Czy gry uczą języków obcych? - Forum autorów gameplay - Dateusz - 10 grudnia 2013

Czy gry uczą języków obcych? - Forum autorów gameplay

 

theguardian.com

Forum autorów gameplaya poruszył temat, na który wielu graczy (zwłaszcza tych wciąż w wieku szkolnym) stara się odpowiedzieć. Czy gry mogą być zamiennikiem nauczyciela i książek w tym jakże trudnym do osiągnięcia celu nauki języka obcego? Czy są zaledwie suplementem? Jak widzimy to my - autorzy gameplaya.


DM: Sytuacja zmieniła się w zasadzie o 180 stopni na przestrzeni ostatnich 20 lat. Kiedyś graliśmy w czasach, gdy nie istniało coś takiego jak polska wersja gry, polonizacja. Przy większości bardziej skomplikowanych gier, jak przygodówki czy symulatory lotnicze/morskie - siedzieliśmy ze słownikami i mozolnie szukaliśmy wyjaśnienia każdego nieznanego słowa, starając się jak najbardziej zagłębić w świat gry - tym bardziej, że wtedy odznaczały się one dość prostą i umowną grafiką. Każdy tekst, opis bardzo pomagał w odbiorze gry i  szperanie po słownikach nie było czymś uciążliwym. W moim przypadku  (i na pewno dla wielu moich znajomych), niesamowicie pomogło to w poznawaniu i utrwalaniu słownictwa angielskiego. Nigdy też nie mieliśmy problemów ze skomplikowaną pisownią angielskich słów. Moja anglistka w liceum dziwiła się, skąd niby znam takie słowa jak "aardvark" - jak to skąd..? Z mijanych gdzieś tam w misjach samolotach F-111, w symulatorach Microprose. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dzieci, młodzież - przyzwyczajona do polskich wersji, wybiera zawsze tą swojską. Gdy gra wychodzi tylko w oryginalnej wersji, jak "Walking Dead" czy "Wolf among us" - fora internetowe pękają od postów: "gdzie można pobrać łatkę polonizacyjną". Niezrozumiałe kwestie dialogowe, cutscenki  się pomija, przewija. Nikt nie zagląda do słownika, choć ma go na jeden klik w internecie. Znajomość angielskiego z gier ogranicza się do słów "play, save, load, quit". Starsi i bardziej świadomi gracze - jeśli chcą się uczyć z gier, to zwykle robią to na podobnej zasadzie jak oglądanie filmów z napisami. Po prostu wybiera się kinową wersje polską - pozwala to osłuchiwać się z językiem, pewnymi zwrotami, z czasem pomaga przy rozumieniu dłuższego potoku słów. Też jest to dobre i warto to robić, ale czasy dokładnego rozszyfrowywania każdego zdania czy słowa już nie wrócą. Osobom, które jednak chciałyby w ten sposób poszerzać swoją wiedzę z angielskiego - polecam gry typu "hidden objects", zwłaszcza z serii "Mystery Case Files" lub produkowane przez Big Fish Games. Wciągająca fabuła, świetna, ręcznie rysowana grafika i niezły klimat. Oprócz szeregu różnych zagadek logicznych - gry pełne są obrazków, gdzie wśród dziesiątek różnych przedmiotów, musimy odnaleźć wyznaczone np. dwadzieścia, mając do dyspozycji ich angielskie nazwy. To naprawdę świetne narzędzie do poszerzania słownictwa (choć tylko rzeczowników  )

Dateusz: Fakt pierwszy: nauka języków obcych w Polsce stoi na naprawdę światowym poziomie. Program nauki jest mocno rozwinięty i choć wiadomo, że teoria i praktyka w użyciu się kłócą, daje nam świetne efekty. Konkurujemy z naszym zachodnim sąsiadem, który również języki obce zna i uczy ich świetnie. Anglicy uczą się, ale martwić się nie muszą, bo angielski jest językiem uniwersalnym, Francuzi zaś widząc polski podręcznik do nauki obcej mowy wywalają oczy i chwalą pomysły, ponieważ tutaj szkolnictwo pod tym względem leży i kwiczy, z czym teraz starają się walczyć.
Fakt drugi: Guild Master w Fable’u, Master Chief w Halo, Shepard, Tommy Angelo, Nico Bellic, Gordon Freeman, cała plejada żołnierzy i postaci pobocznych - oto moi nauczyciele języka angielskiego. Szkoła uczyć mnie mowy Szekspira przez 9 lat nie chciała, a gdy już zaczęła nie nauczyła mnie nic, czego już nie znałem. I chociaż nie mówię jak native speaker i moja mowa zalatuje słowiańskim akcentem na kilometr, to bezproblemowo dogaduję się, czytam i piszę w języku angielskim. I dziękować grom. Nauka języka z gier to jedna z tych rzeczy, którymi broniłem się przed rodzicami, którzy twierdzili, że granie niczego do mojego życia nie wnosi (poza tonami fun’u). Niestety dla tych, którzy chcą się uczyć z gier i w ten sam sposób wybraniać się od podręczników, czy to przed rodzicami, czy przed samym sobą istnieje też fakt trzeci: tak szkolnej jak i growej edukacji językowej należy poświęcić czas i zaangażowanie. Osobiście polecam wszelkie cRPG, w których jest co poczytać (np. Morrowind, NWN, KOTOR) oraz strategie, najlepiej turówki (Heroes, Civilization, Total War). Ustawiamy upatrzony przez siebie język w grze, słownik w dłoni lub adres w przeglądarce i do dzieła. Ciężka droga do pokonania, a coraz popularniejsze pełne polonizacje mogą kusić.


Hed: Kiedy gracze mówią o pozytywnych aspektach oddziaływania gier zwykle dochodzi do poważnych zbrodni myślowych. Bardzo łatwo jest wpaść w styl wypowiedzi "gier, które leczą wszystko", bo przecież gry lubimy i życzymy im dobrze. Mógłbym więc napisać, podobnie jak koledzy i koleżanki, że gry oczywiście uczą angielskiego, że pomagają w utrwalaniu słówek, że dzięki nim nauczyłem się języka. Ale to nieprawda. Języka nauczyłem się, bo chodziłem na kurs angielskiego, za który zapłacili moi rodzice. Jeśli zamiast chodzić na kurs zostawałbym w domu i grał w gry, dzisiaj pewnie mówiłbym po angielsku nieporównywalnie gorzej. Ktoś może powiedzieć: "ale gry pewnie motywowały do nauki?". Szczerze mówiąc, trudno mi to jednoznacznie określić, chociaż może coś w tym jest. Pamiętam granie w takie tytuły jak Utopia bez zrozumienia prawie ani jednego zdania zawartego w grze. Pamiętam, że prosiłem mieszkającego z nami kuzyna o tłumaczenie chociażby opisów ras obcych. Nie pamiętam za to, czy chodziłem na lekcje języka angielskiego z zakodowanym w głowie celem: nauczyć się go, żeby zrozumieć te dziwne zdania. Może tak było? A może nie? Naprawdę nie wiem, chociaż pamiętam, że po lekcjach angielskiego grałem z synem mojego nauczyciela w Cywilizację na jego Amidze. Nie chcę powiedzieć przez to, że gry i edukacja nie idą w parze. Raczej, że z punktu widzenia odbiorcy naprawdę trudno jest odpowiadać na takie pytania. Bo rzeczywistość zwykle jest inna od tego, co nam się wydaje i co podpowiada nam logika czy „chłopski rozum”. Odpowiedzi na skuteczność gier w uczeniu języka należałoby więc szukać w opracowaniach akademickich, opartych na badaniach i weryfikowaniu takich założeń. Nie miałem kontaktu z wieloma z nich – w tych, które widziałem, można odczytać raczej sceptycyzm niż zachwyt rolą gier w lingwistyce, uczeniu się języka i podobnych zagadnieniach. Powiedziałbym więc, że gry mogą pomóc w utrwalaniu słów, ale wszystko zależy od determinacji grającego. Co do reszty nie mam pewności.

FSM: Ja też dorzucę dwa grosiki, bo jestem - jak Hed - z ekipy, która gimnazjum zna tylko z nazwy. Ja języka angielskiego (bo niemieckiego liznąłem nieco w liceum i pamiętam jedynie podstawy) nauczyłem się w szkole. Poznawać podstawy zacząłem poznawać dokładnie 6 lat przed tym, jak dostałem w końcu swój upragniony komputer (a wcześniejsze kontakty z grami to zabawa na Commodore 64 u kumpla lub proste pecetowe gierki na pececie u taty w pracy, do których te pierwsze lata nauki języka wystarczały z nadwyżką). Same gry, podobnie jak same seriale czy filmy oglądane z napisami (lub bez), języka nikogo nie nauczą. Zapamięta się pewne frazy i zwroty, będzie się wiedziało co to "high quality" albo "settings", ale to tyle. Np. po 4 latach grania w cRPG po angielsku nie będzie się umiało więcej niż po 4 latach solidnej nauki języka. Gry to wspaniały dodatek, który zapewnia frajdę , utrwala i poszerza językową wiedzę, ale mimo wszystko tylko dodatek.


Rasgul: Jestem akurat z tego pokolenia, które angielski miało już w czwartej klasie podstawówki. Oczywiście do tej pory bawiłem się przy sporej ilości różnych produkcji, z których prawie nic nie rozumiałem, bo były po angielsku. Najgorzej wspominam gatunek RPG, gdy trzeba było wykonać questa, którego cel był szczegółowo opisany w dzienniku bohatera. Za cholerę nie dało rady tego zrozumieć (biedny Rasgul, czytając "go to south east", szedł na zachód ;__:), dlatego od małego preferowałem polskie wersje językowe. Chociaż kilka angielskich zwrotów rozumiałem, to nadal czytanie dialogów było dla mnie czymś zbyt trudnym do zrobienia. Przyszedł jednak czas, gdy wreszcie rozpocząłem edukację języka. Przez praktycznie cały czas miałem naprawdę dobre nauczycielki, których sposoby nauczania pomagały mi zrozumieć angielski. Ten brytyjski oczywiście. Szanuję je do dziś i dziękuję im z całego serca, że dzięki nim mogłem wreszcie zrozumieć sposób komunikacji w naszej "globalnej wiosce". One wraz z pojedynczymi zwrotami, słówkami wyłapanymi z gier i filmów, pomogły mi poszerzyć horyzonty. Do tego troszkę własnego samodoskonalenia się i w gimnazjum udało mi się nawet przejść na następny etap, bodajże powiatowy, olimpiady językowej. Dla mnie to był achievement, bo na sali, w której pisaliśmy, było może trochę więcej jak 70 osób!
Wniosek? Gry nie uczą angielskiego. To one pomagają zrozumieć niektóre zwroty potocznie stosowane oraz pojedyncze wyrazy. Składnia, gramatyka, a przede wszystkim czynne pisanie to nie zasługa wirtualnej zabawy, tylko kursów i edukacji w szkole. Dlatego też zgadzam się z panami, którzy dołożyli swoje zdania przede mną. Ktoś widocznie kiedyś mylnie pomylił znaczenia zdań: "Gry pomagają w nauce" i "Gry uczą". Niektóre tytuły w końcu w ogóle nie uczą. Niech ktoś nie myśli, że jak puknie nożem w beczkę z gazem, to ona wybuchnie.

Brucevsky: Zgadzam się z FSM-em, gry to niezły dodatek, który pomaga utrwalać i poszerzać wiedzę, ale jako samodzielny nauczyciel niezbyt się sprawdzają. Przekonałem się o tym wiele lat temu, gdy przyszło mi ogrywać Final Fantasy VII na PlayStation w wersji niemieckiej. Języka naszych zachodnich sąsiadów nie znałem w ogóle i nawet pomimo kilkudziesięciu godzin spędzonych z Cloudem i spółką znacznie swojej wiedzy o nim nie poszerzyłem, ot wpadło kilka zwrotów typu „trank”, „toddeschlag”, „angriff”, „eis” itd. Za to później, już angielska wersja FFVII okazała się bardzo mocna w nauce kilku mniej popularnych słówek i zwrotów, a także utrwalaniu pisowni co trudniejszych wyrazów. 
Gry więc raczej nikogo nie nauczą języka, ale jako dodatek mogą pomagać. Pamiętając o tym do dzisiaj wolę wybierać wersję angielskie w grach, licząc na utrwalenie pisowni różnych słów i oczytanie się z językiem.

Dateusz
10 grudnia 2013 - 13:20

Komentarze Czytelników (37)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
10.12.2013 18:31
$ebs Master
odpowiedz
$ebs Master
108
Profesor Oak

Moze gry nie "ucza" angielskiego, ale ogrom slowek i zwrotow poznalem wlasnie z gier. Diablo, Heroes of Might and Magic, Caesar, Fallout czy chociazby Transport Tycoon nauczyly mnie wiele mniej lub wiecej przydatnych rzeczy.

10.12.2013 19:09
BOLOYOO
odpowiedz
BOLOYOO
77
Generał

Oczywiście, że "uczą" języka. Jakiekolwiek obcowanie z j. obcym jest nauką, ponieważ zawsze coś się zapamięta. Gry z napisami, filmy z napisami, przebywanie za granicą - wszystko to uczy podstaw, słów.

Prawdą jest, że nie nauczycie się perfekcyjnie, nie poznacie gramatyki, często nawet nie poznacie pisowni, ale bez większych problemów dogadacie się z każdym inteligentnym człowiekiem, nawet jeśli będziecie mówić: "Kali jeść, Kali pić".

W ogóle nad czym tu dyskutować? Przecież to oczywista oczywistość... Jeśli ktoś po setnym usłyszeniu słowa np. key oraz zobaczeniu obrazka klucza, nie skojarzy faktów, to jest po prostu baran.

10.12.2013 19:51
yomitsukuni
odpowiedz
yomitsukuni
100
Pretorianin

Ani granie po angielsku bądź z napisami, ani oglądanie filmów w oryginale bądź z napisami nie nauczy języka. Co najwyżej da błędne wrażenie, że się ten język zna. Jestem z takiego rocznika, że angielski miałem dopiero od 5. czy 6. klasy podstawówki – wcześniej grałem w gry po angielsku i oglądałem filmy z napisami, więc miałem jakąś tam niewielką wiedzę, ale ograniczała się ona do znajomości słówek i prostych konstrukcji. Angielskiego tak naprawdę nauczyłem się dopiero w szkole – tam zdobyłem potrzebną wiedzę. Gry czy filmy pomagają szlifować akcent, uczyć się nowych słówek albo slangu, ale nikogo nie nauczą języka, jeśli we własnym zakresie sam nie zainteresuje się rozwijaniem tej umiejętności, chociażby z jakichś internetowych darmowych „kursów”. Dokładnie to samo było z japońskim – oglądając anime z angielskimi napisami nauczyłem się słówek i prostych konstrukcji, ale języka nauczyłem się dopiero na studiach. Dzięki napisom kojarzę słówka i proste konstrukcje hiszpańskie, włoskie i szwedzkie, ale to, że dzięki temu będę potrafił łamaną hiszpańszczyzną/włoszczyzną/szwedzczyzną zapytać o drogę czy godzinę, nie znaczy, że te języki znam.

10.12.2013 20:12
Hellmaker
odpowiedz
Hellmaker
204
Legend

Asmodeusz ---> Czytanie ze zrozumieniem poszło na grzyby, nieprawdaż?
Ale nieeee .... Wielki Pan Asmodeusz przeczytał pierwsze zdanie i doszedł do wniosku, że cały mój post będzie o tym, że dzięki grom MMO można się nauczyć angielskiego.
Wczytaj się jeszcze parę razy w mój tekst, to zrozumiesz, że nie sama gra jest tu najważniejsza.

Pytanie jeszcze do wszystkich.
Co oznacza "nauczyć się języka angielskiego z gier". Bo chyba każdy ma na myśli co innego.
Swobodne porozumiewanie się w każdym towarzystwie? (no może poza językiem specjalistycznym z różnych dziedzin)
czy
Zdanie egzaminów państwowych wszystkich możliwych stopni?
czy
Poprawne, gramatyczne, w miarę bezbłędne pisanie tekstów angielskich lub prowadzenie rozmów telefonicznych?
a może
Brak różnicy lub niewielka różnica w odbiorze czy to książek czy filmów niezależnie od wersji językowych?

Bo jak na razie to "nauczenie się języka angielskiego" w każdym poście wygląda inaczej.

10.12.2013 20:56
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend
Wideo

[21]
Ok, czas na dekonstrukcje posta [11]. Zostawie cytacik, aby nie zapomniec czego sie przyjebales.

Wielki Pan Asmodeusz przeczytał pierwsze zdanie i doszedł do wniosku, że cały mój post będzie o tym, że dzięki grom MMO można się nauczyć angielskiego.
Wczytaj się jeszcze parę razy w mój tekst, to zrozumiesz, że nie sama gra jest tu najważniejsza.


Temat dość niepełny. Pominięto w nim cholernie ważny czynnik. Gry MMO.
- pierwszy akapit - gry MMO
To przecież nadal są zawarte w tytule "gry". 2 - gry
W nauce języka jednym z ważniejszych elementów są nieustanne rozmowy z native speakerami. 3 - pierwszy akapit nie mowiacy o grach
A w grach MMO - będąc w anglojęzycznej gildii, gdzie ponad połowa to brytyjczycy - można się osłuchać z językiem naprawdę mocno. 4 - gry
Już nie mówiąc o tym, że w BARDZO mieszanych gildiach (holendrzy, niemcy, skandynawowie, francuzi, włosi, hiszpanie, itd.) dodatkowo można się osłuchać różnorakich akcentów i je rozumieć. 5 - gry (w 3 mowiles o native speakerach, holendrzy, niemcy uzywajacy angielskiego takimi nie sa, przykro mi)
Co z tego, że perfekcyjnie się nauczysz brytyjskiego angielskiego jak polegniesz na rozmowie z np. Norwegiem czy Finem - niektórzy mają naprawdę śmieszny akcent :) 6 - nie o grach, ale nadal nie o native speakerach tylko ludziach spotkanych na czacie, ale niech ci bedzie - drugi poza tematem
Część ludzi wchodzi na VT czy TS3 tylko na rajdy i powiedzmy, że ich angielski jest mocno "ukierunkowany". Nie czarujmy się - komendy raid leadera, czy generalnie rajdowe rozmowy niewiele dadzą, chociaż zawsze coś. Ale sporo osób siedzi na VT także poza rajdami i wtedy można spokojnie załapać kupę nowych słówek, osłuchać się z idiomami, czy całymi zwrotami. 7 - yawn, jakie to te gldiowe chaty z nie-native speakerami sa genialne, mozna nauczyc sie jak inni robia polamance jezykowe, super. gry

W dodatku nawet czaty gildiowe (ale raczej sensownych gildii) są niezłym źródłem. Przy pewnym poziomie ludzi w gildii raczej starają się pisać pełnymi zdaniami, a nie jakimiś kretyńskimi skrótami, więc spokojnie można załapać się na następną część nauki. 8 - jak wyzej. problemem nie sa skrotowce ale to, ze wiekszosc nie native speakerow lamie jezyk. "i are potatoe" pojawia sie zarowno u polakow jak i holendrow, niemcow i kij wie kogo jeszcze. oczywiscie gry

Owszem, brytyjczycy - szczególnie młodzież w MMO - jest okropnie "niechlujna" językowo, ale to tylko pomaga w nauce. Nie każdy kogo się spotka będzie mówił jak jakiś super-duper językoznawca. Niechlujstwo językowe, slangi, dialekty - też bardzo pomagają w nauce. 9 - gry ciag dalszy. niechlujstwo jezykowe pomaga TYLKO jak masz juz jakies podstawy (i nie tylko). Jesli zaczynasz sie uczyc czy tez jestes na poziomie szkolnym, to "niechlujstwo jezykowe" tylko przeszkasza
Jasne, że to nie zastąpi mieszkania pośród anglojęzycznych, ale ... 10 - o trzeci akapit nie o grach. co za szczescie

Jeżeli ktoś chce, to może zajść na całkiem wysoki poziom angielskiego właśnie grając w MMO. Oczywiście nie tylko grając, ale też czynnie uczestnicząc w życiu socjalnym gildii. 11 - gry

Można nie ukończyć ani jednego kursu w życiu, a być naprawdę cholernie dobrym w języku angielskim - gry MMO są bardzo, bardzo dobrą namiastką takiego "życia" wśród native speakerów.
12 - gry. przy okazji mam znajomego, ktory nauczyl sie inglisza wlasnie z gier MMO gadajac z innymi. zyje w uk, pracuje ale jego angielski jest po 15+ latach nadal na poziomie kali jesc, kali pić. dlaczego? dlatego, ze nigdy nie uczyl sie gramatyki (totalnie wbite w nauke w szkole) i nigdy nie bral dodatkowych kursow. klient mieszka w UK od 10 lat ale nadal prosi o pomoc w napisaniu listu motywacyjnego i usunieciu bledow. w mowie zreszta jest podobnie. MMO my ass.

9/12 akapitow dotyczy konkretnie gier mmo
3/12 dotyczy ich ale posrednio, przy czym ew. moge uznac ze 2/12 mozna zastosowac poza grami mmo

Jak widac potrafie czytac ze zrozumieniem lepiej niz ci sie wydaje. A moze ty masz skleroze i po prostu nie pamietasz co napisales lub co gorsza, nie kontrolujesz tego co piszesz?

podsumowujac: nie, dzieki grom MMO nie nauczysz sie jezyka
dzieki rozmowkom na czace gildiowym z nie native speakerami tez sie nie nauczysz (bo bardzo czesto rozmawiasz z ludzmi na twoim poziomie)
nie, rozmowka w slangu TEZ nie pomoze ci w nauce jesli nie masz podstaw

jedyne sensowne akapiyt w twoim wywodzie maja numerek 3 i 12, reszte mozna zupelnie olac. 2/12 akapitow z sensem? No fakt, nie caly post jest bzdurny, jedynie jego znaczna wiekszosc. Rownie dobrze mogles wykasowac reszte i zostawic te dwa zdania, ale trzeba bylo dopasowac sie do tematu.

Na przyszlosc zanim zarzucisz komus wtorny analfabetyzm przeczytaj swoj wlasny tekst. A jesli chcesz sie bawic w attylle i dorzucac tone smieci do jednego-dwoch sensownych punktow to zle trafiles, bo i twoje smieci wezme pod uwage.

I taka ciekawostka:
http://www.youtube.com/watch?v=hjpsJPw7uJo

tl;dr
wszystko zalezy od stopnia zaawansowania uczacego sie, lecz gornolotne stwierdzenie ze gry MMO sa tylko dobre lub tylko zle jest bledne, juz nie mowiac o ostatnim zdaniu.

10.12.2013 20:57
dateusz
odpowiedz
dateusz
14
Chorąży

@Hellmaker: dobrze, że padło to pytanie. Zaznaczę jeszcze tylko, że chodzi o naukę języków obcych w ogóle, a nie tylko języka angielskiego. I od początku miałem na myśli naukę języka w celu porozumiewania się. Oczywista sprawa, że branie gier jako zamiennik akademickiego nauczyciela nie ma sensu. W pewnym momencie rzeczywiście można poczuć, że dla części komentujących nauka języka to doskonałe poznanie jego korzeni do 2000 lat wstecz. Nie o to chodziło.

10.12.2013 21:20
Hellmaker
odpowiedz
Hellmaker
204
Legend

Asmodeusz ---> Odpowiedz może co znaczy "nauczyć się języka". Wybierz któryś z punktów, a potem może dopasuj do niego resztę.
A resztę pominę milczeniem, bo najwyraźniej próbujesz teraz na siłę uzasadnić swoją wtopę wyrywając z całego kontekstu każde możliwe użycie słówka "gry". Nawet to domyślne użycie. Co jest durnotą najwyższej klasy i mam wrażenie, że nawet języka polskiego tak do końca nie opanowałeś, a co dopiero mówić o angielskim.

Oczywiście stwierdzisz, że ja np. nie umiem angielskiego ani w ząb, bo chyba ani jednego roku się nie uczyłem ani w szkole ani na żadnych kursach. Tyle, że gram od ... och, od dawna, a chociażby w WoWie jestem w brytyjskiej gildii od chyba 6 lat z hakiem. I nie tylko w WoWie.
Oczywiście, że mam pewne braki gramatyczne, ale pytanie - czy umiem angielski czy nie?

Porozumiewam się swobodnie, nieraz pytałem się angoli, czy prawidłowo piszę/mówię, ostatnio praktycznie cały kurs CISCO przerobiłem po angielsku sprawdzając tylko niektóre specjalistyczne sformułowania, nie mam problemu z czytaniem książek i oglądaniem filmów po angielsku, itd, itd.

Moją pierwszą taką wredną językowo grą był Daggerfall. Szczególnie biorąc pod uwagę, że wtedy moja znajomość angielskiego była bardziej niż żałosna.
I raczej na pewno stwierdzisz, że kłamię, ale mogę spokojnie powiedzieć, że angielskiego nauczyłem się może nie " z gier", ale w olbrzymim stopniu "dzięki grom".
Więc umiem angielski czy nie? A potem zdefiniuj pojęcie "umieć angielski".

10.12.2013 22:10
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

Odpowiedz może co znaczy "nauczyć się języka". Wybierz któryś z punktów, a potem może dopasuj do niego resztę.
Tak, zauwazylem, ze to napisales. Dla mnie oznacza to A+B+C+D. Moze byc?

że nawet języka polskiego tak do końca nie opanowałeś, a co dopiero mówić o angielskim.
niestety nie jestem humajnistom. Ja lubiem matematyka, moja polski nie musiec umiec. Nowa matura byc trudna, moim zdaniem MEN musiec usunac polski z wymagania. (prawie jak Sir Xan. sorki, dude :))

Oczywiście stwierdzisz, że ja np. nie umiem angielskiego ani w ząb, bo chyba ani jednego roku się nie uczyłem ani w szkole ani na żadnych kursach. Tyle, że gram od ... och, od dawna, a chociażby w WoWie jestem w brytyjskiej gildii od chyba 6 lat z hakiem. I nie tylko w WoWie. Oczywiście, że mam pewne braki gramatyczne, ale pytanie - czy umiem angielski czy nie?
A skad to ja moge wiedziec, kiedy nigdy w zyciu z toba po angielsku nie gadalem? Moze jestes geniuszem, w czepku urodzonym czy cos? A moze po prostu wydaje ci sie (tak jak mojemu kumplowi), ze umie doskonale angielski a na boku mam z niego polewke z "i are potatoe" i podobnie robia twoi brytyjscy koledzy?

Porozumiewam się swobodnie, nieraz pytałem się angoli, czy prawidłowo piszę/mówię, ostatnio praktycznie cały kurs CISCO przerobiłem po angielsku sprawdzając tylko niektóre specjalistyczne sformułowania, nie mam problemu z czytaniem książek i oglądaniem filmów po angielsku, itd, itd.
Kwestia slownictwa. Potrafie czytac teksty po francusku (z jakims tam % zrozumienia) ale nigdy w zyciu nie powiedzialbym ze "umiem francuski" bo go nie umiem. Znam podstawy wymowy, troche slownictwa, gramatyki i tyle, zreszta kiedys jakistam egzamin tez zaliczylem. Jezyka nie umiem a niby powyzsze wskazuje ze "umiem".

Moją pierwszą taką wredną językowo grą był Daggerfall. Szczególnie biorąc pod uwagę, że wtedy moja znajomość angielskiego była bardziej niż żałosna.
Widzisz akurat faktem jest, ze moj pierwszy w zyciu kontrakt z jezykiem angielskim byl wlasnie w grze komputerowej. Eric the unready (chyba tak sie zwalo) - przygodowka tekstowa. I majac zerowe pojecie o gramatyce angielskiej staralem sie jakos w toto grac (z marnym skutkiem).
I tak, teraz moge powiedziec ze calkiem dobrze radze sobie z angielskim - ale nie powiem, ze nauczyly mnie "gry" ani ze znam jezyk "dzieki grom" bo bylaby to nieprawda. Z gier mam slownictwo, gramatyka i wymowa (czesciowo bo tutaj nadal mam braki) przyszly z kursow (bo akurat mialem pecha i w szkole nie mialem angielskiego).

Zreszta moja beznadziejna wymowa to wlasnie przyklad uczenia sie od non-native speakerow. Wiekszosc czasu na "czatach gildiowych" spedzilem z rumunami/ruskimi/francuzami i niemcami. Powodzenia w nauczeniu sie poprawnej wymowy od nich... zabawne akcenciki, niemieckie "sztapp" jako "stop", ale nigdy w zyciu nie uczyc sie od nich wymowy bo w kontakcie z native speakerami odpadniesz. Zreszta moj pierwszy kontakt ze szkotem (i to twardym szkockim akcentem a nie internetowym-wygladzonym) skonczyl sie na "ummmmm... what?".

11.12.2013 04:54
odpowiedz
MaikiPL
82
Konsul

No to jestes bardzo zdolny. Ja nauczylem sie angielskiego z gier. Powiem wiecej. Moj angielski sie o dziwo pogorszyl jak zaczeto mnie maltretowac jezykiem w szkole.

Teraz sobie mieszkam w Szkocji. Nie mam problemow ze zrozumieniem ludzi.

11.12.2013 07:23
Hellmaker
odpowiedz
Hellmaker
204
Legend

Asmodeusz --->
"Dla mnie oznacza to A+B+C+D. Moze byc?" - Czyli praktycznie NIKT na świecie nie umie języka angielskiego, bo mu brakuje jakiejś części, czy to wykształcenia, czy egzaminów ...

Napisałem Ci wcześniej: "a chociażby w WoWie jestem w brytyjskiej gildii od chyba 6 lat z hakiem. " - jeżeli brytyjczycy nie są native speakerami, to kto? Rozmowy z "innostrańcami" po angielsku są tylko uzupełnieniem.

" a na boku mam z niego polewke z "i are potatoe" i podobnie robia twoi brytyjscy koledzy?" - fajnie mieć takiego kolegę, co ma "na boku polewkę" z ciebie.

"Kwestia slownictwa." - nie tylko.

Generalnie z Twoich postów wynika, że np. wyjeżdżasz do Anglii, nie znasz nawet podstaw angielskiego i nie jesteś się w stanie nauczyć języka bez żadnych kursów, bo co to za nauka: rozmawianie z ludźmi - przecież oni nie są szkoleniowcami ani nauczycielami.

11.12.2013 09:39
dateusz
odpowiedz
dateusz
14
Chorąży

@Asmodeusz: Znajomość języka Twoich kolegów na poziomie "kali jeść, kali pić" świadczy jedynie o ich niedbalstwie. Grom ludzi wyjeżdża z kraju bez języka i czasami nawet po roku komunikują się sprawnie.

Znowu kolega, z którego się śmiejesz nie mówi do końca biegle gramatycznie - ale go rozumieją i dogaduje się. Nie mówmy już o gramatyce, bo robi się to śmieszne, jeżeli nie jesteś po studiach filologii to i tak nie poznałeś jej do końca i sam z pewnością robisz błędy. Co gorsza po studiach też się tego nie wystrzeżesz, bo to Twój drugi język. Naleciałości z polskiego będą Ci przeszkadzać, chyba, że (tu już przypadek rzadki) jesteś dwujęzyczny od urodzenia.
Poza tym każdy z nas robi błędy gramatyczne komunikując się po polsku. Dlatego naprawdę nawołuję, przestańcie o tej gramatyce.

I jeszcze dialekty. Naprawdę? Student filologii uczy się angielskiego brytyjskiego (bo taki wybrał), poźniej spotyka szkota/irlandczyja/fina/norwega i nie ma nakazu ich zrozumieć natychmiast. Uczysz się języka, a nie każdego dialektu z osobna wraz z jego slangiem. Tak jakbym ja miał zrozumieć ślązaka.

W ogóle wymiana zdań Asmodeusz - Hellmaker też nie bardzo ma sens, bo jak pewnie sami zauważyliście, jeden drugiego do swojej racji nie przekona.

11.12.2013 10:04
odpowiedz
KEti
5
Junior

Przeczytałam tekst i Wasze komentarze. Należę także do pokolenia, które nie widziało gimnazjum, a swoją przygodę z PC i innymi platformami zaczynałam jako dzieciak. Do teraz pamiętam czas spędzony przy przygodówkach ze słownikiem w ręku, a że nie było gier w języku ojczystym, to nie mieliśmy wyboru, było trzeba się wysilić. Teraz każdy młody człowiek ma do dyspozycji wersje polskie gier i krzyczy niezadowolony jeśli takowej dystrybutor nie udostępnił. I racja, jestem polakiem, mieszkam w Polsce więc wymagam, jak nasi zachodni sąsiedzi.
Osobiście w szkole uczono mnie francuskiego i niemieckiego, z których niewiele wyniosłam, angielskiego zaczęłam uczyć się sama jako osoba dorosła, gdyż brakowało mi informacji o gramatyce, a także śmiałości do mówienia.
Słówek i popularnych zwrotów nauczyły mnie gry, do tego stopnia, że dziwiono się czemu aż tyle umiem, dzięki temu rozumiałam co czytam i co do mnie mówią... nauka w szkole językowej daje mi pewność w mówieniu oraz pojęcie o gramatyce języka.

11.12.2013 12:23
odpowiedz
zanonimizowany626335
17
Generał

Gry uczą angielskiego najbardziej słówek. Gramatykę można doczytać. Najlepsze gry do nauki angielskiego to gry o Sherlock Holmsie czy Syberia czyli gry, w których jest dużo dialogów i trzeba też zadawać pytania samemu i różne gry rpg i rts.

11.12.2013 15:28
Cobrasss
odpowiedz
Cobrasss
138
Senator

Kiedyś miałem grę po polsku Gorky 17, :D ja tam szukam hasła do sejfu, nie wiem gdzie go szukać, więc zaglądam do solucji a tam hasło do sejfu to PRZYJEMNOŚĆ.

OK, wklepuje i...niewchodzi za długie, próbuje raz jeszcze.....nic z tego, wkurzony kilkam we wszystko jak opentany, i tak klinknołem na uratowanego mutanta a tam tekst

Mutant podśpiewuje PLEASURE IS MY TRESSURE

BINGO! PLEASURE, wklepuje i TADA sejf otwarty, geez gra jest robiona przez polaków a dali angielskie słówko jako hasło.

12.12.2013 19:56
maciek16180
odpowiedz
maciek16180
54
Konsul

Fsm ma rację, gry to dodatek. Dodam, że taki dodatek najlepiej sprawdza się, kiedy nasza znajomość języka jest na poziomie pozwalającym grać swobodnie bez polskich napisów i słownika, bo wtedy rozumiejąc co się do nas mówi trochę zwrotów czy reakcji sobie utrwalamy. Raczej żadna atrakcja uczyć się z gier znając język kiepsko, bo wtedy i granie do dupy, i nauka dziadowska.

12.12.2013 20:58
MiniWm
😈
odpowiedz
MiniWm
177
PeaceMaker

Phi mnie Angielskiego nauczyl.... niekodowany Cartoon Network i gry RPG :)

21.08.2014 10:53
marcin00
👍
odpowiedz
marcin00
80
Forumowy Wilk

Skoro już boczek odkopał to...
TAK, uczą jak cholera + filmy i seriale, ale język szlifowałem przy książkach(nie pisze o podręcznikach szkolnych :D )

21.08.2014 13:06
odpowiedz
Dessloch
206
Legend

podobnie jak [32]
cartoon network i gry.

pozniej ksiazki, filmy... tylko mi bylo prosciej, bo nie miale wyjscia, musialem jezyk znac

01.12.2015 10:29
odpowiedz
gosia778
1
Junior

Moim zdaniem za pomocą gier można się spokojnie podszkolić w językach obcych, jednak to nie zastąpi nauki w szkole. Polecam wyszukiwarke www.langzie.pl w celu znalezienia odpowiedniej szkoly jezykowej:)

01.12.2015 11:01
odpowiedz
elathir
40
Senator

Czy gra kogoś nauczy języka? Od zera? Wątpię. Ale na pewno są w stanie bardzo rozbudować słownictwo i poprawić zdolności rozumienia tekstu pisanego i mówionego. Oczywiście zależy jakie gry, ale sam do matury przygotowywałem się zagrywając się w KOTORY dwa pierwsze (akurat 2 wyszła) i oglądając South Park. Szkoła pomogła mi z gramatyką i ogólnie jakoś to wyszło. Potem doszły zagraniczne serwery w sieciówki, a że to były czasy gdy w sieci dominował jednak język na trochę wyższym poziomie niż dzisiaj (o hashtagach jeszcze nikt nie słyszał) to tez dało się nauczyć sprawnego klecenia zrozumiałych wypowiedzi.

Tak więc dla osoby, która nie ma jak wyjechać poćwiczyć za granicą to gry choćby mogą być dobrą metodą na praktykę z języków obcych, zwłaszcza te operujące językiem ambitniejszym, długimi dialogami i ambitnym, opartym na grze słów i znaczeń, poczuciu humoru.

Wiadomo nie zastąpi to nauki języka samej w sobie, ale jest tego doskonałym uzupełnieniem dużo prostszym od choćby czytania książek w języku obcym na co czas przychodzi dopiero później.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze