Kiedy e-sport zagości na igrzyskach olimpijskich? - Marcus - 22 marca 2014

Kiedy e-sport zagości na igrzyskach olimpijskich?

mashable.com

Droga od powstania dyscypliny sportowej do nadania jej miana konkurencji olimpijskiej często bywa długa i wyboista. Historia pokazuje, że taki proces musi trwać przynajmniej kilkadziesiąt lat, a przeważającym czynnikiem jest oczywiście popularność danej dyscypliny. W przypadku e-sportu o przekroczeniu wymaganego progu nie może być jeszcze mowy, jednak wysunięcie dalekosiężnych planów nie wydaje się takie bezpodstawne.

Do napisania tekstu skłoniła mnie przede wszystkim zorganizowana w zeszły weekend wielka, gamingowa impreza o nazwie Intel Extreme Masters. Wydarzenie to miało miejsce w katowickim spodku i przyciągnęło do hali kilkadziesiąt tysięcy widzów. Kolejne kilkanaście milionów zapaleńców śledziło zmagania graczy za pośrednictwem internetowych transmisji. Tego typu widowiska to  idealna okazja do pokazania szerszej publiczności, (a w szczególności przeciętnym mieszkańcom naszego kraju, którzy o e-sporcie nigdy nie słyszeli) iż granie w gry komputerowe dawno przestało być rozrywką bawiącą nielicznych. Stereotyp gracza-odludka, który rezygnuje z podstawowych potrzeb, byle tylko odłożyć na oczekiwaną produkcję wydaje się znikać. Proces popularyzacji grania w nadwiślańskim kraju z roku na rok nabiera rozpędu, a za kilka-kilkanaście lat granie w gry może osiągnąć nad Bałtykiem rangę podobną do tej zza Oceanu. Właśnie w Stanach Zjednoczonych nastąpiła tak bezprecedensowa sytuacja, w której e-sportowców zrównano z klasycznymi wyczynowcami. Czy to moment przełomowy? Zdecydowanie, choć sama decyzja nie odbiła się na tyle dużym echem, by polscy e-sportowcy wyszli na ulice z żądaniem nadania podobnych praw.

simflight.com

Warto zadać sobie pytanie, czy gracze mogą w ogóle pretendować do miana sportowców. Już w starożytności atleci mieli wyróżniać się nie tylko osiąganymi wynikami, ale także tężyzną fizyczną. W przypadku elektronicznej rozrywki trudno mówić o takich wyróżnikach, choć trzeba graczom oddać, że w drodze do perfekcji muszą niemal w całości poświęcić się swojej (początkowo) pasji, a w konsekwencji – pracy. Kładę nacisk na słowo „praca”, bowiem jak inaczej nazwać zajęcie, któremu poświęca się nawet kilkanaście godzin w ciągu doby, by ostatecznie czerpać z tego korzyści finansowe? Z relacji profesjonalistów związanych z serią StarCraft wynika, iż na trenowaniu pojedynczych taktyk spędzają oni długie godziny. A wszystko po to, by w decydującym momencie zaskoczyć przeciwnika niekonwencjonalnym zagraniem i sięgnąć po zwycięstwo. Mówiąc w skrócie: są umiejętności – jest wygrana; jest wygrana – są pieniądze. I to niemałe, bo zarobki najlepszych w tym fachu sięgają kilkuset tysięcy dolarów rocznie. Wydawałoby się – ogromna suma, jak na coś, co wielu z nas robi wyłącznie dla przyjemności. Ale jak już wcześniej wspominałem, wszystko wygląda zachęcająco jedynie na papierze. Bo żeby być w czymś naprawdę dobrym, trzeba temu poświęcić wiele czasu, a nierzadko i sporo pieniędzy. Zaczynając od podstaw, czyli odpowiednio mocnego komputera i reszty sprzętu (klawiatury, myszki, słuchawek) a kończąc na opłatach za transport i zakwaterowanie na miejscu rozgrywanego turnieju. Oczywiście, wraz z nadejściem sukcesów znajdą się sponsorzy, ale najpierw trzeba zapłacić frycowe i zdobyć renomę. A do tego etapu dochodzą naprawdę nieliczni.

gram.pl

Standardy i prawa rządzące światem się zmieniają. Mamy XXI wiek, a rozwój elektroniki w ostatnich kilku dekadach nabrał ogromnego rozpędu, dlatego coraz śmielej powinniśmy myśleć o sporcie nie tylko w kategoriach atletycznych zmagań. To już nie te czasy, w których na igrzyskach olimpijskich występowała garstka sportowców, przedstawicieli kilku konkurencji. Nawet w przypadku „pełnoprawnego” sportu rozwój jest niezwykle widoczny. I nie mówię tylko o progresie technicznym, lecz również o ilości dyscyplin, jakie z upływem lat zyskują na popularności i trafiają do worka z napisem „konkurencja olimpijska”. Aby tak się stało, coś w ogóle musi zostać uznane za sport (jak np. Leauge of Legends w Stanach Zjednoczonych). Dalej, podążając za oficjalnymi danymi: „żeby dana konkurencja mogła być wpisana do programu olimpijskiego musi być powszechnie uprawiana w wielu krajach świata: dla konkurencji męskich – w co najmniej 75 krajach na 4 kontynentach, dla kobiecych – w co najmniej 40 krajach na 3 kontynentach.” Już z tego miejsca widać, jak długa droga dzieli gry komputerowe od założonego przeze mnie celu. Malkontenci będą zadowoleni, bo „gry to nie sport” (z czym z resztą w jakimś stopniu się zgadzam), a zwolennikom pozostaje czekać na gamingowy odpowiednik igrzysk olimpijskich, który niewątpliwie w końcu się pojawi. Już teraz istnieje kilkanaście liczących się organizacji, odpowiedzialnych za turnieje w Dota 2, League of Legends, StarCraft II, czy Counter Strike: Global Offensive. Wysokie stawki przyciągają największe sławy, za nimi z kolei idą widzowie. A na widzach korzystają sponsorzy. Tam gdzie popyt, jest i podaż.

I choć na pierwszy rzut oka „siedzenie przed kompem” nie ma wiele wspólnego z „potem, krwią i łzami”, nierzadko widzianymi na sportowych arenach, to gdy bliżej przyjrzymy się obu stronom, zauważymy więcej podobieństw, niż mogłoby się wydawać. Prawdziwym wyznacznikiem fajności danego sportu jest dla mnie jego zdolność do budzenia emocji wśród widzów. Nie chodzi o samą efektowność, ale o klarowność zasad, walkę do końca i w duchu fair-play. Połączenie tych elementów daje naprawdę pozytywne efekty i z nawet z pozoru nudnych dyscyplin potrafi zrobić fantastyczne widowiska. Ostatnimi czasy furorę w Sieci robi filmik z finałowej rozgrywki w CS:GO na IEM w Katowicach. Polak ukrywający się pod nickiem sNax przeprowadził taką oto akcję:

Prawda, że przyjemne dla oka? Każdy, kto miał kontakt z rozgrywkami wieloosobowymi powinien docenić kunszt tego gracza. A nowicjusze niech kierują się żywiołowymi reakcjami komentatora i publiczności. ;) Co oczywiste, trzeba mieć choć minimalne pojęcie o danej grze, aby zrozumieć, czy wybrana akcja rzeczywiście jest tak dobra, jak sądzą eksperci. Nie każdy zachwyci się monotonnym z pozoru curlingiem, tak samo jak nie każdy pokocha momentami nazbyt dynamiczną Dotę 2. Jednak po pojęciu podstawowych zasad w każdej dyscyplinie da się dojrzeć coś wspaniałego.

Kluczowym elementem w kwestii upowszechnienia grania jako sposobu zarabiania na życie będzie z pewnością kierunek, w jakim rozwiną się gry komputerowe. Często mówi się o tym, jak będą wyglądały konsolowe hity w przyszłości, lecz bez magicznej kuli lub maszyny do podróży w czasie tak naprawdę nie da się tego stwierdzić. W mojej opinii najbardziej popularne będą dwa „nurty”. Pierwszy: dążenie do graficznego (i ogólnego) realizmu oraz drugi, czyli umożliwienie wejścia do wirtualnej rzeczywistości w jak największym stopniu. Gracze chcą „poczuć”, dlatego wynalazki pokroju Oculus Rift będą wiodły prym. A jak najwierniejsze odtwarzanie świata to chyba naturalna kolej rzeczy w przypadku gamingu. Zaczynało się od graficznej rewolucji, teraz nadeszła kolej na dojrzałe i realne przedstawianie życia. W końcu nadejdzie moment, w którym gry dojdą do prawdziwej perfekcji. Z drugiej strony, czy to nie swego rodzaju odrealnienie gier tak nas zachwyca? Wydaje mi się, iż w elektronicznej rozrywce szukamy czegoś, co trudno znaleźć na co dzień. Realistyczne koszenie trawy nie każdemu wyda się równie fascynujące, jak np. ratowanie Ziemi w serii Mass Effect. Dlaczego o tym piszę? Chcę jedynie dowieść, że każdy, nawet najbardziej niszowy tytuł może znaleźć wiernych fanów i wcale nie musimy dążyć do wszechobecnej autentyczności i dojrzałości.

Czy za 10-20-30 lat będziemy oglądali zmagania e-sportowców w telewizji? To chyba więcej niż prawdopodobne. Przy obecnej widowiskowości niektórych tytułów oraz tysiącach ludzi, którzy chcą oglądać zmagania profesjonalistów, zdobycie przez gry jeszcze większej popularności wydaje się czymś normalnym. Co więcej, cała dziedzina wciąż się rozwija i prawdziwie złoty okres elektronicznej rozrywki może dopiero nadejść. Odwiecznym problemem pozostanie chyba tylko spór o to, czy e-sportowca można porównać do boksera, kolarza bądź innego przedstawiciela „klasycznego” sportu.

Marcus
22 marca 2014 - 09:24
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
22.03.2014 15:14
zanonimizowany879063
36
Konsul

Ja niestety jestem absolutnym ignorantem. Nigdy nie rozumiałem, jak można tracić czas na gapienie się jakichś spoconych facetów na ekranie telewizora, tak samo jak nie rozumiem, co jest fajnego w oglądaniu cudzej gry. Kiedyś próbowałem obejrzeć mecz Doty, a podczas tego turnieju rozgrywkę Countera. Widzę tylko zaskakujące połączenie nudy i chaosu. Ale, wypowiadając się z takiej pozycji, muszę przyznać, że być może w Twojej propozycji nie ma tyle przesady, ile się wydaje. Gry wideo stały się takim samym sportem, jak każdy inny. Wymagają wypracowywania odpowiednich mięśni i właściwej koordynacji, więc różnice ze sportami są tylko pozorne. A to, że obserwujemy ekran a nie samych graczy, powinno jeszcze dodać atrakcyjności. Mówisz o kilkudziesięciu latach, może masz rację, ale weź pod uwagę, że rozwój naszego medium jest znacznie bardziej dynamiczny niż jakiegokolwiek innego, więc nie zdziwiłbym się, gdybyśmy mówili o kilkunastu - przynajmniej do wytworzenia "własnych igrzysk". Ciekawi mnie trochę, która gra trafiłaby na listę olimpijską jako pierwsza. Ale pewnie do tego czasu gry będą już zupełnie inne.

22.03.2014 15:29
odpowiedz
zanonimizowany740676
69
Legend

Po co komu esport na "normalnej" olimpiadzie. Tak jak jest, jest świetnie a biorąc pod uwagę szybkość rozwoju będzie genialnie.

Esport w tv mógł być 10 lat temu teraz wolę jak jest w sieci. Chociaż powstaje 24 godzinny kanał esportowy na wzór ESPN.

22.03.2014 16:49
👍
odpowiedz
simson__
100
Forza Rossoneri

Kiedy e-sport zagości na igrzyskach olimpijskich?

oby nigdy

22.03.2014 19:42
odpowiedz
ww1990ww
77
Konsul

Jestem przeciw temu. Skoro wprowadzamy takie rzeczy na Olimpiadę to czemu nie Szachy lub Brydź? W końcu obie te dyscypliny są uprawiane na całym świecie i to przez o wiele dłuższy czas i o wiele więcej ludzi. Zresztą osobiście bardziej bym szaował Arcymistrza Szachowego niż zwyciężę Intel Extreme Masters.

Tak po za nawiasem przypomniała mi sę pewna historia tylko nie wiem czy prawdziwa. Za rządów poprzedniego szefa MKOL przyjechała do Zurychu ekipa po prośbie o wpuszczenie gier jako dyscypliny p[okazowej. Po wysłuchani ich przez szefa ten się ładnie uśmiechał i zadał im parę pytań po ich odpowiedziach cóż po prostu zjechał ich od góry do dołu w sposób dyplomatyczny punktując błędy i głupoty tego pomysły.

Główną ością nie zgody? Zamrożenie dyscyplin na co najmniej kilka lat. Ergo wychodzi nowy dodatek do SC 2 to nie oznacza ze on od razu wchodzi do Olimpiady co to to nie. A drugą ością cóż zwłaszcza Koreańczycy się deczko obruszyli jak usłyszeli ze nie ma szans na to żeby jakiś Koreańczyk w takim wypadku dostał kwalifikacje z Europejskich turniejów. Możecie sobie wyobrazić czemu im to było wybitnie nie w smak.

Tak po za nawiasem jak wy sobie wyobrażacie na miłość boską wyjaśnienie laikowi i telewidzowi zasad? W piłce nożnej da się pojąc zasady w 5 minut podobnie w kosza siatkę czy szczypiorniaka w lekkiej atletyce po minucie da się pojąc o co chodzi. Po za tym podejście do komentarza. Tam komentarz musi być przystępny dla wszystkich a nie posługiwaniem się quasi szyfrem.

22.03.2014 19:45
odpowiedz
mckk
28
Senator

Mi tam wystarczy w takiej postaci jak jest teraz.

22.03.2014 19:45
Bezi2598
odpowiedz
Bezi2598
101
Legend

I tak sami koreańczycy by wygrywali...

22.03.2014 20:21
marcus alex fenix
odpowiedz
marcus alex fenix
83
Marcus

OsK - u mnie z oglądaniem jest tak, że bardzo lubię śledzić sportowe wydarzenia, w przypadku gier komputerowych przechodzenie gry poprzez oglądanie kogoś, kto w nią gra mija się dla mnie z celem. Z kolei obserwowanie transmisji z ważniejszych turniejów jest ciekawsze, choć nie ma mowy o wielkim kibicowaniu. Być może sytuacja zmieniłaby się, gdyby e-sport pokazywano w telewizji? ;) Co do rozwoju gier - kilkanaście lat wydaje się sensownym czasem, jednak stworzenie komputerowych igrzysk wydaje się bardziej prawdopodobną opcją, aniżeli dołączenie e-sportu do klasycznych zmagań. :D

Tak po za nawiasem jak wy sobie wyobrażacie na miłość boską wyjaśnienie laikowi i telewidzowi zasad?

Jak dla mnie wyjaśnienie zasad panujących w CSie czy LoLu powinno zająć mniej więcej tyle czasu, co objaśnienie reguł w innej, niszowej dyscyplinie. Co do komentarza - nie wydaje się specjalnie skomplikowany, choć wiadomo, że komentujący używają dość specyficznych terminów. Oglądanie takiej transmisji wymagałoby od widza choćby minimalnego rozeznania w temacie.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze