Jeszcze lepsze niż najlepsze kanapowe gry kooperacyjne - Brucevsky - 11 stycznia 2018

Jeszcze lepsze niż najlepsze kanapowe gry kooperacyjne

Kanapowy multiplayer ma się dobrze, o czym świadczyć może przygotowana niedawno przez Czarnego Wilka lista mniej lub bardziej świeżych produkcji wydanych na różne platformy. Okazji, by zaprosić znajomych lub członków rodziny i zmierzyć się z nimi w staroszkolnym stylu, w którym zwycięstwa smakują najlepiej, a porażki bolą najmocniej, jest dzisiaj mnóstwo. A najlepsze z nich? Mnie najwięcej miłych wspomnień przynoszą te tytuły.

Little Big Planet

Jak to dobrze ujął w komentarzu pod artykułem Czarnego Wilka Dogmaticus - brak serii Little Big Planet w zestawieniu to zbrodnia! Trudno się z tym nie zgodzić, bo produkcja z pociesznymi gałgankami to znakomita zabawka do gry w kilka osób na wspólnym ekranie. Szczególnie dobrze sprawdza się w gronie znajomych, wśród których są też osoby niegrające na co dzień i tylko z rzadka chwytające pada. LBP z jednej strony oferuje mnóstwo humoru, sporo wybacza, więc co słabsi nie muszą się przesadnie frustrować, a do tego po prostu poraża zawartością. Najnowsza odsłona oferuje tak szeroki wachlarz sposobów zabawy, mechanik i bazujących na rozmaitych założeniach poziomów, często wykreowanych przez bardzo utalentowanych projektantów-amatorów-graczy, że zanurzyć się w tym świecie można na tygodnie. I potem odkrywać, odkrywać i odkrywać. W samym tylko trybie fabularnym są przygody trolli prezentowane w rzucie izometrycznym, szalone wyścigi w 2D, proste strzelanki i wyzwania logiczne, w których każdy steruje nie jednym, a kilkoma małymi gałgankami jednocześnie! Dla każdego coś miłego.

Goal!3

Kto posiadał Pegasusa, ten wie, że Goal!3 to nie tylko jedna z najlepszych piłek nożnych wszech czasów, ale też ponadczasowa, niezwykle miodna produkcja. Szczęściarze mogą dzisiaj organizować nadal turnieje w szalonej kopance na Pegasusie, co na pewno dodaje całym rozgrywkom klimatu. Pozostałym pozostaje emulacja, gdy cartridge’a nie ma gdzie wpiąć. Ale, że to dzisiaj dziecinnie proste do ogarnięcia, więc wspólne podbicie świata reprezentacją Japonii jest na wyciągnięcie ręki. A ile można mieć uciechy z tego wymuszonego przez mechanikę założenia, że drugi gracz musi być bramkarzem. Szalone rajdy golkiperem w Goal!3 to codzienność. Lepszego zobrazowania hasła „najlepszą obroną jest atak” nie znajdziecie.

A dla szukających nieco poważniejszego podejścia, są oczywiście kolejne odsłony FIFY czy PES-a, gdzie bez problemu można grać w większym gronie w jednej ekipie, czy to przełączając się między zawodnikami, czy też sterując jednym odgórnie przypisanym piłkarzem. Choć rywalizacja zawsze w przypadku sportówek wysuwa się na pierwszy plan, to uwierzcie, że gra w jednej drużynie potrafi wywołać niemniej emocji, a na pewno więcej śmiechu.

Renegade Ops

Nie dam Wam zapomnieć o Renegade Ops. Wydana na PlayStation 3, Xboxa 360 i PeCety strzelanka to hektolitry miodu. Pomimo lat na karku nic nie straciła ze swojej atrakcyjności. Wybuchy nadal sprawiają frajdę, rozwałka pompuje do krwi adrenalinę, a wysoki poziom trudności motywuje, by z drugim graczem współpracować, mądrze dzielić się zadaniami i odpowiednio planować ataki. Fenomenalna opcja zabawy na długie godziny, której dużym atutem jest też proste sterowanie. Jedna gałka do poruszania, druga do celowania i niszczenia wszystkiego z karabinu. Frajdę czerpać może więc nawet laik.

A jeśli ktoś woli nieco inną stylistykę, to lata wcześniej podobne możliwości zaoferował Future Cop: LAPD. Aż chciałoby się zakrzyknąć, zróbcie w końcu remake!

M.u.g.e.n

Niewiele bijatyk może równać się z zawartością, którą gracz sam sobie jest w stanie dostarczyć za pomocą programu M.u.g.e.n. Wystarczy odrobina wysiłku, by skonfigurować sobie idealną wersję pod siebie i na przykład wraz z drugim fanem okładania się po wirtualnych twarzach, stanąć do emocjonujących pojedynków 2vs2 ze sztuczną inteligencją. Potyczek o tyle niezwykłych, że mieszających różne style, uniwersa i mechaniki. Kreatywny i płodny twórczo fanbase zadbał już o to, by jako Son Goku z Dragon Balla i Guile ze Street Fightera móc oklepać wspólnie Liu Kanga z Mortal Kombat i Kazuyę z Tekkena w szalonej atmosferze kolorowych specjali. Grę, w której jest większy chaos na ekranie, trudno znaleźć.

Resident Evil 5

Gdy po raz pierwszy okazało się, że Capcom w piątej odsłonie swojego kultowego cyklu dodał tryb kooperacji na podzielonym ekranie, spełniło się marzenie wielu fanów likwidowania nieumarłych. Ostatecznie nie wszystko Japończycy zrealizowali może perfekcyjnie, jakość samej gry też jest tematem do dyskusji, ale mimo to we dwójkę świetnie pokonuje się kolejne poziomy, poznając pretensjonalną fabułę i walcząc o przetrwanie. Szczególnie dobrze wspominam momenty, w których gracz dostawał większy otwarty teren do eksploracji, zalany hordami żywych trupów. Ależ wtedy są emocje. Czasami wkrada się dramaturgia, czasami jest śmiesznie, gdy kompan zaczyna panikować, otoczony przez wrogów z kilkoma pociskami w magazynku. Świetna opcja na cały długi gamingowy wieczór.

Metal Slug Anthology

I na koniec krótkiej, subiektywnej listy zajmujący ważne miejsce w sercu każdego fana salonów gier Metal Slug. Utrzymana w kolorowej, do dzisiaj robiącej dobre wrażenie, oprawie i stylistyce strzelanina 2D, w której dwójka wybranych przez nas komandosów przebija się dzielnie w konkretnym kierunku. Po drodze eliminuje hordy wrogów, zbiera coraz lepsze bronie, a na koniec mierzy się z szalonymi, zajmującymi większą część ekranu bossami. Za humor i za intensywność doznań Metal Slug zasługuje na honorowe miejsce na każdej liście najlepszych gier do kanapowego multi.

To taki krótki przegląd moich prywatnych faworytów, przy których spędziłem i spędzam długie godziny na spotkaniach ze znajomymi. Listę takich hitów można by wydłużać o kolejne pozycje jeszcze długo. Pewne jest jedno. Choć kanapowy multiplayer zdawał się być w odwrocie, a nawet dzisiaj jest w cieniu zabawy przez sieć, to produkcji, które pozwalają współpracować/rywalizować na jednym ekranie telewizora jest zbyt wiele, by się tym zadręczać i wieszczyć apokalipsę.

A Wy co ostatnio uruchomiliście na spotkaniu ze znajomymi?

Brucevsky
11 stycznia 2018 - 18:35