O mobilnym graniu: prawdopodobnie nigdy nie wyprze stacjonarnego - Prometheus - 20 marca 2013

O mobilnym graniu: prawdopodobnie nigdy nie wyprze stacjonarnego

Smartfonowy i tabletowy rynek zdaje się rozwijać w zatrważającym tempie. Tak szybkim, że specyfikacja techniczna kolejnych urządzeń przestała nas już nawet szokować. Rozdzielczość Full HD znana z 50-calowych plazm czy naszych monitorów została upchnięta na 5-calowych ekranikach. Flagowy (i jeden z najpopularniejszych) model Samsunga, Galaxy S IV właśnie stał się faktem, jednak jak mocny by on nie był, niedawne przecieki o konkurencie Nexusie 5, powstającym nakładem pracy Google i LG biją na głowę jego specyfikację techniczną (przecieki zakładają m.in. ekran Full HD 5,2 cala, czterordzeniowy procesor QS800 o taktowaniu 2,3 GHz oraz 3GB pamięci RAM). I chociaż smartfony wciąż są daleko w tyle za pełnoprawnymi pecetami pod względem mocy obliczeniowej czy elastyczności, to nawet, jeśli kiedyś je dogonią, mobilne granie nigdy nie da wrażeń znanych ze stacjonarnego grania na dużym ekranie, z porządnym nagłośnieniem i odpowiednią „wczuwką” możliwą tylko siedząc na kanapie czy fotelu. Chyba, że człowiek znów postanowi stworzyć jakąś rewolucję.

O%20mobilnym%20graniu%3A%20prawdopodobnie%20nigdy%20nie%20wyprze%20stacjonarnego
Przystawka z padem do Samsunga Galaxy S4 - fajne, tylko kłóci się z mobilnością urządzenia.

Chyba wszyscy pamiętają epokę Nokii 3310 i bijącą wtenczas wszelkie rekordy popularności, niezwykle prostą grę Snake. Jej fenomen można porównać ze współczesnym Angry Birds. To był początek prawdziwego mobilnego grania i był tym, czym pasjans dla komputerów z Windowsem. Potem przyszedł czas na kolorowe wyświetlacze, które oferowały bardziej rozbudowane gry znane pod podobną postacią chociażby z 8-bitowych konsol. Wreszcie pojawił się prawdziwy trójwymiar i bardziej „poważne” produkcje. Mimo to nie oferowały one wiele – wciąż pełniły rolę prostych „odstresowywaczy”, które nie miały startu do „dużych” produkcji.

Jak sytuacja wygląda dzisiaj? Mimo tego, że upowszechniły się smartfony z dotykowym wyświetlaczem (obecnie stanowią już poważny procent na rynku, bo coraz więcej osób chce mieć coś więcej niż tylko telefon z niewielkimi możliwościami), pojawiło się sporo produkcji pod pewnym względem dorównujących stacjonarnym odpowiednikom, to wciąż nie udało się zapewnić podobnych wrażeń. O ile za bardzo ciekawą inicjatywę uważam portowanie na urządzenia mobilne specyficznych, prostszych w rozgrywce gier np. The Walking Dead (praktycznie identyczne jak jej duży odpowiednik), o tyle niektóre gry nie pozostawiają złudzeń – to często gęsto wciąż tylko tytuły mają promować „prawdziwe” odpowiedniki z segmentu AAA – Borderlands: Legends chociażby. Czyli mówiąc skrótowo „pykacze” na pięć minut.

O%20mobilnym%20graniu%3A%20prawdopodobnie%20nigdy%20nie%20wyprze%20stacjonarnego
Borderlands: Legends - niestety, mimo ładnej grafiki, do pełnoprawnej gry nie ma startu

W świecie przyszłości, kiedy granie w chmurze jest czymś powszechnym, kiedy gram na dużym ekranie i muszę wyjść z domu, kontynuując rozgrywkę na smartfonie, wiem, że to nie to samo. Jeśli gra jest skomplikowana bardziej niż prosty shooter, to tracę przeżycia możliwe tylko siedząc przed dużym ekranem z padem w ręku. Stojąc w autobusie czy w kolejce na poczcie, będąc na wykładzie albo nudnym szkoleniu nigdy dostatecznie nie „wtopimy się” w świat gry. Nigdy nie będzie to rozgrywka ani dostatecznie precyzyjna, ani poważna. Oczywiście trudno spekulować nad sytuacją rynku za dziesięć czy dwadzieścia lat, o dalszej przyszłości nie mówiąc. Tak czy inaczej nie wróżę rynkowi mobilnemu wyparcia stacjonarnego – a jeśli nawet kiedyś to nastąpi (w końcu przed nami grafenowa rewolucja i dalsza miniaturyzacja podzespołów), jest to pieśń dalekiej przyszłości (której nikt nie jest w stanie przewidzieć).

Mimo to rynek mobilny jest niezwykle zyskowny oraz coraz ważniejszy i nie należy go ignorować. Chociażby ze względu na lawinowo rosnącą popularność smartfonów, a ostatnio także tabletów. Wreszcie od jakiegoś czasu inteligentny telefon nie jest przedmiotem dla elity – można kupić modele z niższej półki (a przy tym zachowujące szeroką funkcjonalność) i obsługiwać je bez posiadania szerszej wiedzy. Przy rozpowszechnianiu mobilnego grania brał udział nie tylko Rovio, ale (przede wszystkim na wzór produkcji AAA) sporo dobrej roboty wykonał znany rynkowy developer – Gameloft. Chociaż znacząca część ich gier to klony znanych już tytułów z dużych ekranów, to wyglądają i działają na tyle okazale, że nie można narzekać. Tym bardziej, że to właśnie przede wszystkim za sprawą Gameloftu możemy zagrać na smartfonach czy tabletach w produkcje będące czymś więcej niż tylko puzzlami czy prostymi platformówkami. Poważnym graczem w branży jest też EA. Na uwagę zasługuje chociażby Dead Space, które nie tylko prezentuje się bardzo ładnie jak na smartfony, ale i sam gameplay daje sporą satysfakcję. Wreszcie Mass Effect: Infiltrator, czyli bardzo udane dopełnienie trzeciej części znanej z konsol i PC czy ostatnie gry studia Firemonkeys – NfS: Most Wanted i seria Real Racing.

O%20mobilnym%20graniu%3A%20prawdopodobnie%20nigdy%20nie%20wyprze%20stacjonarnego
The Walking Dead - jedna z nielicznych dużych gier, które wyglądają
niemal identycznie jak na stacjonarnych platformach.

Bardzo solidnych, a czasem wręcz wybijających się tytułów na urządzeniach mobilnych więc nie brak. Problemem jest za to – oprócz mniejszych ekranów (z racji „przenośności”) czy niedostatecznie dobrego nagłośnienia (to można podreperować z pomocą dobrych słuchawek) – sterowanie, a więc element kluczowy. Wciąż uważam, że nie wymyślono jeszcze nic lepszego od myszki i klawiatury oraz pada. Sterowanie wzrokiem? Rzecz dobra na chwilę. Dotykowe ekrany? Ich wadą jest mała precyzja w „poważnych” tytułach i na dłuższą metę jest to rozwiązanie w grach po prostu niewygodne. Żyroskop? Traktuję to jako bajer – wprawdzie w samochodówkach sprawdza się nieźle, ale do pada nie ma po prostu startu. Dlatego właśnie nigdy do mobilnego grania nie podchodziłem poważnie. Co i raz jesteśmy zaskakiwani jakimiś nowinkami i „rewolucjami” pokroju dołączanych padów i przystawek, możliwości obsługi pecetowych i konsolowych kontrolerów, ale kłóci się to zasadniczo z ideą tych urządzeń – skoro coś jest z definicji przenośne, to mam taszczyć ze sobą jeszcze pada od PS3? I gdzie go schowam – do kieszeni? Na chwilę obecną najlepszych rozwiązaniem moim zdaniem są fizyczne przyciski, czyli coś, co już znamy z Xperii Play. Ale zespoły naukowców już pracują nad kolejnym: wyświetlaczem z możliwością „uwypuklenia” wirtualnych przycisków. Mówiąc po ludzku, moglibyśmy sami zdefiniować wypukłości na ekranie, które służyłyby i reagowały podobnie jak przyciski. Tylko czy rzeczywiście jest to dobre rozwiązanie? Może po prostu mobilne granie zawsze powinno ograniczać się do prostych „pykadeł” w przerwie na kawę?

------------------------------------------------

Zapraszam też na facebook.com/dinosfera- łatwy i szybki dostęp do wszystkich publikowanych przeze mnie materiałów i innych ciekawych rzeczy. Uwagi i konstruktywna krytyka mile widziana!

Prometheus
20 marca 2013 - 12:11

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
21.03.2013 11:26
Seraf.
Seraf.
33
Pretorianin

Co ma piernik do wiatraka? Inny jest target grających w domu i inny target grających w podróży. Ileż razy można wałkować ten sam temat? :P W podrózy nie potrzebujesz gry na 20h, tylko takiej,gdzie możesz wyłączyć ją po 10 minutach bez strachu, że będziesz musiał znowu przejść 20-minutową trudną sekwencję. Rynek gier mobile i gier "hardcorowych" w ogóle ze sobą nie konkuruje. Co do gier dużych na komórki mamy przecież dwie odsłony GTA, mamy Bard's Tale i pewnie jeszcze kilka innych tytułów się znajdzie (których teraz nie pamiętam). Granie na komórce z podczepionym padem dalej moim zdaniem jest MOBILNE, bo przecież nie ciągniesz za sobą ciężkiego gamingowego laptopa, tylko wrzucasz pada do plecaka, komórkę do kieszeni i voila. Nie potrafię zrozumieć co widzisz niemobilnego w podstawce do S 4. Wymiarami przypomina 7-calowego tableta, więc nawet w busie, gdzie miejsca choćby na nogi nie ma, takie coś się sprawdza.

21.03.2013 11:56
Prometheus
odpowiedz
Prometheus
10
Centurion

Seraf. - piernik do wiatraka ma to, że jednym z jego podstawowych składników jest mąka, a ta, jak wiemy ma wiele wspólnego z wiatrakami. :] Mówiąc poważnie - smartfona do kieszeni spokojnie włożę, ale nie zawsze mam ze sobą plecak, do którego włożyłbym pada. O wiele lepsze rozwiązanie ma Xperia Play - nigdy nie zapomnę wziąć przystawki, wszystko mieści się w kiszeni - jak dla mnie rewelacja. A okazuje się, że temat warto wałkować, bo być może kiedyś to smartfony, czyli kieszonkowe komputery wyprą duże, kilkunasto-kilogramowe skrzynki stojące na / pod naszymi biurkami. Minikomputerki już są dostępne, ale wciąż ich moc obliczeniowa jest mała. Dlatego mając na myśli granie mobilne nie mówię tylko o graniu w podróży, ale i w domu. Na przykład sytuacja, kiedy podłączamy taki minikomputerek do dużego ekranu (pewnie tak będzie w przyszłości, jak cloud gaming się upowszechni). Czyli np. Batman: Arkham City na 40" to przyjemna gra, ale jak wychodzimy i kontynuujemy gameplay na 5" przez chmurę to już nie jest to samo - a prawdopodobnie tak rysuje się przyszłość.

21.03.2013 12:08
Seraf.
odpowiedz
Seraf.
33
Pretorianin

Ja myślę, że tak rysuje się tylko plan PR-owców, którzy chcą wcisnąć nam oprócz konsoli, handhelda :). Naprawdę, mam GTA na komórce i nawet jednej misji nie przeszedłem, bo wolę poczekać te maks kilka godzin (gdy jestem w podrózy) i pograć np w GTA IV na kompie. Co do tej mobilności telewizyjnej, to mój brat ma kompa tuż obok telewizora. Przepina jeden kabelek i może grac na tv. Nie widzę tutaj potrzeby posiadania mikrokomputerów :).

21.03.2013 12:17
Prometheus
odpowiedz
Prometheus
10
Centurion

Ja mówię raczej o dalszej przyszłości, kiedy wszystko będzie oparte na grafenie zamiast krzemu i będzie postępowała dalsza miniaturyzacja - zresztą już kiedyś pisałem, że prawdopodobnie komputer przyszłości (tej odległej) to ekran z kolorowego e-papieru który można składać w mniejszy lub większy kształt + odbiornik Wi-Fi i streaming wszystkiego. Może trochę za bardzo odbiegam w przyszłość, ale z drugiej kto by się spodziewał jak to wszytko się zmieni w przeciągu choćby 5 lat... mi samemu w niektóre rzeczy wciąż trudno uwierzyć, jak to wszystko się zmienia. Zresztą to taki felietonik-przystawka przed czymś większym (być może jutro pojawi się coś nowego).

21.03.2013 12:47
odpowiedz
Sycho141
41
Pretorianin

Nie jeden już wróżył i zawsze kończy się tak samo... To nie jest tak, że smartphony zrewolucjonizują rynek. One po prostu mają swoich odbiorców i tyle. Nie zastanawiałeś się, czemu najlepiej sprzedające się gry na androida to ngry Birds i Cute the Rope? Bo to jest target. Ktoś nie jest graczem i liczy tylko na po pierdółkę na 5 minut gra na smartphonie, ktoś jest graczem i lubi grać na przenośnym sprzęcie, ale nie ma ochoty na strzelanie ptakami, gra na 3DSie i Vicie. Ktoś nie lubi przenośnego grania? Nie gra. To jest tak jak z PC i konsolami, istnieje, ale jego głównym celem nie jest bycie konsolą. Jest urządzeniem wielofunkcyjnym z możliwością grania.

21.03.2013 16:43
Black Abyss
odpowiedz
Black Abyss
6
Legionista

Gorzej jak wielcy wydawcy chcą implementować rozwiązania z gier mobilnych do poważnych dużych produkcji. Tak, zmierzam do ostatniej afery z mikropłatnościami w Dead Space 3. Goście z Visceral otwarcie powiedzieli, że tym zabiegiem celują w target ze smartfonów.

21.03.2013 16:59
kokoju
odpowiedz
kokoju
98
Handlarz z Neverwinter

Ależ oczywiście że mobilne granie stanie się poważnym konkurentem dla stacjonarnego, i to nie imo za sprawą 3DSa czy Vity, z czego tej drugiej nawet Killzone nie pomoże, pierwsza natomiast z nikim konkurowac nie musi bo już przynosi Nintendo ładny dochód.

Wracając, osobiście wierzę że to Nvidia Shield będzie takim mocnym zapalnikiem który pokaże że gry z obecnych konsol można ładnie zaadaptowac do środowiska mobilnego, problem sterowania magicznie znika, Tegry z roku na rok są coraz mocniejsze, już 5 ma miec Keplera i wsparcie dla Directx 11/OpenGL 4.3, o innych procesorach jak exynosy nie wspominając,

Że niby co z ludźmi którzy nie chcą sobie dokupywac ''padów''/nie mają Shielda? Sprawa jest prosta, rynek podzieli się na tych co mają smartfona/tableta A) do innych czynności niż granie lub grają korzystając z samego dotykowego ekranu, oraz ludzi którzy mają smartfona A) i przystawkę lub gamingowego smartfona/tableta/konsole na androidzie.

Samymi cenami za gry są dla konsol stacjonarnych mocnym konkurentem, i jeżeli wzrost jakości nie pociągnie mocnych podwyżek to autor może się w przyszłości mocno zdziwic;)

21.03.2013 21:38
Prometheus
odpowiedz
Prometheus
10
Centurion

@ kokoju - problemem Nvidii Shield (i Vity) jest cena tej konsolki, a także gier na nią (tu mowa głównie o Vicie i grach za 200 zł - nie wiem jak będzie z Nvidią). Za 2-3 kafle (czy ile to tam ma kosztować) można mieć high-endowego PC, który pociągnie większość gier na max przez kilka lat bez upgrade'u, a za 1/3 tej ceny konsolę current gen (a nextgeny będą nawet tańsze niż current geny przy premierze). Póki co gry mobilne rozwijają się głównie graficznie, bo to najłatwiej ulepszyć i tym wszyscy się jarają. Natomiast nie oferują nic ponadto - ani poważnej fabuły, ani naturalnych postaci, ani nie są rozbudowane - a przynajmniej nie w wystarczającym stopniu. Nie wróżę Nvidii Shield sukcesu - to będzie raczej zabawka dla growych maniaków z nadmiarem kasy. Streaming gry z komputera, żeby pograć przez te 5-10 minut siedząc na tronie? A po co to komu, a na co to komu? Gry z Androida? To samo mam na smartfonie i nie muszę przepłacać grubej kasy. W Polsce to nie przejdzie, na zachodzie zapewne też nie pobije rekordów sprzedaży. To raz, a dwa, że gra za 30 czy nawet 50 zł NIGDY nie będzie tak rozbudowana, klimatyczna i miodna jak pełnoprawny tytuł z dużych konsol / PC. Małe ekraniki i sterowanie dotykowe (w przypadku smartfonów / tabletów) dodatkowo to utrudniają. Być może za 10-20 lat coś się na tym polu zmieni, ale w najbliższych latach nie przewiduję rewolucji. We will see, jak to mówią nasi zachodni bracia.

21.03.2013 22:05
kokoju
odpowiedz
kokoju
98
Handlarz z Neverwinter

Za 2-3 kafle

Raczej bez szans, na CES mówili że chcą celowac z ceną tak by byc konkurencyjni dla konsol przenośnych, a nie smartfonów, jak się postarają to cena powinna się zamknąc tak od 349-399$, bo na mniej nie ma co jednak na start liczyc

Streaming gry z komputera

Tu przyznaję rację to bajer, ale jeżeli umożliwiłby w przyszłości łączenie się z biblioteką tytułów z kompa oddalonego o setki kilometrów to staje się już interesującą funkcją
Co do cen gier to nic się w tej materii nie zmieni bo bazowym sklepem będzie TegraZone, a tam tytuły stoją po dolary

ani poważnej fabuły, ani naturalnych postaci, ani nie są rozbudowane

Paradoksalnie w rozwiązaniu tego problemu może pomóc dalsze konwertowanie tytułów z konsol. Bo jeżeli będzie na nie spory popyt, firmy zobaczą że rozbudowane gry naprawdę ładnie zarabiają to wpadną na przykad na wydanie taki dajmy na to rozbudowanej grę w świecie Deux Ex'a specjalnie na tablety i smartfony, z dostosowanym sterowaniem ale gameplayem jak ze stacjonarek.
Oczywiście to może iśc i w drugą stronę i app store/android market zaleje więcej reedycji uznanych tytułów, ale i w takim wypadku byłby to tylko plus.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze