W co gracie w weekend? #335: Final Fantasy XIV – Shadowbringers - squaresofter - 15 marca 2020

W co gracie w weekend? #335: Final Fantasy XIV – Shadowbringers

Kopę lat. Zapraszam do kolejnego odcinka W co gracie w weekend? Tydzień temu nie pytałem Was o to, w jakie gry aktualnie gracie z bardzo prostej przyczyny. Chciałem zakończyć swoją przygodę z rozszerzeniem Stormblood, aby spotkać się z Wami w punkcie, o którym marzyłem niemal przez cały poprzedni rok. W końcu mogę napisać, że gram w ostatnie rozszerzenie Final Fantasy XIV zatytułowane Shadowbringers. Po więcej informacji zapraszam do dalszej części tekst. Uwaga na spoilery!

Szczęśliwi czasu nie liczą?

Rozmawiałem niedawno z kolegą o grach wideo i stwierdziłem, że czas wyrażony liczbowo jest jedyną obiektywną informacją dotyczącą gier wideo, na co on odpowiedział, że nigdy nie liczy czasu spędzonego z grami i moje twierdzenie jest niezwykle dziecinne.

Co zatem jest miarą jakości gier? Grafika, która ciągle ewoluuje i sprawia, że dzisiejsze pokolenie graczy trudno byłoby przekonać do zagrania w gry sprzed dekady lub dwóch? Ilu znacie graczy, którzy zaczęli swoją przygodę z grami wideo od Red Dead Redemption 2 lub GTAV a potem zasiedli do pierwszego GTA, rezygnując z ogrywania nowości? Pewnie niewielu. Dzisiejsza oprawa graficzna w najlepszych grach będzie przeżytkiem za lat dziesięć lub dwadzieścia, więc w żadnym wypadku nie jest obiektywną miarą jakości gry.

To co z muzyką? Wiadomo, że każdy słucha czegoś innego, więc fani metalu lub hip hopu nigdy nie docenią produkcji pełnej elektrycznych brzmień i vice versa. To co spodoba się Tobie nie musi podobać się Twoim znajomym lub komuś obcemu.

Identycznie rzecz ma się z miodnością i fabułą w grach wideo. Jest wielu graczy, którzy nie kończy gier. Pełno ich potem w internecie, gdzie walczą z każdą możliwą osobą, starając się znaleźć w nieporadny sposób jakieś argumenty świadczące o tym, że jedna lub druga popularna gra jest słaba. Przeciwnik Epica napisze, że Fortnite to dziadostwo, chociaż nowe odsłony Call of Duty, Battlefielda, czy Halo mogą pomarzyć o takich zyskach. O tym, że Epic zrewolucjonizował kiedyś gatunek strzelanin trzecioosobowych  za sprawą Gears of War lepiej nie pamiętać wcale. Ktoś, kto uwielbia platformówki nie zacznie nagle grać w rpgi z izometrycznym rzutem kamery. Ktoś, kto lubi survival horrory nie ustawi się w kolejce po kolejną konsolę z kolorowymi grami Nintendo. Każdy gracz chce być specem od wszystkiego a przecież niektórzy nie zagrają w najlepszą grę pod Słońcem tylko dlatego, że reprezentuje ona gatunek, który ich nie interesuje. Ktoś, kto zagrał kiedyś w Final Fantasy VII tylko dlatego, że było popularne i rozmawiało o nim miliony graczy nawet nie sprawdzi FFXIV, bo to MMORPG, z których on wyrósł dawno temu albo nie ma na nie czasu.

Jak określić czy fabuła w grze jest dobra lub nie skoro gracze nie potrafią nawet być jednomyślni w kwestii tego, czy bohater-niemowa to minus lub zaleta gry? Czekam z jednym kolegą na Cyberpunka 2077 i on przykładowo stwierdził, że pokazywanie Adama Jensena w trakcie Deus Ex: Human Revolution psuło imersję rozgrywki. Uważam wręcz przeciwnie. Gra, w której widzimy bohatera tylko na ekranie tworzenia postaci nie sprawi, że się z nim nagle zżyję w trakcie rozgrywki. On nie chce widzieć głównego bohatera w nadchodzącym hicie CD Projekt RED, zupełnie inaczej niż ja.

Podobnie jest z fabułą w grach wideo. Dla niektórych szczytem fabularnym jest Persona 5, a więc kolejna gra o szkolnym życiu jej bohaterów. Czy ktoś kto lubi zawiłe intrygi polityczne znajdzie tam coś dla siebie? A w życiu. Przecież to najzwyklejszy w świecie symulator randkowy, tyle że połączony z rpgiem. Japończycy wyprodukowali wiele podobnych gier. Taki Clannad pokazał już kilkanaście lat temu szkolnictwo z jego wszystkimi problemami i to zanim Atlus zyskał międzynarodową popularność. W Final Fantasy VIII wcielaliśmy się bohaterów należących do elitarnych szkół zwanych Ogrodami a elementy romansu i rpga już dawno temu łączyła ze sobą seria Segi zatytułowana Sakura Taisen. Ktoś kto ma jakąkolwiek wiedzę w tym temacie może wcale nie uznać wybitności fabuły w ostatniej Personie, nawet jeśli jest to jeden z najlepszych rpgów obecnej dekady.

Wiadomo, że każdy ma swoje preferencje, może je nawet zmienić lub całkowicie wycofać się po jakimś czasie ze swoich poglądów. Wielu graczy uważało jeszcze generację temu, że japońskie firmy tworzące gry już się skończyły, wymieniając w tym kontekście m.in. Capcom i Square Enix. Sam byłem wśród takich osób, jednak czasem wystarczy zmienić prezesa w firmie i wszystko wraca na właściwe tory. Przecież ludzie, który najgłośniej hejtowali twórców Final Fantasy wielbią dziś Niera: Autoamtę i ustawiają się w kolejkach po Octopath Traveler, kolejne odsłony Bravely Default, Dragon Questa lub Kingdom Hearts.

Dlatego też postanowiłem, że za mnie przemówią liczby, bo ich nigdy nie da się podważyć. Pozwólcie, że wymienię kilka z nich.

5-10-16-18-930

Pięć to liczba miesięcy, które spędziłem z Final Fantasy XIV. Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz grałem tyle czasu w jakąś grę, żeby poznać jego całą fabułę, chociaż znjaomi podpowiadają mi, że mam tak z Umineko.

Dziesięć to liczba lat, na które zwątpiłem w serię mojego życia. Byłem zdruzgotany po ograniu Final Fantasy XIII do takiego stopnia, że na każdym możliwym forum pisałem, że to już koniec jednej z najbardziej zasłużonych marek gamingowych i tak w zasadzie, to gdybym nie zagrał później w Final Fantasy VI, XI i XIV, to pewnie dalej bym tak uważał. Pamiętajcie, jedna nieudana gra czy trylogia nie jest w stanie przekreślić wspaniałości, którą budowało tysiące ludzi przez ponad trzydzieści lat.

Szesnaście to liczba lat, podczas których cięgle poznaję serię Final Fantasy, która w swoim dorobku ma jrpgi turowe, bijatyki, rpgi taktyczne, rpgi akcji, tpsa oraz gry z gatunku MMORPG. Nie każda z nich jest warta pieniędzy, ale co jak co, różnorodności temu cyklowi odmówić nie można.

Osiemnaście to liczba ukończonych przeze mnie gier z nazwą Final Fantasy w tytule.

Kiedyś krytykowano mnie, że nie gram w niektóre odsłony Final Fantasy w dniu premiery i nie mam prawa wypowiadać się na temat jej klasycznych odsłon. Mówili to zazwyczaj ludzie, który spiracili parę gier z tej serii na PSone. Dziś mogę im odpowiedzieć, że o Final Fantasy nie mają prawa mówić ludzie, którzy okradali kiedyś Squaresoft i nie przeszli przykładowo FFXI lub FFXIV, które pokazują, że nawet zamieniając jrpga turowego w MMORPGa da się utrzymać wysoką jakość produkcji. To samo tyczy się nieodwracalnego upadku tej serii, stwierdzonego a priori przez ludzi, którzy ukończyli jedną lub dwie gry reprezentujące ten cykl.

Dziewięćset trzydzieści to liczba godzin, które spędziłem z Final Fantasy XIV przez ostatnich pięć miesięcy. Znajomy spytał mnie niedawno co można robić w grze przez tyle czasu? Ogrywać fabułę. Proste. Niezaznajomieni z tematem mogli gdzieś usłyszeć, że FFXIV ma wątek główny i trzy dodatki, ale to wcale nie oznacza, że fabuła składa się z czterech części.

Fabuła FFXIV to jedna wielka całość i składa się z następujących elementów:

  1. A Realm Reborn
  2. Siódma Era Astralna
  3. Heavensward
  4. Dragonsong
  5. Zadania  następujące po Dragonsong
  6. Stormblood
  7. Zadania następujące po Stormblood
  8. Shadowbringers
  9. Zadania nastepujące po Shadowbringers

Inny znajomy napisał do mnie niedawno, że granie tak długo w jedna grę to obsesja. Nic bardziej mylnego. FFXIV to nie Wiedźmin 3, którego można przejść w cztery-pięć dni na najwyższym poziomie trudności i zanim ktoś się oburzy, bo przecież Dziki Gon ma dwa dodatki i niezliczoną ilość zadań pobocznych, przy których można spędzić setki godzin, to napiszę, że FFXIV ma około czterdziestu różnych klas, po 80 poziomów każda a od początku gram praktycznie gladiatorem/paladynem. Nie licząc skoku w bok na profesje skupiające się na tworzeniu oraz zbieraniu przedmiotów, to jeszcze w żdanej z tych klas nie mam maksymalnego poziomu. Nawet nie chcę liczyć tego, ile ta gra ma wątków pobocznych, dodatkowych zadań, raidów, lochów itp. Co jakiś ma też nowe eventy czasowe. Nie ogarnąłbym tego wszystkiego przez dziesięć lat, tak jak jedna z moich koleżanek, która gra w Czternastkę od pięciu lat i podobno nie powąchała nawet najrzadszych broni, które trzeba farmić przez wiele tygodni.

Ten przeklęty Zenos

Słyszałem różne opinie na temat Final Fantasy XIV, że łatwa, że można przejść na stojąco, że umiejętności są bez sensu i używa się ich bez ładu i składu, ale tak jest jedynie w pierwszych godzinach gry. Później wystarczy chwila nieuwagi, zbytnia opieszałość i jesteśmy martwi na polu walki. Czternastka to gra zespołowa i bez dobrej koordynacji pomiędzy poszczególnymi graczami należy się przygotować na powtarzanie wielu trudnych starć, których później jest sporo. To samo dotyczy instancji jednoosobowych, podczas których, jeśli nie uporamy się zbyt szybko z naszymi oponentami, to zrzucą oni na nas przykładowo deszcz meteorytów, który zabije nas od razu.

Nawet jeśli nigdzie nie ma oznaczenia, że prowadzimy walkę na czas, to bardzo często jest tak, że jeśli nie zareagujemy odpowiednio szybko w jej trakcie, to zostaniemy zmuszeni do powtarzania potyczki. Niedawno miałem tak przykładowo z Zenosem, który w pewnym momencie przywołuje miecze do pomocy. Jeśli nie uda nam się zniszczyć ich odpowiednio szybko, to czeka nas katastrofa. To była pierwsza walka, która dała mi tak bardzo w kość, że zacząłem wątpić w swoje umiejętności. Spotkałem się z wieloma opiniami innych paladynów, że ta profesja jest fatalna do walki z nim. Zacząłem już nawet zastanawiać się nad obniżeniem poziomu trudności w grze na tą walkę, ale uznałem, że nigdy bym sobie tego później nie wybaczył.

Musiałem się z tym wszystkim przespać, zaopatrzyć się w lepszy ekwipunek, potrenować trochę kombinacje ataków zadające największe obrażenia, ustawić umiejętności niezbędne do walki i liczyć na cud. Może i FFXIV nie jest tak trudna jak produkcje From Software, ale ostatnie starcie stojące mi na przeszkodzie do Shadowbrinbgers nie należało do zbyt łatwych i dopiero gdy miałem odpowiednio przygotowaną strategię walki udało mi się ujarzmić tego potwora.

Odwrócony archetyp

Później zaczęło się to, o czym marzyłem przez niemal cały rok. Żeby zagrać Shadowbringers  postanowiłem sięgnąć najpierw po Final Fantasy XI. Nie miałem zamiaru w nią grać. Chciałem zobaczyć tyko jak ta gra wygląda i zażądać zwrotu pieniędzy. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że przy Jedenastce wsiąknę na trzy miesiące i poczuję pierwszy raz w życiu jak to jest przechodzić grę z tej japońskiej serii, współpracując z innymi graczami. Gdy żegnałem się z pierwszym MMORPGiem Squaresoftu byłem bardzo zasmucony tym, że tyle lat zajęło mi przezwyciężenie oporów i obaw dotyczących gier z tego gatunku.

Następnie uznałem, że nie będę czekał kilkanaście lat od premiery FFXIV, aż serwery zaczną świecić pustkami, żeby ją sprawdzić. Muszę to zrobić teraz albo nigdy. Teraz pozostaje mi napisać, że to było naprawdę pięć wspaniałych miesięcy. Może i FFXIV rozpoczyna się powoli i przypomina trochę samouczek, ale musimy pamiętać, że była to próba ratowania fatalnej wersji  1.0. Bohaterowie w tej grze, muzyka, wykreowany świat, historia i inni Wojownicy Światłości dali mi tyle powódów do radości, że ciężko to wszystko wymienić.

Bardzo prawdopodobne, że jest to mój ostatni miesiąc z Czternastką, więc wypadałoby nakreślić scenariusz dodatku Shadowbringers. We wcześniejszych etapach FFXIV są pewne wskazówki powoli kreślące wstęp wydarzeń do ostatniego rozszerzenia jednej z najlepszych odsłon tego zasłużonego cyklu. Już sam filmik wprowadzający do A Realm Reborn nią jest. Bahamut niszczy prawie cały świat a w międzyczasie jakiś stary dziadek ostatnimi resztkami sił ratuje kilku wojowników na placu boju, przenosząc ich w zupełnie inne miejsce.

W tym momencie jeszcze nic nie wiemy. Dopiero później dowiadujemy się o tym, że istnieje trzynaście światów i jeśli ktoś spróbowałby połączyć dwa z nich, to dojdzie do katastrofy zagrażającej życiu wszystkich.

Podczas końcówki Heavensward spotykamy wreszcie owych wysłanych gdzieś w nieznane bohaterów, którzy opowiadają nam swoją smutną historię. Swoimi bohaterskimi czynami zniszczyli równowagę świata pomiędzy Światłością i Chaosem, doprowadzając do jego zniszczenia. Wtedy też postanowili przenieść się do kolejnego i go zniszczyć. W ten oto sposób stali się Wojownikami Ciemności.

Jest to nic innego jak odwrócenie archetypu stosowanego w pierwszych odsłonach Final Fantasy, w których zawsze walczyliśmy po stronie Jasności, chroniąc magiczne kryształy, stanowiące fundament równowagi świata. Tutaj odwrócono role i pokazano, że to nadmierna i nieopanowana Jasność może być przyczyną jego zagłady.

To właśnie w pierwszym takim świecie Jasność i służący jej Pożeracze Grzechu stali się przyczyną wszystkich nieszczęść. Jasność pozostawia po sobie jedynie pustynię bez życia, dlatego też Egzarcha Kryształu pozostawia wezwać nas na pomoc. Jego wezwanie nie jest jednak idealne, więc wraz z nami do pierwszego świata zostają wezwani członkowie bractwa Potomków Siódmego Świtu. Naszym zadaniem jest odwrócenie losów świata skazanego na pożarcie, z którego zostało już raptem kilka większych skupisk zamieszkałych przez tubylców.

Wszystko to stało się podczas wojny z Garleańskim Imperium, które wypowiedziało wojnę całemu zjednoczonym narodom i rasom. Czy warto wracać do tego wcześniejszego świata, kiedy jeden z moich sojuszników zobaczył w nim moją śmierć? Czy da się pokonać sługi Światłości, które niszczą równowagę eteryczną żyjących organizmóm, zamieniając je w bezmyślne potwory? Odpowiedzi na te i jeszcze kilka innych pytań chciałbym poznać. Jedno jednak muszę przyznać Square Enix, tak dobrej odsłony serii nie powstydziłby się sam Squaresoft. Dobrze, że ta gra jest gigantyczna, bo jest w niej miejsce na smaczki z wszystkich moich ulubionych odsłon serii. Jeśli za miesiąc rzeczywiście rozstanę się z Czternastką, to będę bez wątpienia miło wspominał pół roku spędzonego z tą niezwykłą historią.

squaresofter
15 marca 2020 - 16:48
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
18.03.2020 19:09
kęsik
📄
kęsik
106
Legend
Image

Terminator Resistance, 15h, skończone. Nie wiem jak to tam wygląda w uniwersum więc nie spodziewałem się niczego a tymczasem fabuła jest naprawdę całkiem dobra w tej grze i absolutnie nie spodziewałem się tego co tu się wydarzyło. Naprawdę ta gra jest po prostu bardzo dobra, naprawdę solidny gameplay podparty prostym ale jednak rozwojem postaci, różne rodzaje broni i ich ulepszanie, dobra fabuła, proste dialogi i wybory oraz nawet romanse i nawet niezłe same sceny łóżkowe. Podobała mi się także zmienna struktura gry, mieliśmy rozdziały dziejące się na pół otwartej mapie gdzie mogliśmy się trochę poszlajać, pozbierać itemy, porobić zadania poboczne, były rozdziały gdzie była wyłącznie wartka liniowa akcja oraz nawet etap trochę skradankowy i grozy gdzie na początku gry pierwszy raz spotykaliśmy się z terminatorami nie pająkami czy dronkami. Często podczas gry zdarzało się wracać na mapy już odwiedzone ale zawsze zachodziła w nich jakaś zmiana wystroju, więcej przestrzeni się otwierało czy chociażby inna pora dnia. Reasumując naprawdę wielka niespodzianka, jedna z najlepszych gier 2019 roku.

The Suicide of Rachel Foster, 4h, skończone. No wreszcie jakaś pozycja z 2020. Mamy początek marca i może ze 2 gry wyszły godne uwagi. W latach poprzednich w tym samym momencie było już tych gier 6-8. The Suicide of Rachel Foster to kolejny przedstawiciel popularnego gatunku symulatorów chodzenia. W tym konkretnym przypadku cofamy się do roku 1993 i zwiedzamy zamknięty hotel naszej rodziny który dawno temu główna bohaterka opuściła. Jako że uderza w nas zła pogoda na kilka dni jesteśmy w nim uwięzieni i naszym jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym jest człowiek z którym rozmawiamy przez stary wielki telefon komórkowy. Tak, Firewatch się trochę kłania w tym względzie, gdyż przez całą grę chcąc wyjaśnić sprawę tajemniczego samobójstwa Rachel oprócz przeczesywania hotelu czas spędzamy na rozmowie z człowiekiem którego całkowicie nie znamy. Gra aktorska bardzo dobra, dialogi pomiędzy bohaterami podobnie jak w Firewatchu robią robotę. Fabuła jest jak dla mnie całkiem ok, tajemnica i zagadka były całkiem znośne, coś nieprzewidzianego prze zemnie się wydarza. Jednak zakończenie jest takie trochę jakieś mało sensowne. Może jest trochę intrygujące w jakimś stopniu ale mało pasujące. Gra dosyć krótka bo na te 4 godziny.

Resident Evil 5, 6h. W oczekiwaniu na jakieś nowe gry postanowiłem sobie odświeżyć RE5 i RE6. I tak trafiłem do Afryki podczas pandemii koronawirusa SARS 2 :D Ehhh, gra jest całkiem dobra tylko gdzie ten Resident Evil? Po RE2 to piątka wygląda jakby z serią miała bardzo mało wspólnego, do tego dochodzi drewniany gameplay (myślałem ze w RE5 już było można sie poruszać w trakcie celowania ale nope) oraz strasznie mało klimatyczne lokacje wypełnione słońcem (gdzie tu klimat, gdzie groza?). No sorry, ale Resident Evil i horror z tego żaden. Dodatkowo migracja z Game for Windows LIVE na Steama pierwsza klasa. Przy włączeniu gry pobiera się i instaluje Games for Windows LIVE i bez niego gra nie działa...

Fallout New Vegas, 95h. 4 raz przechodzę tę grę, raz przeszedłem po stronie pana House'a, dwa razy po stronie NCR, więc teraz wybrałem dla odmiany drogę ścieżkę Pana Tak, fajne jest to że przez pewien czas można jakby robić główny wątek równolegle dla wszystkich opcji ale niefajne jak dla mnie jest to że w pewnym momencie nagle niektórzy zaczną się obrażać na ciebie bo tak i przestaną cię lubić. Jakoś tak trochę sztucznie to wygląda. Ale już jestem na etapie gdzie ścieżka jest wybrana ale jeszcze zanim ostatecznie skończymy fabułę trzeba przejść pozostałe 2 dodatki... 3 z dodatków Smutki Starego Świata na pewno jest najlepszy z tej trójki którą skończyłem co nie znaczy że jest to dodatek wspaniały. Dialogi są naprawdę świetne, ale fabuła, zadania czy mapa jakoś tak niespecjalnie są lepsze niż w poprzednich DLC.

Raport specjalny #1. Wiecie czym się kończy granie w Yakuzie i GTA IV w bilarda oraz oglądanie Eurosportu z nudów? Tym że człowiek się zaczyna interesować Snookerem :O Tak, mnie też to zaskoczyło. Więc jak to typowy ja w zasadzie nie znający w ogóle reguł gry zadałem sobie bardzo proste pytanie: czy jest jakaś sensowna gra o Snookerze na PC? Otóż jest. I to całkiem niezła. Zaczęło się niewinnie, od powtarzania kariery bo uparłem się że pierwszy mecz trzeba wygrać i koniec choćby się waliło. Gramy na easy, ciężko strasznie, zasad nie znamy, ale za 90 podejściem wreszcie się udało wygrać mecz kwalifikacyjny do pierwszego turnieju i to nie z byle kim bo z samym Markiem Selby. Nawiasem mówiąc szkoda że tryb kariery nie oferuje stworzenia swojego własnego zawodnika tylko zmusza nas do grania jednym ze 128 rzeczywistych zawodników. Na szczęście na tej liście znalazło się miejsce dla jednego polaka rodaka więc wybór był oczywisty. No a dalej to już poleciało, easy za łatwe no to dawaj na średni poziom. Kurczę, tutaj daję nawet radę, AI niby dobrze gra ale zdarza się im pudłować, więc mam jakieś szanse. W pewnym momencie wpadłem na szalony pomysł: dawaj na hard. No i tutaj jest różnie, mogę przegrać frejma do 0 ale czasami jestem konkurencyjny. No i tak sobie gram, jestem gdzieś w połowie 1 sezonu, Adam awansował z 128 miejsca w rankingu na 67 i radzi sobie nieźle, na pewno lepiej niż w rzeczywistości :) Naprawdę fajna gra, super się bawię mimo że czasami nadal nie wiem co robić.

Raport specjalny #2. Tutaj prosimy młodzież o opuszczenie pomieszczenia. Illusion. nie ma chyba bardziej znanego japońskiego dewelopera tworzącego gry dla dorosłych. Ale słuchajcie mamy plot twist, w ich najnowszej grze zawartość +18 jest wyraźnie słabsza niż reszta gry. Zapytacie jaka reszta gry? No ja też byłem w szoku. Illusion zrobiło grę survivalową, w której razem z maks 4 dziewczynami żyjemy na bezludnej wyspie i musimy zbierać zasoby aby tworzyć przedmioty, aby gotować oraz aby (uwaga) budować domki... Oto AI Syoujyo, gra erotyczna gdzie zawartość erotyczna jest jakby wrzucana na odpierdziel aby tylko była i jest dużo mniej interesująca niż pozostała część gry. No ja nadal zachodzę w głowę co oni zrobili za grę. Żyjemy na wyspie, zbieramy zasoby, sadzimy roślinki, łowimy rybki, gotujemy i budujemy domki oraz relacje z dziewczynami które posiadają kilka statystyk które je definiują, nadal mam problem ze zrozumiem czemu któraś ze statystyk rośnie a inna nie chce, i co mam z tym zrobić. Budowanie domów/baz jest przynajmniej w początkowej fazie gry bezsensu bo mimo wszystko gra dostarcza nam jakieś łóżka czy kuchenki do gotowania a zasoby jednak lepiej przeznaczyć na wytwarzanie narzędzi potrzebnych do zbierania kolejnych zasobów. Zwykły kilof czy łopata nie poradzą sobie jeżeli potrzebny jest kilof czy łopata 2 czy 3 poziomu. Możne także łapać dzikie zwierzątka jak kotki czy kurki i potem trzymać je w domkach itd. No po prostu symulator życia na bezludnej wyspie a nie gra +18. Jak to wyjdzie na Steamie to hit murowany. Kreator postaci jak zawsze miodzio, zachodni twórcy AAA powinni być zażenowani że oni nie są w stanie stworzyć tak kompleksowego kreatora postaci jak biedna japońska firma zajmująca się grami dla dorosłych.

Nie ma to jak luksus na bezludnej wyspie--------------->

PS. O matku, po 9 latach dokończą Bleacha :O

post wyedytowany przez kęsik 2020-03-18 19:54:00
18.03.2020 20:07
konewko01
odpowiedz
konewko01
14
Senator

A propos Snookera kęsik
Adam Stefanów obecnie jest 110 i jego jedynym sukcesem jest trzykrotny występ w 2 rundzie turnieju rankingowego. To już lepiej radzi sobie Kacper Filipiak, któremu nawet udało się wygrać z ziomkiem, który kiedyś był w TOP 32 :)

18.03.2020 21:02
odpowiedz
Czlowieksmuteg
36
Konsul

Slay the spire - jakieś 10 godzin. Ogólnie bardzo fajny pomysł ale kiedyś przeszedłem parę razy w EA A teraz gram zazwyczaj przy kawie na xbx. Fajne na wyluzowanie i chyba tyle....

Dead cells - około 300 godzin. Ostatnio wziąłem się za platynowanie ale ubicie Pana ośmiornicy bez draśniecia to dla mnie gorsze wyzwanie niż przejście The surge jedna ręka. Serio.. :D

Children of morta - narazie 7 godzin ale gierka wypas. Narracja jest mistrzowska, po każdej śmierci dzieje się coś innego, dodatkowe questy w lochach. Dochodzi do tego coop i śmiem twierdzić że jedno z lepszych growych zaskoczen ostatnich miesięcy.

Gears 5 - dopiero zacząłem ale jako fan serii widzę że przejdę kilkukrotnie. Narazie pozytywnie choć model strzelania jest jakiś dziwny. Tak mi się przynajmniej wydaje.

W kolejce The surge 2 na 100% jeżeli faktycznie będzie w GP jutro

18.03.2020 21:24
squaresofter
😱
odpowiedz
squaresofter
34
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

kęsik

PS. O matku, po 9 latach dokończą Bleacha :O

Aż sam w to nie wierzę. News dnia.

18.03.2020 21:36
Yuri Lowell
odpowiedz
Yuri Lowell
36
Brave Vesperia
Image

kęsik Masz lekturkę zanim zaczniesz Sen no Kiseki III.
https://www.crossplay.pl/the-legend-of-heroes-crossbell-arc/

18.03.2020 21:45
adam11$13
odpowiedz
1 odpowiedź
adam11$13
85
Phantom Thief

Ostatnimi czasy pykałem w Need For Speeda Payback. Myślałem, że wrzucili Heat do Origin Acces, ale okazało się, że to tylko demo. Z braku laku pobrałem tego Paybacka i przyznam, że jest dosyć gniotowaty. Przeszedłem po czym usunąłem z ulgą. Może gdybym nie grał wcześniej w Forzę Horizon 4 to byłbym nieco bardziej przychylny dla tego barachła. A co do Origin Acces to panuje tam straszna bieda (przynajmniej na PS4). Myślałem, że spróbuję sobie Andromedy, a tu dupa - ni ma. Pobrałem sobie jeszcze Unravel, ale wynudziło mnie po dwóch pierwszych poziomach.

Daniem głównym jest Death Stranding, które jak na razie (czyli po około 7 godzinach) cholernie mi się podoba. Świetny klimat i dosyć nietuzinkowy gameplay mi mega podeszły.

Poza tym co jakiś czas powtarzam sobie niektóre poziomy w Sonic Forces i Kirby Super Star.

20.03.2020 10:25
Tichy76
8
Legionista

W EA Access na ps4 część gier jest niewidoczna z poziomu aplikacji. Jednak gdy wejdziesz w jej profil na ps store to można pobierać. Na pewno to dotyczy Andromedy, Sims 4 i A Way out.

18.03.2020 21:51
JohnDoe666
odpowiedz
JohnDoe666
14
Senator

Mój poprzedni weekend to dwie ogromne (dla mnie) niespodzianki i jedno cudowne doświadczenie (które jednakowoż nie było dla mnie żadną niespodzianką), i od tej trzeciej zaczynam:
- Ori and the will of the wisps - Druga część Oriego to przeżycie absolutnie cudowne. Nie chcę mówić za dużo bo gra jest absolutną świeżynką i nie mam zamiaru nikomu zepsuć przyjemności odkrycia jej samemu.
Jeśli podobała Ci się jedynka... musisz zagrać. Jeśli nie grałeś w jedynkę... musisz zagrać... w obie.
- Halo Wars - Jako że w zamierzchłych czasach kiedy jeszcze granie na PC nie napawało mnie absolutnym obrzydzeniem (hehe), uwielbiałem strategie czasu rzeczywistego. Wszelkie Starcrafty, Warcrafty, C&C nie miały przede mną tajemnic. No i naszła mnie ochota na taką właśnie produkcję, a że w game pass są obie części Halo Wars to postanowiłem rzucić okiem na jedynkę. Tytuł zassałem w piątek po pracy, w sobotę przed kolacją oglądałem napisy końcowe.
Niesamowita gra w moim ukochanym universum, i w życiu bym nie pomyślał że w RTS-y na konsoli gra się tak intuicyjnie i przyjemnie.
- Star Wars: Battlefront II - Zachęcony tym jak świetną usługą jest game pass, oraz namowami brata zaopatrzyłem się w EA Access i zassałem sobie kilka gier, między innymi wspomniany tytuł. Nigdy wcześniej nie sięgałem po ten tytuł ponieważ opinie słyszałem mieszane, i to raczej z przewagą negatywnych. Ale stwierdziłem że za te 15 zł, rzucę okiem. I do diabła... jakie to jest dobre!!! Pomijając serię Halo która jest pod tym względem absolutnym mistrzostwem to nie pamiętam żeby mi się gdzieś tak dobrze strzelało. Ogromna niespodzianka dla mnie, Access już przedłużony o rok (masakrycznie małe pieniądze to kosztuje) ponieważ wiem że w świecie Gwieznych wojen, zabawię dłużej ;).

post wyedytowany przez JohnDoe666 2020-03-18 21:52:07
22.03.2020 22:36
Yuri Lowell
odpowiedz
Yuri Lowell
36
Brave Vesperia

Za mną kolejny weekend z Trails of Cold Steel III (PS4). :)

23.03.2020 17:08
Ogame_fan
😊
odpowiedz
Ogame_fan
109
You Can t stop this!
Image

Ja w tym tygodniu ogrywam Yakuze 3 w ramach pakietu kolekcji zremasterowanych 3-5.
Sie trochę hajp na tegoroczna Yakuze 7 włącza :)

A na switchu pogrywam w prześliczne i relaksujące Yoshi Crafted World.

post wyedytowany przez Ogame_fan 2020-03-23 17:09:12
23.03.2020 21:50
McPatryk1995v2
odpowiedz
McPatryk1995v2
35
Umbrella Corporation

Połączę ten i poprzedni weekend w jeden post :)
1.) Graveyard Keeper - To akurat dla mnie największe zaskoczenie i największy zjadacz czasu, bo spędziłem w nim 50h. Zaskoczenie dlatego, że spodziewałem się, że pogram z maks 10 godzin i mi się znudzi, a tutaj się wciągnąłem na długo. Bardzo przyjemna gra z ciekawą fabułą, ale trochę nieprzemyślanym systemem tygodnia i zadań z tym związanym, jednak zakończenie trochę mnie zawiodło. Został mi do ogrania dodatek, ale go jeszcze nie kupiłem, nie chcę ponownie na tak długo wsiąkać.
2.) DOOM Eternal - Gra już ukończona i teraz ogrywam jeszcze raz mapki, aby zebrać wszystkie znajdźki i ulepszyć w pełni bronie. Naprawdę mocna część, dużo szybsza i trudniejsza. Irytują mnie tylko etapy platformowe, ale te da się przeżyć.
3.) Batman Arkham Origins Blackgate Deluxe Edition - Ostatnia część batmana, która pozostała mi do ogrania. Szczerze to nie wiem co o niej myśleć, z jednej strony ciekawy pomysł, fabuła nawet jako tako pasuje, ale tyłka nie urywa, a jednak jakoś nie potrafię znaleźć w niej czegoś co bardzo podobało mi się w innych grach z serii Arkham. No i nie można zapomnieć o irytującym backtrackingu.
4.) Family Guy The Video Game - Gra z czasów PS2 oparta na dosyć popularnym serialu animowanym. Szczerze to bardzo ostrożnie podchodzę do gier opartych na licencjach filmów/seriali/anime, jednak tutaj miałem nadzieję na coś w stylu South Parku. Oczywiście graficznie i muzycznie jest to tytuł paskudny, jednak od strony rozgrywki i humoru jest naprawdę dobrze, bawię się przednio. Co najlepsze wyszedł w czasach w których to Sony jeszcze nie zaczęło aż tak cenzurować tytułów wychodzących na ich konsole :D
5.) One Punch Man A Hero Nobody Knows - Bardzo przyjemna i ciekawa adaptacja mangi/anime One Punch Man. Tutaj obawiałem się, że będzie to taki Jump Force 2, jednak bardzo miło się zaskoczyłem. Walki są przyjemne, fabuła ciekawie poprowadzona, ogólnie jest mało rzeczy do których mogę się przyczepić :)

30.03.2020 16:34
Ogame_fan
😍
1
odpowiedz
Ogame_fan
109
You Can t stop this!
Image

Jako że nie ma nowej części to wpisze w tej:

Ori And The Will of the Wisp skończone, cudowny platformer. Trochę łatwiejszy od pierwszej części, ale wyzwania i dodatkowa zawartość w zupełności to wynagradzaja. Bawiłem się świetnie i aż nie chcialem konczyc. Jedyny minus, to troche powielenie schematu rozgrywki z jedynki. Ten kto gral, to wie o czym mówię.

Dark Pictures Man of Madan skończyłem z dziewczyną, muszę powiedzieć że gra nie robi tak jak Until Dawn robiło. Widać mniejszy budżet, zwłaszcza w kombinacjach wyborów, gdzie cutscenki są w większości nagrane tak żeby pasować do kilku różnych wersji, przez co czasem ogląda się to jakby było źle napisane, albo nie miało sensu. Sama lokacja i fabula tez nie dorasta do piet Until Dawn, gdzie tam historia duzo bardziej wciagala i byla duzo bardziej tajemniecza, tutaj wszystko bylo wiadomo od prologu. Mimo wszystko czekam na Little Hope i mam nadzieję że będzie lepiej i jakoscia zblizy sie do Until Dawn.

Wisienka na torcie czyli Fist of the North Star Lost Paradise. Gdzieś mi to cudo umknęło, mimo że bardzo lubię mange. Co wyszlo z połączenia Yakuzy i FotNS? Ano cudo wyszło. Że też mi ta gra umknęła z radaru w 2018 roku. Póki co trzeci akt ale jestem zauroczony. Kto by pomyślał że formuła Yakuzy tak idealnie pasuje do growej adaptacji Hokuto no Ken. Gdzieś tam chodzą ploty że studio od Yakuzy robi teraz grę w uniwersum Fist of The Blue Sky i muszę powiedzieć że jeśli tak to z miejsca będzie to w top 5 moich najbardziej oczekiwanych gier.

kęsik na kolana i blagac zeby Sega to wydała na Pecety! Bo to się nie godzi żeby takie cudo było na jednej platformie tylko!

A juz jutro... gra miesiaca <3

post wyedytowany przez Ogame_fan 2020-03-30 18:00:05
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze