Porzućcie wszelką nadzieję - The Walking Dead: Episode 3 - Yoghurt - 31 sierpnia 2012

Porzućcie wszelką nadzieję - The Walking Dead: Episode 3

Yoghurt ocenia: The Walking Dead: A Telltale Games Series - Season One
95

Wham Episode – odcinek serialu, który całkowicie zmienia postrzeganie całego dzieła, odwraca do góry nogami wyobrażenie o nim i narusza ustalony wcześniej status quo za pomocą niespodziewanych i szokujących zwrotów akcji.

Anyone can die – zagrywka fabularna, w której scenarzyści otwarcie pokazują, że ich twór to nie przelewki i każda postać, niezależnie od tego, czy jest lubiana przez odbiorców i czy wydatnie posuwa historię do przodu, może zginąć. Często element składowy wymienionego wyżej Wham Episode.

Powyższe chwyty (z angielska zwane „tropes”), jeśli dobrze się je wykorzysta, sprawiają, że dana seria (zarówno telewizyjna, filmowa, książkowa czy komiksowa) na długo zapada w pamięci. Oczywiście nie każdy scenarzysta ma dość talentu i wyobraźni, by wiarygodnie przedstawić wydarzenia totalnie dające po gębie. Na szczęście, studio TellTale Games, odpowiedzialne za grę adaptującą komiksowe arcydzieło autorstwa Roberta Kirkmana - The Walking Dead, posiada bardzo dobre wzorce i potrafi kreatywnie je modyfikować. Ale cóż się dziwić, skoro ekipa ma błogosławieństwo samego twórcy oryginału i jego pełne wsparcie. I widać to na każdym kroku.

Pierwszy epizod The Walking Dead, jak każdy porządny serial, przedstawił  postaci, z którymi będzie musiał obcować gracz, dorzucił kilka scen wyjaśniających nowicjuszom, że w tym uniwersum  nie uświadczymy radosnej rozwałki, tylko będziemy dramatycznie walczyć o życie i nawiązał do paru wątków znanych z komiksu, by ucieszyć wiernych fanów. Drugi odcinek umiejętnie nakreślił to, co w rysowanym pierwowzorze najważniejsze: Homo homini lupus est. Reanimowane zwłoki nie są największym zagrożeniem dla ludzi, a jedynie katalizatorem, który sprawia, że w bohaterach rodzą się zarówno najgorsze instynkty, pomagające jednak przetrwać w nieprzyjaznym otoczeniu, jak i odruchy miłosierdzia, pozwalające zachować resztki człowieczeństwa. Natomiast część trzecia... Chryste Panie, część trzecia! Panie i panowie – żarty się skończyły. Niewinność i wszelka nadzieja umarły ostatecznie i definitywnie.

Jeśli miałbym przyrównać do czegoś Episode 3, to chyba do najbardziej pamiętnego Wham Episode z komiksowej wersji Żywych Trupów (a było ich na przestrzeni lat kilka) – zeszyt #48, atak na więzienie. Kto czytał, ten wie, o czym mówię. Kto nie czytał, niech po prostu postara sobie wyobrazić, że siedzi przez minutę z otwartą gębą i nie wie, czy ma zabić scenarzystę z premedytacją, czy też chwalić go pod niebiosa za tak doskonałe i niespodziewane rozegranie akcji. Co więcej, gra ma tę przewagę nad pierwowzorem, iż to na nas spada podjęcie cholernie trudnych decyzji, których efekty faktycznie się czuje i niosą ze sobą o wiele większy ładunek emocjonalny, niż pozornie trudne wybory w choćby takim Mass Effect. Wynika to z jednej, prostej przyczyny – od pierwszego epizodu The Walking Dead wyrabiamy sobie zdanie o współtowarzyszach niedoli, autentycznie możemy ich polubić, nie darzyć ich zbytnią sympatią lub po prostu znienawidzić, bo są doskonale zagrani i wiemy, jakie motywy nimi kierują. Mało tego,  twórcom udało się dokonać niemal niemożliwego – choć główny bohater, Lee Everett nie wydaje się postacią, z którą można się od razu identyfikować, konieczność niemal natychmiastowego wyboru ścieżki dialogowej i podejmowania decyzji instynktownie, bez czasu do namysłu, sprawia, że dokonane wybory faktycznie są NASZE. W Mass Effect (nie odnoszę się doń po raz kolejny bez powodu) możemy sobie stać i zastanawiać się w nieskończoność, która opcja opłaci nam się bardziej. Nie myślimy „Co JA bym zrobił w tej sytuacji” – najczęściej po prostu wybieramy to, co pasuje do obranej przez nas ścieżki Paragona lub Renegata (i jest zaznaczone odpowiednim kolorkiem, żeby się czasem ktoś nie pomylił). The Walking Dead odbiera nam możliwość takiej chłodnej, spokojnej kalkulacji – mamy 5 sekund na podjęcie decyzji i nikt nam nie powie, która jest właściwa. Bo jednoznacznie słusznych wyborów w świecie Żywych Trupów po prostu nie ma, tak jak nie ma w nim czerni i bieli, są jedynie odcienie szarości. Takie podejście do wyświechtanego systemu moralności implementowanego w grach jest przejawem geniuszu i daje autentyczne poczucie tego, że to nie zero-jedynkowa mechanika opracowana przez programistę, a właśnie MY SAMI,  jesteśmy odpowiedzialni za wydarzenia na ekranie.

Na swej drodze spotkamy oczywiscie nowe twarze - dynamika grupy musi zostać zachowana

Scenariusz nie jest co prawda czystą doskonałością. Wiadomo, że gatunek, w  którym umarli powstają z grobów, rządzi się specyficznymi prawami, w których bohaterowie wychodzą czasem na kompletnych durniów, zaś odbiorca, zwłaszcza obeznany ze standardowymi zagrywkami w podobnych opowieściach, jest bezsilny i musi doprowadzić postacie do przewidzianego przez twórców miejsca, choć sam najchętniej zrobiłby coś zupełnie innego. Tak było na przykład w części 2 – każdy, kto widział Deliverance czy dowolną Teksańską Masakrę, wiedział, do czego zmierza historia. Na szczęście, w trójce takie chwile bezradności ograniczono do absolutnego minimum i są one praktycznie niezauważalne. Zaś jedna decyzja, którą musimy podjąć w tej odsłonie The Walking Dead, nie została dotychczas NIGDY (mówię serio) wykorzystana w grach video i nie ma się co dziwić, bo w tak zwanym normalnym życiu, nikt nie chciałby stanąć przed takim wyborem. Jeśli chodzi o scenariusz, trzeci epizod jest zdecydowanie najlepszy z dotychczas wydanych i aż boję się pomyśleć, co czeka mnie w czwartym.

W przypadku gier, w których historia jest najwazniejsza, oprawa schodzi zwykle na drugi plan, jednakże wykorzystany przez TellTale cell-shading, nadający The Walking Dead komiksowego wyglądu, zgrabnie ukrywa niedoskonałości graficznego silnika. Mimika postaci, dzięki której odczytujemy ich emocje, nie jest może na poziomie LA Noire, ale spełnia swoje zadanie. Zaś udźwiękowienie, zwłaszcza głosy bohaterów, po raz kolejny godne są najwyższych pochwał – naprawdę da się usłyszeć ich nastrój i stan psychiczny, co w grze, gdzie najważniejsza jest interakcja z innymi, jest niezwykle ważne. Należy nadmienić, że na PC nie spotkałem się z problemami, które dotknęły konsolowców, narzekających na znikające tekstury czy słyszalne cięcia ścieżki dźwiękowej.

Mała Clementine znów nie będzie miała lekko w życiu

Interfejs i podejście do zagadek też się nie zmieniło – nadal jest to prosty system klikania na kilku interaktywnych elementach otoczenia, bez zbędnego kombinowania i używania śledzia na kserokopiarce, by stworzyć odrzutowiec, w stylu starych przygodówek point&click. Każdy z więcej niż jedną szarą komórką nie powinien mieć problemów z uporaniem się z łamigłówkami, bo ich rozwiązanie jest logiczne i nasuwa się samo. Doceniam tę ideę twórców, bo dzięki temu nie zapominamy o najważniejszym elemencie rozgrywki – trudnych decyzjach i dialogach z pozostałymi bohaterami.

Z powyższego tekstu możecie sobie chyba łatwo wywnioskować, że 3 odsłona The Walking Dead to rzecz naprawdę godna polecenia. Co prawda nie chcę od razu szafować wyrokami, ale póki co, adaptacja Żywych Trupów to jeden z moich kandydatów na Grę Roku. Oczywiście ciężko oceniać tytuł wydawany epizodycznie, aż do wydania wszystkich cześci, jednak na razie nic nie zapowiada, by poziom scenariusza miał wydatnie spaść. Kto posiada poprzednie odcinki, w ten tym bardziej zagrać musi. Kto nie grał, szczególnie, jeśli jest fanem komiksu (nie serialu, o nim nie wspominamy), niech natychmiast nadrabia zaległości. Bo tak naprawdę jedyną wadą The Walking Dead jest to, że na kolejne epizody trzeba czekać zbyt długo.

Yoghurt
31 sierpnia 2012 - 11:07

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
31.08.2012 13:35
MollyClock
MollyClock
7
Pretorianin

W kwestii wstępu: widzę, że długie godziny czytania tv tropesów nie poszły na marne. :D
W kwestii treści właściwej: nie znam serii, ale przez artykuł przeleciałam, jakby to było coś, co żywo mnie interesuje. Jednak całkiem dobrze się ciebie czyta. ;)

31.08.2012 14:02
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Wspomniany #48 do dziś pozostaje najmocniejszą rzeczą, jaką w życiu przeczytałem (Crossed się nie łapie - fajne, ale zbyt prymitywne). Niedawny #100 też uplasował się w miarę wysoko, ale to wciąż kolorowanka dla dzieci w porównaniu z huczną imprezą Gubernatora.

Z grą, mimo wszystko, daję sobie spokój, dopóki nie wyjdzie ostatni epizod. Nie umiem grać na raty.

31.08.2012 14:35
odpowiedz
keeveek
75
Konsul

Bardzo zły epizod. Wyraźnie widać, że twórcom nie chciało się już tworzyć rozwidleń wątków, dlatego ubito obie postacie, które wcześniej uratowałeś, zupełnie bez sensu.

Wybory nie mają znaczenia. Głowny wątek pozostaje liniowy.

spoiler start


Postacie te zostały zabite tylko po to, by wyprostować wątki. Nie ma żadnego sensownego powodu, dla którego Lilly miałaby zabijać Carley albo Douga. Żadnego. Nawet w momencie takiej paniki i "odwalenia", jedynym sensownym wyjściem jest zastrzelenie Bena.

Oczywiście w tym kluczowym momencie gra nie daje ci żadnego wyboru i wpływu na akcję.

Możesz natomiast wybrać czy zastrzelić randomową kobietę czy dać jej umrzeć w inny sposób. Zastrzelenie Douga to żaden wybór. Nie jest wyborem sytuacja, w której efekt jest zawsze ten sam.

Totalnie się zawiodłem na tym odcinku. W grze pozostały (oprócz Clem) tylko postacie, które mam totalnie w dupie. JEdyne co mnie teraz interesuje to tylko to, czy Clem i Lee przeżyją. A jeszcze kilka minut temu interesowało mnie znacznie więcej.

spoiler stop

31.08.2012 14:48
odpowiedz
zanonimizowany758948
44
Generał

keevek - K#$%a! Nie spoileruj :/ poza spoilerem też coś nieodpowiedniego piszesz.
Sama gra jest boska (przynajmniej Ep. 1,2), czekam tylko na spolszczenie i biorę się do grania. Dojrzałością bije Mass Effecty które są niby takie poważne a przy TWD wydają się wręcz dziecinne.
Z Lee łatwo można się identyfikować, nie to co Geralt z W2.

31.08.2012 15:12
DM
odpowiedz
DM
165
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Odkryłem niedawno Walking dead i dobrze było zagrać 3 episody zaraz po sobie bo teraz na czwarty nie można się doczekać.
Zgadzam sie w 100%, że WD to gra roku!!!,

jak żadna potrafi grać na emocjach, bohaterowie są świetnie pokazani, o wiele lepsi i ciekawsi niż w serialu TV, można się do nich przywiązać, nie cierpieć... Cliffhangery i wybory moralne zmuszają do myślenia jeszcze długo po skończeniu grania - jaka inna gra w tym roku coś takiego pokazała...?

WD można z powodzeniem postawić obok Silent Hill 2 jak równy z równym.

keeveek - poczytaj zagraniczne serwisy - rozpisują się raczej jak świetny jest trzeci epizod i lepszy od pierwszego nawet, po słabyszym drugim. ta gra widać, jej konwencja i tematyka nie jest dla ciebie...

31.08.2012 15:44
odpowiedz
keeveek
75
Konsul

Przestań czytać idiotów z IGN czy Gamespota to zmienisz zdanie. Wejdź sobie na forum Telltale. Gracze nie pozostawiają na tym słabiutkim scenariuszu suchej nitki, i bardzo dobrze.

Śmieszni są ludzie, dla których zabicie postaci to szczyt umiejętności pisarskich. Wręcz, kurde, przeciwnie. Nie ma nic prostszego niż ubicie postaci dla wywołania chwilowego szoku.

Słabość scenariusza wyłazi na wierzch chociażby w takch momentach jak to, że

spoiler start

Lee niemal natychmiast zapomina i Carley i nawet nie zaprząta sobie głowy jej śmiercią po odjechaniu kawałek dalej.

Jeżeli wpuścisz Lilly do RV po zabójstwie, to ona i tak da dyla dwie minuty później (zupełnie bez sensu, bo ja budowałem swoją przyjaźń z Lilly, a ona i tak zostawia cię jakbyś nic dla niej nie znaczył.

Wybory w tej grze nie zmieniają NIC

spoiler stop


31.08.2012 15:44
Yoghurt
odpowiedz
Yoghurt
78
Legend

Mef -> Mnie dosłownie szlag trafia, że epizody wychodzą mniej więcej co 3 miesiące. Ale cóż poradzić, kolejne zeszyty Walking Deadów też nie ukazują się co tydzień :)

Keev -> Wiedziałem, ze będzie dyskusja dotycząca wiadomego wątku, z oczywistych względów przeprowadzić ją należy w spoilerach.

spoiler start


Postacie te zostały zabite tylko po to, by wyprostować wątki. Nie ma żadnego sensownego powodu, dla którego Lilly miałaby zabijać Carley albo Douga. Żadnego. Nawet w momencie takiej paniki i "odwalenia", jedynym sensownym wyjściem jest zastrzelenie Bena.

Ci, którzy czytali wspomniany #48 Walking Deadów znają Lilly i wiedzą, że posiada one jedynie szczątki skrupułów, zabija bez większego żalu, a dzięki epizodom wiemy, dlaczego. Jak dla mnie jej psychiczne załamanie jest oczywistym następstwem tego, że jej ojciec zginął z rąk Kenny'ego, a grunt zaczął się się usuwac pod nogami, gdy straciła rolę przywódcy i reszta grupy zaczęła spoglądać na Lee jak na lidera, mimo (a raczej chyba własnie dlatego), że walka o władze toczyła się raczej na lini Ona vs Ken. Śmierć Douga była rozwiązana nieco lepiej (rzucił się, by zasłonić Bena) niż w przypadku Carly (zwłaszcza, ze była moją ulubioną postacią), ale bidulka stała sie po prostu w ostatnim epizodzie psychopatką, której wystarczył jeden malutki pretekst, by wystrzelać wszystkich i gra daje nam to do zrozumienia delikatnymi wskazówkami - mową ciała i twarzą Lilly (gdy na przygład gadamy z Carly), czy jej wypowiedziami na temat reszty grupy i paranoicznymi wizjami. Doskonale widać, że nie jest z nią najlepiej. Stąd tez zastrzelenie Douga/Carly nie nadchodzi wbrew pozorom znikąd. Tak czy siak - zostawiłem ją w cholerę na środku drogi, choć i tak wiem dzięki lekturze komiksu, że nie zginęła.

Oczywiście w tym kluczowym momencie gra nie daje ci żadnego wyboru i wpływu na akcję.

Podobny patent zastosowano w Spec Ops: The Line - w jednym, kluczowym momencie nie mamy wyboru i wbrew pozorom, taki zabieg w grze o decyzjach potrafi zmiażdżyć odbiorcę. Własnie o to chodzi - Lilly stała się kompletnie niestabilna i nic, nawet powiedzenie jej "Ja to zrobiłem" jej nie przekona. Scena zabicia Carly/Douga ma wyzwolić w graczu emocje i sprawdzić, czy zrozumie postępowanie doprowadzonej do rozpaczy Lilly i weźmie ją jednak ze sobą, czy też w końcu uzna, że przekroczyła pewną granicę i zostawi ją bezbronną w lesie. Dla mnie ten moment to po pierwsze - zgrabne wybrnięcie z rozgałęzienia wątków, a po drugie - danie graczowi do zrozumienia, żeby przestał się bratać ze wszystkimi, bo w świecie Walking Dead nie ma miejsca na sentymenty i - tak jak wspomniałem w tekscie - "Anyone can die". W tej chwili, mimo, iż liczyłem, ze Lee nawiąże bliższa znajomość z Carly (twórcy tak to rozegrali), dla mnie liczy się tylko dobro Clementine, reszta ekipy schodzi na dalszy plan bo i tak wszystkich nie zbawię. Ale mam wrażenie, ze właśnie o to twórcom chodziło. Zwłaszcza po tym, co stało sie z Duckiem.

Możesz natomiast wybrać czy zastrzelić randomową kobietę czy dać jej umrzeć w inny sposób. Zastrzelenie Douga to żaden wybór. Nie jest wyborem sytuacja, w której efekt jest zawsze ten sam.

Efekt jest taki sam, gdyż Ducka zastrzelić trzeba - inaczej być nie moze (chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zostawiłby dzieciaka, by się reanimowało). Natomiast wyborem jest, kto ma to zrobić - czy jego złamany ostatecznie ojciec, czy gracz, jako Lee. Zrobiłem to osobiście i była to potężna emocjonalnie scena, bo nigdy, w żadnej grze, nie musiałem zabić bezbronnego, niewinnego dziecka. Co z tego, że robiłem mu przysługę - to dziesięcioletni chłopak, który wcześniej działał mi co najwyżej na nerwy, ale na początku trzeciego epizodu nawiązałem z nim więź, gdy był moim osobistym Robinem i nawet przybiłem mu piątkę. Może zbyt powaznie podchodzę do tego typu spraw, ale nigdy nie zmusiłbym rodzica, by zabił własne potomstwo. To był właśnie wybór - mylnie sadzisz, że "zabić czy nie zabić Ducka" mogłoby być w ogóle jakimkolwiek wyjściem. Żyję w przeświadczeniu, że w dzięki mnie być może w dalszych odcinkach Kenny jednak odzyska odrobinę wiary, mimo utraty rodziny. Gdyż zrobiłem to co należało za niego i mimo, ze będzie żył z poczuciem winy do końca serii, przynajmniej nie musiał zastrzelić własnego syna. Cholernie mocna rzecz, szczególnie, ze pamiętam, co się stało z innym ojcem w serii komiksowej, kiedy jego dzieciak także został ugryziony.

Totalnie się zawiodłem na tym odcinku. W grze pozostały (oprócz Clem) tylko postacie, które mam totalnie w dupie. JEdyne co mnie teraz interesuje to tylko to, czy Clem i Lee przeżyją. A jeszcze kilka minut temu interesowało mnie znacznie więcej.

Nie wiemy nic o parze, która dołączyła do grupy pod koniec. Christa już zaczyna działać mi na nerwy, a to ważne, bo znów można poprowadzić konflikt w grupie - Kenny jest wrakiem człowieka i raczej z nikim już nie będzie się kłócił, Ben jest kompletna pierdołą, a Chuck jest na razie zbyt tajemniczy (znając prawa gatunku, na pewno skrywa sporo mrocznych tajemnic, ale nie przesądzajmy). Bez Lilly ekipa byłaby po prostu zbyt wesoła jak na te realia, więc wrzucili kogoś na jej miejsce, ale nie wykluczam, ze (po raz kolejny - zasady obowiązujące w seriach o zombiakach) Lee, a raczej gracz w jego skórze, będzie mógł na niej polegać.

EDIT: Acha, zostawienie Lilly lub jej odejście jest wymuszone fabułą komiksu - jakoś musi się znaleźć w Woodbury w ekipie Gubernatora i coś musiało ją pchnąć do zmiany w niemal całkowitą socjopatkę.
Natomiast Lee zaprzata sobie głowę śmiercią Carly, choćby podczas rozmowy z Kat. Ale w świecie opanowanym przez umarlaki, mając pod opieką małą dziewczynkę, nie ma czasu na opłakiwanie poległych.

spoiler stop

31.08.2012 15:46
odpowiedz
keeveek
75
Konsul

Ja nie wiem, czy należy budować to powiązanie międy Lilly z gry a Lilly z komiksu. Przecież ojciec Lilly w komiksie inaczej się nazywa?

Jej charakter, to co wynika z rozmów z nią, całkowicie stoi w sprzeczności z Lilly z komiksu. No ale można przyjąć, że

spoiler start

zostawienie jej na pastwę losu wśród zombich może ją nieco zmienić. Natomiast Larry to kolejny przykład na to, że w tej grze NIE MA wyborów.

Czy zdecydujesz sie zabić Larry'ego czy go ratować, wynik jest DOKŁADNIE TEN SAM

spoiler stop

Jak dla mnie moment z trzeciego epizodu to nie jest zgrabne wybrnięcie. To jest porzucenie wszelkich nadziei o nieliniowości.

Po co mam jeszcze raz przechodzić epizody 1 i 2 skoro wynik w epizodzie 3 będzie ZAWSZE taki sam?

spoiler start

I jestem święcie przekonany, że to, czy to my zabiliśmy Douga czy zrobił to jego ojciec, będzie mieć mikrospkopijne znaczenie dla dalszej fabuły. Tak jak wszystko inne do tej pory. A nowe postacie? Cóż, widocznie wprowadzono nowe mięso armatnie wzorem epizodu 2, tylko po to, by zrobić z nich krwawą potrawkę dla zombie

spoiler stop

31.08.2012 16:11
Yoghurt
odpowiedz
Yoghurt
78
Legend

Acha, byłbym zapomniał:
Przestań czytać idiotów z IGN czy Gamespota to zmienisz zdanie. Wejdź sobie na forum Telltale. Gracze nie pozostawiają na tym słabiutkim scenariuszu suchej nitki, i bardzo dobrze.

Mówisz o tych 15 stronach forum TellTale, gdzie przewazająca ilość komentarzy mówi o emocjonalnym wpływie 3 epizodu, podczas gdy krytykanci mówią, ze nie będa grali w epizod 4 i 5 tylko dlatego, ze

spoiler start

zginęła ich ulubiona postać? Witamy w uniwersum the Walking Dead, gdzie nikomu nie należy dawać zbyt dużych szans na przeżycie

spoiler stop

:)

Ja nie wiem, czy należy budować to powiązanie międy Lilly z gry a Lilly z komiksu. Przecież ojciec Lilly w komiksie inaczej się nazywa?

To ta sama postać, tak przynajmniej twierdzą Kirkman i Whitta. Rozbieżność imion ojca wynika z z tego, ze o Lilly napisano tez książkę (podobnie jak o gubernatorze), w której Larry nazywał się inaczej, ale zgodnie ze stwierdzeniem twórców, gra jest zgodna z kanonem komiksu, podczas gdy książki nieco od niego odbiegają (w komiksie na ten przykład imię ojca Lilly nigdy nie padło).

Zas co do tych pozornych wyborów, jak w przypadku

spoiler start

Larry'ego czy Ducka

spoiler stop

- już mówiłem, ze WŁAŚNIE NA TYM CAŁY PATENT POLEGA, że graczowi odbiera się w takich kluczowych chwilach możliwość decyzji, by jeszcze bardziej nań wpłynąć emocjonalnie - co by sie nie działo, jakich cudów wianków by odbiorca nie wyczyniał, pewne rzeczy są nieuniknione. Wtedy gracz naprawde dostaje po ryju. Jak w życiu.

31.08.2012 16:19
DM
odpowiedz
DM
165
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Można tylko podsumować, że skoro są tak długie posty na temat charakterów danych postaci, to czy zgineli sensownie czy nie - to już chyba świadczy, że autorzy osiągnęli to co trzeba... :)

Poza tym - jeden idiota z IGN raczej wart jest więcej niż dziesiątki ukrywających się anonimowo niewiadomo kto to graczy - hejterów, malkontentów, narzekaczy, takich co nie grają tylko analizują - gdzie tu się można przyczepić

Jak ktos po prostu gra - to czas z WD będzie dobrze spędzony....

31.08.2012 16:58
👍
odpowiedz
zanonimizowany850052
14
Generał

jeden idiota z IGN raczej wart jest więcej niż dziesiątki ukrywających się anonimowo niewiadomo kto to graczy - hejterów, malkontentów, narzekaczy, takich co nie grają tylko analizują - gdzie tu się można przyczepić

+1

31.08.2012 18:12
odpowiedz
keeveek
75
Konsul

No pewnie :D

Dlatego Dragon Age 2 jest zajebistą grą, bo na IGN tak napisano, a nie jest złą grą, dlatego, że nie podobała się GRACZOM ;-) (dragon age 2 dostało od IGN 8.5)

To samo dotyczy zakończenia ME3 - IGN napisał że jest wyjebane w kosmos, dopiero gracze zweryfikowali ten pogląd ;-)

"- już mówiłem, ze WŁAŚNIE NA TYM CAŁY PATENT POLEGA, że graczowi odbiera się w takich kluczowych chwilach możliwość decyzji, by jeszcze bardziej nań wpłynąć emocjonalnie - co by sie nie działo, jakich cudów wianków by odbiorca nie wyczyniał, pewne rzeczy są nieuniknione. Wtedy gracz naprawde dostaje po ryju. Jak w życiu."

Tylko, że wcale tak nie jest. Jeżeli przenalizujesz sobie te epizody, to dojdziesz do wniosku, że niezależnie od tego czyją trzymałeś cały czas stronę, komu pomagałeś, z kim się kłociłeś, wynik jest wciąż TAKI SAM. Różnią się tylko drobne szczegóły dialogów.

Dla przykładu, nie ma znaczenia, czy próbowałeś kumplować się z Lilly czy cały czas po niej jechałeś - i tak w "kluczowych" momentach będzie zachowywać się dokładnie tak samo, a twoje zdanie nie będzie miało dla niej żadnego znaczenia. To samo zresztą dotyczy Kenny'ego.

Możesz być jego najlepszym kumplem, ale jak mu się postawisz w jednym momencie, to będzie cię traktował jak ostatnią łajzę.

31.08.2012 20:10
odpowiedz
zanonimizowany850052
14
Generał

To samo dotyczy zakończenia ME3

Bo zakończenie wcale nie było złe, tylko gracze jak to gracze, większość chce mieć wszystko w 100% jasne.
Ja tam osobiście lubię niedopowiedzenia.

Dragon Age 2 wcale taki zły nie był ;P ot gra na 7.
Wiele było także przypadków, gdzie gra została doceniona przez prasę, a gracze ją totalnie olali ;) np. Beyond Good & Evil, Psychonauts - chyba mi nie powiesz, że to słabe gry?

31.08.2012 21:24
odpowiedz
Persecuted
98
Legend

Mnie się epizod podobał. To znaczy emocje jakie po sobie zostawił raczej negatywne, ale właśnie to jest w grze świetne (bo gry i jakiekolwiek emocje rzadko idą w parze. A tutaj proszę, prosta przygodówka a ludzie nie mogą przestać o niej myśleć ;>).
Mam wrażenie że twórcy idealnie bawią się moimi emocjami i odczuciami:

spoiler start

Carley była jedyną postacią z grupy którą lubiłem. Jej śmierć na prawdę mnie ruszyła (z jednej strony mam żal do twórców że nie mogłem jej zastąpił np. Benem, ale z drugiej chyba o to im właśnie chodziło ;d). Po jej śmierci ja bym na miejscu Lee opuścił grupę, bo nic by mnie już w niej nie trzymało. I tak się chyba stanie, bo zauważcie że Lee planuje następne kroki swoje i Clem, a nie całej grupy (znowu + dla twórców).
Ben wydawał się całkiem sympatyczny, ale to (jak wspomniał autor artykułu) pierdoła. Z drugiej strony ma on dopiero 18 lat - to jeszcze dzieciak, więc jakoś nie potrafię się na niego gniewać ;>.
Kenny od samego początku działa mi na nerwy. Wszystkim wydaje rozkazy (od pierwszego epizodu) a sam gówno robi. Do tego jest słaby (padł od 1 ciosu ojca Lily) i tchórzliwy (rozwalił czaszkę umierającemu, bo bał się spotkania z zombie). Każda sytuacja w której Lee (czyli de facto ja ;d) potrzebował pomocy, wystawiał go do wiatru (czy to na farmie ludożerców czy w mieście na początku 3 epozidu). Cały czas myśli o sobie (bez problemu poświęciłby każdego by ratować siebie), jest zarozumiały i w gruncie rzeczy mało przydatny dla grupy. Szczerze mówiąc nie współczułem mu nawet po śmierci rodziny (choć ich było mi szkoda, Dzieciak to wiadomo - nie zasłużył na śmierć, bardzo mocna scena, a jego matka była przemiłą, ciepłą osobą, troskliwą, opiekuńczą - lubiłem ją, choć nie odgrywała wielkiej roli). Niestety twórcy potwierdzili obecność Kennego w epizodzie 4 i 5...
Chuck - za mało o nim wiadomo.
Clem to wiadomo, czy można nie polubić 7 letniej dziewczynki? :). Zawsze stawiam ją na 1 miejscu.

Z tych nowych Omid Wydaje się być całkiem sympatyczny. To też (prawdopodobnie) rodzaj fajtłapy, ale w przeciwieństwie do Bena podchodzi do życia z większym humorem i dystansem (co się chwali w świecie pełnym żywych trupów) - może być z nim ciekawie.

spoiler stop

01.09.2012 01:11
odpowiedz
Piekielny Chowaniec
2
Junior

Persecuted -> Co do Kennyego

spoiler start

to zawsze troszczył się bardziej o rodzinę a nie o siebie. Larryego zabił, bo bał się, że jak gościu powróci i go ugryzie, to nie uratuje żony i syna i tu go trochę rozumiem. Jeśli chodzi o to, że się rządził, to według mnie nie chciał, by jedna osoba decydowała o wszystkim (Lilly). A to, że padł od jednego ciosu Larrego, no proszę cię, zobacz jak zbudowany był Larry a jak Kenny. Dostał w mordę od większego i masywniejszego od siebie. Jakbym dostał od kogoś większego w pysk to też bym padł. Normalne.

Co do Bena to rozczarował mnie chłopak. Wierzyłem, że nie on pomagał bandytom a tu taka niespodzianka. Niemiła niespodzianka. Mam nadzieję, że się zrehabilituje jakoś.

Co do tej dwójki, to Omar to taka nieco fajtłapa, ale ta Christa czy jak jej tam mnie irytuje, mimo iż dopiero co się pojawiła.

Chuck wydaje się być w porządku.

spoiler stop

01.09.2012 01:29
odpowiedz
Persecuted
98
Legend

Piekielny Chowaniec

spoiler start

Ale mi chodzi o to, że Kenny zawsze idzie po najmniejszej linii oporu. Kierując poczynaniami Lee, staram się zachować jak najwięcej człowieczeństwa i pomagać innym. Nawet jeżeli czasem oznacza to ryzyko (a przecież Lee też ma dla kogo żyć i kogo chronić - 7 letnie dziecko). Jak widać da się postępować w ten sposób, bo Lee i Clem nadal żyją i mają się dobrze. Kenny natomiast poświęciłby każdego, byle sobie życie ułatwić. IMO zbyt szybko i łatwo "przystosował" się do nowej rzeczywistości, z człowieka stał się zwierzęciem...

Poza tym absolutnie nie można na nim polegać. Co to za członek grupy, który wypnie się na Ciebie przy najbliższej okazji, bo nie ma zamiaru dla nikogo ryzykować czy nadstawiać karku... Pokazał to na farmie Herschela, u ludożerców czy w mieście podczas zbierania zapasów - paskudny człowiek. Zgrywa twardziela ale jest słaby (psychicznie i fizycznie).

Może moja niechęć bierze się z tego, że w prawdziwym życiu też nie znoszę takich ludzi? ;). Takich typowych cwaniaków, obojętnych wobec innych.

PS. Po tym jak stracił rodzinę, jestem pewien że zginie w ostatnim epizodzie. Jest to motyw często stosowany zwłaszcza w filmach. Gdy pozytywny bohater traci bliskich (i nie znajduje "zastępstwa"), na potrzeby happy endu musi zginąć ;d.

Patrz: Gladiator.

spoiler stop

01.09.2012 09:24
odpowiedz
keeveek
75
Konsul

spoiler start

"Z tych nowych Omid Wydaje się być całkiem sympatyczny. To też (prawdopodobnie) rodzaj fajtłapy, ale w przeciwieństwie do Bena podchodzi do życia z większym humorem i dystansem (co się chwali w świecie pełnym żywych trupów) - może być z nim"

>> Biorąc pod uwagę sytuację z nogą, nie sądzę żeby Omid pożył dłużej niż do połowy następnego odcinka...

btw. Kenny pomaga ci zawsze, ale tylko wtedy kiedy go wspierałeś od samego początku (chyba musisz mu pomóc zabić Larry'ego, żeby ci pomógł z drzwiami i zombie w trzecim odcinku, dla przykładu). Kenny pomaga ci tylko wtedy, jeżeli ty zawsze go wspierasz.

spoiler stop

01.09.2012 15:01
Harry M
odpowiedz
Harry M
142
Master czaszka

Czekam na promocję (ostano była, ale czekam na większą)

01.09.2012 15:19
odpowiedz
keeveek
75
Konsul

większa pewnie dopiero po tym jak wszystkie epizody się ukażą.

05.09.2012 19:38
odpowiedz
koobon
82
Legend

Cholera, właśnie przechodzę trzeci epizod i powiem tyle - scenarzyści to siusiaki.
Nie przypominam sobie kiedy ostatnio podczas gry (chyba nigdy), filmu czy lektury, krzyknąłem na głos "holy fuck!"

Gra jest świetna!

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze