Samurai Champloo - czy samuraje słuchali hip-hopu? - Kono - 20 lipca 2011

Samurai Champloo - czy samuraje słuchali hip-hopu?

Shinichirō Watanabe to człowiek, który w kwestii japońskiej animacji zrobił ilościowo niewiele, ale jeśli już się za coś weźmie to robi to co najmniej bardzo dobrze. Watanabe reżyserską przygodę zaczął od świetnego technicznie Macross Plus, później był klimatyczny Cowboy Bebop (był emitowany w TVP Kultura!), a ostatni ważnym projektem było anime, które dziś chciałbym Wam polecić. Dziełem tym jest Samplujący Samuraj, czyli Samurai Champloo.

Początek całej historii ma miejsce w małej herbaciarni, gdzie pracuje młoda, nieco naiwna, ale za to urocza i zdeterminowana Fu. Dzień minąłby jak zwykle, gdyby nie jeden z gości przybytku – temperamentny i lekko zwichrowany Mugen. Chcąc załapać się na darmowe jedzonko, młody wojownik proponuje uratować pewną niewiastę, do której przystawiają się sługusy lokalnego daimyō. Pokonanie kilku pachołków nie sprawia mu najmniejszego problemu, jednak w lokalu pojawia się trzeci główny bohater spektaklu – małomówny i nieco flegmatyczny Jin. Dwaj panowie po oględnym zbadaniu sytuacji i kurtuazyjnej wymianie uprzejmości stają do walki. Los jednak chce, że herbaciarnia staje w płomieniach, a Jin i Mugen zostają pojmani i skazani na śmierć. Na szczęście z opresji ratuje ich Fu, a w zamian prosi o pomoc w odnalezieniu Samuraja Pachnącego Słonecznikami. Tak oto zaczyna się historia przedstawiona w Samurai Champloo.

Mugen, Jin i Fu tworzą mieszankę iście wybuchową. Każde z nich posiada zupełnie inny charakter i to właśnie dynamika relacji między nimi jest jedną z głównych rzeczy, które wprost nie pozwalają nam oderwać się od ekranu. Z jednej strony mamy Mugena, czyli narwanego gościa pochodzącego z wyspy Ryukyu. Jeśli chaos postanowiłby zmaterializować się i przyjąć formę człowieka, to zostałby Mugenem. Zarówno charakter, jak i styl walki (połączenie breakdance i copoeiry) młodego wojownika są ucieleśnieniem nieprzewidywalności. Z drugiej strony mamy Jina – ronina, który w tajemniczych okolicznościach opuścił dojo jednego z największych mistrzów miecza w całej Japonii. Dystyngowany i powściągliwy z charakterystycznymi okularami na nosie, Jin jest kompletnym przeciwieństwem Mugena zarówno pod względem charakteru, jak i stylu walki. Z całej trójki najsłabiej wypada Fu. Jest ciekawą postacią, ma swoje motywy, ma cel, który za wszelką cenę chce osiągnąć, jednak momentami wydaje się, że autorzy skonstruowali ją tylko po to, by pchać całość historii w jakimś konkretnym kierunku. To chyba jedyny minus w tym anime.

Pomimo tego, że akcja osadzona jest w Japonii z okresu Edo, to podobnie jak to miało miejsce w przypadku Cowboy’a Bebopa Watanabe miesza w Samurai Champloo wiele motywów i gatunków. Już sam tytuł wskazuje, że odniesień do kultury hip-hopowej będzie sporo. I tak też jest. Za przykład niech posłużą chociażby styl walki i sposób ubierania się Mugena, obecność samuraja-beatboxera oraz pojawienie się pewnej „zielonej” używki pochodzenia roślinnego.

Praktycznie każdy z 26 odcinków mógłby być samodzielnym dziełem. Poszczególne epizody są ze sobą powiązane trójką bohaterów i ich główną misją, jednak wskazówki co do ostatecznego celu podawane są widzowi rzadko. Dopiero w kilku ostatnich odcinkach wyjaśnia się, dlaczego Fu szuka tajemniczego samuraja. Nie przeszkadza to jednak w pełni cieszyć się obcowaniem z tym anime. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Obok odcinków smutnych i melancholijnych znajdą się i czysto humorystyczne. Postacie pojawiające się tylko epizodycznie są bardzo dobrze nakreślone i widać, że wprowadzenie każdej z nich nie było przypadkowe. Warto tutaj zaznaczyć, że w większości epizodów znajdziemy masę odniesień do historii, kultury lub współczesności Japonii.

Technicznie nie mogę produkcji Watanabe niczego zarzucić. Postacie są bardzo ładnie narysowane, a animatorzy wykazali się nieprzeciętnym warsztatem. Całość oprawy graficznej Samurai Champloo jest bardzo „wakacyjna”. Ciepłe, pastelowe barwy wprost napełniają widza pozytywną energią. Nawet w czasie smutniejszych momentów czujemy, że słońce znowu wzejdzie. Animacja przez cały czas „daje rade”, a walki, których jest sporo, wyszły autorom wybornie. Oczywiście nie zobaczymy tu przegiętych pojedynków rodem z Bleach’a, ale na stuprocentowy realizm też nie mamy co liczyć. Jeśli chodzi o muzykę, to tutaj również mogę tylko i wyłącznie piać z zachwytu. Opening i ending chociaż są utrzymane w nieco innych klimatach świetnie wpasowują się w całość dzieła, a muzyka, którą słyszymy podczas seansu właściwego jest smakowitym eklektycznym koktajlem. Za przykład niech posłuży fakt, że w jednym z odcinków mamy zarówno utwór The Million Way of Drum autorstwa Force of Nature, jak i Obokuri Eeumi śpiewany przez Ikue Asazaki.

Samurai Champloo jest anime BARDZO dobrym. Autorzy nie przesadzili zbytnio w żadną stronę i udało im się zbalansować wiele elementów składowych tego dzieła. Dlatego też osoby, które narzekają na monotematyczność bądź zbytnią „japońskość” niektórych anime powinny łyknąć Samuraia Champloo bez przepity. Jeśli trapi Was pustka serialowa, to przygody Mugena, Jina i Fu będą świetną rozrywką. Zwłaszcza podczas tych średnio wakacyjnych dni. 

PS. Na deser ending: Shiki no Uta - MINMI

Kono
20 lipca 2011 - 13:12
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
20.07.2011 17:53
Danerrr
27
Chorąży

Rewelacyjne anime, od siebie jeszcze polecę death note.A oglądaliście Gosick bo ktoś mi polecał ale nie jestem przekonany.

20.07.2011 17:55
aliceflowers
odpowiedz
aliceflowers
4
Legionista

<-- kocham samurai champloo :D moje pierwsze poważniejsze anime.

20.07.2011 18:01
Scott P.
👍
odpowiedz
Scott P.
99
Generał

Cowboy Bebop był emitowany czy jest emitowany. Bo z tego, co wiem to był, ale jeżeli powrócił na antenę TVP Kultura to o której i kiedy go puszczają.
A jeśli chodzi o Samurai Champloo to dzięki za przypomnienie, bo całkiem mi on wyleciał z głowy. Właśnie skończyłem Baccano! bardzo dobry serial (8/10) cytując autora polecam go osobą, które narzekają na monotematyczność bądź zbytnią „japońskość” niektórych anime.
PS to jedno z tych anime, które lepiej oglądać po angielsku.

20.07.2011 19:00
Kono.86
odpowiedz
Kono.86
27
Pretorianin

@Scott P. Oczywiście BYŁ emitowany :) Dzięki za zwrócenie uwagi.

20.07.2011 19:35
COREnick
👍
odpowiedz
COREnick
9
Hunter

Jedna z moich ulubionych serii, zaraz po Basilisk.

20.07.2011 23:06
odpowiedz
dezerter69
39
Chorąży

Dla mnie Samurai Champloo jest najlepszym anime z walkami , każda walka jest przepiękna ,jest inna i jest niezwykła. Klimat i postacie są przecudne.

Gosick oglądałem, trochę na końcu było nudne, ale jeśli lubisz detektywistyczne klimaty w (chyba) wiktoriańskich klimatach to gosick jest fajny.
Dobre walki oraz budowa ,każdy odcinek jest osobną historią można znaleźć w anime któe bardzo polecam a dokładnie Kazemakaze

21.07.2011 06:31
hedasw
odpowiedz
hedasw
106
Generał

tvgry.plRedakcja

Dobre anime i przyjemna muza. Mój ulubiony kawałek z OST to krótki skit "Decade" (płyta Impression).

21.07.2011 13:02
James_007
odpowiedz
James_007
174
Septimus

Genialne anime - jedno z najlepszych jakie widziałem, a widziałem neimało ;p
Świetna historia, rewelacyjna muzyka, szkoda, że po tej produkcji Manglobe nie stworzyło już nic wartościowego...
w akzdym razie goraco polecam soundtrack an czele z takim utworami jak Mistline czy Loading Zone ;p

21.07.2011 18:53
hopkins
😊
odpowiedz
hopkins
176
Zaczarowany

Przyjemne anime ale do Bebopa sie nie umywa :) Tak samo fabula jak i OST. Przyjemna kreska.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze