Tvgry.pl FAQ – chcę pracować w tvgry.pl! - K. Gonciarz - 15 stycznia 2011

Tvgry.pl FAQ – chcę pracować w tvgry.pl!

Cóż. Tydzień znowu nietypowy, w większości wypełniony przez rzeczy, o których nie mogę jeszcze mówić głośno. Ale to nie powód, żeby pozbawić Was cotygodniowej porcji rozrywki na Wybuchających. Najwyższy czas zająć się pytaniami, które w Waszych mailach i wiadomościach pojawiają się najczęściej. Koniec końców nie będę wrzucał wszystkiego do jednego wora, bo bardziej satysfakcjonujące będzie zbadanie zadanego tematu w większym szczególe. Na pierwszy ogień...

 

Jaką szkołę trzeba skończyć, żeby pracować z Wami?

 

To, jako symbol zapytań od młodszych użytkowników, którzy chcą swoją przyszłość związać ze światem gier wideo, często konkretnie z tvgry.pl. Różne te pytania przyjmują formy, a to konkretne jest najciekawsze, bo najbardziej zboczone z kursu. Na początek dobra i zła wiadomość. Zła: „dziennikarstwo” growe nie jest pracą, którą poleciłbym komukolwiek jako życiowy cel. Długo by pisać (ha!), dlaczego. Ale jako środek do celu – jak najbardziej się nada. W moim przypadku celem jest mieszkanie w 5-gwiazdkowym hotelu w Tokio bez oglądania się na stan konta. Nieważne no. Dobra wiadomość jest za to taka, że jesteście na dobrym tropie, żeby w ogóle się do branży gier wbić. Od tej strony da się liznąć różne tematy, poznać wiele osób, poznać back-office'owe prawidła. Nigdy nie myślcie jednak o takiej pracy, jak o "zarabianiu na graniu w gry", ani nie upatrujcie w darmowym dostępie do gier jakiegoś Świętego Graala. Ja robię rzeczy od przeszło 11 lat i nikt jeszcze mi za „granie” nie zapłacił złamanego grosza. A darmowe gry są ledwie narzędziem pracy, do których dostęp zwykle w praktyce i tak się ma ograniczony. Nie dostajecie ich wszak jako Jan Kowalski, ale jako redakcja. "Krytykuje, bo dostaje grę za darmo!" - piszą czasem urażeni fanboye. Right.

 

Nie nauczą Was pisania o grach na uczelni. Wiem, bo sam go uczyłem.

Ale wróćmy do meritum. Jaka szkoła? Zgodnie z powyższym akapitem: nie kierujcie się w jej wyborze dziennikarskim powołaniem. Jeśli kręci Was game dev, idźcie na informatykę, jeśli design, to szkolcie się artystycznie, jeśli marketing – marketing, i tak dalej. Pisania, w szczególności o grach, nikt Was nie nauczy. A ciekawość świata jest bardzo ważnym elementem każdej pracy, ja sam otarłem się o wszystkie wymienione wyżej kierunki rozwoju.  Nawet tak odległe dziedziny jak semantyka czy typografia znajdują w mojej pracy prawie codzienne zastosowanie. Nigdy nie wiesz, co może się przydać, więc gromadź w sobie bank fajnej wiedzy o rzeczach, które Cię interesują. Bystry Czytelnik na pewno zauważył, że nie wymieniłem studiów dziennikarskich. Tak, nie wymieniłem. Nie idźcie tam.

 

Ćwiczenie #1: Spójrz na swoją półkę z książkami. Które pozycje mogą się przydać w pisaniu o grach? Może masz album o rodzajach broni z II WŚ, który daje Ci wiedzę pomocną w analizie drugowojennych shooterów czy strategii? Może klasyczne książki fantasy, do których możesz się odnieść grając w Dragon Age II? Może Neuromancer, którego trawisz przygotowując się na Deus Exa (niczym niżej podpisany)? W walce o dobre rozkminy macie miliony sojuszników, musicie tylko ich dostrzec.

 

Zabawny fakt: W zespole tvgry.pl jest dwóch kulturoznawców (jeden klasyczny, jeden kultoroznawstwa „parainformatycznego”), polonista i anglista. Wiesz kto jest kim?

 

OK, czyli już jasne – nie obierać ścieżki osobistego rozwoju pod kątem pisania o grach, skupiać się raczej na rzeczach, które mogą się w nim pokrętnie przydać. To zostawia nas z ważną kwestią trudnego początku, pierwszego kroku na drodze do pisania. W ogóle, zważcie że cały czas tak nawijam o PISANIU, mimo że pewnie spora część z osób zainteresowanych tematem przez pryzmat tvgry.pl chciałaby prosto uderzać na filmiki. Niby tak też można, ale myślę że trzeba mieć solidny fundament merytoryczny, zeby potem narzucić na niego zabawę formą.  O robieniu filmików pogadamy innym razem.

 

Wywal pierwszy akapit

Naturalnym początkiem kariery w dzisiejszym Internecie jest blog. To wręcz taki standard, normalna rada i odpowiedź, jakiej udziela się każdemu. Ale też nie pozbawiona wad. Na pewno musicie zacząć pisać i robić to jak najczęściej, jak najwięcej. SIŁA! Po napisaniu, odłóżcie swoje wypociny na parę dni i wróćcie do nich na świeżo. Bardzo dużo praktyki wymaga składne wypowiadanie się bez opóźnionej samokorekty. I bardzo ważne: jak już napiszecie swoje pierwsze tysiące znaków na temat jakiejś gry, nie dajcie się ponieść dumie i weźcie nie wysyłajcie tego do jakiejś redakcji jako portfolio. Wiem, też tam byłem i to przerabiałem – ale jakkolwiek dumni byście nie byli, Wasze początkowe teksty będą raczej takie se. Dajcie im dojrzeć, poprawiajcie, nie bójcie się wywalić akapitu, połowy treści, albo nawet zacząć od nowa. Wysyłając komuś coś słabego, spalacie się już na starcie.

 

Pomoc naukowa: jeśli chodzi o sztukę pisania i ogólniej pojętej komunikacji treści, polecam kilka pozycji:

Nowa retoryka dziennikarska – W. Pisarek [bardzo dobre na początek]

Retoryka – prac. zbior., red. M. Barłowska [trochę hardkorowe, dla zaawansowanych]

Dziennikarstwo radiowo-telewizyjne – A. Boyd [uniwersalne, ciekawe, klasyczne - polecam filmikowcom]

Mówiłem, że sojuszników mamy bez liku?

 

Nauczmy się dyskutować

Na koniec jeszcze jedno ćwiczenie, tym razem ambitniejsze. Ja ogólnie jestem zdania, że recenzje są przereklamowane i często mi się nie chce ich robić: to forma niedoskonała, bardzo niesymetryczna jeśli chodzi o skupianie uwagi współczesnego czytelnika. Dlatego też polecam Wam się ćwiczyć na czymś, co na tvgry.pl nazywamy Komentarzem. Krótka, bardziej dogłębna i analityczna opinia na konkretny temat.

 

Ćwiczenie #2: Pamiętasz Ćwiczenie #1? Na pewno masz ponadprzeciętną wiedzę na temat jakiegoś konkretnego aspektu jakiejś konkretnej gry. I ma to związek z twoimi pozagrowymi zainteresowaniami. Może oglądasz dużo piłki w TV, może jarasz się replikami broni, może lubisz komiksy, w zasadzie cokolwiek. Zlokalizuj w sobie coś, czego inni mogą nie wiedzieć – nie musi to być ogromna egzotyka. Ale jest większym skarbem, niż Twoja recenzja najnowszego Call of Duty, bo taką może sobie napisać każdy. Spróbuj w oparciu o tę wiedzę napisać jeden akapit, w którym analizujesz i opiniujesz jeden, konkretny aspekt jakiejś wybranej gry. Ekranowy lag w Killzone 2? Poślizgi w Gran Turismo 5? Sposób prowadzenia narracji w Arkham Asylum? Cokolwiek tylko chcesz, byle było konkretnie, krótko, profesjonalnie. Rezultat ćwiczenia wpisz w komentarzu pod tym wpisem. Nie wstydź się – w końcu chcesz to robić, miej więc jaja puścić coś do Internetu i nie bać się, że komuś się nie spodoba. Nieważne, czy masz 13 lat czy 25, tutaj wszyscy są równi, liczy się poziom dyskusji.

 

Ćwiczenie #3: DLA LENIWYCH. Jak już ktoś zrobi #2, to rzuć okiem na wątek pod tym artykułem i spróbuj się odnieść do czyjejś opinii w możliwie najbardziej konstruktywny sposób. Nie musisz udowodnić, że ktoś się myli - niech dyskusja zmierza ku wspólnym wnioskom.

 

Świat szuka specjalistów i oryginalnych treści. Tvgry.pl też.

No to na razie tyle. Zadanie domowe zadane, temat nadgryziony. Zachęcam do pytania, krytykowania, dyskusji. Piszcie przede wszystkim, jak mógłbym Wam pomóc - co jest niejasne,  co trudne, o czym chętnie byście przeczytali. Przy okazji polecam Wam swóją nowo utworzoną stronę na Facebooku: facebook.com/kgonciarz. To taki mój mikroblog jakby, a przy okazji skuteczny sposób skontaktowania się ze mną. Trzymajcie się!

Tvgry.pl FAQ – odcinek 1
K. Gonciarz
15 stycznia 2011 - 15:41

Komentarze Czytelników (52)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
15.01.2011 21:52
BlaQ18
odpowiedz
BlaQ18
31
Chorąży

Rock Alone dzięki, no teraz brzmi to troche lepiej. Chciałbym pisać jednak najpierw wolę poznać opinie większej liczby osób.

15.01.2011 22:02
😈
odpowiedz
zanonimizowany507660
52
Generał

Ja bym nie chciał pracować w żadnym portalu czy czasopiśmie "okołogrowym". Powód prosty - jeżeli coś zaczyna być pracą, to przestaje być przyjemnością. Wiem to z własnego doświadczenia.

Za to cholerne mnie pasjonuje projektowanie gier jako takich. Lubię wymyślać nowe światy, zależności, właściwości, aspekty rozgrywki itp. Niestety ludzi mojego pokroju jest bardzo wielu a przebić się jest bardzo trudno. Najprostsza droga by zaistnieć to albo Mody albo Indie Games. Niestety w obydwu przypadkach "głowa pełna pomysłów" to o wiele za mało, trzeba mieć w ręku konkretny fach z tym związany (a przynajmniej na początku gdy działa się w "undergroundzie"). Mam tu na myśli programowanie, projektowanie obiektów 3D, animowanie, projektowanie poziomów, tworzenie tekstur itd. Pewne zdolności posiadam nie powiem, bo piszę własne programy, robię do nich grafikę, czasem machnę jakiś mały modzik - ale to i tak stanowczo za mało.

Zachęciły mnie słowa Lorda. Byłbym bardzo wdzięczny, gdybyście zechcieli rzucić okiem na jeden z moich lepszych projektów (został obecne porzucony, wrócił na "deskę kreślarską" w celu przebudowy w związku z nowymi aspektami przewidzianymi w projekcie ;P). Gwarantuję że nie jest to żaden wirus, trojan czy inne gówno. To zwykły skompilowany program, pozbawiony jakiejkolwiek funkcjonalności, sam projekt graficzny. Jestem otwarty zarówno na pochwały jak i konstruktywną krytykę ;].
I jedna ważna dla mnie rzecz. Czy program wygląda na tyle profesjonalnie, że dalibyście się "nabrać", że został wykonany przez zawodowe studio, a nie jedną osobę i w dodatku amatora-samouka? Zależy mi na takim efekcie, bo program (w przyszłości) będzie rozprowadzany odpłatnie (mam nadzieję :D).

Link:
http://rapidshare.com/files/442758140/program.rar

Do rozpakowania wymagany dekompresor rar, np. WinRar

PS. Program pisany na razie tylko pod Windows 7 i Vista. Na XP też działa, ale nie wygląda tak dobrze (chodzi głównie o czcionki, które w stylu Aero są renderowane w czasie rzeczywistym).

15.01.2011 23:01
👍
odpowiedz
Mateusz9696
9
Legionista

Ciekawy artykuł, który może pomóc wielu znaleźć swoje prawdziwe powołanie! Świetna robota!
A co do próby - napisanie "pierwszego akapitu"- naszła mnie ochota przedyskutowania sposobu przedstawiania wydarzeń fabularnych w trzeciej części produkcji Blizzard zatytułowanej Warcraft.
-może zacznę od ogółu- Emocjonalny zarys wydarzeń jest bardzo podobny do tego z trylogii J.R.R. Tolkien'a. Zaczyna się niewinnie - przedstawienie postaci, z "pogłosek/prologu" -jak to nazwę- dowiadujemy się o wielkiej wojnie która już się rozpoczęła. Poznajemy innych bohaterów, rozwiązujemy pomniejsze konflikty, które jak w każdej niewyróżniającej się fabule dokładają swoją "cegiełkę" do końcowych wydarzeń. Jak w każdej szanującej się grze/książce/filmie musi być jakiś potężny zwrot akcji, który skomplikuje nam sprawę tak i tu nasz przedstawiony jako "szlachetny i prawy bohater" okazuje się nierozważnym, pragnącym zemsty na Mal Ganisie Arthas popełnia poważny błąd, który prawie nie skończył się całkowitym opanowaniem świata przez demony. Dalej nie będę zdradzał fabuły -choć chyba nie ma szanującego się gracza, który nie przeszedł ani jednej misji w tym prawdziwym dziele fabularnym. Reasumując pięknie prowadzone, trzymające w napięciu dzieje "wybranej czwórki" bohaterów, zwieńczone bardzo dobrą oprawą audio-wizualną i nadzwyczajnie prowadzonymi dialogami ( jak na ówczesne możliwości), szkoda tylko, że nie dostaliśmy większej swobody w podejmowaniu decyzji (wiele akcji mogłoby się zakończyć wyborem moralnym, np. czy uwolnić więźnia, podczas przemieszczania się w kurchanach ‹kampania elfów›, czy też, czy go wygnać po tym jak przejął moc czaszki pilnowanej przez demonów), a także otrzymaliśmy tylko kilka przerywników filmowych. Moja osobista ocena zagadnień fabularnych Warcraft'a 3: 8.5/10
Pozdrawiam Mat3nsz

PS Spodziewajcie się niedługo drugiej części "Ciekawa składanka (2009 i 2010 rok).

15.01.2011 23:02
Pan Tur
👍
odpowiedz
Pan Tur
34
Czempion_Kirkwall

Kto to jest "noob"? Takie pytanie dość dziwne, dla innch głupie... zastanawiam się dlaczego 50% chłopaków od 8 (teraz coś przerażającego) do 17 roku życia grających w Metin2, nazywa kogoś "noob'em" NIE znając potencjalnego znaczenia tego słowa. Ostatnio w szkole uczeń 2 klasy gimnazjum żekł do kolegi, który nie rozumiał zadania z matematyki: "Ty noobie, jaki z ciebie pies... takiego czegoś nie potrafisz?"... i tu jest tzw. "pies pogrzebany". Więc proszę cię Mepha wytłumacz co to znaczy, albo Lordareonie który znasz się na takich sprawach. A co do artykułu bardzo interesujący... ciekaw jestem czy ktoś z użytkowników Gry-online.pl zostanie kiedyś współtwórcą recenzji, GRAMY! czy Flesza!... Może tak, może nie, ale to nie mnie o tym sądzić i tylko czekać na kolejny artykuł Lordareon'a.

15.01.2011 23:59
Barthez x
odpowiedz
Barthez x
155
vel barth89

Ja pracowałem kiedyś w kilka internetowych serwisach (ukazywały się chociażby na coverach w CDA), pisałem teksty, dostawałem wejściówki na różne imprezy - fajnie? Ja z tego zrezygnowałem, bo nie starczyło mi czasu i na to i na naukę. Więc nie jest tak różowo, jak się wydaje.

16.01.2011 00:13
😈
odpowiedz
zanonimizowany507660
52
Generał

Mateusz9696 - jak dla mnie trochę słabo... Zbyt chaotycznie, niezgrabnie, ciężko skapować o co Ci w danym zdaniu chodzi, jaki jest jego sens (znam W3 bardzo dobrze, a nie mam pojęcia o czym piszesz ;D). Czyta się to dosyć niewygodnie, brakuje ładu i składu, tak jak gdybyś sam nie wiedział co chcesz czytelnikowi przekazać.

Pan Tur - Dosłownie Noob to to samo co Newbie (czyli początkujący). Różnica jest taka, że Noob dodatkowo niesie negatywny ładunek emocjonalny (jest pejoratywny). Bardziej potocznie używa się go, wobec ludzi którzy czegoś nie potrafią, czegoś nie rozumieją, są w czymś słabi, niezbyt uzdolnieni.

16.01.2011 00:37
Pan Tur
😁
odpowiedz
Pan Tur
34
Czempion_Kirkwall

RedCrow dzięki, strasznie mnie załamuje zanikanie polszczyzny, a jej miejsce zajmuje slang, którego i tak używa tylko garstka... płakać się chce...a i jeszcze jedno masz rację co do postu użytkownika Mateusz9696 (heh mój rocznik) znam W3 jestem wielkim fanem tej gry... ale nic nie zrozumiałem. Ale przyznam fabuła pod koniec 1 rozdziału i początku 2 była jak stara dobra brazylijska telenowela, gdzie dobry (który "powąchał" odrobinę zemsty) staje się zły! Ale znowu w akcie chyba 4 staje się znów dobry, by w dodatku stać się złym... jak stara zła Moda na Sukces... gdzie zawsze zwyciąża dobro... heh no prawie zawsze (dodatek)...

PS.: Sorki Mateusz9696... czasami sam piszę tak, że nikt nie kapuje o co chodzi (chyba że tylko sądzę tak ja i nauczycielka j.pol.)

16.01.2011 14:14
Radanos
😊
odpowiedz
Radanos
85
Tytanowy Janusz

Ja to jestem na najlepszej drodze do pisania w branży "growej". Można nawet powiedzieć, że jedną nogą w tym siedzę. Oczywiście nie jest to gigant jak gry-online, ale warto, nawet dla tej garstki osób.

16.01.2011 14:24
😉
odpowiedz
Qverty™
0
Legend

Bystry Czytelnik na pewno zauważył, że nie wymieniłem studiów dziennikarskich. Tak, nie wymieniłem. Nie idźcie tam.

Ej, dzieki...Kurde po dziennikarstwie na serio nie ma przyszłości?

16.01.2011 15:21
Zdenio
odpowiedz
Zdenio
99
Generał

Qverty, spokojnie. Przecież to nie jest tak, że kończysz określony kierunek, a na drugi dzień magicznym sposobem dostajesz oferty pracy. Praktycznie liczy się tylko tytuł magistra. Jeżeli umiesz pisać, czy dobrze radzisz sobie w studiu radiowym, to masz szanse na znalezienie posady.

16.01.2011 16:11
Harry M
odpowiedz
Harry M
134
Master czaszka

Extra artykuł.

16.01.2011 18:52
📄
odpowiedz
faithfan
28
Redaktor Naczelny

Ćw2.

Skoki narciarskie 2006- lot zawodnika w powietrzu

Witam. Chciałbym podzielić się moją opinią na temat aspektu gry " Skoki Narciarskie 2006" , a mianowice Lotu w powietrzu. Uważam iż nie odzwierciedla on realnego lotu zawodnika podczas skoku. W locie bowiem zawodnik stara się pochylić w stronę nart tak aby przyjąć pozycję "V" jednak w grze skoczek jest za bardzo odchylony od nart. Co więcej w każdym skoku na powtórce jego kąt odhylenia wygląda dokładnie tak samo jak wczesniej. Pomimo bardzo dobrej grafiki i grywalnosci jaką oferuję ten tytuł , nie odzwierciedla w pełni zachowania skoczka w locie, a myślę że tego własnie w grach brakuje w dzisiejszych czasach. Realizmu.

16.01.2011 19:01
😊
odpowiedz
faithfan
28
Redaktor Naczelny

@SlaY91

Ja tam uważam że jeśli ktoś będzie się starał i konsekwentnie dążył do wyznaczonego przez siebie celu to wszystko jest możliwe do osiągnięcia.

16.01.2011 20:31
yasiu
odpowiedz
yasiu
185
Legend

wracając do tego o czym wspomina Rock - warto wyrobić w sobie odrobinę asertywności. Choćby po to, żeby móc stawiać odważne, niepopularne tezy w sposób, który nie będzie ludzi raził po oczach. No chyba, że taki jest nasz zamiar :D

@faithfan - lot zazwyczaj jest w powietrzu ;) jak na jeden akapit, za dużo powtórzeń. To jest świetny materiał do poprawy warsztatu. Ja sam też pisząc szkic tekstu często się powtarzam. Po to, żeby pisaniem nadążyć za potokiem myśli. Ważne jest jednak, żeby nad tekstem potem popracować. Poprawić, zmienić, przemodelować, tak żeby słuchając tego co się napisało, dało się tego słuchać :)

16.01.2011 20:57
😈
odpowiedz
zanonimizowany507660
52
Generał

Radanos - Pochwal się gdzie pisujesz (bez skojarzeń politycznych ;D), chętnie "oblookam".

16.01.2011 21:00
Sassafrass
😁
odpowiedz
Sassafrass
15
Pretorianin

Właściwie niepotrzebne to tutaj wklejam, bo to moja pierwsza recenzja. Bardzo kiepska, nie przeszedłem nawet połowy gry i za bardzo ściągnąłem z filmiku Wonzia w pierwszym akapicie. Ale jestem dumny, że coś w ogóle napisałem.

Lord twój artykuł odmienił moje życie.

Hity-Kity: Dungeon Keeper

Do premiery Dead Space 2 pozostało jeszcze trochę czasu, więc postanowiłem zasmakować nieco klasyki. Zainspirowany nowym odcinkiem programu Doom Starców – wybór padł na Dungeon Keepera. Jest to jedna z ostatnich gier zrobionych przez Piotrka wraz z jego legendarnym studiem Bullfrog Productions. Założonym właśnie przez niego samego, czyli Petera Molyneux i Lesa Edgara, w 1987 roku. Potem odszedł on wraz z częścią ekipy, ze względu na ówczesną politykę Electronics Arts, które dopiero stawało się tym złem pochłaniającym inne firmy. Same Bullfrog, to kopalnia hitów obejmujących przeważnie rozmaite gry z gatunku god games, czyli symulatory bóstwa i Dungeon Keeper również posiada takież elementy. A jak wiadomo, wszyscy lubimy być panem i władcą.

Mało tego, ta wspaniała (mimo wszystko nie ubóstwiana przeze mnie produkcja) pozwala zrobić to, na co inne gry z reguły nie zawsze pozwalają - wcielić się w złego władcę lochu i w końcu dokopać tym dobrym bohaterom. Zazwyczaj całość opiera się na rozbudowie owego przybytku, zwabiania doń potworów i niszczeniu przeciwnika, aby móc wyjść na powierzchnię i robić brzydkie rzeczy(rozgrywka obejmuje jednak tylko zabawę w lochu). Zanim dokonamy tego heroicznego czynu musimy mieć na uwadze serce owego przybytku, które posiada każdy gracz i dalej wiecie o co chodzi... Natknąłem się także na mniej schematyczne zadania, które urozmaicają rozgrywkę. Musiałem np. poradzić sobie na otwartym terenie, pod ciągłym atakiem wroga, dostać się do komnat czterech magów i ich zniszczyć, lub w początkowej fazie gry, tylko się bronić. Zazwyczaj zadania odpowiadające schematowi powyżej też są urozmaicane w jakiś sposób, przykładowo w jednej z misji przed przeciwnikiem musiałem dotrzeć do sprzymierzeńców.

Wszystkie nowo rozpoczęte poziomy, a jest ich całkiem sporo zaczynają się najazdem na owe wspaniałe serce lochu. Wtedy po raz pierwszy ukazuje się nam grafika produkcji, która zobaczyć z resztą każdy może (dzięki screenom). Jest ona mocno rozpikselowana, ale cóż z tego, skoro ma swój styl – jest on definitywnie mroczny. Nie potrafię jednak ocenić jej z perspektywy ówczesnych czasów (niebyło mi dane), ale kogo to obchodzi. Istotne jest, że w pewnym sensie nadal może się podobać.

Kiedy już zapoznamy się z interfejsem i przekonamy się jak bardzo jest on funkcjonalny, prosty i jesteśmy już pewni, że nie będzie utrudniał nam życia, przystępujemy do rozbudowy lochu. Lokacje zbudowane są z kwadratów, które w większości zasypane są ziemią. Tutaj zaczyna się zabawa – drążymy tunele, budujemy komnaty, – stwarzamy warunki dla naszych sług, które trafiają do nas przez portal. Jednostek jest całkiem sporo, podobnie jak budynków, wśród których znajdziemy np. więzienie, bądź sale tortur. Jest to o tyle ciekawe, że po umieszczeniu delikwenta w lochu, umrze on i powróci jako szkielet (będąc już po naszej stronie), natomiast gdy umieścimy go w sali tortur, może przekazać nam istotne informacje (odkryć kawałek mapy), lub umrzeć i powrócić jako duch, istnieje jeszcze jedna opcja, najlepsza - może on przekonać się do ciemnej strony mocy! W grze jest więcej tego typu związków przyczynowo skutkowych.

Bestiariusz nie powala różnorodnością. Znalazłem tam właściwie wszystko czego się mogłem spodziewać. Ale i kilka istot, które nie były już takie standardowe, dla tego typu klimatu, np. mucha, która tutaj pełni rolę zwiadowcy. Każdy rodzaj stwora posiada swoje unikalne umiejętności i zdobywa doświadczenie. Jest więc na wagę złota, bowiem na jego trening zazwyczaj wydajemy sporo tego surowca. Niektóre stwory niekoniecznie lubią się ze sobą, przykładowo wspomniana mucha, z pająkiem. Co jest logiczne, więc musimy zapewnić im osobne legowiska.

Surowiec jeden i jedyny tutaj stanowi właśnie złoto. Wydobyciem i odwalaniem całej reszty roboty zajmują się Chochliki. Z nimi nierzadko są problemy. Bowiem gra ma pewną głupią mechanikę. Jeżeli dany kwadrat należy do przeciwnika, nasze stwory nie wejdą na niego. Chyba, że mają na nim target w swoim zasięgu. W innym przypadku Chochliki muszą przejąć dany kwadrat. Więc aby zaatakować bazę wroga, należy najpierw przejąć wszystkie komnaty, aby w ten sposób dotrzeć do serca. Tylko, że te małe upierdliwe stworki, zamiast zająć się przejmowaniem terenu w danym sektorze (bo akurat chwilowo nic nie przeszkadza) zaczynają np. umacniać ściany lochu na wrogim terenie. Po co?! A my na domiar złego nie możemy zrobić nic, oprócz wydelegowania tej istotki z powrotem, bo przecież zaraz wpadną jednostki wroga, a nie chcemy stracić cennego Chochlika.

Jako zły władca, wszystkich sprzymierzeńców możemy przemieszczać, za pomocą złej do szpiku kości łapy – kursora. Oprócz tego posiadamy szereg ciekawych zaklęć, począwszy od zamienienia przeciwnika w kurczaka, skończywszy na zasianiu wśród szeregów wroga zarazy, czy możliwości przeniesieniu wszystkich jednostek znajdujących się na mapie do serca lochu i stoczenia tam ostatecznej walki. Ciekawostką jest, że możemy wejść w skórę naszego podwładnego i pozwiedzać swój loch z jego perspektywy, walczyć lub po prostu pracować.
Problem pojawia się, gdy chcemy skorzystać z komputerowego pomocnika, w późniejszych etapach gry jest niezbędny. Tego są cztery rodzaje, cytując: Pomocnik agresywny – rozbudowuje twój loch i zawsze próbuje atakować wroga, Pomocnik defensywny – rozbudowuje twój loch, ale nie atakuje wroga, Pomocnik rozbudowy – drąży nowe korytarze, rozmieszcza komnaty i pułapki, ale nie przemieszcza stwórów, Pomocnik przemieszczania – przemieszcza stwory i daje im klapsy. Gdy posiadamy już sporą liczbę stworów i nasza ręka zła nie jest w stanie unieść ich wszystkich, w takim wypadku wystarczy aktywować pomocnika przemieszczania, który przerzuci wszystkie jednostki na miejsce w którym akurat trwa walka. Tylko, że to nie działa, bo nie zawsze przerzuca wszystkie jednostki. Z kolei każdy pomocnik będzie nam tworzył nowe komnaty, ale niestety nie robi tego tak estetycznie jak my byśmy chcieli. Więc musimy włączać je na określony czas, a potem znowu wyłączać i odznaczać zaznaczone miejsca dla Chochlików. Chyba, że taka wizualna ruina wam nie przeszkadza. Na domiar złego, automat czasami robi rzeczy wręcz absurdalne - wysyła nasze jednostki prosto w sam środek piekła, bo akurat brakuje złota. Poza tym jeżeli chcemy przerwać walkę, bo wiemy, że nie damy rady i nie warto marnować wojów, musimy już sami wszystkie jednostki przerzucać z powrotem. Katorga...

Walka jest istotnym elementem gry, mimo to została potraktowana po macoszemu. Zazwyczaj wystarczy rzucić wszystkich w jedno miejsce i wspomagać ich czarami. Towarzyszą temu efektowne rozbłyski i naprawdę przerażający krzyk. To niestety tyle w tej kwestii.

Od strony dźwiękowej wszystko prezentuje się po prostu dobrze, bez rewelacji (w końcu gra wyszła w 1997 rok). Dungeon Keeper został w pełni spolszczona przez Cenega Poland. Spolszczenie po prostu daje radę. Szczególnie dobrze prezentuje się nisko tonowy głos, który podpowiada podczas rozgrywki i wprowadza do nowej krainy. Na dłuższą metę jest bardzo frustrujący. W pewnym momencie zabrakło mi złota, a owy głos dosłownie co 2 sekundy przypominał mi non-stop (zupełnie jakby się zaciął), że go nie mam. Tutaj zdecydowanie przegięli. Znowu katorga...

Reasumując. Dungeon Keeper to warta polecenia produkcja, przy której można się świetnie bawić nawet dzisiaj. Może gdybym napisał, że jest dla ludzi o mocnych nerwach przesadził bym, ale ma pewne błędy, które zwyczajnie irytują i to bardzo.

Sassafrass

Zdaje sobie sprawę, że nie za bardzo fajny tekst. Ale jestem młody, jeszcze zdążę się wyrobić na czas ;)

16.01.2011 22:48
odpowiedz
Dominatorix
56
Pretorianin

Heh, a ja na dziennikarstwo się wybieram :/

17.01.2011 23:41
odpowiedz
mik999
54
Centurion

No to ja skomentuję sytuację na temat wojny między Monster Hunter Freedom Unite a Monster Hunter Portable 3rd na PSP. Wywiązała się po premierze tego drugiego w japonii pojawiła się gigantyczna dyskusja na temat trudności nowej gry. Nie będę przytaczać cytatów, ale hardcorowcy zgodnie twierdzą, że poprzednia część była trudniejsza co w tej dziwnej społeczności równa się lepsza. Pojawiają się jednak dwa główne problemy:

1. W poprzedniej wersji były zepsute hitboxy (częsci modelu w które się uderza i ciebie uderzają np. ogon, głowa) które w większości wypadków zostały naprawione. Oczywiście pojawiły się komentarze typu "ale ułatwili xxxxxx w MHFU był o wiele trudniejszy - cały portable 3rd to lipa dla noobów" (Sam pamiętam jak z powodu tego, że hitbox potwora sięgał 2 metry obok potwora męczyłem się z jednym polowaniem przez 2 dni).

2. Połowa osób która się wypowiada zaczęła w poprzedniej części przygodę z tą grą i oceniają poziom trudności gry teraz z wspomnieniami kiedy dopiero uczyli się grać. Sam jestem jednym z nich i wiem, że mogę coś upolować w 5 minut tylko dlatego, że widziałem jego ruchy już kiedyś w poprzedniej grze i wiem jak na nie zareagować.

Te 2 powodu praktycznie załatwiają wojnę o poziom trudności, ale są jeszcze osoby twierdzące, że 3rd jest mniej rozbudowany od poprzedniej części, ma mniej zbrój, mniej broni, ale tutaj jest już prosta odpowiedź. Gra która u nas nazywa się Monster Hunter Freedom Unite po japońsku nazywała się Monster Hunter Portable 2nd G - co oznacza, że to rozszerzenie Monster Hunter Portable 2nd (znanego u nas jako Monster Hunter Freedom 2) dodające najtrudniejsze polowania klasy G, wraz z tym dużo nowości i poprawek w balansie broni. Dodaję to też trzeci argument co do poziomu trudności - w 3rd nie ma polowań klasy G.

Wniosek z tego wszystkiego jest prosty - jeżeli porównywać to zapomniany Monster Hunter Freedom 2 z Monster Hunter Portable 3rd, albo poczekać az wyjdzie Monster Hunter Portable 3rd G - jednak do tej chwili jeszcze wiele wody przepłynie przez zatokę tokijską.

06.02.2011 15:22
👍
odpowiedz
molik2121
21
Pretorianin

Ciekawy artykuł ja sam chciałbym pracować w tvgry . Mam Na youtubie kilka filmików> Oto link http://www.youtube.com/user/Molkson?feature=mhum jak widać mam "jaja" bo nie boję się że ktos pisze do mnie "haha jaki debil najpierw przejdź mutacje" A jeśli chodzi o te książki (ćwiczenie1) to mam różne książki które przeczytałem i to całkiem dużo np: All części Harrego Pottera i to nie po jednym razie tylko po kilka razy przeczytałem no i trylogia Władcy Pierścionka mam za sobą no i wiele wiele lektur:) A jeśli chodzi o Ćwiczenie 2 to np. Świetna Grafika w Mass Effect 2 czy Sztywne strzelanie W nowym Medal of Honor :p

16.02.2011 19:56
Jeregor97
😊
odpowiedz
Jeregor97
3
Junior

thx wiesz jak mi pomogłeś w pracy domowej z polaka dostałem 6

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze