Recenzja - Snowpiercer T.1 Przez wieczny śnieg - Froszti - 21 lipca 2020

Recenzja - Snowpiercer T.1 Przez wieczny śnieg

Prawie czterdzieści lat temu na rynku francuskim zadebiutował komiks Snowpiercer. Tytuł, który stał się kanwą do powstania całkiem dobrego filmu oraz nie tak dawno serialu w serwisie Netflix. Bieżący rok to również doskonała okazja dla miłośników powieści graficznych, na przeczytanie oryginału, który zaczął ukazywać się na rodzimym rynku nakładem wydawnictwa KURC. Pora więc sprawdzić jak pierwowzór wypada na tle nowocześniejszych i całkiem dobrze przyjętych adaptacji.

Spełniły się największe koszmary ekologów, świat pogrążył się w kolejnej epoce lodowcowej, znikając pod wieczną zmarzliną. Powód takiego stanu rzeczy, nie jest do końca znany, wiadomo jednak to, że przebywanie na zewnątrz oznacza szybką śmierć. Niewielu szczęśliwcom udało się przetrwać ten klimatyczny kataklizm. Jedynymi z nich są pasażerowie gigantycznego pociągu, przemierzającego w nieskończoność białe połacie terenu. Środek lokomocji wykorzystywany wcześniej jako atrakcja turystyczna stał się ostatnią arką ludzkości. Tysiąc wagonów ciągniętych przez potężny elektrowóz, stało się miejscem do życia dla ocalałych. W naturze ludzkiej nawet w obliczu wielkiej tragedii drzemie jednak chęć społecznego uporządkowania pewnych kwestii. Szybko więc nastąpił podział klasowy społeczeństwa, zależny od zajmowanego miejsca w pociągu. Na przodzie bliżej elektrowozu miejsce zajmowały jednostki stworzone do rządzenia, na samym końcu zaś tłoczyli się w przerażających warunkach tzn. „ogonusy”, których egzystencja dla reszty współpasażerów była czymś zupełnie obojętnym. To właśnie w takich realiach poznajmy jednego z bohaterów dzieła – Proloffa. „Ogonusa”, który postanawia zaryzykować wszystko i przedostać się do dalszych wagonów. Jego heroiczna ucieczka z końca pociągu, szybko jednak się kończy i zostaje on zatrzymany przez oddziały pilnujące porządku. Na rozkaz władz ma być on zaprowadzony na samo czoło „arki”, gdzie odbędzie rozmowę z samym prezydentem. To właśnie ta „podróż” w towarzystwie eskorty oraz Adeline Belleau (członkini Stowarzyszenia Pomocy Trzeciej Klasie), staje się doskonałą okazją dla czytelnika, aby poznać ukształtowanie warstw społecznych pociągu i problemy piętrzące się w tym zamkniętym społeczeństwie.

Zarys fabularny brzmi dosyć prosto i nie ma co ukrywać, że pod pewnymi względami właśnie taki jest. Postapopakiltyczna wizja upadku ludzkości, dziejąca się na mocno ograniczonym obszarze i opierająca się w dużej mierze na dialogach to coś, co miały już inne komiksy tego typu. Jednak tutaj gdzieś pod wierzchnią cienką warstwą prostoty, kryje się głęboki potencjał dzieła. Klimatyczna zagłada ludzkości szybko staje się tłem dla poważniejszej tematyki, która stopniowo zaczyna odgrywać w komiksie ważniejszą rolę. Jacquesa Loba (autor scenariusza), potrafił wydobyć z pozornej prostoty, niesamowitą głębię, tworząc nietuzinkowy i dający wiele do myślenia dramat socjologiczny.

Obraz hermetycznego społeczeństwa, czytelnik poznaje tutaj w sposób dwojaki. Trudne życie mieszkańców końca pociągu, prezentowane jest w formie opowieści Proloffa, który w swoich relacjach jest mocno oszczędny w słowach i cały obraz „ogonósów” jest mocno szczątkowy. Pozostałe warstwy społeczne zaserwowana są bardziej bezpośrednio. Życie tętniące w poszczególnych wagonach, czytelnik może obserwować podczas przemieszczania się całej grupy na czoło pociągu. Im bliżej lokomotywy, tym większy przepych, więcej wolnego miejsca i pozornie większa szczęśliwość mieszkańców. „Elita” ukazana jest tutaj mocno bezpardonowo jako klasa wyższa, która w głębokim poważaniu ma ludzi znajdujących się na dole piramidy społecznej (chociaż nic nie jest tutaj takie proste, jakie wydaje się początkowo). Historia powstała na obserwacji nierówności społecznych lat 80-tych, o dziwo nadal jest mocno aktualna, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia na świecie.

Scenariusz ukazujący polityczno-społeczne aspekty życia, sprawia również, że trudno tutaj jednoznacznie określić głównego bohatera dzieła. Początkowo może się nim wydawać uciekinier z końca pociągu oraz towarzysząca mu kobieta. Im mocniej czytelnik będzie się zagłębiał w historię, tym większą zwróci uwagę na to, że osoby te stanowią jedynie wyrazisty dodatek. Tak naprawdę główną postacią jest tutaj zarówno sam pociąg, jak i całe zamieszkujące go społeczeństwo. Warstwy społeczne pozornie mocno od siebie się różniące, a tak naprawdę stanowiące jedną zbitą masę, mocno zależną od siebie.

Pozorna prostota dzieła objawia się tutaj również w jego warstwie graficznej. Rysunki Jeana-Marca Rochette’a nie są czymś nadmiernie olśniewającym i zapierającym dech w piersiach, jednak mocno realistyczna i stonowana kreska artysty, doskonale współgra tutaj z treścią scenariusza. Brak tutaj miejsca dla wizualnego efekciarstwa, zamiast tego mamy solidną porcję poprawnych plansz, w których twórca stara się oddać zarówno klaustrofobiczny wymiar miejsca akcji, jak i emocjonalność pojawiających się postaci.

Snowpiercer T.1 Przez wieczny śnieg, to ciekawy początek większej historii, która może zaciekawić spore grono czytelników, szczególnie jeśli wcześniej urzekł ich film lub serial. Pozycja z segmentu literatury postapokaliptycznej jest jednak na tyle specyficzna, że nie trafi w gusta każdego miłośnika komiksów. Raczej jest to tytuł kierowany do starszego odbiorcy, który lubuje się w odkrywaniu ukrytych scenariuszowych znaczeń.

Dające wiele do myślenia dzieło, ciągle mocno aktualne.
 
Froszti
21 lipca 2020 - 12:10
Komentarze Czytelników
Dodaj swój komentarz