W co gracie w weekend? #282: Cztery lata z Hatsune Miku Future Tone oraz galaktyczne szaleństwo w Mass Effect 2 - squaresofter - 19 stycznia 2019

W co gracie w weekend? #282: Cztery lata z Hatsune Miku Future Tone oraz galaktyczne szaleństwo w Mass Effect 2

W ostatni weekend zakręciłem ruletkę z grami w stylu Umineko. Skończyło się na tym, że praktycznie wszystkie uruchomione przeze mnie wtedy produkcje musiały uznać wyższość Mass Effect 2, z którym spędziłem w ostatnich dniach ponad 50 godzin i zamierzam ukończyć go trzeci raz w ten weekend.

Pierwszy miesiąc nowego roku powoli się kończy i w końcu pojawią się długo oczekiwane przez nas gry a ja wciąż doskonale bawię się z Miku Hatsune. To już blisko cztery lata od kiedy na dysku mojej konsoli gości Future Tone z jej udziałem.


Hatsune Miku: Project DIVA Future Tone

Informacje

Platforma: PS4

Producent: Crypton Future Media + Sega

Data wydania: 10 stycznia 2017r.

Gatunek: Gra rytmiczna

Future Tone to jedna z niewielu gier uruchamiana przeze mnie poza Mass Effectem 2 w tym tygodniu, nie licząc dodatku z Muppetami w LBP2 i Umineko, które włączyłem chyba na dziesięć minut.

Śpiew i pląsy wirtualnej gwiazdy z turkusowymi włosami  jeszcze mi się nie znudziły, więc tylko kwestią czasu było, kiedy znów odpalę tytuł, z którym spędziłem ponad 200 godzin przez blisko cztery ostatnie lata.

Dłużej na PS4 grałem w raptem kilka gier. Są to Wiedźmin 3, Dragon Quest XI, Dark Souls III i może jeszcze Dark Souls III i Bloodborne, choć nie jestem pewien co do tych dwóch ostatnich. Nie zmienia to jednak faktu, że to rytmiczna gra Segi jest dla mnie najtrudniejszą grą, w jaką grałem od wielu, wielu lat i żadna inna gra nie daje mi takiej satysfakcji jak zaliczenie kolejnej piosenki Miku lub jej znajomych na ekstremalnym poziomie trudności. Mogę na palcach jednej ręki policzyć takie kawałki co nie stanowi zbyt dobrego wyniku, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że gra oferuje 238 piosenek.

Nawet trudny poziom jest wymagający i nie potrafię zdobyć perfekcyjnej noty w niektórych utworach. Od wielu lat próbuję dokonać takiej sztuki w Melody, ale zawsze muszę zrobić co najmniej jeden lub dwa błędy w najtrudniejszej partii piosenki na samym końcu. Kolejne niepowodzenie potrafi podciąć skrzydła. W takiej chwili trzeba koniecznie zdobyć jakiś laur. Postanowiłem więc, że odpalę Tell Your World. Od kilku lat jest to jedna z moich ulubionych piosenek Miku i pisałem już o niej nawet na łamach W co gracie w weekend?

Nie ukrywam jednak, że ostatnią konsolę Sony kupiłem m.in. po to też, żeby od czasu do czasu wrzucić do tego cyklu jakiś filmik z ogrywanej gry. Sega niestety wyłączyła głos w Future Tone podczas nagrywania rozgrywki i nie da się tego zrobić za pomocą jednego przycisku. Nie jest to jednak żaden problem, bo wystarczy zgrać wybraną piosenkę Miku na pendrive’a i dodać go do klipu w ShareFactory. Udało mi się zaliczyć rzeczony kawałek na poziomie ekstremalnym, ale nie zdobyłem perfecta, więc postanowiłem, ze podzielę się z Wami moimi wyczynami na trudnym poziomie. Robię to także, żeby pochwalić się jednym modułem (czytaj strojem) Miku, który bardzo mi się ostatnio spodobał. Zaprojektował go nie byle kto, bo Mari Shimazaki, a więc projektantka samej Bayonetty oraz jedna z projektantek postaci pracujących przy Okami.

Z okazji dziesiątych urodzin Miku przygotowała specjalną wersję jej podstawowego stroju, zmieniając trochę jego kolorystykę oraz przede wszystkim dodając ogromną fluoroscencyjną kokardę na plecach, z którą wirtualna piosenkarka wygląda jak motyl świecący nocą.

W 2019r. Tell Yor World jest dla mnie czymś więcej, bo przecież tą piosenkę jako ostatnią zaśpiewała Miku na londyńskim koncercie w grudniu ubiegłego roku. Ciężko jest mi zapomnieć jeden z najbardziej ekscytujących weekendów w moim życiu. Musiałbym chyba uratować galaktykę przed najeźdźcami z kosmosu, żeby o tym zapomnieć.   


Mass Effect 2

Informacje

Platforma: PS3

Producent: BioWare

Data wydania: 21 stycznia 2011r.

Gatunek: Rpg akcji, strzelanina trzecioosobowa

A skoro jesteśmy przy temacie ratowania galaktyki, to nie sposób nie napisać o skrzyżowaniu rpga i strzelaniny trzeci osobowej autorstwa BioWare pt. Mass Effect 2, który ma już blisko dekadę na karku.

Obiecałem sobie, że podczas trzeciego przejścia wycisnę z niego tyle, ile zdołam i tak w zasadzie, to muszę jeszcze zdobyć do drużyny ostatnią postać, wykonać dla niej misję lojalnościową, zbadać kilka planet i mogę śmiało wyruszać na misję samobójczą.

Kiedyś naśmiewałem się z uproszczeń w systemie rozwoju postaci dwójki, w której zredukowano ciekawy system rozwoju postaci z poprzednika do raptem trzech ścieżek umiejętności (plus czwartej odblokowywanej w momencie wykonania misji lojalnościowej dla danego członka drużyny). Shepard ma trochę więcej tych ścieżek niż pozostali bohaterowie, ale w dalszym ciągu jest ich mniej niż w jedynce. Całkowite porzucenie systemu modyfikowania pancerzy i broni do dziś uważam za katastrofę, ale sprawę ratują trochę moduły usprawniające nasze zdolności oraz broń palną rozrzucone po całym wszechświecie.

Pamiętam słowa kolegi, który stwierdził kiedyś, że gra dostarcza najwięcej frajdy, gdy ogrywamy ją pierwszy raz. Teraz, gdy ogrywam Mass Effect 2 trzeci raz mam całą masę argumentów przeczącym tej tezie.

Zacznijmy od tego, że kanadyjski tytuł nigdy wcześniej nie smakował mi tak dobrze jak na szalonym poziomie trudności. Nie brakło mu geniuszu, ale po osiemdziesięciu pięciu godzinach ciągłych porażek dopiero teraz czuję, że to kosmicznie smaczne danie jest odpowiednio przyprawione. Nie ma lepszej przyprawy niż wściekłość, ordynarne przekleństwa i chęć naprawienia swoich błędów.

Gdy człowiek ląduje na jakimś totalnym zadupiu i wysypuje się na niego cała armia średnio opancerzonych mechów, gdzieś tam łazi jeszcze inny, ciężko uzbrojony, i udaje mi się wrócić z oddziałem na Normandię, to czuję, że dokonałem czegoś wielkiego. Nie wiem jak często ginę w tej grze, ale nie ma to większego znaczenia, gdy udaje mi się rozwalić w kolejnej misji dwa ciężko opancerzone mechy i oddział najemników, który na mnie naciera po zniszczeniu tych pierwszych. Po czymś takim nawet misja, w której gracz ma pięć minut na zdjęcie magazynu pełnego uzbrojonych po zęby przeciwników i rozbrojenie bomby, która zagraża istnieniu całej pobliskiej kolonii nie stanowi zbyt dużego problemu. Skoro jesteśmy Widmem od zadań specjalnych, to takie akcje są naszą codziennością i musimy z nich wychodzić obronną ręką.

Jasne, że czasem wyłem z bólu, mierząc się z latającym Pretorianinem, którego wiązki laserowe z oczu doprowadzały mnie do wściekłości, ale w końcu i nawet te monstra potrafiłem zniszczyć.

Rozgrywanie kolejny raz tych wszystkich misji lojalnościowych przypomniało mi jak BioWare miażdżył kiedyś konkurencję. Przytoczę tylko przykład misji dla asari Samary, która zleca nam permanentne unieszkodliwienie swojej chorej na hedonizm córki, zabijającej ofiary podczas aktu seksualnego. Już prawie zapomniałem jaką szokującą konkluzję ma ta misja, bo inaczej przecież nie da się określić momentu, gdy możemy ją zabić a jej miejsce w naszym oddziale zajmie owa córka, na którą mieliśmy zlecenie. Trzeba mieć jaja, żeby coś takiego wymyślić. Nawet teraz mam ogromnego kaca moralnego związanego z zabiciem matki, która poświęciła czterysta lat na odnalezienie córki, ale jak to mówią, co nas nie zabije, to nas wzmocni.

Misje lojalnościowe nie są wymagane do ukończenia gry, ale są doskonałym dopełnieniem wątku głównego i coś podobnego widziałem chyba tylko w Wiedźminie 3, w którym misje poboczne służą przecież rozwinięciu historii niektórych postaci z głównego scenariusza, więc nie mamy wrażenia, że wykonujemy kolejne wiedźmińskie zadanie a robimy coś dla przyjaciół, którzy pomagają nam przy odnalezieniu Ciri.

Wróćmy jednak do Mass Effect 2. Tak jak już wspominałem jestem już praktycznie na samym końcu mojej kosmicznej podróży. Łącznie z drugą odsłoną przygód Sheprada i jego kosmicznej kompanii spędziłem ponad 210 godzin przez siedem ostatnich lat i pożegnam się z nią z ogromnym bólem w sercu, bo dopiero teraz po tych wszystkich latach uświadomiłem sobie jak pustą i płytką grą jest Dragon Age: Inkwizycja. Jasne, że jest piękna, duża i ma swoje momenty, ale czuję tu ogromny dysonans. ME2 jawi mi się jako produkt zaawansowanej cywilizacji kosmiczno-rpgowej, która sięgnęła swoją grą gwiazd i dotarła do innych glaktyk, tak jak kiedyś Knights of the Old Republic oraz Star Ocean: Till the End of Time od tri-Ace. Inkwizycja przy nich to produkt od jaskiniowców, którzy uczą się dopiero krzesać gry fabularne.


Do zobaczenie w innej galaktyce. Mam nadzieję, że spotkamy się w przyszłym tygodniu na jakiejś przyjaznej planecie.

squaresofter
19 stycznia 2019 - 12:30

Komentarze Czytelników (24)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
19.01.2019 13:52
adam11$13
😍
1
adam11$13
75
Phantom Thief
Image

Wczoraj skończyłem Okami. Pod koniec zaczęło mi się już nieco dłużyć, ale samo zakończenie to miód. Strasznie mnie chwyciło za serducho i mimo, że sama gra nie jest wybitna (mimo, że i tak cholernie dobra) to właśnie ta końcówka sprawi, że jeszcze przez wiele lat będę pamiętać o tym tytule. No i ta muzyka! To była naprawdę epicka przygoda... https://www.youtube.com/watch?v=ya3yxTbkh5s

Dzisiaj pewnie zacznę Life is Strange:Before The Storm. Nasłuchałem się, że ten prequel strasznie odbiega od pierwszej części, ale jako, że przygody Max i Chloe niesamowicie mnie wciągnęły to i tak muszę dać mu szansę.

19.01.2019 14:44
squaresofter
odpowiedz
squaresofter
24
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Wideo

@adam
Ech, Okami, gra, z której muzyki mogę słuchać godzinami.
P.S. Szkoda, że Cię nie było jak rozmawialiśmy ze znajomym o tym, kto jest hetero, kto bi a kto lesbijką w LiS. To był dopiero temat do dyskusji.

https://youtu.be/xCNitL_bD80

post wyedytowany przez squaresofter 2019-01-19 14:46:50
19.01.2019 14:55
SpecShadow
1
odpowiedz
SpecShadow
73
Silence of the LAMs

Mimo że w Fallout New Vegas grałem tyle że mam wszystkie osiągnięcia to chciałem sobie przypomnieć DLCki, poza Honest Heart które grałem przy każdym podejściu.
Moja ocena:
-Lonesome Road? Nie zmieniła się choć gadka z Ulyssesem dla mnie za bardzo rozwleczona i lepiej można było napisać scenariusz czy przedstawić motywy.
-Old World Blues? Zapuszkowane kujony robią z nas chłopca na posyłki i przeprowadzają powtarzalne testy, pierwsza duża rozmowa trwała chyba z 15 minut (sic) choć styl w jakim gadają mi się podobał.
-Dead Money? Grało mi się lepiej niż za pierwszym razem, wtedy się gubiłem, martwiłem pikającym kołnierzem i trującymi chmurami. Nie pomagała także słaba widoczność, ciemność i durne mobki ciskające włócznie i zapalone butle z gazem z daleka.

Żadnych modów, jednak dla Dead Money musiałem ściągać łatkę 4GB bo gra wysypywała się przy przejściu z lokacji.

Poza tym testuję PCem, taki emulator jakby do starych Windowsów. Po tym jak dowiedziałem się, że można tam emulować kartę VooDoo (i 3dfx) sprawdzam parę gier które na VirtualBox chodziły słabo a nie chodzą na nowych systemach, głównie Gorky Zero - Fabryka Niewolników.

post wyedytowany przez SpecShadow 2019-01-19 15:01:56
19.01.2019 15:05
kęsik
😎
1
odpowiedz
kęsik
96
Legend

YS VIII, 20h. No niby nie ma dramatu ale nie ma też szału. System walki strasznie słaby, setting jest jak dla mnie kompletnie nie interesujący, no bo co można interesującego znaleźć na bezludnej wyspie oprócz lasów, plaż, palm, gór i ewentualnie jakiś ruin? Nie wiem, wydaje mi się że takie miejsce akcji do gry słabo pasuje. Fabuła nie porywa bo jak ma porwać. Bardzo mało nagranych dialogów. No spodziewałem się czegoś lepszego.

Sunset Overdrive, 31h. Jaka ta gra jest dobra. Szkoda tylko, ze taka krótka. Podstawka już skończona zostały tylko DLC. Strasznie fajny klimat, polska lokalizacja o dziwo jest świetna, dialogi są bardzo dobrze napisane, parę razy zdarzyło mi się autentycznie zaśmiać.

DmC, 4h. No wychodzi ten DMC5 więc z braku laku, na fali Capcomu postanowiłem sobie przejść raz jeszcze ten nieszczęsny reboot. Spoko jest ta gra, system walki jest gdzieś tam solidny ale jak dla mnie trochę za wolny. Nie wiem, może mnie Bayonetta rozpieściła pod tym względem. Dante jest meh, fabuła jest meh no ale coś tam można trochę posiekać.

post wyedytowany przez kęsik 2019-01-19 15:13:48
19.01.2019 16:39
drenz
1
odpowiedz
drenz
65
Le réveil du lion
Image

Godzinkę temu zakończyłem Unforgiving - A Northern Hymn - szwedzki survival horror. Choć gra jest krótka, to przez ten czas trzyma równy, dobry poziom. Twórcy mocno inspirowali się tamtejszymi legendami, bowiem w grze musimy unikać wszelkiego rodzaju mitycznych potworów. Świetny szwedzki voice acting.
Od kilku dni poświęcam też kilka minuta na wyścig lub kilka w grze Coffin Dodgers, gdzie ścigamy się wózkami elektrycznymi, których dosiadają przede wszystkim staruszkowie. Dobra zabawa jest przede wszystkim gdy ścigamy się kimś na przedzielonym ekranie lub w sieci.
A w ten weekend na pewno jeszcze pogram w kryminalny walking simulator jakim jest ShadowSide.

post wyedytowany przez drenz 2019-01-19 16:42:48
19.01.2019 19:32
Yuri Lowell
😜
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Yuri Lowell
25
Brave Vesperia
Image

Chciałeś @Skłer coś usłyszeć o SAO Hollowe Realization PS4...

Godziny mi lecą z tą grą bo nadal zamiast "pchać" do przodu misję główną, bawię się w podnoszenie poziomu zażyłości z dziewczynami z grupy Kirito.
- Asuna - dziewczyna Kirito w realnym świecie, choć trudno to brać pod uwagę flirtując z pozostałymi.
- Premiere - w sumie wokół niej kręci się ten epizod, poznajemy ją jako NPC z minimalnym poziomem i zerowymi statystykami. Ale, dzięki naszej drużynie, ulega to zmianie.
- Lisbeth - specjalistka od ulepszania naszego wyposażenia a przy okazji dama o ciętym języku pakująca swoje koleżanki w dwuznaczne sytuacje - szkoda, że jest ich tak mało. Bliska przyjaciółka Silici.
- Silica - chyba najmłodsza w grupie, zawsze w towarzystwie małego smoka, Piny. Przydatna gdy trza przywrócić nam punkty życia w trakcie cięższych pojedynków.
- Leafa - kuzynka Kirito, trenuje Kendo - flirtowanie z nią trąci kazirodztwem! Ale czego sie nie zrobi dla słodkich uśmiechów dziewczyn.
- Sinon - poważna i zrównoważona; lubią gdy jest ze mną w grupie.
- Yuuki - bliska przyjaciółka Asuny z niewyczerpanymi pokładami optymizmu.
- Strea - specjalistka od przytulania jak terapii na wszystko; co prawda jest jedną z AI ale ciężko to brać pod uwagę przyglądając się jej figurze. Uśmiałem się równo z jej romantycznych podchodów do Kirito. Nie da się ukryć, że dziewczyny pewne kwestie widzą kompletnie inaczej!
- Yui - starsza siostra Strei i virtualna "córka" Asuny i Kirito. Zna się na interfejsie gry. Romansowanie z nią chyba nie może być zdrowe! W fakt, że jest "starszą" siostrą Strei, wierzymy im na słowo. Też jest AI.
- Argo - źródło informacji o misjach ze wspaniałym, chropowatym głosem i kocimi wąsikami, ukrywająca się pod kapturem. Lubię jej bezpośredniość w trakcie randek! Szkoda tylko, że tych dialogów jest jednak mało i zbyt często się powtarzają.
- Kizmel - znajoma grupy Kirito z poprzednich odsłon, może stać się członkiem naszej grupki bojowej po ukończeniu misji pobocznej z jej udziałem. Jak przypada na elfkę - urodziwa z dodatkiem bojowości.
Są jeszcze Klein i Agil ale z nimi zażyłość ograniczę do virtualnego uścisku dłoni. Jestem zadeklarowanym hetero! (nie trawię poprawności politycznej). ;)
Nie zarzuciłbym grze przesadzonego eksponowania "kobiecych atrybutów", ważne, że jest miła dla oka. Choć jako poradnika do randek bym jej nie polecał! :D Ale... jak już uda nam się zbliżyć do naszych dziewczyn, da się nawet zobaczyć majteczki! - to ostatnie oczywiście proszę potraktować z przymrużeniem oka!

Miłego weekendu "wcgww"!

post wyedytowany przez Yuri Lowell 2019-01-19 19:39:56
20.01.2019 15:06
SpecShadow
odpowiedz
2 odpowiedzi
SpecShadow
73
Silence of the LAMs

Niedawno pojawiła się beta modyfikacji Quake 1.5 która podobnie jak Brutal Doom ma za zadanie zmodernizować kontrolę postaci, wprowadza masę bajerów, opcji a także metod upuszczenia krwi wrogo. Tyle że w Quake 1.5 nie ma fontanny ketchupu, jedynie krojenie wrogów na kawałki (ale nie randomowe giby jak w oryginale).
Krótki test i szczerze - bardziej mi się to podoba niż ultraprzereklamowany Brutal Doom.
Prócz tego polecę Arcane Dimenshion - rewelacyjny map pack, nawet jak nie grasz regularnie w Quake'a to warto spróbować. Ja tak zrobiłem i nie żałuję, pasję w projekcie czuć na każdym kroku.

Testuję też STALKER Anomaly wersję beta pod numerem 1.5 i ilość zmian jest ogromna, jednocześnie zmiany te nie przytłaczają, nie ma też poczucia zagubienia w gameplay'u.
Granie w "Hobo Simulator" nigdy nie było tak prawdziwe :]

Jestem takim człowiekiem który omija wszelkie alfy i bety (dlatego nie kupuję gier AAA na premierę) ale zdarzają mi się wyjątki w przypadku bardziej intrygujących projektów.
Tutaj nie jest inaczej.

post wyedytowany przez SpecShadow 2019-01-20 15:09:10
20.01.2019 20:07
solitary_sly
1
odpowiedz
solitary_sly
21
Solidny Szop

Assassin's Creed III - na razie tyle. Nie rozumiem narzekań na tę grę, jestem w 9 sekwencji i do tej pory ani razu nie ziewnąłem z nudów;P

20.01.2019 20:13
Sethlan
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Sethlan
98
Negative

Całą trylogię Mass Effect przeszedłem na "szaleńcu" - było to chyba moje trzecie przejście trylogii i nie tylko ostatnie przejście jakiego dokonałem, ale też najlepsze doświadczenie. Gra zdecydowanie nie jest na raz i bawiłem się przednio. Najtrudniejszy poziom w tej grze (szczególnie w dwójce i w trójce) dodaje rumieńców i sprawia, że aktywna pauza, dobór sprzętu i timing w atakowaniu zdolnościami swoimi jak i towarzyszy stają się nieodzowne i wymagane, aby przetrwać wszelkie batalie. Fantastycznie się wtedy gra - wówczas też utwierdziłem się w przekonaniu, że Mass Effect to chyba jedyna seria, którą darzę tak wielką sympatią.

20.01.2019 20:20
McPatryk1995v2
1
odpowiedz
McPatryk1995v2
25
Umbrella Corporation

Dzisiaj ukończyłem King's Bounty: Nowe Światy... Na całe szczęście była to dosyć krótka przygoda, bo inaczej bym ją rzucił i nigdy do niej nie wracał. Niby jest to tylko dodatek do King's Bounty: Wojownicza Księżniczka (dodatek do dodatku... super), który sprzedawany jest osobno w dwóch wersjach. Jedna z nich nie zawiera Wojowniczek Księżniczki, a druga już tak. Ja kupiłem tę drugą wersję.

Teoretycznie mamy tutaj 3 kampanie, jedna to właśnie Wojownicza Księżniczka, oraz dodatek do historii z wcześniej wymienionej części. Żadna z tych dodatkowych kampanii nie jest ciekawa, wydaje się zrobiona na szybko, aby tylko wyciągnąć więcej kasy od fanów, a także zawiera elementy, które powinny już zostać umieszczone w podstawce, bo w takich "dodatkach" nie ma to najmniejszego sensu. I w zasadzie tylko jedna z tych kampanii stawia prawdziwe wyzwanie.

Ehhh szerszą opinię z oceną napiszę jak emocje ochłoną. Rozpocząłem też po raz pierwszy Dead Space 3, ale to również nie zapowiada się na epicką przygodę.

21.01.2019 06:21
😊
odpowiedz
Ogame_fan
104
Golden Deer
Image

To co sobie aktualnie ogrywam.

Unravel stało na półce od jakiegoś czasu dopiero teraz nadeszla pora żeby zacząć przygodę z Yarnym

Metro Redux

Na przypomnienie przez Exodus - żeby nową część miała (filmiki tego nie zwiastuja) chociaż 50% klimatu poprzedniczek.

Fatal Frame 4 którego już dawno miałem skończyć ale jakoś nie było czasu. Świetna część!

Silent Hill Downpour IMO jedna z lepszych części, szkoda że tak mocno niedoceniona. Przebija o kilka długości Homecoming, Origin i The Room.

Killzone Mercenary najlepszy przenośny FPS jakoś mnie złapało na granie w łóżku :)

post wyedytowany przez Ogame_fan 2019-01-21 06:26:07
21.01.2019 13:22
😒
1
odpowiedz
7 odpowiedzi
Ogame_fan
104
Golden Deer

Jeszcze tak próbuje zmęczyć Life is Strange, czy tylko mnie ta gra nie porywa? Dialogi są jak z jakiegoś serialu dla 14 letnich buntowniczek, kompletnie mnie nie rusza cała historia Ratchel i poszukiwanie jej. Nie wiem, o ile np takie Takes from Borderlands, Until Dawn czy Detroit wyciągnąłem na kilka posiedzeń, tak LiS muszę sobie robić przerwy na kilka dni bo mnie ta gra męczy.

Co ciekawe taki Captain Spirit ukończyłem dwa razy i bardzo mi się podobał.
Teraz pytanie, czy odpuszczać sobie Before The Storm?

post wyedytowany przez Ogame_fan 2019-01-21 13:23:55
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze