W co gracie w weekend? #234 - squaresofter - 12 stycznia 2018

W co gracie w weekend? #234

Cześć. W jakie gry gracie tym razem? Jeśli o mnie chodzi, to żegnam się w ten weekend z Personą 4 Arena. Jestem coraz bliżej końca w The Last of Us. Wróciłem też do klasyka z PSone pt. Fear Effect 2. Zapraszam wszystkich, którym nie przeszkadzają spoilery do lektury i komentarzy. 


Persona 4 Arena (PS3, Arc System Works + Atlus, 2013r.)

Muszę przyznać, że ciężko będzie mi się pożegnać z dwuwymiarową bijatyką, która stanowi owoc wpółpracy Arc System Works i Atlusa. W poprzednim odcinku nakreśliłem historię Labrys, wokół której kręci się cała historia tej produkcji, ale tryb opowieści to nie tylko ona. Na ten tryb składają się także losy wszystkich bohaterów z Persony 4, Elizabeth z Aksamitnego Pokoju oraz trójki bohaterów z Persony 3. 

Większość walk powtarza się u większości z nich. Inne są natomiast przemyślenia poszczegółnych bohaterów i powody, dla których biorą udział w turnieju walki o nazwie P-1 Grand Prix. Nawet jeśli mamy do czynienia z jakimś wydarzeniem kluczowym dla całej historri, to jest ono pokazywane z róznych perspektyw. 

Próba uświadomienia Labrys, że tak naprawdę nie jest żadną przewodniczącą rady uczniowskiej a maszyną stworzoną do zabijania cieni powtórzona ponad dziesięć razy może zmęczyć, w szczegółności, gdy oglądamy te same filmiki po kilka razy, ale w gruncie rzeczy cała ta produkcja ma na celu przypomnieć graczom za co pokochali kiedyś Personę 3 i 4.

Muszę przyznać, że gdy poznałem losy zagubionej androidki, która chciała zapomnieć o swojej koszmarnej przeszłości, to byłem zdruzgotany. Cały ten turniej został zorganizowany przez jej cień, aby bliscy sobie ludzie poznali tragizm uczestnictwa w niechcianych walkach z najbliższymi. Tylko czy ktoś kto jest zwykłym uczniem z własnymi problemami może zrozumieć maszynę z ludzkim sercem? Zaliczając historię jednej postaci po drugiej nie byłem wcale bliższy odpowiedzi na to pytanie. Co więcej, jeszcze niedawno odpowiedzialbym pewnie na nie w sposób przeczący.

Warto jednak dać każdej grze szansę, która jej sie należy. Ja tak uczyniłem i kończąc historię Aigis byłem naprawdę wzruszony. Nie dość, że młodsza siostra zagubionej Labrys poskładała do kupy obrazy pochodzące z jej przeszłości, to jako chyba pierwszej udało się jej ją zrozumieć. Ostatni obraz z jej przeszłości, gdy uciekła z ośrodka badawczego i stojąc na brzegu oceanu poczuła czym jest prawdziwa wolność i piękno świata przypomniała Aigis scenę z jej przeszłości, gdy na pewnym molo spotkała osobę, którą obiecała chronić całym swym jestestwem.

Dlatego nawet mając w świadomości fakt, że nie uda mi się osiągnąć wszystkiego w Personie 4 Arena, gdyż nie pozwalają mi na to moje skromne zdolności manualne, to czuję wielką radość, że mogłem choć przez chwilę przeżyć jeszcze raz jeden z moich ulubionych momentów Persony 3.

Coś podobnego czułem kiedyś jedynie podczas obcowania z najlepszymi odsłonami serii Final Fantasy oraz najlepszymi grami wyprodukowanymi przez Sqauresoft. Kwadratowi umieli robić piękne i wzruszające histrorie i nawet pomimo tego, że juz nigdy nie powstanie żadna nowa produkcja tego legendarnego japońskiego studia, to gracze wciąż pamiętają, ile radości przyniosły im ich gry.

Grając w gry z serii Persona, nieważne czy są to jrpgi, czy dwuwymiarowe bijatyki, czuję dokładnie to samo, więc pomyślałem, że podzielę się z Wami swoimi przemysleniami na ten temat zanim wezmę się na powaznie za inne gry.


The Last of Us (PS3, Naughty Dog, 2013r.)

Jestem już bliski ponownego ukończenia ostatniej wielkiej gry wyprodukowanej przez Naughty Dog specjalnie na rzecz PS3.

Z tym tytułem tak już po prostu mam. Gdy na początku gry umiera córka Joela nie czuję zupełnie nic, bo nie zdążyłem jej poznać, dlatego śmieszą mnie twierdzenia graczy uważających, że jesli ktoś wtedy nie płakał, to nie ma serca.

Płakałem nieraz podczas ogrywania jakiejś gry i osobiście uważam, że o wiele bardziej wzruszającą jest scena śmierci Aerith z Final Fantasy VII, ale to wynika głownie z faktu, że scenarzyści tego jrpgowego klasyka dali ją nam najpierw poznać. O wiele bardziej dotyka mnie śmierć Tess, ale zostaje ona przedstawiona w TLoU fatalnie. Gorzej, w ogóle nie zostaje pokazana, więc jej gra na zwłokę dla jej partnera i kłopotliwego ładunku, który ma dostarczyć do wskazanego wcześniej adresata jest chyba najgorzej wyreżyserowanym momentem tej smutnej opowieści.

Potem dla rozluźnienia mamy wątek z pewnym paranoikiem, przy którym możemy trochę się pośmiać, gdyż Ellie i Bill wyzywają się od najgorszych bez żadnych zahamowań, ale dla mnie to tylko odwrócenie uwagi od wcześniejszego wątku, który zakończyłbym zupełnie inaczej. 

Dopiero jednak po dotarciu do Pittsburgha zaczyna się The Last of Us, w którym nie zmieniłbym chyba ani jednej sceny aż do samego końca gry. Historia dwóch braci jest naprawdę inteligentnie poprowadzona. 

Mamy tutaj zestawione naprzeciw siebie dwie pary bohaterów, którzy muszą ze sobą współpracować pomimo wielkiej niechęci i nieufności, która im towarzyszy. Ciężko o pracę zespołową z kimś, kogo podejrzewasz o to, że wsadzi ci nóz w plecy przy pierwszej nadarzającej się okazji. Rozwój wydarzeń na ekranie prowadzi do wielu interesujących i nieoczekiwanych wydarzeń i przez chwilę utożsamiamy się nie tylko z Joelem i Ellie, ale również i z Henrym i Samem. Kibicujemy im wszystkim a kiedy widzimy jak snują dalekosiężne plany we frywolnej atmosferze zaczynamy wierzyć w to, że los w końcu się usmiechnął do kilku nieszczęsnikówk, którym przyszło żyć w wiecznym lęku przed zarażeniem się nieuleczalnym wirusem pozbawiającym każdego jego człowieczeństwa. I wtedy dostajemy prosto w twarz, bo The Last of Us to w gruncie rzeczy dramat. Gdy obaj bracia giną, to mam wtedy ochotę położyć się w kącie i płakać przez całą noc. Scena ich śmierci jest zdecydowanie jednym z najmocniejszych momentów w całej tej postapokaliptycznej opowieści.

Potem wcale nie jest gorzej. Moment, gdy w wątku z bratem Joela smarkula ucieka na koniu, jej późniejsza konfrontacja z bardziej doświadczonym bohaterem, gdy młoda nie mogąc znieść jego egoizmu wypomina mu, że nie tylko on stracił kogoś bliskiego przez zarazę naprawdę chwyta za serce, podobnie jak scena, w której wydaje się nam, że brodaty gość odda ją pod opiekę brata a on wykonuje szlachetny gest, na który mało kto liczył z jego strony, wziąwszy pod uwagę to, co wcześniej przeżył.

Dotarcie dwójki bohaterów do celu ich podróży w Uniwersytecie Kolorado nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Gram w tą grę już drugi raz a wciąż nie mogę wyjść z podziwu jak pięknie prezentuje się opustoszały kampus podczas jesiennej pory roku, gdy wszystkie dzrewa smaga wiatr i spadają z nich śliczne, kolorowe liście.


Fear Effect 2: Retro Helix (PSone, Kronos Digital Entertainment, 2001r.)

W ten weekend miałem kontynuować swoją przygodę z Hexen II, ale w związku z tym, że nie wiem co w nim dalej robić a nie chcę korzystać z opisu, postanowiłem wrócić go gry, w którą już grałem, ale porzuciłem po dotarciu na drugą płytę. Mowa oczywiście o jednym z najlepiej wyglądających tytułów, jakie ukazały się na pierwszą konsolę Sony, czyli o Fear Effect 2: Retro Helix.

Po ukończeniu etapu w akwedukcie Hana i Rain dalej ze sobą współpracują w celu wyjaśnienia sprawy pewnego retrowirusa.

Hana udała się na przyjęcie w seksownej sukience, gdzie używając swoich wdzięków zdobyła złotą bransoletę vipowską, dzięki której udało jej się dostać do mocno strzeżonego rejonu na przyjęciu celem rozmówienia się z jedną tamtejszą szychą. Musiała uważać na ochronę, której członkowie łazili w tę i we w tę z wykrywaczami broni a ona musiała utrzymywać od nich odpowiedni dystans, aby nie została złapana. 

Natomiast jej partnerka, Rain, starała się odzyskać pewną torbę, której strzegły uzbrojone po zęby oprychy. Jeden fałszywy ruch i byłoby po niej, ale odrobina sprytu, dwa w pełni naładowane pistolety uzi z masą dodatkowej amunicji i luneta snajperska załatwiły sprawę.

Fear Effect 2 nie należy do najłatwiejszych gier, bo wystarczy raz oberwać, żeby zakończyć przygodę z tym tytułem i przenieść się na ekran wczytywania gry w celu powtórzenia fragmentu, który okazał się ponad nasze siły, dlatego też zachowuję postępy w tym cyberpunkowycm klasyku w każdej nadarzającej się ku temu okazji.

Jeśli chodzi o zagadki, to na razie nie jest tak trudno jak w poprzedniku i jeszcze nigdzie się nie zaciąłem, ale wolę nie chwalić dnia przed zachodem słońca. I tak wróciłem do tej pozycji tylko po to, żeby poznać wydarzenia mające miejsce przed pierwszym Fear Effect, no i po to, żeby skończyć wreszcie jakąś grę na PSone. Pamiętam, że gdzieś w 2016r. obiecałem sobie przejść minimum trzy pozycje z pierwszego PlayStation, aby przekroczyć granicę 50 ukończonych gier na ten sprzęt i nic nie wyszło z moich planów, bo coś mnie opętało pod koniec ubiegłego roku i zdobywałem jedno trofeum za druugim. Nie jestem żadnym łowcą trofeów.

W grach liczy się dla mnie przede wszystkim dobra zabawa, klimat oraz wyjątkowość danej pozycji i Fear Effect 2 spełnia na razie wszystkie te kryteria. Mało jest przecież gier, w których wskaźnik strachu powoduje u bohatera taki stres, że praktycznie każde niebezpieczeństwo może doprowadzic do jego natychmiastowej śmierci. 


Co robi traktor u fryzjera?

Warkocze.

squaresofter
12 stycznia 2018 - 00:53

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
12.01.2018 17:10
2
solitary_sly
6
Legionista

Ten weekend sobie zarezerwuję dla bety Dissidia Final Fantasy NT, co by się trochę potłuc z moimi ulubionymi jRPG-owymi postaciami. Ściągasz, Square?

Ponadto pobrałem sobie plusowego Batmana od Telltale (platyna siądzie spokojnie, wystarczy przejść...) i cały czas umieram w Dark Souls II. Jestem aktualnie w lokacji Wrota Pharrosa i choć Drangleic stoi już przede mną otworem (a nie mam czwartej "wielkiej" duszy, dziwne), to jeszcze jestem na tę lokację za cienki bolek. Miecz mam 10-metrowy, ale Skorpionicę Najkę tłukłem chyba z godzinę, taka franca odporna...

12.01.2018 18:44
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
squaresofter
7
Centurion

gameplay.pl

@solitary
Nawet nie wiedziałem, że będzie jakaś beta. Grałem kiedyś w Dissidię na PSP, więc wiem, że ta pozycja na pewno przypadłaby mi do gustu. Jeśli sam jej nie sprawdzę, to z chęcią poczytam o Twoich wrażeniach na ten temat we w co gracie.

P.S. Prawdziwe DS2 zaczyna się dopiero w dodatkach.

post wyedytowany przez squaresofter 2018-01-12 18:45:24
12.01.2018 20:02
1
Czarny Wilk
64
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Nie bądź taki pewny. Mi się Dissidia na PSP bardzo podobała, za to beta wersja na PS4 momentalnie mnie odrzuciła i odpuściłem sobie granie po treningu i dwóch meczach :P

13.01.2018 13:17
1
solitary_sly
6
Legionista

No cóż, na wielki plus muszę zaliczyć w Dissidii to, że prawie wszystkie najważniejsze postaci z FF tam są... Pominę już może storyline z tym związany (jest do odblokowania kilka historyjek) oraz wyczesane intro, ale sam fakt że w każdą z tych postaci można się wcielić, wywołuje u mnie - wielkiego fana serii - mimowolne ciary.

Oczywiście na starcie dostałem mocny wpierdziel, taki urok noobów;P Z czasem jednak idzie się przyzwyczaić do nieco chaotycznego modelu gry i pyka się w to fantastycznie. Jest dużo rzeczy/technik/pierdół do odblokowania, co pewnie na dobre rozkręci się w finalnej wersji gry. Tutorial bardzo rozbudowany, pomocny.

Co na minus, to zbyt długie oczekiwanie na graczy. Zdarza się to jednak tylko czasami, bo niekiedy gramy prawie że od strzału. Jak się ma fajną, zgraną ekipę, to można wymiatać na polu bitwy bo każdy wie co ma robić i kogo tłuc...

Dla mnie bardzo przyjemna gra. Nie grałem w Dissidię na PSP, słyszałem wiele o niej, ale jeśli wersja na PS4 zostanie mocno dopieszczona, to chyba pokuszę się o kupno zaraz w dniu premiery. Można łączyć style, jest dużo taktycznego myślenia, a jak ktoś lubi slashery, czysty arcade - również znajdzie tu coś dla siebie.

Może wieczorkiem jeszcze trochę pogram, jutro pewnie też rozegram kilka meczyków. Pierwsze wrażenie jest naprawdę niesamowite.

12.01.2018 19:14
2
odpowiedz
zanonimizowany911055
5
Generał

Ys VIII / Kingdom Hearts 2.8

12.01.2018 23:00
2
odpowiedz
Brucevsky
95
Playing with writing

gameplay.pl

Ja po dwóch molochach, przy których spędziłem parę tygodni, a więc GTA IV z dodatkami i Super Mario Galaxy, złapałem coś małego na przegryzkę przed kolejnym większym wyzwaniem. Spy Chameleon na PS4 - prosta gra logiczno-zręcznościowa o kameleonie, który chciałby być solidnym wężem. Przyjemne na takie 15-minutowe partyjki, a i pobudzające mózg. ;)

Do tego ogrywam na PSP Lego Pirates of the Carribbean, utwierdzając się w przekonaniu, że siła tych tytułów leży w multiplayerze. Samotnik musi sobie dawkować, bo by go powtarzające się schematy szybko wykończyły.

Tradycyjnie gdzieś pomiędzy próbuję też upchnąć Overwatcha/PES2017/Football Manager 2016. Nie jest łatwo. ;)

13.01.2018 00:03
2
odpowiedz
Battle_Axe
37
Krasnolud

Zaraz na początku roku skończyłem The Keep, taki fajny, dość kameralny Dungeon Crawler wzorujący się na klasycznych rozwiązaniach. Nie jest to tytuł super, ale miło spędziłem te prawie 10 godzin rozgrywki.

Co do weekendu to pewnie dalej zajmę się oczyszczaniem zaległości z ostatnich lat i spróbuję skończyć Transistor. Początek jest bardzo obiecujący i mam nadzieje, że zostanie tak do samego końca.

Może uda mi się ruszyć też kolejny Dungeon Crawler z zeszłego roku czyli StarCrawlers.

13.01.2018 08:59
2
odpowiedz
Czarny Wilk
64
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Przede wszystkim Dragon Ball FighterZ - w końcu startuje beta i będę miał okazję porządnie wypróbować tę świetnie zapowiadającą się bijatykę przed premierą. Oprócz tego dalej powolutku zwiedzam sobie każdy zakamarek Pragi w Deus Ex Mankind Divided.

13.01.2018 10:14
📄
2
odpowiedz
1 odpowiedź
kęsik
79
Legend

Dalej gram w Trails of Cold Steel. W 5 rozdziale była taka jakaś strasznie ciężka dla mnie walka, że myślałem że się skicham. Przez 48h było wszystko spoko, żadnych problemów z walką, nigdy nie musiałem nawet się jakoś specjalnie sprężać a tu nagle bam. Tłukli mnie jak nigdy. Na szczęście potem wszystko wróciło do normy, chociaż w 6 rozdziale jakieś zwykłe mobki mnie zatłukły...

W ramach wykańczania zaległości z 2017 zacząłem grać w NiOha. Jako, że jestem wielkim fanem Soulsów, NiOh kompletnie mnie nie jarał z jakiegoś powodu :) Podchodząc teraz do niego spodziewałem, ze będzie w mniejszym stopniu przypominał Solusy wedle tego co się wcześniej naczytałem. Okazało się jednak, że przypomina je bardzo bardzo, niektóre podstawowe elementy rozgrywki są żywcem przeniesione. Jest parę różnic ale główna oś gameplayu jest praktycznie identyczna. Nie chciałbym mówić, ze gra jest trudniejsza niż np. Dark Souls III ale fakty są takie, że po 14 godzinach grania w NiOha miałem tyle samo śmierci co po 30h grania w DSIII. Odnoszę wrażenie, ze gra mi się w to gorzej niż w Soulsy z jakiegoś powodu, może z takiego że w NiOha gram na padzie a w Soulsy zawsze grałem na klawie i myszku :D Soulsy wydały mi się takie bardziej eleganckie, bardziej responsywne (tutaj mam wielokrotnie wrażanie, że postać mnie nie słucha, szczególnie przy unikach). W Soulach czułem się po prostu jakoś bezpieczniej i rzadko kiedy zdarzało mi się głupio umierać co zdarza się bardzo często w NiOhu.

Nadal sobie pykam w NFSa Paybacka. Po 60+ godzinach nadal nie skończyłem jeszcze fabuły :) Jeżdżę sobie, robię wyzwania, ulepszam wozy i gram w multi.

post wyedytowany przez kęsik 2018-01-13 10:18:01
13.01.2018 12:05
1
Yuri Lowell
8
Pretorianin

Trails of Cold Steel ma to do siebie, że potrafi zaskoczyć w walkach na koniec etapów. Ból głowy i... przynajmniej ja, po piwku już do tych rozgrywek nie podejdę. :D
Wspaniała seria!
W sumie to wszystkie gry serii The Legend of Heroes bywają takie. ;)

13.01.2018 10:32
2
odpowiedz
raziel88ck
127
Reaver is the Key!

Kończę Firewatch oraz Blood Omen: Legacy of Kain.

13.01.2018 21:10
2
odpowiedz
adam11$13
61
Pokémaniac

Cały czas tracę kolejne godziny na budowaniu (a także w dużej części na modowaniu ;)) w Sim City 4 oraz postanowiłem, że przemogę się i ogram jakiegoś multiplayerowego FPS-a na konsoli. Wybór padł na Destiny 2 - nie wiem w sumie o co chodzi w tej grze, ale przyjemnie się strzela - tyle wiem ;) Tak więc pierwsze wrażenia całkiem przyjemne.

Zostało coś jeszcze... a mianowicie postanowiłem spróbować swoich sił w Super Metroidzie - zawsze będę powtarzał, że 16-bitowe gierki starzeją się najlepiej... Szkoda tylko, że Polskę ominęła ta magiczna era i jedyną konsolą na jaką można było sobie wówczas pozwolić była nędzna podróba Famicoma/NES-a albo śmieszne konsolki Rambo, które usilnie wzorowały się na starych konsolach Atari... czyli niemalże 20-letnie (wówczas) technologi.

13.01.2018 21:48
1
odpowiedz
yoonow
5
Chorąży

Margonemy

14.01.2018 13:00
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
MartaJD
6
Legionista

Po ukończeniu wspaniałego Dooma, wzięłam się za The Evil Within. Liczyłam na wspaniały horror, ale niestety gra nie spełniła moich oczekiwań. Spełniała je przez pierwsze 3, może 4 godziny, ale niestety im dalej, tym gorzej. Na początku klimat był nieziemski, wspaniałe lokacje (np. rozdział 5, majstersztyk), ale czar prysł jak tylko wyszłam na światło dzienne. Grałam dalej, ale czułam, że gra nie sprawia mi żadnej przyjemności. Porzuciłam grę w 9 rozdziale. 6 rozdziałów więcej i ujrzałabym napisy końcowe, ale nic na siłę. Postacie bardzo słabe, główny bohater nijaki. Fabuła totalny mindfuck, ale akurat do fabuły nie miałam żadnych zastrzeżeń, bo była intrygująca. Tak jakby Lynch postanowił zrobić horror hehe. Sterowanie niestety mocno przestarzałe i irytujące (coś ala Resident Evil i Alan Wake). Gra o dziwo w ogóle nie była straszna. Momentami czułam napięcie (głównie przy walkach z bossami) i tylko tyle. Słabo jak na horror. Znajomi stwierdzili, że druga część powinna mi się spodobać.
W piątek ruszyłam z The Last of Us i już niewiele mi zostało do wbicia 100% w grze (nie platynuję). Jest już wiosna, są żyrafy... Na pewno czeka mnie powtórka rozdziału, bo chyba zabraknie mi jednej opcjonalnej rozmowy. Do tego coś czuję, że zabraknie mi części do wszystkich broni i możliwe, że będę musiała rozpocząć 3 podejście (no chyba, że będę mogła wybrać rozdział). Jeśli tak będzie to mówi się trudno, nie poddam się dopóki nie wbiję 100%.

14.01.2018 15:21
1
squaresofter
7
Centurion

gameplay.pl

Mi się udało w pełni rozwinąć Joela, wymaksować każdą broń, znaleźć wszystkie komiksy i otworzyć wszystkie drzwi za pomocą ostrza bez żadnych podpowiedzi jak kończyłem TLoU drugi raz w ten weekend.
Pozostałych znajdziek nie umiem znaleźć (zabrakło mi 21 na 141), więc planuję jeszcze przejść tą grę kilka razy bez opisu, ale grając w nią na najwyższym poziomie trudności zamierzam zebrać już wszystko i wtedy sięgnę po poradnik.

14.01.2018 16:26
1
MartaJD
6
Legionista

@squaresofter Już dawno temu rozwinęłam Joela, zostały mi tylko bronie. Zbliżam się do ostatniego stołu i mam nadzieję, że zebrałam odpowiednią ilość tych części.
Otworzyłam wszystkie drzwi, został mi jeden komiks, zebrałam wszystkie artefakty, zostało mi kilka nieśmiertelników, no i te opcjonalne rozmowy, ale jeden rozdział będę musiała powtórzyć dlatego, że w kampusie było graffiti świetlików i można było podjechać do jednego albo drugiego. Ja oczywiście podjechałam do tego pierwszego. Używałam poradnik, bo nie chciałam niczego pominąć. Nieśmiertelniki najłatwiej pominąć, bo czasami wiszą na drzewach. No i zależy mi na tych żarcikach Ellie. Przesłuchałam wszystkie, ale trofeum nie wpadło i pewnie też powtórzę rozdział. Chcę mieć to zaliczone.

post wyedytowany przez MartaJD 2018-01-14 16:27:08
14.01.2018 13:12
3
odpowiedz
2 odpowiedzi
Czarny Ivo
6
Legionista

Metal Slug Anthology - Kiedyś, jak byłem jeszcze mały, zawiodłem się strasznie, że Mortal Kombat 4 na PSX nie był tym czym znałem z salonów gier. Parę lat po tym zawiodłem się brakiem bossów (no był jeden) w Soul Reaver 2. Ale tak jak zawiodłem się tą kompilacją gier to już chyba nigdy niczym się nie zawiodę. O BEZ KITU! Jak można było wydać na konsolę 6 generacji starusieńską grę w której "input lag" sięga sekundy. W grze gdzie liczą się ułamki sekund w reakcji?! Pytam dalej: Jak można na konsolę ÓSMEJ generacji odwalić taką fuszerkę? Jakim trzeba być leniwym, pazernym siusiakiem, żeby zrobić kopiuj/wklej totalnie niegrywalnej wersji gry i w takim samym niegrywalnym wydaniu sprzedać to jeszcze raz? Miałbym mniej za złe gdyby każda inna postać niż Marco była kupowana oddzielnie jako DLC, wybaczyłbym gdyby każda napotkana skrzynka była płatnym lootboxem. Ale uczynić z jednej z moich ulubionych serii niegrywalnego kupsztala? gra sprzed prawie 30 lat chodzi jak ślimak na nowoczesnej konsoli. Nie mogę przeskoczyć przez durną przepaść, bo jak wcisnę "skok" tuż przed krawędzią, to postać orientuje się w momencie kiedy już leci swoim głupim ryjem na ziemie. Ech...no więc męczę się tym gównem. Zaliczyłem 1,2,X i 6 póki co. Szóstka najsłabsza z marnymi jak wyborcza frekwencja tłami, zrobionymi na odwal się. Jakoś dam radę....
Najgorsze, że jestem strasznie uparty i mimo, ze gra mnie wnerwia to gram dalej, bo chciałbym wbić platynę w kompilacji gier z jednej z najlepszych serii. Zacząłem grać na easy ale nie czuję się z tym źle bo lagi i tak podbijają poziom trudności. Póki co najlepszy wynik mam w pierwszej części bo przeszedłem na 10 kontynuacjach, więc trzeba zbić to o połowę. Myślę, że w którymś momencie się poddam.

Dziwi mnie strasznie Kwadracie, że pisząc o bijatyce skupiasz się na fabule a nie systemie walki. Nie wiem jak to wygląda w tej Personie, ale fabuła to jest coś zwykle totalnie nieistotnego w mordobiciach :P

Co tam z Hexenem?

Pozdrawiam.

14.01.2018 13:34
1
Czarny Wilk
64
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Taaa, też się bardzo niemiło zdziwiłem jak odpaliłem po raz pierwszy MSAnthology na PS4. Na szczęście mam też wersję na PSP która wprawdzie nie pozwala na granie na dwóch, ale za to działa normalnie i pozwala pozbyć się uczucia niesmaku

14.01.2018 16:00
squaresofter
7
Centurion

gameplay.pl

@Ivo
Akurat fabuła w Personie 4 Arena i Ultimaxie jest dosyć istotna, bo kontynuuje wątki z Persony 3 i 4 a obie te pozycje właśnie fabułą stały.

Co do systemu walki, to wykorzystuje on mechanizm z Guilty Gear. Każda postać może użyć ataku zabijającego w ostatniej rundzie.

Ciosy w grze wykonuje się podobnie jak w SF, ale nikt tu podwójnych kółek kręcić nie każe, natomiast ćwierć-kółka i podwójne ćwierć-kółka to norma.

Dla nowicjuszy są autocomba (wystarczy nacisnąć 4 razy kwadrat do wykonania dłuższej sekwencji ciosów), oraz all out attacks znane z Person numerycznych. Te ostatnie odpala się bardzo łatwo.

Niektóre postacie mają ciosy z kontrą. Wiele z nich jako ataków używa czarów znanych z poprzednich odsłon. Kanji ma najlepsze rzuty w grze. Paru bohaterów umie też założyć nienormalność statusową (np. trucizna, cisza). Każdy wojownik używa też persony (trójkąt), ale można ją uderzyć i doprowadzić do jej przełamania, co zapewni przewagę w walce.

Kod sieciowy w P4A jest bardzo słaby, ale na szczęście poprawiono go w kontynuacji.

Wszystkie niuanse systemu walki zostały wyjaśnione w samouczku a prawdziwym testem opanowania każdej z postaci są wyzwania podobne do tych z SFIV. Oba te testy niestety oblałem.

Osobiście uważam P4A za bardzo trudną grę, w której platyna jest zarezerwowana tylko i wyłącznie dla niewielkiej garstki najlepszych graczy.

post wyedytowany przez squaresofter 2018-01-14 16:01:44
14.01.2018 14:12
👍
1
odpowiedz
Yuri Lowell
8
Pretorianin

Persona 5 (PS3)... Będę Cię musiał chyba udusić Skłer przy jakiejś okazji. ;) Tyle było pisania, zachwytów, ochów i achów, że w ostatniej chwili skorzystałem z oferty i nabyłem Persona 5. A córa od razu wzięła się za próbowanie - co to jest? W efekcie, siedzi od ponad tygodnia każdą chwilę swojego wolnego czasu - lekcje mają być już odrobione! - a ja siedzę obok i jej sekunduję. Do tego piwko albo... jak się rozgada Sojiro o kawie, to mała czarna :D No i dajemy też zajęcie wujkowi google bo chyba tylko mama w domu miałaby poziom angielskiego odpowiedni do grania bez sięgania do słownika - ale nic nas nie powstrzyma! Gra świetna i zupełnie mnie nie dziwi zachwyt jaki wzbudza jak i znalezienie się w grupie 10-ciu najlepszych gier zeszłego roku.
Pozdrawiam serdecznie graczy.
Ps. Trails of Cold Steel II, Chrono Trigger i Dreamfall Chapters muszą zaczekać. :)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze