Kino Gore. Poezja flaczkiem i kiszką pisana. Przegląd. - Papi - 4 grudnia 2012

Kino Gore. Poezja flaczkiem i kiszką pisana. Przegląd.

Stara, kiepska, zakurzona przemoc z cicho pobrzękującą piła motorowa Leatherface'a, ostatni posiłek na planie z żywego żółwia, idylliczne wyjazdy z przyjaciółmi na wieczór do opuszczonego domu w lesie. Pomysły często sprawiające wrażenie absurdalnie kiepskich, które stały się nieśmiertelnymi klasykami wałkowanymi w późniejszych dziełach. Bez litości.

zapraszamy.

Nie jest to kino dla każdego, niekiedy sprawia wrażenie kina dla nikogo. Współczesne kino gore zostało zepsute przez dzieciaki łaknące coraz to bardziej wymyślnych scen przemocy i seksu. Straciło ono pewien posmak niszowości i pastiszu, jaki charakteryzuje najlepsze dzieła tego gatunku. Piję tutaj do nieszczęsnej serii „Piła” oraz zepsutej do szpiku kości "Human Centipede"- atmosfera gdzieś wyleciała przez okno, razem z rubasznym poczuciem humoru.

Sposoby na ukazywanie przemocy były infantylnie głupie i urocze. Zalewają nas litry sztucznej krwi, zewsząd atakuje nas krzyk przerażonych kobiet, a z drugiej strony- dosadność przemocy, dająca upust sadystycznym wizjom reżyserów. Jednak i w tym rodzaju przemocy była nuta teatralności. Sadyzm i przemoc zostają w karykaturalny sposób wyeksponowane, doskonale współgrając ze złą pracą kamery, fatalnymi dialogami i szczątkową fabułą.

Toporność i fatalność tych filmów jest czymś naturalnym, sceny przemocy okazują się prawdziwą eksplozją głupoty, mającą zaskoczyć, zniesmaczyć oraz rozbawić widza. W żadnym wypadku nie mówimy tutaj o strachu, czy przerażeniu, chyba, że przed tandetą i debilizmem tych tytułów. Bezwartościowych dla większości, pogardzanych, enfant terrible kina. Chciałbym Wam przedstawić klasykę kina Gore.

1. Martwica Mózgu - 1992r. 


Najwspanialsze podsumowanie gatunku, prawdziwa pigułka gatunkowa. W tym filmie znajdziemy wszystko to, za co cenimy i nienawidzimy Gore. Bezpretensjonalna fabuła, będąca pretekstem do wielkiego festiwalu przemocy, krwi, walających się wszędzie wnętrzności i genialnych one-linerów.

"Party's over."

Pomnikowe dzieło Petera Jacksona (tak, tego od Władcy Pierścieni), pełne tych wieśniackich klisz, nawiązań do klasyki gatunku (ukłon kosiarki w kierunku piły motorowej, 1/2 głowy puszczająca oczko dłoni zyskującej świadomość), wzniosłych momentów, zwiastujących nadchodzącą masakrę. Rozpacz głównego bohatera nad chorobą matki, próby zapanowania nad nieuniknionym. Piękna przemiana głównego bohatera, który to właśnie dzięki zombie wyzwala się z okowów posłusznego syna, stając się prawdziwym mężczyzną, który musi się zmierzyć ze swoimi dawnymi lękami w nowej, zombiemodyfikowanej formie.

Walka z nadopiekuńczą i absorbującą (dosłownie) matką, przełamanie pierwszych lodów w stosunkach damsko-męskich, problemy w relacjach między poszczególnymi członkami rodziny. Zombie w tym wypadku staje się nie tylko zarazą, ale i kluczem do przełamania wszelkich barier wewnętrznych głównego bohatera, na pozór spętanego przez normy społeczne, żyjącego z kompleksem edypa. I żaden inny bohater nie rozprawił się ze swoimi kompleksem edypa w tak wybuchowy i skuteczny sposób. Kult ponad kulty, rzecz obowiązkowa kolekcji młodego fana poezji kiszki i flaczka.

2. Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną - 1974r.


Amerykańska prowincja, śmierdząca bimbrownią ukrytą w polu kukurydzy, bezzębnych farmerów, zabijających czas w niespotykany sposób. 

I grupa nastolatków ćmiących blanty w swoim vanie jadąca ku przygodzie.

Człowiek z piłą mechaniczną, nieposiadający osobowości, uczuć wyższych, wydający niezidentyfikowane dźwięki, którego celem jest ciąć i ciąć... w tle zachodzącego słońca.

Tak powstają prawdziwi giganci kina, niespodziewanie i z mocnym uderzeniem. Ilu jeszcze dzieciaków w Vanie zobaczycie? Ile razy piła mechaniczna stanie się narzędziem mordu w kinie gore?

Tak, ja rozumiem wszystko, piła jest całkiem widowiskowym narzędziem, warto po nią sięgnąć, by zakończyć czyjś żywot. A czemu nie pilarka? Krajzega ? Szlifierka kątowa ? Nie, to piła mechaniczna stała się klasykiem klasyków, i z tego co się orientuję- to tutaj stawia swoje pierwsze nieśmiałe cięcia jako poważne narzędzie mordu.

Film przeraża swoim potęgą. Gniecie nas świadomością czasów w jakich został wykonany, uderza w pysk śmiałością scen, tego patologicznego do bólu klimatu kanibalizmu i zatraceniu.

U Ridleya Scotta nikt nie słyszał twojego krzyku.

Tutaj twój krzyk będzie słyszało pół wiochy.

Oglądanie tego filmu to nie seans, to msza, która oddaje cześć dawnym obyczajom i zabiegom kina lat '70tych. Prawdziwy klasyk, o którym słyszałeś, ale bałeś się zobaczyć. Żaden re-make nie odda klimatu tamtych lat, tamtej pasji, brzmienia piły motorowej lat z lat '70tych. Poezja grozą pisana.

3. Cannibal Holocaust - 1980r.


Tutaj kończy się zabawa i rurki kremem we wprowadzanie w nurt Gore. Tak jak dwa powyższe tytuły były miłą zabawą oraz mniej lub bardziej sympatycznymi przedstawicielami gatunku, tak tutaj mamy do czynienia z dzieckiem wyklętym w sześćdziesięciu krajach, wypluty przez chory, włoski umysł.

Cannibal Holocaust to paradokument, będący dziadkiem wszelkich filmów typu "Blair witch Project", czy "Paranormal Activity". Fabuła nie jest zbyt ważna, a forma forma. Grupka naukowców, pełnych pasji i zaangażowania, chciałaby utrwalić na kasecie wesołe życie plemion kanibali.

Wszystko idzie źle, przerażająco źle. Reżyser musi udowodnić światu, że aktorzy naprawdę żyją, a zwierzętom nie stała się krzywda. Stała się. Poszedł za to siedzieć... ale czego nie robi się w imię sztuki, prawda ?

Nieprawda. Ten obraz to laurka realizmu w odwzorowywaniu ludzkiego cierpienia, sadyzmu i desperacji, kręcona w sposób nietypowy i wart odnotowania. Boje się brnąc dalej w opis tego filmu. To walka z dobrym smakiem i wolą przekazania emocji jakie mi towarzyszyły oglądaniu Cannibal Holocaust, a tym co zostało ukazane. Nienadające się do opisu.

Ten film to przełamywanie barier w kinematografii, balansowanie między dobrem, a czystym złem, które nie powinno nigdy zostać ukazane w filmie. Ten film jest zły, w całej swojej rozciągłości, jednak mówimy tutaj o złu moralnym, emocjonalnym, jakość tutaj nie ma nic do rzeczy. Wiek tego filmu tylko dodaje mu respektu i godności... bo przecież pamiętamy o nim i rozmawiamy, więc on nie może być zły. Oglądać samemu.

4. Martwe Zło 2 - 1987r. 


I znowu powracają lekkie i zwiewne klimaty tryskającej na ściany posoki. Las, piękna dziewczyna oraz Necromicon. Pięknie opowiedziana historia, pełna dramaturgii, zaskakujących zwrotów akcji.

Ni w ząb nie warto rozwodzić się nad piłą mechaniczną przytwierdzoną do ręki, zaskakujących i niespotykanych ujęć, delikatnie budowanej dramaturgii i totalnego wyobcowania w lesie, odizolowanym od wszystkiego co piękne. Dom w środku lasu staje się prawdziwą twierdzą dla głównego bohatera, który to znowu... przechodzi przemianę z grzecznego chłopca na kolesia, który chłoszcze tyłki. To wszystko jest nieważne, i najzwyczajniej w świecie głupie :).

Martwe Zło 2 to kult nad kulty, film ociekająca krwistą legendą kina gore. Zachowuje doskonały balans między elementami komedii, a sytuacjami, kiedy naprawdę możemy zacząć się bać. 

Robi to z klasą, zaskakując niespotykanymi w kinie gore środkami wyrazu artystycznego, głównym bohaterem buchającym męskością. Wystarczy wspomnieć, że był jedną z inspiracji dla twórców Duke'a ? Film idealny do zniesmaczenia koleżanek na nocy filmowej, jak i do śmierdzącej piwen i fajkami nocy filmowej, pełnej niewybrednych żartów dotyczących urody aktorek. 

Nie ma się czego bać, to tylko Martwe Zło.


Cztery klasyczne tytuły. Urocze w swojej brzydocie.

Nie zaczynajcie od „Cannibal Holocaust” :*


Po słowie, posłowie. 

Byłbym gnuśnym głupcem, pozbawionym serca i rozumu, gdybym chociaż nie wspomniał o kolejnych, równie dobrych przedstawicielach tego gatunku. Wyjątkowo soczystych kawałów mięcha:

1. Hills Have Eyes- 1977r.

2. Army of Darkness - 1992r. (wyborna kontyunacja Evil Dead 2)

3. Men Behind The Sun - 1988r. (dla ciekawskich inaczej... warto o nim poczytać, niekoniecznie zobaczyć. Odsyłam na filmweb.pl). 

4. Dawn of the Dead - 1978r. (jak i całą resztę "of the Dead")

5. Nightmare on Elm Street - 1984r. (musieliście widziec, musieliście. Freddy :) )

6. Day of the Woman - 1978r. (lekki suchar ze względu na paskudną grę aktorską. Koszmarek. )

Papi
4 grudnia 2012 - 14:29
Komentarze Czytelników
Dodaj swój komentarz