Mikropłatności my ass - Cascad - 24 marca 2013

Mikropłatności my ass

Nie do końca rozumiem fenomen mikropłatności (bo jak przyznają przedstawiciele firm – to naprawdę się sprzedaje), nie lubię ich, nie kupuję, nie chce o nich słyszeć... Z przekory nie wydaję pieniędzy nawet na DLC* - wszystko po to, by nie wspierać bandytów źle zarządzających projektami. Jak się jednak okazuje, ja mogę się buntować w najlepsze, kilka innych osób też, a  rynek i tak jest w niewyleczalnym stanie rozdrobnienia za sprawą tych, którzy uwielbiają dopłacać za coś co im się należy.
 

Na otarcie łez sobie o tym popiszę...


Na początek zacznę od nieco głupkowatej matematyki, takiej jakiej nauczyłem się w polskiej szkole. Otóż w dzisiejszych warunkach rynkowych sprzedanie gry w milionie egzemplarzy nie jest przesadnie trudne i powinno zapewnić firmie zysk. Zaokrąglając: 200 złotych razy milion = 200 milionów złotych przychodu (genialne w swej prostocie), z pieniędzy tych należy zapłacić haracz producentowi konsoli, „oddać” za marketing, koszty tłoczenia, magazynowania, podatki i w sumie to wszystko.
 

Jeżeli zatem uściślimy, że firma składa się z 50 pracowników zarabiających 5 tysięcy dolarów miesięcznie (magiczna czapka wróżki mode on – uśredniłem zarobki i liczbę ludzi, gdyż wiadomo, że cały team nie dostaje takich wypłat i liczba pracowników zmienia się na różnych etapach pracy). Uwinięcie się z produkcją w 12 miesięcy to zatem koszt niecałych 10 milionów złotych. I wątpię, by drugie tyle szło na opłaty z powyższego akapitu – innymi słowy, można dość szybko odczuć zysk po wypuszczeniu gry na rynek, między bajki wkładając to, że duże produkcje muszą znaleźć 2,5 miliona klientów, by okazać się sukcesem. Specjalnie spłyciłem sprawę (do ekstremum) i operowałem tu okrągłymi liczbami, myślę jednak, że każdy załapie o co mi chodzi...
 

Dlaczego zatem powinniśmy się godzić na płacenie pełnej ceny za niepełny produkt, skoro każda złotówka wydana na dodatkową wirtualną popierdółę wzmacnia tylko uśmiech prezesów? Dlaczego opłacalne gry, takie jak np. sprzedająca się w chorych ilościach FIFA 13 oferują takie opcje jak dokupywanie „paczek” z piłkarzami, punktami, koszulkami i bóg wie czym jeszcze? Przecież to musi być dostępne do odblokowania dla pojedynczego gracza, który i tak dał się zrobić na szaro wklepując śmieszny online pass zabezpieczający go przed odsprzedaniem swojej własności po sensownej cenie... Jak widać nie musi.
 

Do tego dodajmy całą masę skórek na broń, choćby z Gears of War 3 – można je kupić, ale nie można odblokowac po ludzku i płaci się za zieloną teksturę na spluwę pięć złotych (coś około), nie wiadomo po co. Odnoszę wrażenie, że kupujemy teraz nie tyle gry co wirtualny bazar do przepuszczania prawdziwych pieniędzy. A wydawcy są już na tyle bezczelni, że wymyślili jak sprzedawać to wszystko jeszcze drożej dając jeszcze mniej. Nie tylko rozpoczęto para-złodziejską działalność w stylu Capcomu, który wydaje każdą grę dwa-trzy razy i chowa na płycie zawodników w bijatykach po to, by ich potem odblokowywać za ciężkie (naprawdę przesadzone) sumy – Ktoś wpadł na pomysł robienia edycji kolekcjonerskich, których główną zawartością są kody na ściągnięcie popierdółek. Oczywiście pomysł chwycił i nawet soundtracki dodawane są  teraz jako kod na mp3, choć wytłoczenie płyty CD to obecnie śmiesznie tani interes... Ewentualnie otrzymujemy krasnale figurki, automatycznie podwyższające cenę limitki do jakiś 350 PLN, z którymi nie wiadomo co zrobić. A pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem miałem wiadro podobnie wykonanych herosów-komandosów, byli tak tani...
 

Zmierzam do tego, że większość rzeczy za które ludzie chcą dopłacać jest zrobiona w czasie za który zapłaciliśmy idąc do sklepu i zostawiając w nim blisko 200 złotych. Wszelkie DLC powinny być robione PO upchaniu jak największej zawartości w grze właściwej i byłoby tak, gdyby nie to, że gracze jak stado baranów dają najwięcej firmom, od których dostają najmniej. Nie wspominając już o tym, że kupowanie gier Blizzarda w cenie gier Blizzarda i godzenie się na ich zasady dotyczące online zachęcają innych producentów do podobnych praktyk. Wychodzą z tego potem takie kwiatki jak coraz droższe ceny wersji pecetowych (już za momencik), wersje cyfrowe sprzedawane w tej samej cenie co pudełkowe i akcje z always-online trybem dla jednego gracza, jak to miało miejsce w przypadku SimCity.
 

Przedsiębiorstwa skupiające się wokół produkcji wirtualnych dóbr rosną w siłę, wyciągając jeszcze więcej od ludzi, którzy naprawdę cierpią przez kryzys, tłumacząc to kryzysem. I wygląda na to, że nikt już ręki do gracza nie wyciągnie – to znaczy nie „za darmo”, bo usług, sprzętów i produktów o sztucznie zawyżonych cenach nie zabraknie dopóki owieczki będą się ustawiać po nie w kolejce, a gdy kolejka nic nie da, kupią je przecież jeszcze drożej przez sieć – tak jak Diablo III, w którym nawet nie można sprzedać komuś broni bez dzielenia się zyskiem z producentem. Jesteśmy obecnie największą i najprężniej działającą branżą rozrywkową, ale też najgorzej traktującą konsumenta, co nie przestaje budzić we mnie niedowierzania.


 

Aż się słabo robi i chce się iść na słońce na piwo, ale przecież obecnie nie dysponujemy ani jednym ani drugim. Szkoda, że nie da się zrobić DLC z ładną pogodą...
 

*okej, dosłownie raz na rok się zdarzy.  

Cascad
24 marca 2013 - 15:44

Komentarze Czytelników (26)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
24.03.2013 19:09
Azerath
odpowiedz
Azerath
135
Senator

Naprawdę ciekawe wyliczenia. Pomnożyć cenę produktu przez liczbę sprzedanych egzemplarzy i odjąć od tego parę "drobnych" niedogodności w postaci różnych opłat i mamy syty zysk. W rzeczywistości Steam na PC pożera 30% przychodu, na konsolach podobne wartości (prawdopodobnie lekko wyższe) pożerają producenci konsol, reszta jest kastrowana przez podatki, kolejne 30-40%, odjąć jeszcze pieniądze wrzucone w produkcję gry i jej reklamę i w tym miejscu mamy nasz zysk. W przypadku wielkich wydawców nie zawsze zadowalający, bo jak dobrze wiemy, firmy istnieją, żeby zarabiać jak najwięcej. Nie jest tajemnicą, że duża liczba wypuszczonych gier ledwo się zwraca, a wydawcy nadrabiają wielkimi markami takimi jak Call of Duty, Assassin's Creed czy Fifa.

Jeśli chodzi o mikropłatności i DLC, to niestety jest to przyszłość tej branży. To i gry free to play. Może nawet gry wydawane epizodycznie z pilotem, jak wróży Hideo Kojima. Gdzieś czytałem ciekawy komentarz, gdzie jakiś gość wyliczył, że uwzględniając inflację, gry są tanie jak nigdy, a cena ich produkcji wzrosła kilkukrotnie. Tak, graczy jest więcej, ale jakie to ma znaczenie, gdy sprzedaż wyższą jak milion-kilka milionów osiągają największe tytuły. Ogromnym problemem jest rynek gier używanych, który zwłaszcza na zachodzie jest bardzo popularny. Istnieje masa miejsc, gdzie kupuje się używane gry albo nawet wypożycza je po opłacaniu miesięcznego abonamentu. Nic z tego nie trafia do kieszeni twórców. Konsol mamy sprzedanych po 60 milionów, a sprzedaż na poziomie jednego, dwóch milionów na obu uważana jest za duży sukces.

Dodajmy do tego piractwo sięgające na PC ogromnych liczb, mówi się o 60-80%, a otrzymujemy pełny obraz świata w jakim wydawcy muszą żyć. Który to już kwartał z rzędu EA przynosi straty?

Mówi się, że jeśli gra ma DLC czy mikropłatności, to dostajemy niepełny produkt. Jeśli coś jest wypuszczone na rynek, to jest to produktem. To zależy od firm, które ten produkt wydają, co w ten produkt się wlicza. To nie do gracza należy ocenianie tego, czy jest pełny czy nie. Czy ta gra mi się podoba, czy zgadzam się z podjętymi przez twórców decyzjami, czy jestem gotów to kupić. To są decyzje jakie przypadają konsumentowi. Kupowanie gier nie jest obowiązkowe. Ocenia się końcowy produkt, kupuje grę albo tego nie robi.

innymi słowy, można dość szybko odczuć zysk po wypuszczeniu gry na rynek, między bajki wkładając to, że duże produkcje muszą znaleźć 2,5 miliona klientów, by okazać się sukcesem.

Nieprawda. Nad wielkimi produkcjami często pracuje po kilkaset ludzi, a budżety sięgają kilkudziesięciu milionów dolarów. Ostatnio np. mówi się, że Bioschock Infinite kosztował 200 mln dolarów (z wliczonym marketingiem) i według wyliczań, żeby tylko wyjść na prostą, będzie trzeba sprzedać ponad cztery miliony egzemplarzy (może nawet pięć, nie pamiętam dokładnie). Ogromne sumy, wielu powie, że absolutnie przesadzone, ale ja i każdy inny chyba lubi od czasu do czasu zagrać w takiego gigantycznego, blockbusterowego hita.

I nie, nie lubię DLC i mikropłatności, nienawidzę modelu free2play, ale staram się patrzeć na sprawy z obu stron. Mniejsze produkcje potrafią zarobić nawet przy sprzedaży niższej jak milion kopii, ale przy większych tytułach takie liczby są za małe. A możliwość kupienia dodatkowych skórek do broni czy postaci jest bardzo minimalną ingerencją w kształt gry, nie zmienia nic poza wyglądem i jest opcjonalna.

Temat jest bardzo skomplikowany i ciężko jest coś jednoznacznie powiedzieć. Myślę też, że należałoby wziąć pod uwagę i przedyskutować wzrost popularności tabletów i smartphonów, a także zniknięcie gier ze średniej półki podczas obecnej generacji.

24.03.2013 19:19
Kompo
odpowiedz
Kompo
147
Legend

CascadJazz - > widzisz, nie kupujesz, nie chcesz, super, Twoja sprawa. I tak nic nie zmieniasz. Myślisz, że im więcej napisze się takich tekstów, tym większa szansa, że mikropłatności znikną z rynku? Takie dyskusje są absolutnie bezcelowe, to jak polemika z faktami. Rzeczy od nas niezależne trzeba zaakceptować na zasadzie "tak teraz jest i koniec". Oczywiście zawsze można wyrazić swoje zdanie, tak samo jak można nazwać czyjeś podejście do sprawy rozczulającym i pociesznym. Aha, krytykowanie nie jest pocieszne, to normalna rzecz, wiesz.

24.03.2013 19:21
😃
odpowiedz
zanonimizowany269815
27
Konsul

Czyli wychodzi na to, że nie dajesz się wzbogacić producentom gier, którzy takie mikropłatności wprowadzają. A zapytam jeszcze o coś, jeśliby zamiast płacenia realnymi pieniędzmi, musiałbyś płacić walutą wirtualną danej gry to robiłbyś to ? (niektórzy nawet tą wirtualną właśnie nie płacą bo żal im wydać :))

24.03.2013 20:00
odpowiedz
keeeper
27
Chorąży

Sytuacja jest jaka jest dzięki rozwojowi internetu - kiedys robiono tylko porzadne dodatki, bo gdyby na CD albo lepiej - DVD wpadowano kilka tekstur razem o wadze 10mb to wszyscy by to wysmiali. Bylo sporo miejsca to trzeba było to zapełnić, a problem z aktualizacjami (pamiętacie patche dodawane do płytek z magazynów o grach) sprawial, ze gotowy produkt byl faktycznie gotowy, a dodatek solidny, dodajacy wiele do rozgrywki.

Problemem jest ustalenie ile to 100% gry. Niby uczciwie jest powiedziec, że to ta czesc, która powstala do czasu premiery wiec np. Capcomowe czy MassEffectowe dlc zawarte juz na plycie zakrawa na bezczelność. Ale jeśliby to samo zrobiono tuż po premierze to wszyscy byliby zadowoleni mimo, że tez trzeba byloby za to zapłacić. Dlatego to ten, kto wyklada kasę - producent, ustala ile ma byc w podstawce, a ile w DLC licząc sie jednak z tym, że jeśli przegnie to "zarobi" takze negatywny PR.

Dlatego spojrz na Obliviona, a potem na Wiedzmina. Znowu na Obliviona i jeszcze raz na Wiedzmina. Wiedzmin moglby byc taki jak Oblivion, ale nie ma zbroi dla konia. Spójrz na dół i w górę. Gdzie jesteś? Jesteś w sklepie, a na polce jest Wiedzmin oraz Oblivion. Spójrz jeszcze raz i włóż jedną z nich do koszyka. Wszystko jest możliwe ale ja wybralem Wiedzmina. Mimo, że nie potrafi siedzieć na koniu.

24.03.2013 20:42
$ebs Master
odpowiedz
$ebs Master
108
Profesor Oak

Myślisz, że im więcej napisze się takich tekstów, tym większa szansa, że mikropłatności znikną z rynku? Takie dyskusje są absolutnie bezcelowe, to jak polemika z faktami. Rzeczy od nas niezależne trzeba zaakceptować na zasadzie "tak teraz jest i koniec".

Polskim politykom napewno lezka w oku by sie zakrecila gdyby przeczytali ten komentarz. Wiesz nie kazdy godzi sie na to gdy go ktos jawnie dyma w dupsko i pluje w twarz.

24.03.2013 20:46
Kompo
odpowiedz
Kompo
147
Legend

$ebs Master - > nie potrafisz zrozumieć, że nikt tu nikogo nie dyma i nie pluje w twarz, prawda, to strasznie trudne dla Ciebie.

24.03.2013 20:58
$ebs Master
odpowiedz
$ebs Master
108
Profesor Oak

kompo --> Nie, to ty nie rozumiesz i nie widzisz tego. Przyszlo nam zyc w takich czasach ze godzimy sie na wszystko i wmawiamy sobie ze tak jest lepeij. Ale nie jest. Powodzenia w zyciu.

24.03.2013 21:21
jarooli
odpowiedz
jarooli
98
Would you kindly?

Wydaj grę, umieść na płycie zablokowane postacie, po czym sprzedawaj DLC, które je odblokuje.
Wytnij zawartość, którą masz już zrobioną do gry, wypuść ją jako DLC.

Jeśli to nie jest plucie w twarz i dymanie to chyba musiały mi się definicje trochę poprzestawiać.

25.03.2013 08:32
odpowiedz
KoRnish
28
Chorąży

Wyliczenia w artykule strasznie uproszczone, ale ogólne przesłanie wspieram. Też tęsknię za czasami, gdy
gry kupowało się w sklepie, na nośniku i tyle, później ew. można było pograć w darmowe fanowskie mody, lub
czekać na pełnoprawny dodatek (a nie jakieś badziewne DLC wypuszczane w dniu premiery gry...).

Niestety, rynek idzie do przodu i nic w tej sprawie nie zrobimy. Gdybyśmy żyli w kraju, w którym młodzi
ludzie mogą zarabiać normalne pieniądze, a nie jakieś żałosne grosze, na mikropłatności narzekałoby
o wiele mniej osób, ponieważ z perspektywy zachodniego konsumenta, fundusze przeznaczane na tego
typu "atrakcje" to faktycznie grosze.

25.03.2013 09:23
CascadJazz
odpowiedz
CascadJazz
17
Pretorianin

$ebs Master - widzisz ja mam tylko dwa "kanały buntu" - mogę nie kupować takich rzeczy i pisać o tym czemu to psuje rynek, po to by może choć jedna osoba nie wybrała po raz kolejny tytułu EA czy Capcomu na premierze. I robię to, choć to nic wielkiego, ale wolę to niż siedzieć z założonymi rękami i jak zgorzkniały starzec twierdzić, że nic nie warto zrobić bo nic ode mnie nie zależy. Błąd - zależy bardzo wiele, bo chce mi się walczyć (słowo na wyrost ale ju noł łot aj min) o to, by granie było gałęzią rynku, która dba o klienta. CD Projekt RED potrafi dać poradnik do gry konsolowej sprzedawanej po 120 PLN, Atlus potrafi dodawać soundtracki na płytach do swych produkcji i nie robić z tego wielkiego halo, a Namco oblokowywać postaci w tekken tag 2 DARMOWYM update'm - nie mów zatem, że wszystko stracone bo po prostu masz klapki na oczach, założone przez rozbuchane premiery pełne day-one-dlc, i nie widzisz przez to, ze niektórzy wydawcy potrafią dobrze traktować gracza.

25.03.2013 10:26
graf_0
odpowiedz
graf_0
117
Nożownik

Zacznijmy od tego że wyliczenia są komicznie wręcz uproszczone :D

Koszt opłacenia teamu to zdecydowana mniejszość kosztów w świecie gier AAA
Markieting - to zżera mnóstwo pieniędzy.
Nie wspominając o tym że sprzedaży nie tylko finansuje się czystą produkcję gry, ale funkcjonowanie CAŁEJ FIRMY.

A wracając do mikropłatności.
Dobry model w grach online- WOT.
Gra za darmo, CAŁA (poza kilkoma czołgami "kolekcjonerskimi") dostępna za darmo.
Gold mimimalnie wpływa na równowagę gry.
Albo TF2 - cała gra dostępna za darmo, a wydać można setki tysięcy złotych na czapki :D

Zły model - każda gra gdzie część darmowa to demo, lub płacenie oznacza uber-broń.

Gry single
Dobry model - tu mam problem. Bo dobry model to wydawanie rozszerzeń fabuły. Ale te właściwie należałoby wydawać jako oddzielne pozycje.
Simsy to dobry przykład. Same simsy to pełna gra, kosztuje 30$ , , ale można ją rozszerzeć za kwotę 300$.
A jednocześnie nikt nie oczekuje że zawartość wszystkich dodatków będzie od razu w grze. To byłoby wręcz nie do ogarnięcia.
Zły model - każda gra gdzie za pieniądze jest uber-broń albo inne pierdołki.

25.03.2013 15:33
$ebs Master
odpowiedz
$ebs Master
108
Profesor Oak

CascadJazz --> jestes pewien ze to do mnie chciales napisac?

25.03.2013 15:48
CascadJazz
odpowiedz
CascadJazz
17
Pretorianin

och, przepraszam - oczywiście była to odpowiedź do @Kompo. zamotałem się przez ten absolutnie nieużyteczny wygląd gameplayowych komentarzy. wybacz ;)

25.03.2013 16:22
Łoker men
😈
odpowiedz
Łoker men
52
Teamtrheestars

Będzie zapewne jeszcze gorzej przygotujcie się na płatne patche i przedmioty u handlarzy za prawdziwe pieniądze.Twórcy sprawdzają jak mogą jeszcze wyłudzić każdy pieniążek z kieszeń graczy ciekawi mnie kiedy to sie na nich zemści .

25.03.2013 18:51
odpowiedz
keeeper
27
Chorąży

Łoker nawet nie strasz!

...ale kto wie, moze za pare lat spojrzymy na dzisiaj i powspominamy jak było pięknie. A cennik bedzie wygladal np. tak:

Diablo 5 - 20E
Diablo 5 (które działa! jeden akt) - 30E
Diablo 5 (które działa i się nie wiesza! jedna postać "do wyboru", jeden akt) - 40E
Diablo 5 (wszystkie postaci, jeden akt) - 50E
Diablo 5 (działa! wszystkie postaci! wszystkie akty!) - 100E

26.03.2013 10:11
odpowiedz
lakimakromedia
3
Junior

@kampoo > to powiadasz że powinniśmy się godzić na to co się dzieje z gospodarką w Polsce, z tym co robią politycy i tak zostawić, bo tak jest lepiej? o0
Mam kasę, stać mnie na DLC, ale jak w tekście - nie zgadzam się na płacenie za coś co było zrobiono w ramach normlanego produktu. Wyobraź sobie że kupiłeś kompletny samochód. Jest uśmiech na mordzie cieszysz się jak dziecko MASZ samochód! Wsiadasz chcesz odpalić i nic. Hmm, zastanawiasz się co jest grane. Pytasz pana sprzedawcę. Dostajsz odpowiedź. "Aby mógł Pan wyruszyć w drogę swoim nowym lśniącym autem! Musi Pan dopłacić jedyne xxxxzł za rozrusznik! :) ". "Ale jak to, nie ma w nim rozrusznika się pytasz?" "Owszem jest, ale musi Pan za niego dopłacić, a wtedy my go odblokujemy i będzie Pan mógł wyruszyć w wymarzoną podróóóż!! :) "
I tak oto się sprawy miewają teraz. Wcześniej robili dodatki, by więcej podstawowej kopi się sprzedało, a dodatek ściągałeś, ale kupowałeś w nowszej wersji pudełkowej z dodatkiem już. I takie dodatki były robione po wydaniu gry, a nie w trakcie.

Jak wprowadzą jak w Szwecji płatności wyłącznie elektroniczne to też je przyjmiesz z uśmiechem na twarzy? Wiedz że wtedy już sobie np nie dorobisz na boku paru złotych, bo wielki brat będzie wiedział o każdej transakcji.
Ciekawe czy wprowadzili już tam zastępczą walutę.

26.03.2013 14:05
Gambrinus84
odpowiedz
Gambrinus84
98
GOL

GRYOnline.plRedakcja

lakimakromedia -> To kupuję "kompletny samochód", czy nie?

Co do krytyki opłacania skórek do broni, czy innych pierdółek w takim Gears of War - jest BARDZO DOBRZE, że twórcy sprzedają właśnie nieistotne elementy. Kto chce - kupi. Kto nie chce - nic nie straci z doświadczenia w podstawowej grze.

Capcom źle kombinuje z mikropłatnościami, jeszcze im się to odbije, ale "bandyci"? Przecież nikt ci pistoletu do głowy nie przystawia :>

Azerath - +1, a może nawet +2 ;)

27.03.2013 13:47
odpowiedz
nimiTzZz
3
Junior

pfff... możemy wszyscy narzekać ale dopóki nie zagłosujemy portfelami dopóty nic się nie zmieni.Wystarczyłoby, że nie kupilibyśmy np. swojego ulubionego cod'a przez pierwsze 2 tyg. firma by spanikowała i nie wiedziała co się dzieje... to że jest taki twór jak DLC to tylko nasza wina - konsumentów a teraz hmm... Ea wprowadza mikrotransakcje nawet w sp ... dojdzie do momentu gdzie nie bd mogli przejść gry bo nie mamy x przedmiotu który musimy kupić za y pln ....

27.03.2013 14:14
odpowiedz
DUNCAN_83
136
Generał

Jesli uwazam, ze gra jest warta wydanych pieniedzy, to ok wtedy nawet DLC sobie kupie jak bedzie fajne.

Jeden warunek: niech zrobią coś o wysokiej jakości, niech bede zadowolony z zakupu. Najgorsze sa DLC i mikroplatnosci, ktore aby sie sprzedac zmieniaja samą gre (kij jak jest multi, ale w singlu tego nie cierpie) i tu nagle trzeba farmic w grze single... WTF? albo sa dziury w fabule, trzy bronie bo wiecej w podstawce nie potrzeba:) i inne pierdoly psujace odbior. Nawet przedmioty z preordera nie pasuja mi do gry z dobra fabula i nie uzywam.

Inna sprawa, ze do niektorych gier sie powraca wielokrotnie i tu jest moc DLC, ale dlc z dobra zawartoscia, pozwalajace ci powrocic do gry i za niewielki pieniadze znow jest co robic, a tworcy dostana troche grosza.

Powtarzam: Dobra gra + dobre DLC sa jak najbardziej ok, tylko trzeba byc troche mniej pazernym. Kicha i wyciskanie kasy byly od zawsze tylko szkoda by bylo gdyby zabraklo miejsca na rynku dla ambitnych i wysokobudzetowych produkcji.

15.04.2013 00:53
odpowiedz
Persecuted
89
Senator

Myślę że warto tu przytoczyć przykład niedawnego posunięcia Riot Games, czyli studia odpowiedzialnego za League of Legends. Otóż przedsiębiorczy panowie w garniturach, postanowili podnieść ceny skórek które można dokupić dla postaci w grze. Swoją decyzję umotywowali ogromem pracy jaką muszą w takie skórki włożyć, że teraz robi się je trudniej niż kiedyś (bo są bardziej złożone), że to ciężka praca itd. Powiedzieli że od teraz będzie drożej i koniec. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że podwyżka objęła także skórki już istniejące i od dawna dostępne do kupienia... Mało tego, niektóre z nich mają już prawie rok! Stwierdzili że należy im się więcej kasy i bez skrępowania podnieśli cenę o 1/3. Wyobrażacie sobie by jakieś DLC po roku obecności na rynku tak po prostu zdrożało? Ja też nie, a tu proszę...

Cascad na rację że jest źle a będzie tyko gorzej. Gracze to wyjątkowo "smutna" grupa konsumencka, która nie umie walczyć o swoje...

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze