Czy duże i częste obniżki cen gier szkodzą graczom? - OsK - 4 kwietnia 2014

Czy duże i częste obniżki cen gier szkodzą graczom?

Coś takiego próbuje udowodnić wpis, który pojawił się dwa tygodnie temu na blogu Cliffa Harrisa, założyciela Positech Games. Wypowiedź, jak łatwo się domyślić, została przez wielu graczy skrytykowana, ale kryje się w niej więcej prawdy, niż może się początkowo wydawać.

Główne zarzuty jakie zostały postawione wielkim obniżkom to:

- Zabita zostaje faktyczna premiera gry. Coraz rzadziej mamy do czynienia z tym, że wszyscy grają w najnowszy tytuł, bo większość graczy czeka, aż gra będzie dostępna za np. -75%. Dodatkowo sprawia to, że gry multiplayer zaczynają często z małą ilością osób, a firmy nie zarabiają początkowo wystarczająco, żeby zająć się ich łataniem.

Prawda: Premiery wielu gier są przez to zabijane. Jeżeli mamy świadomość, że wystarczy poczekać dwa, trzy miesiące, żeby zapłacić połowę ceny, większość graczy tak właśnie uczyni.

Ale: Należałoby zachować ostrożność, ponieważ popularność dystrybucji cyfrowej nakłada się na coraz większy rozrost rynku gier w ogóle. Trudno powiedzieć, czy zmniejszenie roli premiery w większym stopniu wynika z obniżek czy z zapchania rynku zbyt dużą liczbą świeżych tytułów, żeby gracze z niecierpliwością czekali na każdą następną produkcję. Poza tym, widząc wielkość niektórych premier i natychmiastowy odzew na forach, można się zastanawiać, czy nie dotyczy to głównie gier z trochę niższej półki deweloperskiej niż na przykład produkcje Blizzarda czy Rockstara.

- Kupujemy bez względu na jakość. Jeżeli gra jest w jednodniowej obniżce, często zamiast zasięgnąć informacji na jej temat i przemyśleć zakup, po prostu rzucamy się na „okazję”.

Prawda: Kiedyś kupowało się tylko te najlepsze (zdaniem recenzentów) gry. Dzisiaj częściej nawet średniaki znajdują nabywców, bo przecież "to tylko kilkanaście złotych, a może kiedyś w to zagram...". 

Ale: Można się doczepić, że wynika to też z ułatwienia dostępu do gier, ale prawda jest taka, że coraz częściej wydajemy pieniądze na tytuły, których prawdopodobnie w życiu nawet nie uruchomimy.

- Prawdziwą władzę zyskują ludzie prowadzący wyprzedaże. Jeżeli uznamy poprzedni punkt za prawdziwy, łatwo dojdziemy do wniosku, że nie ma znaczenia, co jest sprzedawane. Liczy się tylko wielkość promocji i odpowiedni marketing [dopowiedzmy sobie: na przykład widoczność na głównej stronie Steama].

Prawda: Czasem nie ma już dla nas znaczenia, czy gra pierwotnie kosztuje 40 euro czy 20. Ważne czy jest w przecenie -75%, bo wtedy i tak kosztuje 5-10 euro (euro, bo mówiąc o obniżkach myślę w pierwszej kolejności o steamowych), a skoro jest tak tanio i mamy tak mało czasu na zakup, nie możemy przeoczyć takiej korzystnej oferty, prawda? Niestety, widząc jak wygląda lista bestsellerów podczas różnych wyprzedaży, trudno jest się z tym nie zgodzić. Niby gracze kupują też produkcje niszowe, ale właśnie wiele z nich zyskuje popularność tylko dzięki właściwemu wypromowaniu.

Ale: Nie jestem pewien czy wielkie wyprzedaże wiele tutaj zmieniły. Po prostu należy je traktować jako dodatkową formę reklamy.

- Nie doceniamy dzisiejszych gier. Jeżeli kupujemy tytuł za kilkanaście złotych, nie czujemy presji żeby poświęcić mu dość uwagi. Natychmiast sprawdzamy czy gra nam się podoba, czy nie i albo gramy, albo wyrzucamy do kosza.

Prawda: Tak, pamiętam, że kiedyś, gdy kupiłem grę, która mi się nie podobała, zdarzało mi się męczyć ją na tyle długo, aż nie pojawiło się coś nowego lub nie rozgryzłem wszystkich jej mechanizmów. Dzisiaj, gdy widzę, że coś mi w grze nie odpowiada, zwykle po prostu ją odinstalowuję i tylko tytuły, które naprawdę zapowiadały się na wybitne dostają jedną lub dwie dodatkowe szanse na to, by mnie próbować sobą zauroczyć.

Ale: Czy to na pewno jest takie złe? Można się zastanawiać, czy przez to nie oczekujemy, żeby gry były szybsze i mniej wymagające, ale tak naprawdę chyba dzięki temu niewielkim kosztem każdy może sprawdzić, czy dany tytuł mu odpowiada. Przynajmniej nie ma się poczucia wyrzucenia ponad stu złotych w błoto. Poza tym, ten punkt nie uderza tylko w obniżki, ale ogólnie w cenę gier... Czyli im drożej, tym lepiej, tak?

- Nie przechodzimy więcej niż 10% gry. Trochę wyolbrzymione, ale autor wpisu twierdzi, że w jego bibliotece Steam nie ma ani jednej gry, którą przeszedł w całości, ponieważ odciągają go inne tytuły.

Prawda: Nie sądzę, żeby to było masowe zjawisko, ale kto wie?

Ale: Osobiście mam w bibliotece Steam sporo gier, które przeszedłem. Prawda, że wciąż stanowią one jakieś 20-30% całej biblioteki, ale są. Stąd nasuwa się wniosek, że produkcje, które naprawdę doceniłem i uznałem za warte poświęcenia kilkunastu/kilkudziesięciu godzin to wciąż te same gry, które bym kiedyś kupił za pełną cenę… Zaraz, w paru przypadkach i tak to zrobiłem.

W swojej bibliotece Steam założyłem już jakieś pół roku temu kategorię „śmieci”, w której wylądowały dziesiątki tytułów, których wiem, że już nie uruchomię. Pytanie tylko, skąd się tam wzięły? I dlaczego?

Wpis Harrisa jest przerysowany i ma być obroną przed zarzutami graczy, że Democracy 3 nie jest przeceniane tak bardzo jak inne gry, ale trochę prawdy w nim jest.

Na pewno rynek gier przez wielkie wyprzedaże nie cierpi. Przecież dzięki nim ludzie kupują produkty, na które normalnie nawet by nie spojrzeli. Za to bez wątpienia cierpią portfele samych graczy. Jeszcze kilka lat temu liczba tytułów, które zalegały mi na półce, była dosyć śmieszna w porównaniu z dzisiejszą kolekcją cyfrową. Większość tych gier kupowałem w cenach premierowych lub niewiele niższych, ale za to mogłem się pochwalić, że grałem i przeszedłem każdą z nich. Dzisiaj mamy na Steamie dziesiątki, setki gier, a średnio 50-60% z nich nawet nie uruchamiamy. Polecam sprawdzić własne wyniki tutaj: http://steamdb.info/calculator/.

Problemem nie jest cena gier po wyprzedaży – bo tutaj chyba wszyscy się zgodzą, że lepiej by było gdyby premierówki były tańsze – ale sam fakt regularnego przeceniania o 66-90%. Na gry wydaję już więcej niż wydawałem przed wejściem Steamu, „groteka” jest kilkanaście razy większa, ale liczba wartościowych produkcji, które naprawdę mi się podobały (uwzględniając liczbę gier na rok) nie zmieniła się ani odrobinę…

Link do wpisu Cliffa Harrisa.

OsK
4 kwietnia 2014 - 11:57

Komentarze Czytelników (28)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
04.04.2014 14:27
jarooli
odpowiedz
jarooli
98
Would you kindly?

Dodatkowo sprawia to, że gry multiplayer zaczynają często z małą ilością osób, a firmy nie zarabiają początkowo wystarczająco, żeby zająć się ich łataniem.

Śmiechłem.

Zająć się czym? Łataniem? Taka jest powinność twórców, żeby po premierze naprawiać to, że wypuścili niedopracowany produkt? Świetne, po prostu świetne.

04.04.2014 14:41
Hipis6
odpowiedz
Hipis6
30
Chorąży

Artykuł ciekawy, ale przydałoby się też wspomnieć o bundlach. Ja kupuje gry tylko z promocji i bundli, ale to nie oznacza, ze kupuje co popadnie. Ja na 65 gier nie grałem w 50 %, "wydałem" 740 euro i spędziłęm 480h.

04.04.2014 14:42
odpowiedz
xittam
110
Konsul

Oryginałów kupionych na przestrzeni lat 1984-2014 w dniu premiery mam dokładnie 10. Od zawsze czekam, aż interesujące mnie gry się pojawią na coverze jakiegoś pisma, w biedronce, na allegro albo w innej -90% promocji. Nie dość, że łajzy nie bankrutują to jeszcze wille oraz ferrari kupują.

04.04.2014 14:48
Sir Xan
odpowiedz
Sir Xan
96
Legend

@meelosh -> Dokładnie mam samo nastawienie co Ty. ;) Pozostałe gier mnie nie obchodzą, bo są tak mało interesujące i nie mam czasu, bo są ważniejsze sprawy w życiu. ;P

Co prawda większości gry kupiłem poprzez promocje, ale od czasu do czasu również kupuję premierowe gry. Pytanie, dlaczego nie kupuję premierowe gier tak często? Powód - ograniczenie pieniędzy i brak czasu.

04.04.2014 15:17
mmaakkss
odpowiedz
mmaakkss
51
Generał

U nas i tak nawet jak jest -75% to nie opłaca się kupować bo po przeliczeniu z euro na pln jesteśmy ostro w dupę ;)

04.04.2014 15:18
Martius_GW
odpowiedz
Martius_GW
61
Generał

Jak dla mnie to po prostu normalna ewolucja. Kiedy gry pudełkowe były standardem bez problemy byłem w stanie kupić grę. Teraz to nie będę płacił od razu pełnej ceny za sam klucz.
Akcje w stylu Humble Bundle tez nie są takie złe, małe studia są przeważnie zadowolone z osiąganych zysków oraz zwiększa to zainteresowanie ich grami co może doprowadzić do późniejszego wzrostu sprzedaży.

04.04.2014 15:50
odpowiedz
JakeGreen
11
Legionista

A propo obniżek. Dead Space na Originie jest właśnie za darmo :)

04.04.2014 16:15
odpowiedz
piotreksik23
84
Konsul

Prawie caly tekst jakby ktośą mi wszedł w umysł. Choć tak z ciekawości policzyłem (wszystkie gry mam ocenione na Filmwebie) i procent ukończenia wynosi 47%. Ja bym nie miał serca odpuścić dobry tytuł i zająć się innym. Nawet jak coś jest b. długie i zaczyna trochę nużyć bo jest długie (np. Morrowind) to przerwa kilkutygodniowa, albo po prostu gram deczko na siłę aby dokończyć, pomimo, że przyjemnosć trochę uleciała.

Nie kończę gier tylko słabych, ewentualnie średnich-za trudnych, średnich-strasznie długich.

Ale tak jak fajnie napisał Alt3ir [2]. Jakie zło? Sytuacja na rynku jest wręcz fantastyczna, do wyboru do koloru, gry można kupować wręcz hurtem

Inna sprawa, że w kolejce "oczekiwania" ze 350 tytułów, więc życia nie starczy. To jest w sumie smutne. Ja sie oszukuję, że mi starczy. :D

04.04.2014 16:47
odpowiedz
zanonimizowany936141
9
Generał

Czy obniżki szkodą? No cóż im częsciej i im wieksze te obniżki tym lepiej.

04.04.2014 17:17
puci3104
odpowiedz
puci3104
123
Generał

139 gier z czego 87 nie ruszonych. Wychodzi, że nie grałem w 63% gier z konta, ale mam sporo gier, w które grałem zanim były dostępne na steam (np. seria GTA), a potem kupiłem na steam na jakiejś obniżce z sentymentu, bo wiem, że kiedyś najdzie mnie ochota, żeby pograć. Tak naprawdę wychodzi na to, że może nie zagrałem nigdy w 15 gier z mojego konta (i są to gry z bundle'ów kupionych dla innych gier). Dodam, że każdą grę, którą już kupuję to przechodzę (nawet niekiedy wymuszając to).

05.04.2014 00:09
Mówca Umarłych
odpowiedz
Mówca Umarłych
63
Pan Milczącego Królestwa

Widzę, że jestem jakimś steamowym odmieńcem, bo ja swoje zakupy rozważam bardzo poważnie i nie kupuję jak leci wszystkiego, tylko dlatego, że sprzedawane jest, za śmiesznie niską cenę .
Zdarza się, że w obrębie grupy znajomych rozdajemy sobie klucze do gier (z bundli gdy się komuś dublują jakieś tytuły, czasem również z normalnych zakupów) i nieraz już odmawiałem przyjęcia darmowej gry kwitując to "nie wiem czy będę chciał w to zagrać".

05.04.2014 10:16
odpowiedz
kqmilus
42
Pretorianin

Tak szkodzą bo portfel się kurczy. 49pudełek na xboxa gier z czego tylko Resident 6 i Fallout dodatki mi zostały do przejścia.
Z pecotowymi grami koło 40% gier jest do przejścia, poprostu lepiej mi się gra na konsoli. Na pc gram sporadycznie.
Główny kult na wiele godzin diablo 3

05.04.2014 14:25
Lynx_gameplay
odpowiedz
Lynx_gameplay
4
Legionista

Temat zaaferował mnie tak bardzo, że pozwoliłem sobie stworzyć oddzielny wpis. Uważam, że promocje nikomu nie szkodzą. Wręcz przeciwnie. Sam kupuję tylko to na co mam ochotę i cieszy mnie to, że mogę zrobić to za mniejszą cenę niż zazwyczaj.

05.04.2014 16:41
puci3104
odpowiedz
puci3104
123
Generał

@kqmilus - Na konsoli jak mniemam dochodzi jeszcze element, że gra kosztuje 200+ złotych, a w przecenie 100+. Dlatego właśnie wydając tyle chce się przejść choćby z powodu, że "szkoda było wydać tyle kasy i teraz nie przejść". Na PC to jest w dniu premiery 100-130zł, a w przecenach po pół roku 20-50zł, co już zmienia trochę postać rzeczy, bo 20zł nie jest aż tak żal jak 150. Ja przynajmniej tak odbieram. Obecnie za pełną cenę potrafię jedynie kupić gry do multi (np. CoD, Titanfall), bo po prostu chce się w nie grać od razu, a gry do singla, albo pożyczam sobie od kogoś kto ma, albo czekam i kupuję po 2-3 miesiącach za pół ceny, a nawet taniej.

05.04.2014 17:57
LECHFREE
odpowiedz
LECHFREE
25
Chorąży

Ja kupuję gry tylko w pudełkach, wersje cyfrowe biorę dopiero jak mają 100% obniżki. ;-)

05.04.2014 21:38
odpowiedz
Furodon
3
Junior

Cytat: "[...] Dodatkowo sprawia to, że gry multiplayer zaczynają często z małą ilością osób, a firmy nie zarabiają początkowo wystarczająco, żeby zająć się ich łataniem[...]"
I to jest to co od wielu lat jest praktykowane. Produkt, który musi być łatany nie jest produktem gotowym do sprzedaży i koniec. Spójrzmy na nieszczęsne Arkham Origins, które złą grą przecież nie było, lecz całą przyjemność z gry odbierała lawina bugów, gliczy etc. I jak tu się dziwić, że niektórzy nie przechodzą gier w całości, skoro co godzine natrafiamy na coś frustrującego i musimy czekać aż firmy łaskawie zajmą się łataniem za pieniądze wydane przez na na wadliwy produkt.

05.04.2014 22:25
szyszka_PC
odpowiedz
szyszka_PC
62
Generał

Jak miałem te 11 lat, zazwyczaj kupowałem jedną grę na pół roku i grałem w nią tygodniami. Gdyby już wtedy był jakiś licznik pokazujący czas spędzony w grze, zapewne w większości przekraczałyby 1000. Takie gierki jak Colin McRae Rally 2.0, Worms 3D czy City Life na prawdę ostro wymęczyłem. Teraz jak dobiję do 50 godzin, to na prawdę świetnie świadczy o grze. Zwykle mam na liczniku ok. 10-15 h :(

Pytanie tylko, czy to rzeczywiście wina Steama i wyprzedaży. Może człowiek wraz z doświadczeniem staje się bardziej wymagający i po prostu szybciej się nudzi? W końcu już sporo się nastrzelaliśmy, nabudowaliśmy itp.

Inna sprawa, to ilość wolnego czasu. W podstawówce nie miałem presji, że mogę pograć tylko godzinę, a potem muszę ostro zakuwać czy gdzieś iść. Zawsze mogłem sobie pozwolić na długą grę, a i tak wyrabiałem się z "resztą życia", że tak ujmę. Teraz, jak wygospodaruję chwilę na granie, oczekuję cudów, bo inaczej "tylko tracę czas".

Jakiś czas temu postanowiłem odświeżyć sobie większość tytułów, do których miałem sentyment i jakoś szczególnie mnie nie wciągnęły. Więc to nie kwestia, "bo teraz słabe gry robią".

Promocje jakoś szczególnie mocno na mnie nie działają. Zazwyczaj na wyprzedażach kupuję gry, które miałem na oku już od dłuższego czasu, ale nie byłem ich pewien na tyle, by płacić po cenie premierowej.

Chyba jedynym, na prawdę nieprzemyślanym zakupem Steamowym z mojej strony było Theme Park Studio (i to za ponad 27 Euro!). Może rzeczywiście kupowanie stało się aż za bardzo wygodne. No nic. Trzeba się pilnować :P

06.04.2014 06:11
odpowiedz
zanonimizowany947376
6
Legionista

Ależ ja na gameplay dawno nie zaglądałem...

Jeśli chodzi o powyższy tekst, to generalnie zgadzam się z interpretacją OsK, a w samym oryginale zabrakło mi jednego z ważniejszych problemów przecen, którego akurat chyba nie da się podważyć żadnym "ale" - wysyp cheaterów w grach multiplayer. Owszem, jak absurdalnie by to nie brzmiało, niektórzy ludzie naprawdę czerpią przyjemność z możliwości zepsucia innym humoru i gdy choćby takie Valve przeceni swoje (i tak nie drogie notabene) CS:GO na, powiedzmy 2€, w przeciągu kolejnych kilkunastu dni cudem jest wręcz NIE trafić na delikwenta, który postanowił potrollować ludzi na nowym koncie z grą kupioną za śmieszne pieniądze.

06.04.2014 11:59
odpowiedz
Tuminure
90
Senator

I to jest to co od wielu lat jest praktykowane. Produkt, który musi być łatany nie jest produktem gotowym do sprzedaży i koniec.
Ciężko stworzyć grę, która od razu będzie zbalansowana i uczciwa dla wszystkich graczy. O ile w grach SP rzadko zdarzają się karygodne błędy, o tyle w grach MP często przypadkiem znajduje się rzeczy, które są po prostu zbyt dobre, zbyt słabe lub po prostu nie pasują do gry.

Ale tak jest chyba z każdą grą dla wielu graczy... http://en.wikipedia.org/wiki/Chess#Predecessors

06.04.2014 12:09
odpowiedz
Alamar
61
Centurion

Sami producenci tak robia bo chca dodatkowo zarobic i wydaja mocno okrojone gry by potem wydawac platne dodatki, kiedys tak nie bylo. Ja obecnie jak wyjdzie nowa gra na ktora czekam to musze jeszcze czekac ok. rok aby zagrac w pelna wersje nie psujac sobie zabawy. Bez obnizkek niektorzy by w ogole nie kupili danej gry. A co do trolli to ich eleminowac nalezy przez skuteczna administracje a nie wysokie ceny to absurd.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze