cieszy klimatem, choć jednocześnie oburza prostotą. Postacie mówią tutaj po rodowitym języku (choć kto zna zasadę działania growego Animusa to zauważy pewien błąd), a Inkwizycja jest drapieżna. Wiadomo, gdzie się znajdujemy! Gorzej, że poza scenami akcji nie ma tutaj żadnej głębszej historii, a przedstawiony wątek obyczajowy byłby w porządku, gdyby dodać dwie - trzy minuty budowania tejże relacji. To jest główny problem tego filmu - poszarpanie i zero budowania narracyjnego zainteresowania. Skoro już przy tym - pogadajmy o rzeczach, które zasłonimy spojlerem. O zakończeniu choćby.

Improbite: Skok wiary budował klimat asasynów, bo to coś w rodzaju znaku rozpoznawczego. Jeżeli idzie o zauważony przez Ciebie błąd Animusa, to ogółem i tak wypadło to tutaj dobrze. Wracając jeszcze do niego na moment, to fakt - byłem pod wielkim wrażeniem jego futurystycznej wersji. Nie przeszkadzałby mi taki w grach. Co do wątku obyczajowego i inkwizycji to faktycznie było tego za mało. Złe proporcje pomiędzy współczesnością, a przeszłością. Co mi się podobało, a czego prawie nie było to momentami pojawiał się wątek miłosny, który w grach też budował pewne elementy. Tutaj tego mi tego zabrakło, jednak wszystkiego mieć nie można. Co do spoilerów, to od czego chciałbyś zacząć?

Stroje asasynów zostały zaprojektowane naprawdę znakomicie!

rssygula: Dzięki, że przypomniałeś o wyglądzie Animusa. Też bardzo mi się spodobał - dla potrzeb filmu był wręcz idealny. Umówmy się – klasyczna wersja tego urządzenia byłaby niezrozumiała dla niedzielnego odbiorcy. Pogadałbym głównie o zakończeniu i największych idiotyzmach historii - bo reszta jest tak oczywista, że dla nas - olbrzymich fanów - jest oczywistością od samego początku. Czaicie - asasyni, templariusze, Rajskie Jabłko, zagadka czym jest Abstergo itd. 

SPOJLER ALERT! CZYTACIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

 Końcówka jest natomiast po prostu żenująca. Więźniowie uciekają z Abstergo, (a na jego ścianach wszędzie łatwe do zdobycia bronie...), a następnie docierają na zjazd Templariuszy (w budynku z oznakowaniem zakonu...) mordują Rikinna i odzyskują Rajskie Jabłko. Z Madrytu do Londynu tak duża grupa przedostaje się bez żadnego problemu, a w Abstergo mają ich poczynania gdzieś, bo bunt po prostu postanowili zostawić samemu sobie. Absurd... To samo postawa Sophii - i tego, że nie wiedziała, że jej ojciec chce Rajskiego Jabłka by pokonać wolną wolę. Z automatu najbardziej naiwna Templariuszka w historii. Wątek ojca Calluma Lyncha z litości przemilczę. Po prostu mnie rozśmieszył. Choć najbardziej zabolało mnie wypaczenie idei obu zakonów. Asasyni tutaj to z lekka psychopaci, choć dobrzy, a templariusze demoniczne "stwory". No proszę cię! Sami wiemy, że siłą tej serii jest niejednoznaczność w słuszności działań obu stron, a po każdej z tych barykad stoją ludzie dobrzy i źli. W końcu obie strony walczą o pokój - tylko odmiennie rozumiany.

Improbite: W wielu recenzjach można było spotkać porównanie widza (fana i laika) do kogoś, kto nie wie, co dzieje się na ekranie, a to "daje" twórcom możliwość prowadzenia go za rękę, co tutaj było po prostu żenadą. Masz rację, że spłycenie idei obu organizacji było po prostu... (tu wstaw przekleństwo). Co do absurdów, które zobaczyłeś to powiem Ci, że pokazanie buntu było dla mnie bardzo ciekawe. Może i jest ono bezsensowne, ale podobało mi się w nim coś na takiej zasadzie: "Why do you persist? You put us down. We rise again. You end one plot - we forge another. You try so hard. But it always ends the same. Those who know you think you mad and this is why... Even those men you sought to save have turned their backs on you. Yet you fight. You resist. Why? [Connor: Because no one else will!] ". Jeszcze co do kwestii organizacji to templariusze i ich wojna z zabójcami jest tajna! Niedostępna dla masowej wiedzy. Za to mam ochotę zastrzelić scenarzystów. Co do artefaktu, który pojawił się w filmie... To znów jabłko? Trochę za dużo ich w grach, książkach i jeszcze w filmie go dostaliśmy? No come on!

Pani i Pan asasyn

rssygula: Tym bardziej, że tych artefaktów jest mnóstwo i można się było jakoś minimalnie wyróżnić. Co do kwestii, które teraz wymieniłeś - z tajnością organizacji (a raczej jej brakiem) przegięli totalnie. Wyszło to tak komicznie, że się zaśmiałem parę razy. Nie znali najpewniej dobrze kodu źródłowego lub pobieżnie ograli fragmenty części pierwszej. Skoro już dajesz cytat - zabrakło mi nieśmiertelnego - "May The Father of Understanding guide us" w wykonaniu templariuszy. Asasyńskie kredo było przywołane, ale niestety po łebkach i z brakiem zrozumienia.

KONIEC SPOJLERA!

Teraz kwestia najważniejsza. Czy warto się wybrać do kina? Mimo mojego lamentu (pierwszy raz się zawiodłem na rzeczy z tego uniwersum) - można, a nawet wręcz trzeba! Film na tle innych adaptacji gier komputerowych jest naprawdę przyzwoity, a mnie przede wszystkim boli niesamowicie zmarnowany potencjał. Nie znam lepszej serii do wykonania ekranizacji, tym bardziej, że twórcy mieli pełną swobodę twórczą i nie podpierali się żadną konkretną odsłoną. Dla akcji, efektów i smaczków - zdecydowanie warto! Dla słabej fabuły, tragicznych dialogów i błędów logicznych - odradzam! Film pełen skrajności - dla mnie średniak! Dzięki Improbite za rozmowę - mimo wszystko liczę, że film na siebie zarobi i otrzymamy kontynuację! Oby chociaż następna gra z serii okazała się sukcesem i wylizała rany po seansie!

Improbite: Jest to produkcja średnia, jednak mimo naszego (i ogólnego) marudzenia zachęcam gorąco do obejrzenia. Mimo wpadek, które popełnili twórcy, to i tak należą im się brawa, bo mimo oceny, która była u mnie na początku wyższa, nadal pozostaje bardzo pozytywna. Zawodu na pewno nie ma, ideału też, ale jest dobrze! Ja też dziękuję, że pomogłeś mi przenieść pomysł z myśli do nas na stronę. Tutaj też chciałbym podziękować FSM'owi i Klaudynie, których wpisy sprawiły (a raczej ich forma), że dziś dostarczamy wam taki oto materiał.

rssygula: Też się przyłączam do podziękowań - ich dobra robota nas dzisiaj zainspirowała do napisania tego tekstu! Pozdrawiamy!

PS Wszystkie ujęcia pochodzą z oficjalnej strony dystrybutora filmu.

rssygula
8 stycznia 2017 - 13:23

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
09.01.2017 19:30
michellino
51
Pretorianin

Wbrew wszelkim negatywnym opiniom dla mnie filmowy AC to mistrzostwo obrazu, dźwięku i klimatu... i jeszcze raz klimatu. Wizualnie gęste i ciężkie arcydzieło obrazu. Pomimo określonej puli wad jest to jeden z tych filmów, do których wracam i będę wracał latami, właśnie ze względu na owe trzy czynniki, które świadczą o znakomitym kinie pomimo szerokiego frontu zarzutów. Wizualna uczta. W tym kontekście stawiam go obok "Miami Vice" z 2006 r., "Elysium" i ostatniego "Dredda". A o mały włos, naczytawszy się negatywnych opinii, już miałem dać sobie spokój z seansem do czasu premiery na Blu-ray. Byłby to mój największy kinowy błąd w tym roku.