W co gracie w weekend? #307: Kingdoms of Amalur - Gdy Fable spotyka The Elder Scrolls - squaresofter - 14 lipca 2019

W co gracie w weekend? #307: Kingdoms of Amalur - Gdy Fable spotyka The Elder Scrolls

Był kiedyś taki czas, gdy ogrywałem gry wydawane przez EA jak szalony. Mirror’s Edge, Dead Space, Burnout, Dante’s Inferno, Crysis 2, Mass Effect 2 czy Battlefield: Bad Company 2 to były moje ulubione tytuły na poprzedniej generacji. Większość z nich lądowała do Plusa w jego najlepszym okresie funkcjonowania (lata 2012-2013). Jednym z takich nietuzinkowych tytułów, które wydali elektronicy był także Kingdoms of Amalur: Reckoning, a więc rpg, który miał bardzo pod górkę. Niby kupiło go kilka milinów osób, ale dla jego wydawcy to i tak było za mało i stwierdził, że sprzedał się poniżej oczekiwań. Nigdy nie udało mi się weń zagłębić (spędziłem z nim raptem kilka godzin parę lat temu). Wszystko zmieniło się w tym tygodniu. Zakupiłem do niego dwa dodatki i od tamtej pory ciężko mi się oderwać od Amalura.

Kingdoms of Amalur: Reckoning

Informacje

Platforma: PS3

Producent: 38 Studios, Big Huge Games

Data wydania: 10 luty 2012r.

Gatunek: Rpg akcji, hack and slash

Spotkałem się z opiniami, że to zwykły średniak i dzisiejsi gracze powinni go sobie darować i pograć w coś naprawdę dobrego jak Wiedźmin 3. Dla mnie takie twierdzenie jest mocnym nadużyciem. Może i Kingdoms of Amalur: Reckoning nie jest najlepszym rpgiem w historii, ale czuć w nim trochę klimat pierwszego Fable, z jedną tylko różnicą, jest od niego co najmniej kilkanaście razy większy. Czy to dobrze lub źle ciężko mi jeszcze ocenić. Postaram się jednak odnieść do tej kwestii w niniejszym tekście.

W zeszłym tygodniu ukończyłem Mass Effect 3 w czasie poniżej dwudziestu pięciu godzin i gdybym nie ograł wcześniej wszystkich dodatków, to czułbym po nim wielki niedosyt. Szwendać się w rpgach lubię, więc jeśli przymkniemy oko na pokaźną ilość fetchquestów w Amalurze, to można się przy nim całkiem dobrze bawić.

Znajdą się pewnie tacy, na których dodatki do KoA nie zrobią żadnego wrażenia, ale, że mi klimaty pirackie w grach wideo pasują praktycznie zawsze, to trochę mnie wciągnęła opowieść o Dead Kelu.

Wielka w tym zasługa elfiej kapitan statku, która chwaliła mi się, że rozbiła dwadzieścia z nich w ciągu dwudziestu lat i że nie uznaje czegoś takiego jak używanie przyrządów nawigacyjnych na pełnym morzu. Jeśli jej załoga gdzieś zmierza, to pewnie w końcu tam trafi, no i rzeczywiście trafiliśmy na piracką wyspę, przynajmniej ci z nas, co przeżyli, bo rejs na statku o nazwie Nieszczęście dobrze zakończyć się nie mógł.

W zasadzie gdyby nie kapitan Brattigan to bym nawet nie zabił jednego przeciwnika w tym dodatku, gdyż sugerowany poziom jego rozpoczęcia to powyżej dziesiątego a ja zaczynałem go mając szósty, więc w zasadzie to ona zadawała poważne obrażenia przeciwnikom a ja starałem się ich tylko dobijać. Później radziłem sobie już sam. Trafiłem do wioski zabobonnych rozbitków, którzy składali ofiary tutejszemu bóstwu, zyjąc jednocześnie w trwodze przed przeklętym piratem terroryzującym okolicę. Celem gracza było oczywiście rozwikłanie tajemnicy jego klątwy, ale mogliśmy także zająć się odbudową pobliskiego zamku, który zastaliśmy jako ruinę. W miarę pojawianie się kolejnych budynków w naszej osadzie, zawitali do nas kupcy, zbrojmistrze, specjaliści od trenowania zwierząt, lekarze a nawet opiekun galerii sztuki i dyplomatka, której specjalnością było dogadywanie się z sąsiadującymi krainami.

Lubię takie klimaty w grach wideo, więc pierwszy dodatek do Kingdoms of Amalur: Reckoning zatytułowany The Legend of Dead Kel bardzo mi się spodobał.

Drugi też był w porządku, bo Zęby Narosa opowiadają o rasie kolosów zamieszkujących latającą wyspę Idyllę. Był on ewidentnym odniesieniem do starożytnej kultury greckiej, począwszy od ubrań, w których występują bohaterowie, poprzez ich imiona nawiązujące do greckich bóstw lub myślicieli. Robiłem nawet zadanie polegające na dyspucie filozoficznej z członkami jednej ze szkół i trochę się uśmiałem, gdy po przedstawieniu problemów przez uczniów mojego zleceniodawcy najpierw musiałem odnieść się do nich niczym wytrawny myśliciel, aby na końcu takiej dyskusji bronić własnych argumentów za pomocą miecza i zdolności, których wcześniej byłem się nauczyłem.

Największą zaletą Amalura jest jednak dla mnie jego zręcznościowy system walki i system rozwoju postaci, który przypomina mi te z  Fable oraz Diablo. Do wyboru mamy jedną z trzech głównych ścieżek przeznaczenia, a więc klas postaci. Są to Siła, Finezja oraz Czarnoksięstwo. Każda z nich ma oczywiście unikatowe zdolności. Pozwala też na używanie odpowiedniego typu pancerzy oraz broni. Jako wojownik możemy używać przykładowo mieczy i  młotów. Nic nie stoi na przeszkodzie w używaniu przez naszego bohatera sztyletów do zabijania po cichu ciosami w plecy nieświadomych wrogów albo czakramów, ale musimy się liczyć z tym, że tylko konkretny typ broni i związane z nią zdolności klasowe pozwolą nam wyciągnąć drzemiący w nich potencjał.

Na całe szczęście, jeśli nie jesteśmy zadowoleni z obranego przez nas przeznaczenia, możemy je natychmiast zmienić za odpowiednią opłatą u specjalnych tkaczy losu, którzy pozwolą nam zacząć wszystko od nowa, z uzyskanymi wcześniej punktami rozwoju postaci. Działa to praktycznie tak samo jak w Borderlands. Jeśli gramy jako wojownik używający potężnych młotów, ale znudziło nas wymachiwanie nimi albo nasza postać ma przykładowo problemy z otwieraniem zamkniętych lub zaczarowanych skrzyń, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby zmienić klasę i stać się rabusiem, okradającym wszystkich w okolicy pod osłoną nocy lub magiem ciskającym we wrogów potężnymi czarami.

Gra daje nam pełną swobodę wyboru w tej kwestii. W Amalurze, poza wątkiem głównym i dwoma dodatkowymi lokacjami, w których rozgrywają się wspomniane wyżej dodatki, możemy zapisać się do jednej z kilku gildii, które także mają swoje ścieżki fabularne. Widać tu wpływy gier z serii The Elder Scrolls. Misji, których możemy podjąć się, przyjmując zlecenie od postaci rozsianych po całym świecie gry nawet nie liczę, bo jest ich od groma. Gracza, który będzie chciał wykonać większość z nich i poszukać kamieni opowiadających nam historię świata wykreowanego w grze czeka zabawa liczona w dziesiątkach (jak nie stekach) godzin.

I tu pozwolę sobie postawić pytanie: Czy to źle, czy to dobrze? Nie ukrywam, że Kingdoms of Amalur nie ma takiej epickiej fabuły lub postaci, do jakiej przyzwyczaiły nas te starsze i niezrównane pod tym względem pozycje BioWare’u. Gracz, który oczekuje podobnych doznań od innych gier fabularnych może poczuć się znużony chodząc w tę i wę w tę po takim ogromnym świecie. Uzna zapewne Amalura za rozwleczonego i zbyt dużego, ale nikt tu nie mówi, że jest to jakiś wybitny rpg. To jest po prostu dobra gra, na której EA  postawiło niestety krzyżyk, bo jest to pozycja kierowana do miłośników gatunku rpg a nie dla kogoś, kto chętnie wydaje setki złotych na szansę pozyskania najlepszych wirtualnych piłkarzy w grze sportowej.

Poprzednia generacja jawi się mi jako kopalnia świetnych pomysłów, które zostały wrzucone przez tego wydawcę do jednego grobu i zakopane głęboko pod ziemią. Nie jestem fanem kupowania jednej i tej samej gry co roku, ale dobrym rpgiem nie pogardzę. Amalur jest jednym z nich. Nie rozumiałem tych wszystkich zachwytów nad nim przez kilka ostatnich lat, ale ostatni tydzień a nawet kończący się weekend bardzo mi w tym pomogły.

Na koniec mam pytanie do Was. W co gracie w weekend? Czy ktoś z Was ogrywa przypadkiem ostatni dodatek do Final Fantasy XIV, którego recenzenci wychwalają pod niebiosa? A może jest to coś innego? Dajcie znać w komentarzach, jeśli macie na to ochotę.

squaresofter
14 lipca 2019 - 11:10

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.07.2019 11:25
ROJO.
👍
1
ROJO.
132
Magia Kontrastu

Jedna z bardziej niedocenionych gier w historii (zaraz obok Spec Ops: The Line). Mega grywalna z (w mojej ocenie) najlepszym systemem rozwoju postaci w grach tego typu.

14.07.2019 11:33
squaresofter
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
squaresofter
21
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

@ROJO
Ech, Spec Ops: The Line, gra przy której wszystkie inne gry wojenne wydają się oderwane od rzeczywistości. Zdecydowanie jedna z najbardziej wstrząsających opowieści w grach wideo.

post wyedytowany przez squaresofter 2019-07-14 11:34:10
14.07.2019 11:44
ROJO.
2
ROJO.
132
Magia Kontrastu

Jeden z najbardziej wstrząsających finałów w grach tego typu, plus... ten cholerny biały fosfor.

14.07.2019 12:13
2
JohnDoe666
2
Konsul

Gra niesamowita, podobnie jak materiał źródłowy którym była inspirowana, stałe miejsce w TOP 10 moich ulubionych gier.

14.07.2019 12:09
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
JohnDoe666
2
Konsul

Grałem kiedyś w KoA, niestety nie ukończyłem. Niezły tytuł ale jakoś mnie nie zachwycił choć mam zamiar kiedyś dać mu szansę.
Dla mnie gaming w ten weekend zaczyna się dopiero dzisiaj. Na tapetę idzie zakupione w zeszły wtorek Final Fantasy XII (PS2).

14.07.2019 22:26
squaresofter
squaresofter
21
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Jeden z moich ulubionych Finali. Życzę Ci wielu wspaniałych godzin spędzonych z tym tytułem.

15.07.2019 07:39
JohnDoe666
2
Konsul

Na takie właśnie liczę (kilka pierwszych godzin nastraja bardzo pozytywnie), do tej pory miałem do czynienia z tymi najgłośniejszymi przedstawicielami tej serii: VII, VIII, X. Dwunastka zawsze była trochę z boku, a ponieważ używkę można kupić za naprawdę grosze (w stosunku do innnych jRPG) postanowiłem sprawdzić i jak narazie zdecydowanie nie zawodzi :).

14.07.2019 12:12
kęsik
👍
1
odpowiedz
kęsik
93
Legend
Image

Assassin's Creed III Remastered, 42h, skończone. DLC z Jurkiem Waszyngtonem takie se. Niby dodali jakieś nowe moce ale tylko jedna z nich była spoko bo trochę urozmaicała przemieszczanie się. Reszta taka se. To jest alternatywna rzeczywistość więc fabuła nie powinna dziwić no ale jakoś tak trochę to było bez wyrazu i zakończeni było średnio satysfakcjonujące. Im dalej w las było w sumie gorzej, pierwsza część DLC była najlepsza ale to i tak było takie 6/10 a dalej już tylko gorzej.

Assassin's Creed Liberation Remastered, 1,5h. To tak naprawdę już drugi remaster tej gry która pierwotnie wyszła na Vitę, potem na PC i stare konsole a teraz znowu na PC i obecne konsole. Pomyślałby kto, że już przy drugiej wersji odświeżonej grafika zostanie już tak podrasowana żeby nie odbiegać od będącego w tym samym pakiecie ACIIIR. Otóż nie. Wygląda po prostu sporo gorzej, nowe oświetlenie które robiło robotę w remasterze trójki niby jest także tutaj ale jakoś w biedniejszej formie a poza tym wydaje się jakby brakowało kilku efektów graficznych jak np. głębi ostrości czy nawet antyaliasingu. I co ciekawe, gra działa gorzej niż ACIIIR. No takie rzeczy to chyba tylko Ubiszaft jest w stanie zrobić. Remaster gry z PS3/X360 który miał wtedy straszną optymalizację na PC teraz działa dobrze, natomiast remaster remastera gry z Vity działa zauważalnie gorzej...

Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 4, 27,5h, skończone. Yeah, po 2 latach zalegania na dysku wreszcie mogę to odinstalować i zwolnić te 40GB. No nagrałem się w te Stormy w tym roku, chyba mi na jakiś czas starczy. Dla mnie nie ma lepszej bijatyki. Jakieś Mortale, Tekkeny i Street Fightery to przy Naruto syf.

Deponia: The Complete Journey, 26h. Dwójka skończona i zacząłem trójkę. Chyba D2 bardziej mi się podobało niż jedynka, wydaje mi się, ze więcej razy się trochę zaśmiałem pod nosem. No klimat i humor to te gry zdecydowanie mają. Gorzej z tym ciągłym przewalaniem i używaniem przedmiotów z ekwipunku na wszystkim. I muszę wspomnieć o czymś czego strasznie nie lubię, czyli tak zwane pomijalne osiągnięcia. Osiągnięcia która można zdobić tylko wtedy gdy się się wie że takie osiągnięcie tu jest i że tylko tu można je zdobyć. To jest syf. Sprowadza się to do się do to grania z poradnikiem i sprawdzania co chwilę czy tu przypadkiem nie ma żadnego osiągnięcia do zdobycia. Najśmieszniejsza sytuacja była na początku trójki gdzie była dwa wykluczające się achievementy więc po zdobyciu jednego wczytywanko i zdobywanie drugiego...

Zacząłem także grać w nową grę Valve (tak, wbrew opinii Valve nadal robi gry) bo mnie mój ulubiony polski streamer Ojciec wciągnął tak jak kiedyś swoim lamieniem mnie wciągnął w karciankę Blizzarda. Na razie jestem na etapie uczenia się i dostawania lania od botów ale liczę że prawdziwi ludzie są głupsi niż te boty :)

Ohh Amalur. Pamiętam że grałem na premierę z 20 godzin, w żadnym bądź razie nie zbliżyłem się nawet do końca ale chyba mnie już to wynudziło i wyrzuciłem. Coś było spoko w tej w grze ale jednocześnie czegoś jej brakło do świetności.

post wyedytowany przez kęsik 2019-07-14 12:16:32
14.07.2019 13:17
1
odpowiedz
Ogame_fan
102
Golden Deer
Image

Resident Evil Umbrella Chronicles to w sumie prze moja dziewczyne tak wyszlo, chciala w cos pograc na Wii na dwie osoby i sama wybrala :o

W sumie obie czesci Darkside Chronicles I Umbrella Chronicles leza u mnie od okolic premier i nigdy ich nie skończyłem. Teraz wiem że skończę na pewno, bo zabawa we dwójkę jest przednia <3

Super Mario Maker 2, czasami boję się włączać, bo ta gra ma tak bardzo syndrom 'sprawdzę jeszcze jedna planszę' i tak przez 5 godzin. Ale przejdę teraz kampanie która jest zaskakująco wyborna.

Observer jest dla mnie mega zaskoczeniem, kupiłem już dawno w pudełku ale jakoś nie szczególnie mnie ciągnęło żeby ograć. Normalnie taki Cyberpunk 1990 :o

14.07.2019 14:27
SpecShadow
2
odpowiedz
SpecShadow
70
Silence of the LAMs
Wideo

Grim Dawn z dodatkami (Ashes of Malmouth, The Crucible oraz Forgotten Gods). TC i FG kupiłem na ostatniej Steam Sale którą normalnie bym olał ale tym razem było inaczej.

Grałem w podstawkę i AoM rok temu, ale miałem słabą postać - Inquisitor z AoM miał sprawić że broń palna będzie dobra w grze. No niby była ale i tak daleko w porównaniu do innych klas.
Po męczeniu się w Path of Exile (bezowocny grind w grze projektowanej pod no-life'ów aka streamerów) spróbowałem jeszcze raz i to było to!
Cud, miód, malina, tyle powiem.

Na ten moment gram Mage Hunterem, który używa promienia aetheru i każde starcie w grze wygląda tak ==>
https://youtu.be/UzKJWWPsqv0.

Obecnie biorę się za dodatek Forgotten Gods.
Dawno się tak dobrze nie bawiłem w tak świetnym następcy Titan Questa, które też swoją drogą dostaje DLCki - Ragnarok i Atlantis. Tego ostatniego nie mam i jak dorwę się do niego to na pewno ogram :]

Z innych zmian w DLC podoba mi się to, że można kupić kamienie odblokowujące poziomy trudności. Tworząc nową postać nie musimy już przechodzić głównej linii fabularnej.
A także to że setowe itemy możemy wymienić za drobną opłatą na inne z tego zestawu.
I za takie dodatki jestem w stanie płacić pełną cenę.

post wyedytowany przez SpecShadow 2019-07-14 14:31:48
14.07.2019 15:07
konewko01
2
odpowiedz
konewko01
2
Pretorianin

Obecnie tak się wkręcilem w Personę 4 Golden, że w nic innego nie zagram do premiery Wolfa. Miejscami P4G jest lepsze od piątki.

14.07.2019 15:47
Hydraulik333
1
odpowiedz
Hydraulik333
9
Chorąży

Zawsze chcialem zagrać w Kingdoms of Amalur. Słyszałem od wielu, że gra jest niesamowita, jednak nie doceniona. Nie udało mi sie jej kiedykolwiek zagrać. A co do spec ops: the line (bo widziałem że pisaliście o niej), to gra ta mnie zanudziła. Wierze wam, że so:tl jest grą rewelacyjna i zamierzam kiedys do niej wrócić.

Rozpiszę sie tylko o dwóch grach. Z tego względu, że plus mi się skończył i nie moge grać juz w borderlands 2 (zdążyłem nowa postać zrobić mechomancer chyba tak miala ta klasa), a soulcalibur 6 tworzyłem tylko postacie nowe (xD).

Killzone: Shadow Fall (ps4) (10-12h) (skończone): napiszę, że mam mieszane uczucia. Fabuła była słaba, rozdziały były różne dynamicznie (prolog byl nudny od 1 czy tam 2 do 7 bylo dobrze i od 7 do 9 bylo nudno i slabo, jednak...), Ale ostatni rozdział 10 byl według mnie świetny i zakończenie bylo nawet zaskakujące. Szkoda ze fabula i dubbing byly tak slabe. Bo mogla wyjść naprawde swietna gra. Ale źle nie jest, więc daje 8,0/10

Deltarune (ps4) (4h) (kontynuowane): nigdy nie gralem w Undertale, tylko oglądałem jak inni grają. I muszę napisać ze po deltarune mam ochotę zagrać w undertale. A co to samej gry muszę powiedzieć ze byla świetna, ale już pod koniec (czyli jakaś godzina od mojego grania) jest juz troche gorsza od całej gry. Ale jestem pozytywnie zaskoczony. 9,5/10

14.07.2019 15:50
Jane_od_Batmana
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Jane_od_Batmana
53
Generał

Grałam i o ile walka oraz rozwój były naprawdę fajne, tak questy były niezwykle nużące, niczym wyrwane z jakiegoś mmo. Nie zapamiętałam żadnego NPC na dłużej.

14.07.2019 17:34
1
JohnDoe666
2
Konsul

Trochę to wynika z tego jak gra powstała.
W skrócie i uproszczeniu miało to być gigantyczne MMO (Projekt Copernicus) ale kiedy projekt padł sklecono singleplayerowe RPG żeby zarobić cokolwiek na tym co zostało już stworzone. Tak czy inaczej te korzenie widać w ostatecznym wyglądzie gry.

14.07.2019 23:17
Jane_od_Batmana
1
Jane_od_Batmana
53
Generał

Kulisy produkcji są mi znane i o ile mmo mogłoby być z tego świetne tak jako singleplayer rpg nie uważam, że jest to niedoceniona produkcja, ale patrząc po komentarzach jestem chyba w mniejszości.

14.07.2019 21:59
Yuri Lowell
1
odpowiedz
Yuri Lowell
22
Brave Vesperia
Image

No cóż, nadal trwam, wręcz z uporem maniaka przy Tales of Xillia 2 (PS3). Już ponad 240h. I to nie dla osiągnięć. Dla moich bohaterów. Właśnie odkryłem, że gdy Ludger otrzyma od swoich przyjaciół ubranie, tu akurat jest to koszula i ją przywdzieje, zmienia się muzyka w trakcie walk. Podobny patent spotkałem w Tales of Berseria (PS4), ale tam wraz z dodatkowym strojem, pochodzącym z innej gry Tales of...
Tales of Legacy Bundle
https://store.playstation.com/es-es/product/EP0700-CUSA05105_00-PS4TOBSET0000022?smcid=pdc%3Aes-es%3Apdc-psn-mypsn%3Aps store%3Anull%3Anull
można było też wybrać utwór do walk pochodzący właśnie z gry Tales of... z której pochodził strój, czy to Velvet, czy Rokurou, Eleanor, Laphicet, Magilou czy Eizena.
Oby gra jeszcze mi się "pociągnęła". ;)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze