Co zabiło Dead Space?* - dziki - 25 czerwca 2013

Co zabiło Dead Space?*

*see what I did there?

Archetyp współczesnego bohatera horroru - ciężki pancerz i spluwa nie z jednym laserowym celownikiem, a dwoma.

Wakacje coraz bliżej, a pierwsza fala dużych premier za nami. Biznesowe molochy skryły  się w swoich jaskiniach, gdzie zbierają siły do dalszej walki. Prasa branżowa z braku laku debatuje nad podobieństwem Ellen Page do głównej bohaterki Last of Us. Z cienia wychodzą za to produkcje niezależne, korzystając z chwilowej nieobecności większych drapieżników. W związku z tym, dziś i ten felieton będzie o czymś trochę bardziej niszowym.

Chodzi o survival horror, jeden z moich ulubionych gatunków, niestety od dłuższego czasu utrzymujący się w stanie śmierci klinicznej. Niezależne produkcje w rodzaju Amnesii ratują trochę sytuację, ale brakuje im głębi i rozmachu tytułów z poprzedniej generacji konsol. Oczywiście wychodzą też kolejne tytuły z serii Resident Evil czy Dead Space, ale osobiście mam problem z nazywaniem ich survival horrorami – zaraz wytłumaczę czemu. Niemniej, zanim to zrobię, pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotę.

Na pewnym forum, na którym się kiedyś udzielałem, jeden z użytkowników założył w swoim czasie wątek z pytaniem „Czemu więcej survival horrorów nie implementuje elementów gier RPG?”. W końcu zarówno cRPG jak i survival horror to jedne z najbardziej kompleksowych gatunków gier wideo, więc z ich połączenia może wyjść tylko miód, prawda? Patrz chociażby kochany i znienawidzony zarazem Ocean House Hotel w VTM: Bloodlines.

A tak wyglądali bohaterowie horrorów 10 lat temu.

Niestety rzeczywistość wygląda inaczej. Survival horror to bardzo specyficzny gatunek i z natury źle znosi wszelkie przeszczepy. Dzieje się tak z kilku powodów. Głównie ze względu na zupełnie inne podejście do tego, co na dobrą sprawę nakręca całe medium. Chodzi o radzenie sobie z wyzwaniami. Podobnie jak inne gry, horrory rzucają graczowi kłody pod nogi, ale w przeciwieństwie do reszty, niezależnie od tego jak dobrze nam idzie, horror nie ma prawa dopuścić do wrażenia, że mamy kontrolę nad sytuacją. W tym gatunku wyzwania nie się do pokonania, ale do przetrwania, stąd też nazwa survival horror.

Tego typu pytania pokazują nieznajomość tej podstawowej kwestii. I o ile takie myślenie jest dopuszczalne u fanów, którzy z chęcią zobaczyliby połączenie swoich ulubionych rzeczy (chociażby pizzy z frytkami), to u twórców gier stanowi już poważny problem. Motyw „od zera do bohatera”, charakterystyczny dla większości gatunków, położy każdy horror, niezależnie od tego jak dopracowany pod  innymi względami. Ciężko oczekiwać, by gracz czuł się w jakiś sposób osaczony, czy też zagrożony, kiedy jego możliwości tylko się rozszerzają.

Dlatego właśnie pomimo mojej całej sympatii do pierwszego Dead Space, nie mogę go z czystym sercem nazwać prawdziwym survival horrorem. Zbyt często łapałem się na tym, że zamiast drżeć z obawy przed kolejnym spotkaniem z nekromorfami, byłem nim podekscytowany, ponieważ chciałem wypróbować nową pukawkę czy jakieś ulepszenie. Następne części chyba zdały sobie sprawę z tego problemu, ponieważ porzuciły pozory i z survival horroru zamieniły się w bardziej klasyczne TPSy.

Ciekawostka: Ocean House Hotel to prawdziwy hotel, znajdujący na Rhode Island, gdzie urodził się H. P. Lovecrafta.

Warto też zwrócić uwagę, że wszystkie działające „horrorowate” poziomy w grach niebędących survival horrorami, są albo na początku, kiedy nasza postać jest jeszcze słaba i delikatna, jak we wspomnianym już Bloodlines, albo w inny sposób wyrzucają nas ze strefy komfortu, jak misja Escape! z pierwszego Thiefa.

Cały czas jest to jednak podpinanie elementów horroru do innych gier, nie na odwrót. Często te poziomy są też wyraźnie odizolowane od reszty rozgrywki i rządzą się innymi prawami, co oczywiście wymaga większego zachodu od strony twórców, jeśli ma działać jak na leży.

Dlatego właśnie, chociaż jestem zwolennikiem wszelkich eksperymentów, uważam, że nie da się „ulepszyć”, czy też „uczynić przyjemniejszym w rozgrywce” survival horroru bez, na dobrą sprawę, zmieniania go w inny gatunek.

dziki
25 czerwca 2013 - 22:22

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
26.06.2013 09:42
UbaBuba
93
Generał

Co zabilo dead space? To ze EA przeszlo z Horroru akcji do samej akcji... thats all i nie ma co sie tu rozpisywac jak autor. ;)

26.06.2013 09:59
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Umieszczanie Heather z SH3 jako przeciwwagi dla obecnych trendów to strzał w stopę. Tamta odsłona serii to zaledwie druga strona tego samego medalu - zamiast zbyt dobrze radzącego sobie w sytuacji pakera, dostaliśmy zbyt dobrze radzące sobie w sytuacji chucherko. Kolejne części Dead Space lub Resident Evil, mimo że nie mają wiele wspólnego z prawdziwym horrorem, starają się być chociaż wiarygodne (przynajmniej w wykreowanych przez siebie realiach). W miarę wyważoną postacią (przez większość czasu) był np. Jak Walters z Call of Cthulhu: DCotE albo James Sunderland z SH2.

26.06.2013 10:31
emil kuroń
odpowiedz
emil kuroń
67

Dokładnie, mogłeś wrzucić Jamesa z SH 2 lepiej. Ew. Harry'ego z "jedynki". To są najlepsze survival horrory. Starsi gracze wiedzą dlaczego.

Niestety, już takich gier raczej nie uświadczymy. Jedynie możemy wrócić do klasyków...

26.06.2013 11:09
tw.dziki
odpowiedz
tw.dziki
5
Legionista

Nie chodziło konkretnie o Heather, ale ogólnie ten rodzaj bohatera, który jest normalnym człowiekiem wrzuconym w trudną sytuację. Obrazek przedstawiający Heather ściskającą w ręku latarkę i z obawą spoglądajacą w dal pasował do tego idealnie. Zresztą, Silent Hill 3 to najtrudniejszy z oryginalnej serii, chyba że liczyć czwórkę która była po prostu kiepsko zaprojektowana.
A Jack Walters to kiepski przykład, bo gra kompletnie się zmienia kiedy dostajesz do ręki broń.

spoiler start

W trakcie całej podróży kopiesz tyłek nie tylko niezliczonym zastępom mieszkańców Innsmouth, ale również kilku istotom z głębin, jednemu latającemu polipowi, a nawet Dagonowi i Hydrze.

spoiler stop

26.06.2013 11:21
MANOLITO
odpowiedz
MANOLITO
171
Legend

Ubabuba właściwie wszystko wyjaśnił, zamiast skupić się na tym co wyróżnia grę na tle innych produkcji, skoncentrowano się na tym co mają wszystkie - czyli akcję, dokładnie tak samo zabito feara czy ghost recona

26.06.2013 12:18
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Jack (nie zauważyłem literówki) Walters zakapiorem staje się w połowie gry, kiedy w końcu dostaje w swoje ręce pierwszą sensowną broń. Ale z tymi zastępami przedwiecznego ścierwa trochę przesadzasz - ilościowo nie było ich tak wielu. Zarówno Dagon, jak i Hydra padają nie dzięki sile, a sprytowi Jacka (powiedzmy, że w przypadku Dagona jest trochę jednego i drugiego). Już prędzej przyczepiłbym się do tego dwugłowego stwora z jaskini (według niektórych teorii była to Shub-Niggurath, ale nigdy nie zostało to potwierdzone), który pada od kilku strzałów yithańskiego railguna.

Inna sprawa, że jeśli skreślać Waltersa, to Heather tym bardziej. Podczas wycieczki po Silent Hill rozwaliła więcej potworków niż Harry i James razem wzięci. A już na pewno więcej niż Walters. Skąd pewnie wynika wniosek, że "Silent Hill 3 to najtrudniejszy z oryginalnej serii". Z drugiej strony, gra dawała też największe możliwości do rozwałki przeciwników. A jeśli doliczyć wszystkie dodatkowe rodzaje broni (w tym ukryte) zamieniała się w jakąś nieśmieszną parodię swoich poprzedników.

Obrazek przedstawiający Heather ściskającą w ręku latarkę i z obawą spoglądajacą w dal pasował do tego idealnie.
Owszem. Problem z tym, że materiały promocyjne SH3, przerywniki filmowe, a nawet dialogi (które, swoją drogą, najwyższych lotów nie były) nijak się miały do gameplayu.

Tak swoją drogą, zarówno Walters, jak i Heather, nie są "zwykłymi" ludźmi. I obydwoje zawdzięczają to swoim rodzicom (nawet, jeśli w przypadku Heather trochę ciężko jest ustalić powiązania rodzinne). Ale to wybiega poza temat dyskusji.

26.06.2013 13:19
odpowiedz
zanonimizowany579358
105
Senator

EA. Dziękuję. Dobranoc.

26.06.2013 13:26
tw.dziki
odpowiedz
tw.dziki
5
Legionista

@Mephistopheles
Nie nazwałbym ostrzelania czegoś z działa szczególnie przebiegłym planem. Z kolei w przypadku Hydry, Jack miał po prostu szczęście, że ktoś zamocował gigantyczną spłuczkę do kibla w jej komnacie. A ten stwór w jaskini to był właśnie latający polip.

Co do Heather, to oczywiście, nie jest normalnym człowiekiem. Ale wyróżnia się z innych powodów niż możliwości fizyczne, bo te ma przeciętne, jak ty czy ja, i właśnie tutaj pojawia się kontrast między nią a ciężko uzbrojonym Isaaciem czy przykoksowanym komandosem Redfieldem. Najcięższa pukawka jaką Heather dostaje do ręki to sześcionabojowa śrutówka. Ukryta broń się nie liczy, ponieważ można ją odblokować dopiero po jednym, a nawet kilku przejściach gry.

Jeśli chodzi o trudność, to trójka jest bardziej wymagająca od dwójki zwyczajnie dlatego, że przeciwnicy są twardsi i bardziej agresywni. W SH2 często kompletnie cię ignorują, a nawet jeśli nie, to mają problemy z nadążaniem(zauważ, że SH2 nie posiada ŻADNYCH szybkich przeciwników).

Na koniec kilka słów na temat dialogów - każdy oryginalny Silent Hill(jak wiele japońskich gier z okresu PS2) pachnie amatorskim voice actingiem i dosłownym tłumaczeniem. Trzecia część to nie jest wyjątek.

@sebogothic
Okej, a co ze zmianami w kolejnych Residentach, Alone in the Dark czy tym jak był zapowiadany Alan Wake, a jak wyszedł? To też wina EA? Nie mówiąc już nawet o samych Silent Hillach...

26.06.2013 13:56
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Z odrobiną szczęścia, czy nie, co Jack ubił, to jego. A pojedynek z Dagonem jednak trochę myślenia (właściwie reagowania, ale mimo wszystko) wymagał. Umiejętności w posługiwaniu się bronią Yith również zostały wyjaśnione.
Polip w sensie Mi-go? Albo moja pamięć już nie ta, albo twórcy dość swobodnie podeszli do designu. Te głupkowate grzyby mogły w ogóle osiągać takie rozmiary?

Najcięższa pukawka jaką Heather dostaje do ręki to sześcionabojowa śrutówka.
Ale to nie była śrutówka do polowania na kaczki, a pełnoprawna strzelba, która po naciśnięciu spustu, najpewniej wyrwałaby takiej wątłej nastolatce bark. Sam zresztą zauważyłeś, że radzi sobie ona z dość niebezpiecznymi przeciwnikami dużo lepiej, niż jakakolwiek osoba na jej miejscu (nie liczę przeszkolonych żołnierzy) powinna.

każdy oryginalny Silent Hill(jak wiele japońskich gier z okresu PS2) pachnie amatorskim voice actingiem i dosłownym tłumaczeniem. Trzecia część to nie jest wyjątek.
Jakoś nie pamiętam, żeby w scenariuszu SH2 znalazły się żarciki na temat farbowania włosów. W ogóle nie ma tam linii dialogowych, które z czystym sumieniem mógłbym uznać za absolutnie zbędne, w przeciwieństwie do SH3, z którego można by wypieprzyć pół scenariusza, wraz z połową (czyli dwiema) występujących tam postaci.
Dialogi z SH1 kulały głównie przez sposób ich odgrywania
linijka [klik]
po [klik]
linijce, [klik]
związany z doczytywaniem ścieżek audio z płyty, typowy dla gier z PSX. I tak wypadło to lepiej, niż w przypadku RE, ale wciąż słabo.

Co do wspomnianego Redfielda - miałem wspomnieć o nim i Jill, ale wyleciało mi z pamięci. Nie są to w żadnym wypadku postacie realistyczne, ale - biorąc pod uwagę świat, w jakim się znajdują - wydają się być w miarę wiarygodne. Jill nie różni się wiele budową ciała od Heather, ale prędzej uwierzę, że bronią palną lepiej będzie posługiwać się przeszkolona policjantka, niż nastolatka, która w najlepszym przypadku potrafi odróżnić pistolet od karabinu.

27.06.2013 15:45
tw.dziki
odpowiedz
tw.dziki
5
Legionista

Reasumując: Nie lubisz Silent Hill 3 i nie pasuje ci, że użyłem go jako pozytywnego przykładu? :P

A co do polipa, to mam na myśli tych koleżków: villains.wikia.com/wiki/Flying_Polyps - to ich Wielka Rasa zepchnęła do podziemia, by potem uciec do przyszłości przed kontratakiem.

I nie ryzykowałbym nazywania mi-go "głupkowatymi grzybami", chyba, że resztę wieczności chcesz spędzić jako mózg w słoiku. :P

27.06.2013 16:05
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Nie pasuje mi, że użyłeś Heather. Wyjaśniłem dlaczego. Cała rozmowa o SH3 była już tylko przy okazji.

Teraz widzę, że polipy z grzybami mi się pomyliły. A Mi-go i tak wyglądają jak latające penisy z nóżkami i mackami.

27.06.2013 16:43
Minas Morgul
odpowiedz
Minas Morgul
188
Szaman koboldów

A ja mam takie pytanko, bo ostatnio nieco odstałem od gatunku.

Jaki survival horror obecnie daje radę na blaszaka?
Mam na myśli produkcje zbliżone nieco klimatem do Silent Hill 2, Resident Evil 1-3 (czwórka jeszcze momentami dawała radę, ale bardziej jako kontynuacja Indiana Jones'a - ze względu na swoje przerysowanie -, zaś piątka stała się zwyczajną grą akcji, przy której utknąłem jakoś pod sam koniec i już nie miałem ochoty ruszać).
Podobał mi się także pierwszy Dead Space (im dalej w serii, tym gorzej).
Amnesię przeszedłem, a i nie powiem - pewien urok miał dla mnie Silent Hill - Homecoming, chociaż nielubiany.
Na celowniku mam Dead Island, ale sam nie wiem.

Element akcji powinien być dla mnie dodatkiem, a nie podstawą. Jeśli istnieje jakiś mniej lub bardziej znany tytuł godny polecenia, to z chęcią posłucham.

27.06.2013 16:55
$ebs Master
odpowiedz
$ebs Master
108
Profesor Oak

[12] Internet Explorer

27.06.2013 17:09
tw.dziki
odpowiedz
tw.dziki
5
Legionista

Minas, z nowszych (ta generacja) tytułów w tej chwili przychodzą mi na myśl Lone Survivor i Condemned: Criminal Origins. Dead Island sobie daruj, bezmyślna sieczka z zombie i to w kiepskim wydaniu.

27.06.2013 22:02
Minas Morgul
odpowiedz
Minas Morgul
188
Szaman koboldów

A dziękuję, wypróbuję obie.
Zasadniczo wciąż jestem w stanie grać w Resident Evil 1 i przeżywać dreszczyk emocji, więc doznania graficzne bynajmniej nie są dla mnie w tym wypadku najważniejsze.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze