Kuloodporny - Legacy of Kain: Soul Reaver - Robson - 31 stycznia 2013

Kuloodporny - Legacy of Kain: Soul Reaver

Nie potrafię zliczyć, ile razy wkraczałem już na tę salę. Ile razy, zbliżając się do tronu wampirzego lorda, znosić musiałem wzrok jego jak i moich braci. Ile razy rozłożyć musiałem swe skrzydła, by w następstwie czuć nie dumę i podziw, a niepewność i zawiść zgromadzonych. Ponownie więc doświadczam bólu i potępienia, gdy Kain zrywa je z moich pleców, a ci, którym niegdyś ufałem, zrzucają mnie w palący wir i czeluście Otchłani. Tak - początek (i finał) Legacy of Kain: Soul Reaver widziałem już zdecydowanie niezdrową ilość razy. I jakoś tak nie zapowiada się na to, bym kiedykolwiek miał tej gry dosyć.

I nie chodzi tu tylko o to, że intro do tej mającej już ponad dekadę produkcji w żadnym miejscu nie musi wstydzić i kulić się przed wstępami do większości współczesnych tytułów. Razem z wiecznie miodnym Ozrad Mirdashim (jak i całą resztą równie epickiego soundtracku, którego polecam absolutnie wszystkim) i bajecznymi animacjami, otwierająca Reavera sekwencja nie tylko dzielnie wybroniła się przed dewastującą siłą zębów czasu, ale i również zawarła w sobie klimat i niesamowity „feel” całej produkcji. A dalej jest jeszcze lepiej.

Takich protagonistów już się dzisiaj nie robi - i nie myślę tu o znikomej liczbie wielokątów przypadających na model.

Wszelkie próby przedstawienia zmagań pomiędzy byłym wampirem-porucznikiem a obecnym Pożeraczem Dusz, Razielem, z jego twórcą i panem Kainem, w ramach tego krótkiego tekstu z góry skazane są na niepowodzenie. Meandry fabularne kreślone przez Soul Reavera, ale i przede wszystkim, całą serię Legacy of Kain, stanowią nie lada wyzwanie w procesie ich ogarnięcia nawet dla największych zapaleńców tego uniwersum. Wspomnę więc tylko, że to, co z początku wydawać by się mogło prostą i ogarną kliszą, przedstawiającą sztampową już dzisiaj historię o zemście i odkupieniu, stanowi jedynie czubek ogromniastej lodowej góry, jaką skrywa pozornie niezmącona, fabularna powierzchnia dzieła ekipy z Crystal Dynamics.

Run, Raziel, run!

Wydana w 1999 roku na PSX i system operacyjny Billa (a rok później i na Dreamcasta) produkcja, jest wszystkim tym, co skoncentrować można by pod hasłem „Zeldy dla dorosłych”. To mroczny, dojrzały tytuł action-adventure, osadzony w pół-otwartym świecie, po którym niezwykle charyzmatyczny protagonista skacze, pływa, wspina się, wyrywa ze ścian rury, włócznie i pochodnie, by dobijać swoich przeciwników i szybuje na resztkach swoich porozdzieranych skrzydeł. Niemniej, dla dopełnienia obrazu opisywanej tu dzisiaj produkcji, do zamieszczonej wyliczanki koniecznie dorzucić należy jeszcze parę innych, równie istotnych składników. Mamy więc moce Glifów, lokalną wersję zaklęć, których zdobycie jest całkowicie opcjonalne (ba, na zawierające je kapliczki możemy się nawet nie natknąć), dające nam potęgę ognia, wody, ziemi czy słońca. Mamy też zestaw umiejętności pasywnych, zdobywanych ze śmiercią bossów-braci głównego bohatera, takich jak niewrażliwość na wodę a co za tym idzie, umiejętność pływania, przenikanie przez kraty czy telekinetyczne pchnięcia. Znajdzie się i miejsce dla łamigłówek, w większości wykorzystujących unikatową moc Raziela, a więc swobodne przenikanie ze świata materialnego do astralnego. I chociaż większość z nich zbyt mocno skupia się na niesławnym backtrackingu czy przepychaniu ogromniastych sześcianów i wpychaniu ich w różne dziwne miejsca, trudno jest ująć im wkładu w proces urozmaicania rozgrywki mojej osobistej perły świata gier - Soul Reaver był pierwszym tytułem, jaki dorwałem na zakupione za miliony z komunii Playstation.

Do Soul Reavera mam taki sam sentyment, jak i do legendarnej "oranżady za 0,50 gr"

Z perspektywy czasu, jaki dzielni nas od premiery pierwszego z Reaverów (a trzeciego dziecka rodziny Legacy of Kain), jeszcze łatwiej dostrzec jest spójność artystycznej wizji i kunszt gry, której klimat pociąć można by na kawałki i rozdać na parę innych, pozbawionych tego elementu, produkcji. Wywrotki grywalności, niesamowita oprawa audiowizualna, główny bohater żywiący się duszami, artystyczny przepych i urok tej swoistej wycieczki krajoznawczej po Nosgoth – to wszystko złożyło się swego czasu na komercyjny sukces produkcji, która wygrawszy zawartość portfeli graczy 13 lat temu, wygrała również ich serca i uznanie na długo po tym wydarzeniu. Polecam, bo według mnie – wstyd nie znać, strach nie zagrać!

P.S

Alternatywną wersję moich westchnień nad Legacy of Kain: Soul Reaver przeczytać możecie w CD-Action numer 06/2012.

Robson
31 stycznia 2013 - 09:36
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
31.01.2013 10:13
sifulord
17
Legionista

Nic dodac nic ujac, dodac mozna jeszcze swietne glosy samego Raziela oraz Kain, z zylem sie z bohaterami przez te wszytkie czesci w jakie gralem. Koncowka byla dla mnie wstrzasem i troche zabralo czasu zanim sie po niej ogarnelem. Tak samo jak autor wracalem do niej bardzo czesto i jeszcze bede wracal, ba nawet zachecam wszytkich do zapoznania sie z mrocznym swiatem Filarow Nosgoth. Zachecam tez wszytkich do zagrania w gre Anachronox, swiat i scenariusz tej gry jest zaiscie EPICKI, humor leje sie strumieniami, choc sama gra jakos przeszla bokiem, moze przez system walki.

Podsumowujac jezeli komus brakuje dobrej historii, scenariusza w dzisiejszych grach, zakreconej historii oraz czegos wiecej niz tylko ladna grafika polecam serie Legacy of Kain, tej gry sie nie zapomni do konca zycia.

Vae Victus

31.01.2013 11:29
Dzienciou
odpowiedz
Dzienciou
120
Generał

Cała seria Legacy of Kain (za wyjątkiem Blood Omen 2) pod względem fabuły i klimatu jest do dziś jedną z najlepszych w historii gier. Do tego dochodzi genialny voice acting… Kto nie grał – niech się nie przyznaje 

31.01.2013 21:41
odpowiedz
Veeteck
36
Chorąży

Seria warta uwagi raczej dla osób zainteresowanych archeologią gier wideo, w mojej opinii obecnie Soul Reaver 1 jest całkowicie niegrywalny z uwagi na przestarzałą mechanikę wczesnych platformówek 3D, a tolerancję na przestarzałą mechanikę mam dużą z racji 30 lat na karku (+wszystko co platformowe w Directx 7.0 wygląda obecnie niesmacznie, nie dziwota iż odstąpiono od platformówek 3D po erze zachłyśnięcia), Soul Reaver 2 bardzo ubogi w content (mam na myśli mechanizmy rozgrywki, brak gratyfikacji w postaci upgrade'ów itp. i repetytywny, ukończyłem z uwagi na ciekawą wizję artystyczną, jestem też pełen podziwu ile wyciśnięto wówczas z DirectX 8. Blood Omen 2 pomińmy milczeniem (niestrawny miszmasz klimatów - statek obcych rodem z wizji H.R. Gigera sprawił, iż zmuszony byłem zakończyć Blood Omen 2 na owej lokacji), Defiance to nieudolny zlepek pomysłów z innych slasherów, aczkolwiek dobrnąłem do końca. Do zaliczenia Blood Omen 1 na PS3, więc się nie wypowiadam. Jeśli chodzi o fabułę to owszem, scenarzystka (ta od Uncharted, jak się później okazało, stworzyła niesamowicie bogate uniwersum, ale nijak nie przekłada się to na narrację w grze, zespól deweloperów nie miał środków w owych czasach na przekucie scenariusza w interaktywną opowieść, ba, nie powiodło się to wiele lat później przy Mirror's Edge (skargi Rhianny Pratchett na konieczność rozwoju modelu współpracy scenarzysty i reszty zespołu) - w skrócie całe lore tego uniwersum uwagi warte, ale zamiast tracić czas na owe gry polecam wikipedię. Jeśli ktoś lubi nazwijmy to gotyckie klimaty, to zamiast Reavera polecam obie Castlevanie na PS2 (dziś już tylko na aukcjach) - ja jestem zachwycony.

a tu mój poprzedni post świeżo po zaliczaniu antologii - jeśli ktoś chce chętnie podyskutuję.
Cytuję siebie z przeszłości: A więc jeśli chodzi o serię Legacy of Kain - w ramach nadrabiania zaległości wziąłem na tapetę Antologię - serię należałoby ocenić z punktu widzenia roku 2001-2003 oraz czasów obecnych. Dla fanów archeologii gier wideo - pozycje raczej obowiązkowe, choć czerpią nieudolnie z dorobku czasów świetności japońskich slasherów w kwestii mechachaniki. W czasach obecnych - z przykrością stwierdzam, że całkowity brak synergii między gameplay'em i narracją (prowadzoną budżetowo na zasadzie statycznych scenek i pogmatwanych monologów garstki postaci na tle martwego poza tym świata, najprawdopodobniej ze względu na to, iż błyskotliwych zamysłów scenarzystki nie udało się przełożyć na gameplay, przez co gry te przypominają rozłażącego się w szwach frankensteina)
Ale coby uniknąć wall od text skupię się krótko i wybiórczo na plusach i minusach, zaznaczając, że Soul Reaver 1 jest obecnie niegrywalny na PC (grałem kilka godzin - brak 60 fps - karygodny fakt, fatalny system zapisu, crashe do pulpitu, directx 7 w w swej obrzydliwej krasie), Soul Reavera 2 ukończyłem - na plus estetyka lokacji i kunszt grafików, na minus monotonia i brak nagradzania gracza za postępy, upierdliwa statyczność rozgrywki przerywana teatralnymi scenkami, Blood Omen 2 - doszedłem do poziomu Device w mękach - monotonia, monotonia, repetytywność i totalny miszmasz klimatów średniowiecza, steampunku, zrzynki z H.R.Gigera (sci-fi -WTF?) i fantasy w najgorszym wydaniu czyli high-fantasy (ale to moja prywatna opinia, wiele osób to uwielbia, ale wolę przyziemność i brud w wydaniu cyberpunkowym i dark fantasy, jak w pierwszym Deus Ex - kojarzy mi się tu pewien komentarz odnośnie do drugiej części Deusa - jakoby miałby być "ustartrekowiony" miast cyberpunkowy - podobne odczucia mam do serii Legacy of Kain - brak tu "zła, jeżącego się w dźwięku minut" jak pisał Baczyński, a tylko pseudo-hamletowskie wynurzenia protagonistów. Zdecydowanie najlepszą częścią (pomijam pierwszy Blood Omen - dopiero zdążyłem ściągnąć z PSN) - jest Defiance - mechanika i monotonia jak w poprzednich częściach, narracja i interakcja z NPC szczątkowa, ale design lokacji jest fenomenalny, wreszcie wystarczająco mroczny i niepokojący, nieco usprawiedliwiający pustkę i ciszę przemierzania tej krainy. Odnośnie do kamery nie mam zastrzeżeń - zwróćcie uwagę, że przecież można się rozglądać drugim analogiem i podziwiać architekturę środowiska gry, o wiele gorzej było w Devil May Cry 1. Podsumowując krótko - niewątpliwe walory Soul Reaver 2 i Defiance (Blood Omen 2 pomińmy milczeniem)- ("ryjące beret" 10 lat temu - pogrzebane zostały, jakby to pisał Stachura - "mułem tej epoki" - tak więc w mojej opinii to produkcje dla archeologów zainteresowanych ewolucją zachodnich action-adventure, pozostali mogą sprawdzić, ponieważ niewykluczone, iż ich sposób percepcji pozwoli czerpać z tej serii
radość. Ja czekam na kontynuację Vampire the Masquerade:Bloodlines

01.02.2013 11:52
Dead Men
odpowiedz
Dead Men
137
Generał

Dla mnie takim duchowym spadkobiercą LofK było Darksiders właśnie. Szkoda obu marek.

01.02.2013 12:23
odpowiedz
zanonimizowany714315
111
Legend

LOK i Darksiders dzieli przepaść... Nie wiem jak takie coś jak Darksiders można nazywać spadkobiercą takiego tytułu jak Legacy of Kain

Taka Castlevenia Lords of Shadows to już co innego :) gra dużo lepsza od Legacy of Kain IMO

01.02.2013 12:42
odpowiedz
Child of Pain
145
Legend

[5]
Momentami granie w dwojke przypominalo mi o Soul Reaver 2, zielen na poczatku w obu grach, wyglad Smierci i Raziela oraz wspinaczka po ruinach. Castelvania to slasher, Soul Reaverowi blizej bylo do Tomb Raidera z skakaniem i zagadkami.

01.02.2013 22:01
Pan Dzikus
odpowiedz
Pan Dzikus
155
Generał

Mam przeczucie, że Square-Enix zrobi restart serii na next genach i dobrze na tym wyjdzie.

02.02.2013 14:11
Friendly_Fire
odpowiedz
Friendly_Fire
3
Legionista

Ciekawy koncept. Remake pierwszej części Soul Reavera jako exclusive na jeden z nadchodzących next-genów? Piękna wizja :)

02.02.2013 14:13
raziel88ck
odpowiedz
raziel88ck
157
Reaver is the Key!

Pan Dzikus - Ja ci dam restart serii. Niech robią profanacja twoich ukochanych gier, a nie moich.

02.02.2013 14:15
tmk13
odpowiedz
tmk13
219
Generał

raziel88ck - A każe ci ktoś w to grać?

02.02.2013 15:19
raziel88ck
odpowiedz
raziel88ck
157
Reaver is the Key!

tmk13 - Nie znoszę bezczeszczenia.

02.02.2013 16:01
Amadeusz ^^
odpowiedz
Amadeusz ^^
162
of the Abyss
Wideo

Genialna seria, jedna z najlepszych historii jakie kiedykolwiek powstały w branży gier. Wielka szkoda że nie ujrzymy kolejnej części spod skrzydeł "starej" ekipy Crystal Dynamics, mam wielkie obawy co do rebootów czy sequeli tworzonych na next-geny, obawiam się że byłyby to gry ekstremalnie "skonsolowione", tworzone pod szerokie grono odbiorców - co z punktu widzenia developera jest czymś naturalnym - z punktu widzenia fana serii jednak nie do końca.

Dla mnie wielkim niedocenionym klejnotem serii jest Blood Omen, w którego po raz pierwszy zagrałem stosunkowo niedawno (jakieś 4 lata temu?) ale absolutnie oczarowała mnie swoją muzyką, historią i ogólnym klimatem. Po prostu wspaniała gra.

http://www.youtube.com/watch?v=2oFNr48PxWA

[3]

Ooo tak, Symphony of the Night to było coś.

02.02.2013 16:06
odpowiedz
zielele
113
Generał

[11]---> to przestań pisać.

13.06.2014 02:31
odpowiedz
majsterr
23
Legionista

Jak widać po tylu latach zbyt wymagający pomysł do podjęcia się realizacji dla kogoś..

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze