Gra oszukuje! - sakora - 2 listopada 2012

Gra oszukuje!

Każda gra określa zasady, jakimi się rządzi. Od początku mówi czym jest, a kiedy wymaga od nas czegoś innego, komunikuje nam to w jasny sposób. Tak mówi teoria. Jednakże od czasu do czasu odnoszę wrażenie, że gry mnie oszukują, lub co gorsza, robią ze mnie idiotę.
Generalnie gra ma określone zasady, które mówią co graczowi wolno, a czego nie. Natomiast gra tak naprawdę może z graczem zrobić wszystko. Problem pojawia się wtedy, kiedy wyzwanie zamienia się we frustrację.


W strzelankach zasady są proste. Kładziemy naszych wrogów kilkoma strzałami. W naszego protagonistę wrogowie mogą natomiast wystrzelić trzydzieści pełnych magazynków i na dodatek trzykrotnie z bazooki, a ten nadal stoi. Taka dysproporcja jest obecna w wielu tytułach. Zwykle się na nią godzimy, gdyż w tym przypadku reguły rządzącą rozgrywką są po naszej stronie.
Z drugiej strony mamy pojedynki z bossami. Dobrze, jeśli są oni wyzwaniem, kiedy rzeczywiście musimy znaleźć lukę w obronie, by ich pokonać. Gorzej, kiedy gra nachalnie pokazuje nam, w jaki sposób należy owego przeciwnika pobić. Co jest lepsze w takim przypadku: samodzielne odgadnięcie zasad, czy jawna podpowiedź? Wyzwanie i radość z pokonanego wroga, czy frustracja, że gra musi mi wszystko wyjaśnić?


Czasami czuje się w takiej sytuacji jakbym był ograniczony umysłowo. Kiedy tak naprawdę gra powinna przestać prowadzić gracza za rączkę? Wykonując jakąś czynność w grze, zazwyczaj wiem jak ją wykonać, bo nauczyłem się tego wcześniej w samouczku lub przejrzałem klawiszologię bądź też znalazłem tę informację w  instrukcji. Nie potrzebuję wyskakujących zewsząd okienek i opisów z komunikatem jak wykonać czynność, którą właśnie robię.


Za kilka minut natomiast gra postanawia zerwać ze schematem podpowiadania i zarzuca mnie oskryptowanymi przeciwnikami, których muszę pokonać jednego po drugim, wykonując ekwilibrystyczne popisy na klawiszach, oczywiście nie mówiąc mi co mam robić. Żadnych podpowiedzi. Tylko nauka przez ból, aż nauczę się całej sekwencji wrogów ze sposobem ich pokonania na pamięć, zamiast po prostu ich przejść tak, jak robiłem to wcześniej. Ponoć przed chwilą nie potrafiłem samodzielnie otworzyć drzwi bez podpowiedzi...


Dlaczego gry łamią własne zasady podczas rozgrywki? Czy takie urozmaicenia są naprawdę potrzebne? W jednej chwili prowadzą za rączkę przez góry mówiąc, gdzie ma stawiać nogi, by w kolejnej popchnąć gracza do przepaści mówiąc: teraz radź sobie sam. Problem z tym, że to nie tak miało być. Gra zmienia zasady jak jej się podoba. Często także konwencje. To tak jak z obowiązkowym obecnie w strzelankach etapem z celowniczkiem. Nigdy nie dowiedziałem się, czemu ma on służyć.


Czy to aby na pewno właściwe urozmaicenie? Zastanawiam się nad tą dysproporcją nie od dziś. Nie jest to stawianie kolejnych wyzwań przed graczem. Jest to raczej niekonsekwencja w rozgrywce. Podobnie sprawa ma się z oskryptowanymi przeciwnikami wyskakującymi zza drzwi lub zza naszych pleców. Nie możemy ich wcześniej zauważyć, po prostu się pojawiają. Nieważne, jak bardzo się staramy, nie uchronimy się przed nimi. Wmawia nam się wtedy, że jesteśmy za wolni, kiedy tak naprawdę gra, zamiast stawać się motywującym wyzwaniem, sięga po najprymitywniejsze zagrywki.
Komunikuje jasno: ja tu rządzę. Najwidoczniej gracz musi znać swoje miejsce. Można uznać, że taka jest konwencja gry, że skrypty są częścią fabuły, jednak uczucie, że nas ktoś próbuje na siłę wykiwać, pozostaje.


Tak samo ma się to w chwili dotarcia do końcowego przeciwnika, kiedy odbiera nam się cały ekwipunek i umiejętności, a następnie każe go pokonać. Po co w takim razie przechodziłem całą grę, skoro nie mogę wykorzystać tego, co zdobyłem i czego się nauczyłem? Nie łatwiej było by zrobić gry z tylko tym jednym poziomem?
Niestety to tylko najprostsze przykłady, kiedy gra nas oszukuje. Najczęściej jednak przekłamania mają miejsce we wszelkich grach wyścigowych. Doścignięcie stawki zajmuje nam stosunkowo dużo czasu. Jednak przeciwnicy doganiają nas prawie natychmiast, nawet wtedy, kiedy pędzimy maksymalną prędkością, a on i przed momentem wylądowali w rowie. Frustracja gwarantowana.


Podobnie sprawa ma się z fabułą, kiedy cały trud włożony w przejście gry okazuje się być nic nieznaczący. Tak naprawdę najważniejszy jest jeden wybór podejmowany na końcu. Nieważne co nas do niego doprowadziło, nieważne jak graliśmy, wybór jest jeden dla wszystkich. Dobrze, jeśli jest logiczny w odniesieniu do samej fabuły. Niestety niekonsekwentnych zakończeń gier jest bardzo dużo. To jest moment, kiedy naprawdę czuję się oszukany przez grę i jej twórców. Kiedy przemijają napisy końcowe, a ja zastanawiam się czy było warto grać.


Przykładów można mnożyć bez umiaru. W końcu, czy któryś z graczy nigdy nie poczuł się oszukany przez grę? Jednak tak naprawdę oszukują nasz twórcy gier. Stawiają przed nami wyzwania, czasami zapominając o tym, w jakiej gramy konwencji. Wiedzą, że gracze w pewnym momencie gry na pewno będą sobie dobrze radzić w określonym etapie, skoro tam dotarli. Jednak po co ma się dobrze bawić, rozwalmy to, zmieńmy na siłę, oszukajmy go.
Tak po prostu, żeby się nam za szybko granie nie znudziło, chociaż czasami frustracja jest ogromna. Najważniejsze jednak, żeby te przekłamania nie zabrały nam przyjemności płynącej z samego grania.

sakora
2 listopada 2012 - 18:14
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.11.2012 19:26
Munchhausen
26
Centurion

Czytam sobie kolejne paragrafy i myślę sobie: no dobrze, ale może podaj jakieś przykłady? Nie trudno wyobrazić sobie moją minę, gdy autor na końcu załatwia całą sprawę banałem - zresztą niegramatycznym - "Przykładów można mnożyć bez umiaru"... Are you f***ing kiddin' me?

02.11.2012 20:04
sakora
odpowiedz
sakora
13
Chorąży

Ile przykładów powinno być? 1 czy 10? Tytuły starsze, czy nowsze? Prościej chyba samemu odpowiedzieć sobie na pytanie, jak gra właśnie mnie oszukała, niż wymieniać tytuły. Chyba, że ktoś takiej gry nie spotkał, w co wątpię.

02.11.2012 20:08
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
84
Silence of the LAMs

Na ten moment pamiętam tylko dwie gry, gdzie czułem się oszukiwany - Puzzle Quest oraz Call of Duty:World at War.

W pierwszym przeciwnik często - niby fuksem - układał kosmiczne kombinacje, czasami kładąc nas w pierwszej turze. Drugi z powodu spamu granatami.

Może też wyścigi w Mafii.

03.11.2012 00:40
Sasori666
odpowiedz
Sasori666
145
Korneliusz

Z tych wszystkich to najbardziej mnie wkurza magiczne turbo w ścigąłkach
nie raz jedziemy perfekcyjny wyścig gdzie w nic nie uderzamy i pokonując zakręty najlepiej jak sie da mimo to bot jest zaraz za nami mimo ze wcześniej 2 razy sie rozbił i najlepiej jak 500m przedmetąwlatujemy w samochód ktory wyskoczył zza zakręty

i to jest lipne i takie gry są u mnie skreślone
lubię patrzeć jak mi wyskakuje na środku ekranu +5s a chwile później +9s i kończymy 30s przed 2 zawodnikiem

to mnie bardziej jara niż jazda błotnik w błotnik

03.11.2012 07:21
odpowiedz
zanonimizowany579358
105
Senator

Często zdarzają się gry, w których gracz nie otrzymuje wystarczającej liczby możliwości, by móc sprostać przeciwnikom. Głównym wrogiem jest nierówna inteligencja przeciwników. Ale każdą grę trzeba "ograć", by poznać wszystkie jej aspekty i dopiero wtedy można cieszyć się grą.
Ostatnio strasznie wkurza mnie walka w Gothicu 3. Przeciwnicy cofają się, aż nie staną na jakiejś ścianie i dopiero wtedy możemy ich trafić. Mam postać na 40 poziomie, a nadal nie potrafię pokonać 3 wilków...
No i ciągle natykam się na obozy orków (jestem w Nordmarze), którzy zwalają się całą kupą i gonią mnie przez pół mapy, a ja muszę likwidować ich pojedynczo. Na dodatek w ogóle nie orientuję się w terenie. Marzę tylko, by znaleźć Xardasa i wynieść się z tego Nordmaru.

03.11.2012 09:11
Goozys[DEA]
odpowiedz
Goozys[DEA]
137
Legend

Kładziemy naszych wrogów kilkoma strzałami. W naszego protagonistę wrogowie mogą natomiast wystrzelić trzydzieści pełnych magazynków i na dodatek trzykrotnie z bazooki, a ten nadal stoi.

Śmiem stwierdzić, że jest wręcz odwrotnie.

03.11.2012 13:50
sakora
odpowiedz
sakora
13
Chorąży

Śmiałbym stwierdzić, że zależy to od gry. CoD czy Vanquish? Serious Sam czy Max Payne?

03.11.2012 16:44
nietoperztbg
odpowiedz
nietoperztbg
62
Pretorianin

W pierwszym przeciwnik często - niby fuksem - układał kosmiczne kombinacje, czasami kładąc nas w pierwszej turze.
Przesadzasz

03.11.2012 17:19
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
84
Silence of the LAMs

[8]
Przesadzam? Ani trochę. To Puzzle Quest.
Handluj z tym.

03.11.2012 20:19
oleczny
odpowiedz
oleczny
36
Centurion

po tytule sugerowałem, że zastanę inny tekst ;p i miałem go skomentować, podając przykład Fify 12, gdzie czasami trafi się nam taki rywal, z którym za cholerę się nie wygra, a jak się ma furę szczęścia to może i się zremisuje. można grać i po 4 razy ten sam mecz a i tak komputer jakby ustawił z góry ten wynik, że to on musi wygrać, AI gra nieziemsko, moja obrona gra nagle tragicznie itp.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze