Zakurzone artefakty czyli powiew oldschoolu - omadaha - 17 września 2010

Zakurzone artefakty czyli powiew oldschoolu

Kilka dni temu skończyłam pisać dzieło, dzięki któremu mam nadzieję zdobyć wyższe wykształcenie. Na finiszu nie było fanfar, nie poleciało konfetii, do pokoju nie wtoczyła się armia superprzystojnych i megainteligentnych facetów skandujących moje imię. Właściwie nie zmieniło się nic poza tym, że skończyłam i do następnego spotkania z guru nie muszę już nic dopisywać, uzupełniać i poprawiać. W takich chwilach jedni oddają się ulubionym rozrywkom, inni usiłują odbudować nadszarpnięte więzi rodzinne lub nowo rozpocząć życie towarzyskie, jeszcze inni idą się upić (szczęściem) albo dają się ponieść szaleństwu. Ja wybrałam ostatni wariant i postanowiłam wreszcie... posprzątać.

Pegasus%20IQ-502
Pegasus IQ-502

Na wstępie musicie wiedzieć, że jak już się zabieram za generalne porządki to dom trzęsie się w posadach, naukowcy odnotowują podwyższoną aktywność wulkanów a okoliczni mieszkańcy wzywają posiłki z MPO. Tym razem nie mogło być inaczej, bo nie dość, że zrobiłam bieżące czystki w strefie znajdującej się w polu widzenia, to zajrzałam także w te zakamarki, do których zapuszczam się tylko w chwilach absolutnej konieczności. Przekopałam całą kolekcję starych płyt, przejrzałam wnętrze szafek, pudełek, pudełeczek i to co znalazłam sprawiło, że moje serce zabiło mocniej. Mało tego! Naszło mnie na wspominki i oto ich efekt...

Każdy gracz, nawet ten najbardziej hardcore’owy, musiał kiedyś od czegoś zacząć. Pionierzy pamiętają jeszcze czasy automatów i pierwszych Atari. Moja przygoda z grami zaczęła się jednak znacznie później, bo dopiero w „zamierzchłych” latach dziewięćdziesiątych. Wtedy to, jako sześcio lub siedmioletnie dziecię zmuszona zostałam do sylwestrowego wyjazdu do babci. Perspektywa spędzenia u niej ostatnich dwóch dni w roku napawała mnie przerażeniem („Wnusiu zjedz coś!”). Wszystko zmieniło się jednak z chwilą, kiedy okazało się, że na sylwestra przyjedzie do nas „syn koleżanki wujka od strony matki”. Kolega nie dość, że był o wiele starszy i chodził wówczas do VI albo VII klasy podstawówki, co już samo w sobie było świetne, to jeszcze był szczęśliwym posiadaczem komputera. Niestety jako, że byłam w tamtym czasie dość mało ogarniętym pacholęciem, nie jestem dziś w stanie za żadne skarby przypomnieć sobie nazwy tego sprzętu. Pamiętam jednak, że miał kolorowy wyświetlacz, klawiaturę i kilka rewelacyjnych gier na pokładzie. Absolutnym hitem był Lotus, zaraz po nim jakieś karate i Prince of Persia (albo jakiś jego klon). Jak usiadłam przed pudłem, tak nie mogli mnie odciągnąć. Tamto olśnienie pamiętam do dziś.

Pegasus%20IQ-502

Niestety, spotkanie z genialnym sprzętem do grania skończyło się wraz z nastaniem nowego roku. Problem polegał na tym, że chęci do grania pozostały. Szał na kolorowe piksele powrócił w kilka miesięcy później. Sprawcami zamieszania był dziadek i jego młodociani sąsiedzi, którzy posiadali w domu prymitywną konsolę do gier. Jak na owe czasy było to niezłe cacko w pięknej szaroburej obudowie z dwoma padami i slotem na kartridże. W kilka miesięcy po pamiętnej „zabawie” sylwestrowej ujrzałam je po raz pierwszy i od razu miałam okazję wypróbować w akcji. Jak nie trudno się domyślić znowu nie sposób mnie było oderwać. Rodzicom oczywiście to nie umknęło i na szczęście stanęli na wysokości zadania. Tym sposobem pojawiła się w moim domu pierwsza konsola do gier (choć to dziś mocno przesadzone określenie) o nazwie Pegasus – model IQ-502 (klon NESa).

Tetris

No tak, tylko co to wszystko ma wspólnego z porządkami? Już śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż przetrząsając pudła ze starą elektroniką natknęłam się na małego handhelda z kultowym Tetrisem – 9999 in 1. Zaraz potem odkopałam mój stary odtwarzacz CD/MP3, który okazał się mieć (czego zupełnie nie pamiętałam) wbudowaną funkcję odtwarzania gier, dokładnie takich jak te, które pamiętałam z czasów Pegasusa. Odtwarzacz ten ochrzczono zresztą uroczą nazwą Gambler co zrodziło kolejne oczywiste skojarzenia i sentymentalne uniesienie. Tym sposobem od sprzątania pokoju dotarłam do punktu, w którym jestem teraz. Po drodze było jeszcze obowiązkowe szukanie mojej IQ-502. Niestety okazało się, ze w żadnej prawdopodobnej lokacji jej nie ma i nawet najbardziej wytrwali towarzysze moich telewizyjnych batalii nie pamiętają, co się z nią dokładnie stało. Powiedziałam sobie, że tak bywa i przekopałam sieć w poszukiwaniu adekwatnych fotografii. Efekty tych poszukiwań widać w galerii i musze przyznać, że konsolka wygląda dokładnie jak ta moja, nawet „obrażenia” ma podobne.

No, ale czymże byłyby konsole gdyby nie gry. No i tu oczywiście tez pojawił się problem bo moje wsiąkły razem z Pegasusem. Pamiętam jednak, że w kolekcji miałam między innymi: Capitana Tsubasę, Dizzy, Mario, Contrę, Popaya, Turtlesy(przeszłam kiedyś całe za jednym zamachem i mało nie umarłam ze szczęścia) i symulator piłkarski z pseudo-trójwymiarową grafiką (Goal?). Dodatkowo w zestawie był magiczny fioletowy kartridż z pakietem gier (część z wyżej wymienionych była właśnie na nim). Było tego zresztą znacznie więcej, ale jako, że wydarzenia tu zaprezentowane działy się już jakiś czas temu to trudno mi odtworzyć listę tytułów ze stuprocentową dokładnością. Nie ulga wątpliwości, że większość z nich zalicza się dziś do pozycji kultowych.

Kartri%u017Ce
Popularne niegdyś kartridże. Moje były w lepszych "kwadratowych" plastikach.

Wydaje mi się zresztą, że w jakimś sensie ten oldschool pozostał we mnie na lata. W epoce szału najpierw na GameBoy’a a potem GameBoy Advance nadal pykałam w przenośnego Tetrisa. A może nie było to wcale efektem długiego maltretowania przycisków na padach od mojej szarej konsoli? Może nigdy nie dostałam GBA z powodu niedostatecznej zasobności rodzicielskich portfeli lub niewystarczającej determinacji w walce o konsolkę? Dziś już raczej nie dotrę do tego jak to dokładnie było. Jednego natomiast jestem dziś pewna – kiedy myślę o pierwszych krokach w świecie gier widzę właśnie Pegasusa i mój stary telewizor (kolorowy!).

Tsubasa

A co wy widzicie oczami wyobraźni kiedy myślicie o początkach swojej przygody z grami?

omadaha
17 września 2010 - 21:51

Moja przygoda z grami zaczęłą się od:

Automatów 5 %

Atari 12,3 %

Commodore'a 13,5 %

Pegasusa/NESa 50,9 %

PlayStation 2,9 %

PlayStation 2 0,6 %

PlayStation 3 0,3 %

Dreamcasta 0 %

Xboksa 0 %

Xboksa 360 0 %

GameCube'a 0 %

GameBoy'a 0 %

Nintendo DS 0,3 %

PSP 0 %

PC 11,1 %

Inne 3,2 %