W obronie Spring Breakers - Marcus - 18 kwietnia 2014

W obronie Spring Breakers

Obrazek na zachętę [http://thefilmstage.com/]

Po przeanalizowaniu not, które dotychczas przyznałem poszczególnym filmom, muszę stwierdzić, że wpisuję się w kanon typowego pożeracza kultury. Z rzadka oceniam obejrzane produkcje zgoła inaczej niż reszta widzów. Oczywiście zdarzyły się wyjątki, a największy z nich pojawił się, za sprawą Spring Breakers, czyli czegoś, czego z pewnością nie obejrzałbym, sugerując się opiniami większości. I wiecie co? Bardzo dobrze, że zaufałem intuicji i zdecydowałem się sprawdzić dzieło Harmony’ego Korine’a na własnej skórze (i oczach).

 Filmwebowe 4,9/10 bynajmniej nie nastrajało mnie przed seansem optymistycznie. Nie robiła też tego obecność gwiazd Disneya: Vanessy Hudgens i Seleny Gomez. Do obejrzenia Spring Breakers popchnęła mnie chyba tylko powracająca okresowo chęć doświadczenia filmowego masochizmu. Pierwsze sceny skojarzyły mi się raczej z mieszaniną Projektu X i American Pie, co kłóciło się z zawartością rubryki pod tytułem „gatunek”, gdzie jak byk wisi słowo „dramat”. Roznegliżowane laski, dubstep, lejący się alkohol i oczojebne kolory. I tak przez dwie minuty, z krótkimi spowolnieniami i zbliżeniami na cycki. Bardzo podobnie wyglądają teledyski, w których muzyczne braki nadrabia się fajnymi widokami. I chyba takie określenie najlepiej opisuje Spring Breakers. Teledyskowy montaż, technicznie naprawdę porządny i wzbudzający zainteresowanie. Z mocną ekspozycją barw i charakterystycznym filtrem.

Główne bohaterki, cztery studentki, ciężko od siebie odróżnić. Poza Faith, cichą myszką biorącą udział w kościelnych warsztatach. Reszta jest niemal identyczna zarówno pod względem osobowości jak i wyglądu. Przyjaciółki kochają imprezy, a nadchodząca Spring Break to idealna okazja do zabawy. Tylko skąd wziąć pieniądze na wyjazd na upragnioną Florydę? Napaść na restaurację, a jakżeby inaczej! Scena rabunku wygląda naprawdę fajnie i jest według mnie jedną z trzech najlepszych w całym filmie. Sam rabunek rozpoczyna proces powolnego staczania się dziewczyn, co będzie miało swoje konsekwencje w każdej następnej chwili.

www.lordofthefilms.net

Przez długi czas Spring Breakers męczy  i irytuje. Ale kiedy na ekranie pojawia się raper o ksywie Alien, szczęka opada na ziemię i leży tam aż do końca seansu. Rola Jamesa Franco jest perfekcyjna i choćby dla niej warto dać temu filmowi szansę. Alien żyje we własnym świecie, wykreowanym przez pieniądze i sławę. Ma wszystko, tapla się w luksusie i nie waha się o tym mówić. Scena z jego „Look at my shit” to kolejny ciekawy kawałek, wyśmiewający ślepą pogoń za bogactwem. Cały film to jedna wielka satyra, obśmiewanie popkultury i głupot młodości. Najlepsze jest w nim to, iż nie mówi niczego wprost. Większość widzi w nim półtorej godzinny materiał o cyckach i ćpaniu, przerywany sekwencjami slow-motion. Jednak w mojej opinii Spring Breakers niesie ze sobą pewne przesłanie, którego zrozumienie wymaga obejrzenia tej produkcji z dystansem. Niemal wszystko jest tu wyolbrzymione, ale nie odrzeczywistnione.

Na końcową ocenę wpływ miały pojedyncze sceny. Jedną z zapadających w pamięć jest niewątpliwie wspólne wykonanie piosenki Everytime. Trzy dziewczyny ze strzelbami, w różowych kominiarkach, siedzący przy pianinie Alien i zachodzące słońce w tle. Całość poprzetykana nie do końca zrozumiałymi sekwencjami rozbojów (w slow-motion oczywiście!). Niby zwykła, pozbawiona sensu scena, a mimo wszystko zrobiona genialnie. Po raz kolejny pochwalę montaż, który po prostu dobrze komponuje się za całą resztą.

Największy problem związany ze Spring Breakers stanowi dla mnie kwestia interpretacji. Z jednej strony ta produkcja wydaje się dojrzała, by nie powiedzieć – ponadczasowa. Z drugiej jednak, może to ja dopowiadam sobie zbyt wiele? Harmony Korine to twórca niezależny, stawiający na niejasny przekaz i kontrowersyjne środki. Dość powiedzieć, że kilka lat temu ten reżyser nakręcił film o facetach uprawiających seks ze śmieciami. Być może jego najnowsze dzieło zostanie wkrótce zapomniane, szczególnie po tym, jak zasypano je skrajnymi ocenami. Dla filmu znalazło się nawet miejsce na festiwalu w Wenecji, gdzie został nominowany do Złotego Lwa. Głównej nagrody nie zgarnął, lecz nominacja do statuetki była i możliwe, że Spring Breakers jest znacznie lepsze, niż mogłoby się wydawać.

Czy jest sens oceniać ten film cyferkami? Według mnie – nie. Po prostu znajdźcie trochę czasu, obejrzyjcie tę produkcję i sami zdecydujcie, czy było warto. Jeśli okaże się, że nie było, to wiszę wam półtorej godziny wolnego czasu. ;)

Marcus
18 kwietnia 2014 - 21:45

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
18.04.2014 22:10
StoneSour22
24
Centurion

hehe to wisisz mi te zmarnowane 1,5 godz czasu :P chociaż oglądałem go dawno już po premierze dałem mu szanse i się zawiodłem wynudziłem się jak cholera i owszem starałem się szukać jakiejś interpretacji ale kurde ten film nie zachęcał mnie do tego jedynie Franco fajnie zagrał a laski to dno disneyowskie selena gomez również ani nie zachęcały do wypowiedzenia Wow ale laska ani nie zaskakiwały aktorstwem film jest nudny i smutny taka moja opinia

18.04.2014 22:19
marcus alex fenix
odpowiedz
marcus alex fenix
80
Marcus

Ej ej, skoro obejrzałeś kiedyś, to nie za sprawą mojej rekomendacji. Nie mogę Ci oddać tych dziewięćdziesięciu minut. :D Co do gry aktorskiej - Gomez z całej czwórki wypadła chyba najsłabiej, ale jej występ wciąż można zaliczyć do udanych.

20.04.2014 01:01
Czarny  Wilk
odpowiedz
Czarny Wilk
79
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Też niedawno obejrzałem i wymęczyłem się strasznie - teledyskowy montaż po 10 minutach zaczynał nużyć, fabuła po zlepieniu jej z tych dziwnie pociętych strzępów okazała się zwyczajnie głupia (zwłaszcza finał), wszystkie postacie bez wyjątku były głupie i asympatyczne (tak, Allen nad którym się wszyscy zachwycają również mi nie przypadł do gustu), a "głębia" ukazywana przez powtarzanie po 4 razy tych samych zdań wydawała mi się takim krzykiem "patrzcie, zrobiłem TAKI głęboki film, on ma drugie dno, no, patrzcie, teraz, musicie się zastanowić nad tą sceną, ona ma DODATKOWY SENS!".

20.04.2014 18:57
marcus alex fenix
odpowiedz
marcus alex fenix
80
Marcus

Mnie montaż nie znużył, ale powtarzanie tych samych fraz także wydało mi się dość dziwne. Mimo wszystko kiedyś obejrzę ten film po raz kolejny, bo mnie wręcz zauroczył.

24.04.2014 00:03
odpowiedz
Piotrus1016
5
Junior

Oglądałem to swego czasu z podobnym nastawieniem...niska ocena na FW mnóstwo nieprzychylnych komentarzy i jeden jedyny + jakim jest znak jakości FilmWeb (FilmWeb poleca). Późna noc, żadnych przeszkadzających bodźców i dosłownie zatopiłem się w tym barwnym cudzie... Z totalnym zachwytem rozkoszowałem się przez cały film i mimo, iż gomez rażąco słabo grała to nie umniejsza całokształtowi. Oceniłem go na 8/10 i z pewnością d niego jeszcze wrócę.