Recenzja: Kulinarne pojedynki #1-#5 - Froszti - 31 maja 2020

Recenzja: Kulinarne pojedynki #1-#5

Ostre noże, brzęczące naczynia, skwierczący olej, dorodne piersi… kurczaka, ponętne kuchenne zapachy, doznania kulinarne nadające powiedzeniu „orgazm podniebienia” zupełnie nowego bezpośredniego znaczenia. Większość miłośników mangi i anime z pewnością po przeczytaniu tych słów, automatycznie kojarzyć się będzie tytuł Kulinarne Pojedynki. Pozycja, która w ostatnich latach mocno namieszała na rynku, stajać się dziełem niebywale popularnym i wielbionym przez spore grono fanów.

Souma Yukihira to nastolatek, na którego temat można napisać naprawdę wiele, ale na pewno nie to, że jest on typowym przedstawicielem swojej grupy wiekowej. Raczej niewielu chłopaków w jego wieku para się gotowaniem. On odkąd tylko pamięta, całe dnie spędza na zapleczu małej domowej restauracji, gdzie pomaga ojcu w zaspokajaniu głodu klientów. Pomoc w prowadzeniu rodzinnego biznesu to również doskonała okazja, aby polepszać swoje „kulinarne umiejętności”, dzięki którym będzie mógł on stać się lepszym kucharzem niż jego ojczulek (wzajemna rywalizacja od najmłodszych lat stała się jedna z podstaw egzystencji chłopaka). Całe dotychczasowe życie Soumy zmienia się diametralnie, kiedy rodzic postanawia na jakiś czas zamknąć restaurację i wyjechać do pracy za granicę, syna zaś posłać w mury Elitarnej Akademii Tootsuki. Placówki, którą kończy tylko garstka uczniów, z miejsca mająca oferty pracy w najlepszych restauracjach świata. Nastolatek przyjmuje rzucone wyzwanie, planując stać się najlepszym japońskim kucharzem w historii, o czym informuje wszystkich na rozpoczęciu roku. Jak łatwo można się domyślić, tego rodzaju wyznanie nie przysporzy mu zbyt wielu przyjaciół raczej oponentów, którzy będą chcieli go utopić w gorącym oleju. Wszystko to, co następuje później to pełne humoru i widowiskowej „akcji”, dążenie do wyznaczonego sobie celu, nawet jeśli będzie to wymagać sporej dawki samozaparcia i wielu poświęceń.

Jakie jest przepis na ciekawą, intrygująca i świetnie sprzedającą się mangę? Dwie szklanki zwariowanej odmiany klasycznego shōnena, trzy duże łyżki humoru z podtekstem, łyżeczka urodziwych niewiast, szczypta frywolnych majteczek i solidnych walorów estetycznych oraz garść kulinarnej tematyki. Wszystko to należy dokładnie wymieszać, następnie piec w temperaturze 220 stopni Celsjusza przez około godzinę. Mieszanka z pozoru może wydawać się dosyć specyficzna, jednak wystarczy przeczytać kilka rozdziałów mangi, aby przekonać się o tym, że Yuto Tsykuda wykorzystuje masę sprawdzonych schematów, doprawiając je jedynie kilkoma nowymi przyprawami. Kulinarne Pojedynki, jeśli miałoby się skrótowo opisać fabułę, są niczym innym jak klasycznym Battle Royale, w który zamiast broni są narzędzia kuchenne, a zamiast trupów ryzyko wyrzucenia ze szkoły. Scenariusz jest dosyć prosty, ale to w jego niepozorni tkwi całe jego piękno, które przyciąga tysiące fanów. Cały schemat historii jest tutaj ciągle powielany, Souma napotyka na swojej drodze oponenta, którego jest dla niego przeszkodą, którą należy pokonać za pomocą tytułowego „kulinarnego pojedynku”. Gdzieś tam w tle jest co prawda jakaś tajemnica i stopniowo okrywające się inne wątki, ale robią one tutaj wyłącznie za tło.

Dużo lepiej (z większą dawką autorskiej treści) jest, jeśli chodzi o zaprezentowanych tutaj bohaterów, których jest naprawdę sporo (a grono to będzie się cięgle powiększać). Z pozoru postacie mogą wydawać się nazbyt płytkie, jednak zagłębiając się w historię, czytelnik zapoznaje się z ich losami i widzi, że każdy ma przed sobą jakiś cel, który w wielu przypadkach determinuje niezbyt „radosna” przeszłość.

Tak jak zostało to już wielokrotnie wspomniane, dodatkiem do treści jest solidna porcja specyficznego humoru z podtekstem, która wylewa się niemal z każdej strony. Sprośne żarty być może nie do każdego będą przemawiać, jednak trzeba przyznać, że świetnie korelują one z kuchenno-akcyjną otoczką mangi.

Pisząc na temat Kulinarnych Pojedynków, nie można pominąć akapitu poświęconego oprawie graficznej, która prezentuje się tutaj rewelacyjnie. Określenie jej mianem „apetycznej”, będzie chyba najlepszym możliwym wyborem. Shun Saeki od samego początku stara się dostarczyć miłośnikom mang, naprawdę świetnie dopracowanych rysunków kulinarnych potraw (nie zapominając o innych aspektach dzieła), które momentami przypominają mistrza Jirō Taniguchiego i jego Samotnego Smakosza. Najmocniej w całym tytule wzrok przyciągają jednak projekty żeńskich postaci, których wdzięki prezentowane są tutaj nad wyraz okazale (tak samo, jak ich twarze podczas kulinarnych ekscytacji). Doświadczenie artysty zdobyte podczas rysowania komiksów dla dorosłych, wyraźnie tutaj procentuje.

Nie można również nic złego napisać na temat rodzimego wydania, które prezentuje się dobrze. Cześć osób może mieć pewne zastrzeżenia co do tłumaczenia np. nazw dań, jednak moim zdaniem jest to przysłowiowe szukanie dziury w całym. Tłumacz wykonał moim zdaniem całkiem dobrą pracę jedyne, do czego mogę się przyczepić to w niektórych kadrach naprawdę mała czcionka. Dużym plusem wydania są dodatkowo ładne kolorowe obwoluty, od których trudno oderwać wzrok i momentalnie przykuwają uwagę.

Kulinarne Pojedynki to lekka, łatwa i przyjemna seria od Wydawnictwa Waneko, której zadaniem jest zapewnienie solidnej porcji niezbyt wymagającej rozrywki, która wywołuje mimowolny uśmiech na twarzy konsumenta. Pod tym względem tytuł sprawdza się wyśmienicie i jest godny polecenia każdemu fanowi japońskich komiksów, któremu nie przeszkadza sprośny humor i epatowanie wdziękami nastoletnich przedstawicielek płci pięknej, które są tutaj podstawą „radosnej” treści. Jest naprawdę „przepysznie” – więc nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecać.

Niebywale apetyczny mangowy posiłek.

Radosław Frosztęga


Egzemplarz do recenzji dostarczyło wydawnictwo Waneko.

Froszti
31 maja 2020 - 11:36

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz