Piętnaście lat z serią Final Fantasy - squaresofter - 29 września 2019

Piętnaście lat z serią Final Fantasy

Stało się. Wreszcie udało mi się ukończyć wątek główny Final Fantasy XI. Podczas ostatniego logowania na serwer Shivy licznik pokazał mi 250 godzin. Wciąż jestem oszołomiony tym, co przeżyłem w Vana’diel. Pozwólcie, że zbiorę teraz swoje myśli do kupy i w kilku zdaniach opiszę swoją długą przygodę z serią Final Fantasy.

Moja przygoda z serią Final Fantasy zaczęła się niecodziennie, bo od filmu Final Fantasy: Spirits Within, który okazał się totalną klapą finansową. Kosztował ponoć sto milionów dolarów i został wykonany w całości przy pomocy grafiki komputerowej. Nie przypadł on jednak do gustu ani krytykom filmowym, ani tym bardziej graczom.

Do dziś można spotkać ludzi, którzy obwiniają za niepowodzenie tamtego przedsięwzięcia ojca Final Fantasy, Hironobu Sakaguchiego. Był on przeciwny fuzji Squaresoftu i Enixa, więc należało jakoś pozbyć się tej niewygodnej przeszkody, z czego ówczesny zarząd firmy, która go zatrudniała postanowił skorzystać.

W tamtych czasach nie miałem oczywiście o tym pojęcia. Przeglądając kolejne numery Neo Plusa i łasząc się do przepięknych dwuwymiarowych teł z Final Fantasy VIII. Ostatecznie nigdy nie zagrałem z żadną grę z tej serii na PlayStation. Miałem sąsiada-gracza, który nie cierpiał jrpgów turowych, więc i sam niewiele o nich wiedziałem.

Dla wielu osób, które zaczęły (i skończyły) swoją przygodę od Final Fantasy VII to wielki dyshonor.  To wielki dyshonor, bo nie spiraciłem tej gry tak jak oni.

Jestem dumny z tego, że odkryłem jedną z najbardziej rozpoznawalnych serii jrpg w czasach na PS2. Miałem wtedy już wyrobiony gust growy. Uwielbiałem sięgać po nowe rzeczy, z którymi nie miałem nigdy styczności. Uważam, że nic nie rozwinie gracza tak bardzo, jak rzucenie się w nieznane i głębokie wody.  

Moja ówczesna jrpgowa edukacja wyglądała dosyć marnie. Na PSone grałem jedynie w Parasite Eve, który nie był wtedy dla mnie nawet jrpgiem a raczej jakimś dziwnym klonem Resident Evil oraz w Jade Cocoon, tytuł o którym nie pamiętają nawet najstarsi górale. Spędziłem sporo czasu z Dreamcastem, ale grałem na nim w raptem dwie produkcje reprezentujące gatunek gier fabularnych. Najlepsze jest to, że przez wiele lat nie pamiętałem nawet tego, jak nazywały się te gry. Były to oczywiście Grandia 2 oraz Skies of Arcadia. Ta druga pozycja wciągnęła mnie bez reszty, ale nigdy jej nie ukończyłem, bo piracka wersja, którą ogrywałem nie była nagrana do końca. Ostatni sprzęt Segi był także ostatnim, na którym korzystałem z wersji ekonomicznych gier. Doszedłem do wniosku, że lepiej za coś zapłacić i grać w komfortowych warunkach niż zacząć w coś grać a potem żałować tego, że gra nie ma jakichś scen przerywnikowych lub nie da się jej skończyć, bo urywa się w połowie. Do pewnych spraw trzeba dorosnąć.

Do jrpgów też dorastałem naprawdę długo. Podczas mojej najdłuższej przerwy od gier wideo, gdzie przez dwa lata nie widziałem na oczy żadnej gry i konsoli, nieraz wyobrażałem sobie jak gram w Silent Hilla 2 i MGSa 2 na PS2, przeglądając kolejne strony ulubionego czasopisma traktującego o grach wideo. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że z PS2 przeżyje wiele niezapomnianych chwil  i poznam najważniejszą serię gier wideo w moim życiu. Odpaliłem Final Fantasy X i oniemiałem. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tak olśniewającym tytułem. Dziesiątka odmieniła mnie jako gracza i sprawiła, że pokochałem jrpgi.

Od tamtej pory minęło szmat czasu a gry fabularne lubię do takiego stopnia, że dzięki nim wylądowałem tu gdzie teraz wszyscy jesteśmy.

Do tej pory udało mi się ukończyć siedemnaście gier z nazwą Final Fantasy w tytułe.

Są to:

  1. Final Fantasy (PSP)
  2. Final Fantasy II (PSP)
  3. Final Fantasy III (NDS)
  4. Final Fantasy IV (NDS)
  5. Final Fantasy VI (PSone)
  6. Final Fantasy VII (PSone)
  7. Dirge of Cerberus: Final Fanatasy VII (PS2)
  8. Crisis Core: Final Fantasy VII (PSP)
  9. Final Fantasy VIII (PSone)
  10. Final Fantasy IX (PSone)
  11. Final Fantasy X (PS2)
  12. Final Fantasy X-2 (PS2)
  13. Final Fantasy XI (PC)
  14. Final Fantasy XII (PS2)
  15. Final Fantasy XII: Revenant Wings (NDS)
  16. Final Fantasy XIII (PS3)
  17. Final Fantasy Tactics A2: Grimoire of the Rift (NDS)

Aby poznać dobrze jakąś serię gier wideo potrzeba do tego sporo czasu i determinacji. Mam kolegę, który twierdzi, że wystarczy rok, aby poznać wszystkie części Final Fantasy, jeśli pominiemy Jedenastkę i Czternastkę, które są MMORPGami. Taka teza jest błędna już u samej podstawy. Gracz nie powinien sobie odmawiać przyjemności, którą dają mu gry wideo. To nie są zawody polegające na odhaczaniu kolejnych tytułów.

Przez te kilkanaście lat spędzonych z Final Fantasy nauczyłem się kilku rzeczy. Jeśli ktoś planuje wziąć się na poważnie za ten cykl ze wschodu to musi wiedzieć, że niektóre spinoffy oraz gry z tej serii, które nie mają nic wspólnego z jrpgami turowymi są lepsze od jej niektórych numerowanych części. Możemy przejść FFVII na PSone, PS2, PS3, PS4, PSP, Vicie, PC, Switchu, ale nikogo z nas nie uczyni to człowiekiem, który ma jakiekolwiek rozeznanie w tym rozległym temacie.

Fandom Final Fantasy lubi przekrzykiwać się na temat tego, która część Final Fantasy jest najlepsza a która nie jest warta zachodu, na której części skonczyło się Final Fantasy i tak dalej, ale przecież każdy grający człowiek jest inny. Spotkałem się z ludźmi, którzy traktują Final Fantasy VII jak Pismo Święte, ale są też tacy, którzy za lepszą grę uważają Trzynastkę. Znajdziemy ortodoksów, którzy uważają, że kolejne gry z tej serii powinny być tylko i wyłącznie grami turowymi. Niektórzy z nich wchodzili na Metacritic, żeby wlepić zera Final Fantasy XI za to, że nie jest jak poprzednie Finale. Spotkałem się także z ludźmi, którzy grają w Jedenastkę od dziesięciu lat i to do nich pójdę po pomoc w walce z jakimś ciężkim bossem, bo teraz przynajmniej wiem, że ktoś, kto poświęca swojej ulubionej grze całe swoje serce jest prawdziwym fanem Final Fantasy. Żeby coś dobrze poznać, trzeba w to najpierw samemu zagrać a nikt nie zrobi tego za nas.

Nieraz słyszałem pytania nowicjuszy dotyczące tego od jakiej odsłony Final Fantasy zacząć swoją przygodę z serię? To nie ma w gruncie żadnego znaczenia. Sam grałem w wiele z nich w sposób niechronologiczny.

Poszczególne odsłony Final Fantasy są odrębną całością, a przynajmniej były, wtedy kiedy stał za nimi jej twórca. To dopiero po tym jak zarząd Squaresoftu postanowił pożegnać się z panem Sakaguchim na rynek trafiły kontynuacje i spin offy, których jakość nieraz pozostawiała wiele do życzenia. Fani Final Fantasy sami domagali się tych kontynuacji a gdy nie spełniały one ich oczekiwań, to byli pierwszymi, którzy wyrażali swoje niezadowolenie w tej sprawie. Sam byłem przecież jedną z osób, która powtarzała przez ostatnie kilkanaście lat jak mantrę, że nigdy nie zapłacę abonamentu za grę wideo. Tymczasem jestem plusowiczem od ośmiu lat bez przerwy. Przy starszych odsłonach Gears of War i Halo spędziłem dziesiątki, jeśli nie setki godzin z innymi graczami, więc nijak ma się to do moich przekonań. Kiedyś mówiłem też, że nie będę kupował dodatków i dopiero teraz dociera do mnie jak wiele bym stracił.

Dziś mogę napisać, że Final Fantasy XI jest pierwszym Finalem od czterech lat, jakiego przeszedłem a i tak w zasadzie to poza ukonczonym wątkiem głównym dodatki jedynie liznąłem. Kto wie, może jeszcze kiedyś wrócę do świata Vana’diel? Na tą chwilę cieszę się jednak z tego, że sprawdziłem wreszcie ten tytuł, bo choć miałem weń nigdy nie zagrać ze względu na jego model biznesowy, to właśnie on rozpalił we mnie na nowo miłość do serii i już dziś mogę Wam obiecać, że na siedemnastu ukończonych grach z tej serii się nie skończy.

W ten weekend wróciłem nawet do Final Fantasy V, z którym spędziłem kiedyś dziesięć godzin i znowu czuję to coś. Ktoś może zapytać po co grać w produkcję, która debiutowała na rynku dwadzieścia siedem lat temu? Tylko czy jest jakiś sens w szukaniu odpowiedzi na błędnie postawione pytanie? Równie dobrze mogłoby ono brzmieć: O ilu grach z serii Final Fantasy możemy powiedzieć, że pracował przy nich twórca Xenogears, Xenosagi i Xenoblade oraz kompozytor muzyki do Chrono Trigger, Chrono Cross i Xenogears?

Ta seria nie stała się wielka dzięki jednej grze albo jednej osobie w pięć minut. Na jej sukces pracuje od ponad trzydziestu lat cała rzesza różnej maści artystów. Łatwo jest postawić na niej krzyżyk, bo w nasze ręce trafiła jakaś odsłona, która nie spełniła oczekiwań. Sam byłem już nieraz w takiej sytuacji. Wieszałem psy na Square Enix przez wiele lat, ale po słabej siódmej generacji w wykonaniu tego studia oba Niery, Dragon Quest XI, Kingdom Hearts III, z którym spędziłem koło trzydziestu godzin, dodatek Shadowbringers do Final Fantasy XIV, na który ostrze sobie zęby i zbliżający się remake Final Fantasy VII coraz bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu, że to studio jeszcze nieraz dostarczy nam rozrywkę na wysokim poziomie.  

Final Fantasy to tak ogromny projekt, że trzeba zaplanować sposób, w jaki należy do niego podejść. Jeśli trafi się jakaś słabsza część, to należy poważnie zastanowić się nad tym, czy inwestować fundusze i nasz drogocenny czas, aby brnąć w jej kontynuacje. Nawet po sobie widzę, że wybranie cztery lata temu Final Fantasy VI na ostatnią grę z tej serii, którą chciałem przejść to była tylko czcza gadanina. Wystarczyło, że zobaczyłem jej inne oblicze w postaci Jedenastki i w mig przypomniałem sobie to, za co uwielbiam tą azjatycką serię. Nawet nie wiecie jak bardzo cieszę z tego, że patrząc teraz na tapety z postaciami z Final Fantasy XI rozpoznaję już większość jej bohaterów. Nie wyobrażam sobie, żeby odpuścić ją tylko ze względu na reprezentowany przez nią gatunek, nie wiedzieć kim jest Shantotto, Ajido-Marujido, Lion, Ayame, Prishe, Iroha, Tenzen i nie zawalczyć u ich boku o losy przepastnego świata Vana’diel, w którym dodatkowo są inni miłośnicy Final Fantasy.

squaresofter
29 września 2019 - 15:33

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
29.09.2019 16:30
solitary_sly
1
solitary_sly
21
Solidny Szop

Final Fantasy to najwspanialsza seria jRPG zaraz po serii Chrono. Pamiętam jak dziś moment w którym odpaliłem IX część jako moją pierwszą. Potem już poleciało z górki, aczkolwiek nie chronologicznie - VI część, X, VII... Co ciekawe, nigdy nie grałem w tak zachwalaną VIII i jest to jak na razie jedyny Final którego nie widziałem "w akcji" na konsoli. Co się odwlecze...:)

29.09.2019 16:40
Garruk_Wildspeaker
3
odpowiedz
1 odpowiedź
Garruk_Wildspeaker
1
Konsul

Dziesiateczka najlepsza. Relacje Tidusa i Yuny powinni pokazywac kazdemu piszacemu te gowno-pseudo-romanse, jakie sa teraz popularne i wciskane na sile w zachodnich RPG'ach, zeby zobaczyli jak to sie robi dobrze.

post wyedytowany przez Garruk_Wildspeaker 2019-09-29 16:41:09
29.09.2019 19:22
squaresofter
squaresofter
24
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Wideo

No ba, dlatego przeszedłem ją sześć razy.

https://youtu.be/fzex3484-FE

29.09.2019 16:51
DanuelX
odpowiedz
DanuelX
83
Kopalny

15 lat strzelania do domków na nóżkach i żelków oraz użerania się z problemami życiowymi nastolatków o wielkich oczach. Podziwiam wytrzymałości.

29.09.2019 16:57
Garruk_Wildspeaker
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
Garruk_Wildspeaker
1
Konsul

Akurat jak na jRPG'i, to seria FF jest dosc 'powazna' artystycznie. Przynajmniej te czesci, w ktorych nie kierujemy laleczkami z wielkimi glowami. Siodemka, dziesiatka, X-2, dwunastka, trzynastka (MMO), czternastka i pietnastka sa spoko i typowo japonskie odpaly sa dosc ograniczone.

Gdyby nie byly to bym w to nie gral, bo tez nie trawie typowego japonskiego jrpg, z wielki glowami, 12 letnimi dziweczynkami z majtkami na wierchu i setka innych idiotyzmow.

29.09.2019 19:32
squaresofter
squaresofter
24
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Bioterroryzm, eksploatacja środowiska, manipulacja genetyczna, podróże na Księżyc, zamachy terrorystyczne, ukazywanie hipokryzji duchowieństwa a nawet istotna kwestia hodowli wierzchowców to nie są tematy poruszane w każdym lepszym rpgu. Scenarzyści Final Fantasy już nieraz potrafili zaciekawić i zmusić gracza do zadumy.

29.09.2019 19:43
Garruk_Wildspeaker
1
Garruk_Wildspeaker
1
Konsul

Swoja droga.. mozesz polecic serie/gry jrpg, ktore choc staraja sie trzymac powage i poziom ala seria FF?

Ale tak jak pisalem wczesniej, bez rysowanych dzieci z 6metrowymi armatami na ramieniu, soft-pedofilli i tym podobnych rzeczy (no offense). Ten artstyle z wielkimi glowami tez juz mnie nie kreci, probowalem grac w Octopath Traveler w tym tygodniu i odpadlem po ~5h.

Ogolnie to chce gry jak FF, nie bedace FF. Orpocz serii FF, znam Last Remnant i Lost Odyssey i to tyle wlasciwie. Jest cos jeszcze na poziomie, dla osoby nie majacej pierdolca na punkcie mangi/anime i tego typu rzeczy?

Np. moze cos takiego? https://store.steampowered.com/app/609150/STAR_OCEAN__THE_LAST_HOPE__4K__Full_HD_Remaster/
Wyglada sensownie, chyba o cos takiego mi chodzi.

Aha.. bylbym zapomnial... to nie calkiem jRPG (choc imho jest), ale UWIELBIAM Nier Automata. Moje GOTY 2017. Cos w ten desen byloby super cool. :)

post wyedytowany przez Garruk_Wildspeaker 2019-09-29 19:47:26
29.09.2019 20:00
squaresofter
squaresofter
24
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Last Hope sobie odpuść. Sprawdź raczej Trails of Cold Steel i Valkyria Chronicles/ VC4. Jest w nich sporo polityki i rzemiosła wojennego.
Z gier, które niekonieczne muszą Ci się podobać designersko, ale mogą Cię zaskoczyć masz Tales of Vesperię/ Berserię i Dragon Questa XI.
Szkoda, że nie grasz na konsolach, bo goście od FFXII zrobili Vagrant Story i FF Tactics. Chrono Trigger jest chyba na PC, więc koniecznie sprawdź jak możesz.

29.09.2019 20:31
Garruk_Wildspeaker
Garruk_Wildspeaker
1
Konsul

Dzieki za odpowiedz. ;)

29.09.2019 17:16
Wooler
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Wooler
78
Konsul

Moja przygoda z serią także zaczęła się na filmu Spirits Within - za dzieciaka bardzo mi się spodobało. Potem w karierze gracza wiele dobrego słyszałem o serii, głównie siódemce, ale niestety mimo prób znalezienia gry na allegro lub nawet spiracenia nie udało mi się zagrać.
Wielki przełom nastąpił gdy FFVII wyszło na Steamie - w końcu mogłem zagrać w legendarną grę! Niewiele wtedy wiedziałem o grze i serii (poza spoilerem :( ) więc jak rozdział w Midgardzie mi się podobał i myślałem, że już tak będzie cała gra wyglądać, tak od razu po ucieczce z miasta gra zniszczyła mnie (pozytywnie!) możliwością chodzenia po mapie świata i wizją wielkiej przygody. Mimo, że wg. osiągnięć na Steamie był to rok 2013, to do dzisiaj pamiętam to uczucie - głównie dlatego, że się tego nie spodziewałem, a na pewno nie po tak starej grze. Potem kolejne pozytywne zaskoczenia to była fabuła (wg. mnie najlepsza ze wszystkich części jakie grałem).
Potem przyszedł czas na VIII - mimo tego że fabuła była dużym minusem gry, to podobał mi się klimat, postacie, system walki/rozwoju oraz muzyka.
XIII także mi się podobało - wbrew pozorom system walki tak bardzo nie odbiegał od ATB plus podobał mi się pomysł z paradygmatami. Niestety fabuła oraz projekt poziomów zawodził, ale muzyka to kolejny plus! XIII-2 oraz LR niestety już mi tak nie podeszły.
FF X z kolei to zawód - jakoś nie mogłem się przekonać do postaci, fabuły oraz rozwoju postaci.
Ale zdecydowanie największy zawód nie tylko w serii ale w ostatnich latach to FF XV - gra niesamowicie niedorobiona, z tragiczną drugą "połową" kiedy spodziewałem się, że w końcu historia ruszy do przodu oraz powtarzalnymi misjami pobocznymi (co tym bardziej się rzucało w oczy bo tuż przed tą grą kończyłem Wiedźmina 3).

Co mi jeszcze zostało? Skończenie X-2, XIII-LR, całe IX oraz kupienie i przejście VI. Podsumowując seria mocno nierówna biorąc pod uwagę to co grałem, ale na pewno na zawsze ze mną zostaną pozytywne wspomnienia z moich początków z Finalami.

29.09.2019 19:38
squaresofter
squaresofter
24
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Też myślałem, że w Midgarze będzie się rozgrywać cała Siódemka o później okazało się, że to tylko pierwsza miejscówka w grze.

29.09.2019 19:52
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
JohnDoe666
5
Generał

Muszę przyznać że nie potrafię być krytyczny w stosunku do tej serii. W zasadzie wszystkie części FF które ukończyłem uważam za świetne. Tym bardziej cieszę się że mniej więcej połowa serii jeszcze przede mną.
Swoją drogą dobry tekst, w polskojęzycznym internecie niewiele można poczytać o japońskich RPG, a szkoda.

29.09.2019 20:05
squaresofter
squaresofter
24
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

Sam tak kiedyś miałem. Broniłem nawet zażarcie Final Fantasy XIII, ale potem ograłem Demon's Souls i Xenoblade Chronicles i Trzynastka straciła sporo w moich oczach choć potencjał miała ogromny. Uwielbiam Finale, ale tu podobnie jak sly za najlepszą serię kwadratowych uważam Chrono Trigger/ Cross. Najważniejsze, żeby sprawdzić co i jak i samemu zadecydować co się lubi. Przykładowo Persony od części trzeciej bez problemu można stawiać obok najlepszych odsłon Final Fantasy. Są to tytuły nie tylko mocno angażujące gracza, ale potrafiące też zaskoczyć fabularnie, no i mają naprawdę ciekawych głównych bohaterów.

post wyedytowany przez squaresofter 2019-09-29 20:07:24
30.09.2019 08:39
1
JohnDoe666
5
Generał

Muszę przyznać że sam również uważam XIII za jedną z moich ulubionych części. Fakt że jej ukończenie jeszcze przedemną ale przed utratą savów zrobiłem około 90% gry i naprawdę mi się podobało. Lubię ten system walki, wymusza on stosowanie różnych kombinacji specjalizacji naszych postaci. W bossfightach podoba mi się to że czuję iż mam pewną możliwość inwencji. W większości gier podczas walki z bossem trzeba wpaść na pomysł który wcześniej wymyślili sobie twórcy, FF XIII zazwyczaj daje nam bossa o pewnych cechach, pewnych atakach w kilku różnych fazach i mówi "kombinuj". Fabuła może dość sztampowa i pretekstowa ale ma swoje momenty i całkiem przyjemnie się ją śledzi. Absolutnie też nie zgadzam się z tym hejtem skierowanym na Lighting.

spoiler start

To przecież typowy bohater w stylu: "Jest gburem i na nikim jej nie zależy, widzi tylko czubek własnego nosa, ale z czasem pokazuje swoje drugie oblicze itd."

spoiler stop

Sztampowe? Aż do bólu ale chciałbym tylko przypomnieć że nijaki Cloud to postać zbudowana na identycznym schemacie.
Zdaję sobie sprawę z pewnych wad tego tytułu, ale mimo to uważam że taka ogólna niechęć do tej gry jest mocno przesadzona.
Do Person zbieram się od jakiegoś czasu, interesuje mnie właśnie ukończenie części 3, 4 oraz 5. Muszę się wkońcu zebrać i je kupić bo części na PS2 oscylują już w cenach średnio 150/200 zł za "taki se" egzemplarz i raczej nie zanosi się żeby miały tanieć ;).

30.09.2019 08:48
1
odpowiedz
el.kocyk
131
Legend

moja ulubiona to 8, pozniej 7
X nie potrafulem sie przemoc, tak samo 9, nie wciagnala mnie

teraz kupilem XII na switcha i bede ogrywal

post wyedytowany przez el.kocyk 2019-09-30 08:49:39
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze