Kilka słów o nieczekaniu na gry - barth89 - 14 sierpnia 2013

Kilka słów o nieczekaniu na gry

Współczesny rynek gier wideo jest nastawiony, krótko mówiąc, na zarabianie jak największej ilości pieniędzy. Oczywiście nikt nigdy nie zrobił niczego za darmo - produkcja gry AAA to przecież ogromne środki: finansowe i ludzkie. Nie da się jednak ukryć, że kiedyś na daną kontynuację czekaliśmy latami - zmieniała się jej warstwa technologiczna, ilościowa (więcej wszystkiego) i fabularna. Jak się to ma do obecnej sytuacji na rynku? Każdego roku bombardowani jesteśmy kolejnymi sequelami, które wyglądają i w które gra się dokładnie tak samo, jak rok wcześniej. Co sprytniejsi idą w drugą stronę, a więc restartując serię. W każdym razie nowe marki triple A nie ukazują się prawie w ogóle. Czy o to nam chodzi?

Można i wypiąć się na producentów i nie kupować kolejnej części Call of Duty, Assassin's Creeda, Batmana, Battlefielda, F1, WRC i innych, ale bylibyśmy wtedy w naprawdę niewesołej sytuacji, bo po prostu nie mielibyśmy w co grać. Jeśli już jakieś nowe IP by nas zainteresowało, nie mamy pewności, czy jakość samej produkcji będzie zadowalająca. O corocznych powtórkach z rozrywki można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że są kiepskiej jakości.

Nowa marka w tym roku, a ile szumu wokół niej?

Zastanówmy się, kto tak rozpuścił branżę? Zdecydowanie składa się na to wiele czynników. Jeden element napędza drugi, a ten kolejny. Gry były kiedyś rozrywką dość niszową, dziś grać może każdy. Gier sprzedaje się więc więcej. Skoro potencjalnych nabywców jest więcej, zaniża się też poziom ich oczekiwań (znawcy i wybredni gracze toną w gąszczu "kanapowych pogrywaczy"), nie ma więc ciśnienia na nowatorskie rozwiązania i skrupulatne/racjonalne rozwijanie serii. Pieniądze pachną bardzo ładnie, więc kolejne, rozpoznawalne przez klientów tytuły trzeba wydawać jak najczęściej - nie potrzeba przy tym tak wysokich środków, jakie byłyby potrzebne przy tworzeniu gry, której czas produkcji wynosiłby 3-4 lata. Wydawanie nowych marek to ryzyko, a kolejny Assassin's Creed, F1, czy Call of Duty to pewny pieniądz. Inni to robią, ja (wydawca) zrobię więc to samo. Kółko się zamyka. Kogo tu winić? Producentów? Nie do końca - oni swoje gry robią najlepiej, jak tylko potrafią. Gdyby dostawali te same pieniądze za 4-letnią produkcję gry, z pewnością byliby bardzo zadowoleni - masa czasu, DLC zbędne, nowe rozwiązania, finalny produkt dopracowany. Niestety, deweloperzy mają nad sobą wydawcę, który sypie kasą i dyktuje warunki: "gra ma być zrobiona szybko, na czas i z kilkoma usprawnieniami, które sprawią, że będzie wyglądała na krok wprzód (marketing zajmie się resztą). Jeśli coś pójdzie nie tak, trochę się ją załata, doklei kilka DLC, żeby podreperować budżet i spokojnie będzie można się zająć przyszłoroczną częścią". Tak to się kręci. Dlaczego? Bo my, gracze, te gry kupujemy. Czy jesteśmy winni? I tak, i nie.

Myśleliście kiedyś, dlaczego firmy takie, jak EA, Activision czy Ubisoft (ten chyba najmniej) uważane są za korporacje nastawione jedynie na pewną kasę z tych samych, wydawanych rokrocznie gier, podczas gdy Valve czy Rockstar, mimo iż też nastawione przecież na zysk, mają u graczy pewien kredyt zaufania i dozgonny szacunek? Jeśli pojawia się nowa gra Valve lub Rockstara, po prostu MUSI ona być genialna! Za to gracze tak kochają te firmy. Zobaczcie co dzieje się teraz, przed premierą Grand Theft Auto V i pomyślcie co działoby się, gdyby Valve otwarcie i oficjalnie zapowiedziało Half-Life'a 3... Skądź to się bierze, prawda? CD Projekt RED - czy szanujemy REDów tylko dlatego, że są naszymi rodakami? Nie, szanujemy ich, bo skupiają się na pracy, robią swoje i nie wypuszczają kolejnych gier co roku.

My już i tak wiemy, że Rockstar tego nie spieprzy...

Czas zebrać powyższe do kupy. Czy to źle, że co roku dostajemy kolejne "powtórki z rozGrywki"? Źle, że są to produkcje, które nic nowego do branży nie wnoszą i nie pozwalają nam się cieszyć kontynuacjami z prawdziwego zdarzenia, jednak dobrze, że co roku mamy w co grać i że produkcje te są dobrej jakości. Z pewnością nie zmieni się stosunek graczy do koncernów, które zarabiają na naszym przyzwyczajeniu (EA, Activision) i tych, które w mniemaniu graczy są tymi dobrymi (Rockstar, Valve). Teoretycznie jesteśmy teraz w bardzo dobrym punkcie - zmowa producentów z pewnością na jakiś czas zostanie zamrożona na czas debiutu nowej generacji konsol i to będzie czas, który, mam nadzieję, przyniesie ze sobą kilkadziesiąc świetnych (nowych!) IP - Watch_Dogs, Cyberpunk 2077, Star Wars: Battlefront (stary, a jednak nowy), Mad Max, Destiny, The Division, Titanfall, The Order: 1886... Oby był to początek nowego trendu i dowód na to, że nowa marka nie musi równać się mniejszym zyskom dla producenta/wydawcy.

A co wy uważacie o obecnej sytuacji na rynku? Myślicie, że może ona ulec zmianie? Czy co roku kupujecie kolejne części growych tasiemców?


<Spodobał ci się tekst? Wpisy i felietony przypadły ci do gustu? Polub growo&owo na Facebooku ^^ Znajdź mnie też na Google+>

barth89
14 sierpnia 2013 - 13:46

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
17.08.2013 15:17
create
create
14
Chorąży

kilka słów o nieczytani głupich tekstów: nie warto tracić na ich autorów czasu.

18.08.2013 18:34
maciek16180
😁
odpowiedz
maciek16180
54
Konsul

Pierwsze zdanie w drugim akapicie mnie rozwaliło. Ze wszystkich podanych tam serii grałem tylko w pierwszego AC. Mówisz, że w takim razie nie mam w co grać? Lol.

18.08.2013 18:42
Kompo
😁
odpowiedz
Kompo
149
Legend

Mamy nowy rzeczownik w języku polskim: nieczekanie.

18.08.2013 19:36
odpowiedz
zanonimizowany935028
0
Legionista

I jak w przypadku większości tekstów na gp, temat ledwo liźnięty, uwzględniający mały wycinek poruszanej sprawy, z którym dodatkowo w ogóle trudno się zgodzić.

Żeby jednak dodać cokolwiek do czego odnosi się wpis to napiszę, że gry AAA (a tylko te autor umieścił) są w znakomitej większości mi kompletnie niepotrzebne i równie dobrze takiego EA, Acti, UBI, Blizzarda czy Rockstara mogłoby nie być na rynku, a i tak miałbym w co grać latami.

Sugeruję trochę szczerzej otworzyć oczy i się dostrzeże ogrom tytułów, które mogą dać tygodnie czy miesiące doskonałej zabawy. Nie jestem w stanie ogarnąć tego co mam i to w co chciałbym zagrać i żaden z tytułów na mojej długiej liście nie pochodzi od wydawniczego "giganta" branży.

Pozdrawiam.

30.08.2013 10:01
Barthez x
odpowiedz
Barthez x
156
vel barth89

Kompo --> radzę odświeżyć informacje ;)

30.08.2013 10:28
nagytow
odpowiedz
nagytow
146
Firestarter

Współczesny rynek gier wideo jest nastawiony, krótko mówiąc, na zarabianie jak największej ilości pieniędzy.
W przeszlosci wszyscy rozdawali gry za darmo, kogo obchodzily pieniadze.

kiedyś na daną kontynuację czekaliśmy latami
Zdefiniuj "kiedys". Podam kilka przykladow:
Lemmings (1991), Oh No More Lemmings (1992), Xmas Lemmings (1992), Lemmings2 (1993)
Cannon Fodder (1994), Cannon Fodder 2 (1994)
Mortal Kombat (1993), Mortal Kombat 2 (1994), Mortal Kombat 3 (1995)
Tomb Raider (1996), Tomb Raider 2 (1997), Tomb Raider 3 (1998)
Chyba, ze piszesz o Duke Nukem i Duke Nukem Forever, ale to bylby bardzo nietrafiony przyklad.

nie mielibyśmy w co grać
Co za bzdura. Ogromny rynek gier f2p, stale rozwijajace sie gry indie dostarcza mnostwo zabawy.

Zastanówmy się, kto tak rozpuścił branżę?
Nikt, to ludzie chca wciaz tego samego. Chca znac dalsze losy bohaterow i ich swiata, najlepiej w tej samej konwencji co poprzednia czesc. Dlatego seriale sa tak popularne, bo pokazuja znacznie wiecej niz dwugodzinny film. Dlatego powstaja kolejne sezony popularnych serii, dlatego powstaja kolejne czesci filmow i gier.

CD Projekt RED (...) szanujemy (...) bo skupiają się na pracy, robią swoje i nie wypuszczają kolejnych gier co roku.
CDPR nie wypuszczaja gier co roku bo sa malym studiem i nie maja takiej sily produkcyjnej jak giganci rynku.

Kilka słów o nieczekaniu na gry
Temat ma sie nijak to tekstu, nie rozumiem go. Kto nie czeka na gry?

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze