Tasiemce Growe - Piras - 29 czerwca 2014

Tasiemce Growe

Ciągnięcie danej serii w nieskończoność to obecnie jeden z najpopularniejszych marketingowych zabiegów na rynku. Dobre marki podparte oczywiście jeszcze lepszą reklamą ani myślą schodzić ze sceny. Pewne pozytywy istnieją, ale zdecydowanie więcej jest krytycznych, negatywnych stron tej polityki, nad którymi chcę się dziś skupić, bowiem „Growe Tasiemce” żywią się bez końca i rozmnażają w niewyobrażalnym tempie.

To dotyka medium każdego typu. Zarówno kino, jak i wszelkiej maści książki. Należy przecież kuć żelazo póki gorące – podstawy marketingu można by rzec. Skupiając się jednak na tych konkretnie dwóch mediach, mimo faktu tego jakże irytującego, usilnego rozciągania serii, całość ma swoje ręce i nogi. Szybcy i Wściekli to fajne, acz ciągnące się jak mordoklejka kino akcji, które wbrew pozorom trzyma się pewnie tematyki – wprowadzając różnorakie nowe akcje, postaci, scenariusze. By całość mimo wyeksploatowanego motywu była zjadliwa i jeszcze w jakimś stopniu potrafiła wywołać u nas podziw, co zresztą robi. Transformiersi Bay’a również mimo czwartej części cyklu hardo trzymają się Megatronów, wielkich mechanicznych bestii i ich stosunków z ludźmi, a my wciąż doświadczamy tu nowych fragmentów, jeszcze bardziej kolosalnego widowiska i właściwie czekając na nową odsłonę nie możemy powiedzieć „dobra, to ja konkretnie wiem, czego mogę się spodziewać”. Istnieje tu pewien zauważalny progres, acz pamiętajmy że kino rządzi się nieco innymi prawami.

Również mówiąc o książkach nie można obejść obojętnie obok sprytnego marketingu. Autor powieści specjalizujący się w danym stylu, wraz z biegiem kolejnych lat będzie tworzył kolejne dzieła o podobnym charakterze i strukturze, ale zupełnie innej treści. Każda z tych książek będzie w rzeczywistości spokrewniona, ale inna. Kiedy jedna z nich osiągnie sukces, wydawnictwo zajmuje się dystrybucją reszty książek ze zmienioną, adekwatną okładką i koniecznym dopiskiem „książka autora powieści XXX”. To działa i pomaga.

(źródło: vgu.tv)

Lubimy bowiem to, co dobre i sprawdzone. Na tym właśnie żerują twórcy i wydawcy. To właśnie wśród gier tasiemcowa polityka jest najbardziej irytująca i są ku temu mocne powody. Kiedy jakość tytułu zaskoczy graczy, utkwi im w głowach ten właśnie produkt. Twórcy tworzą kolejną, jeszcze lepszą, bardziej rozbudowaną i zwyczajnie godną kontynuację – która wedle zdrowego rozsądku odnosi jeszcze większy sukces. I w tym momencie coś staje. Kolejne odsłony się pojawiają, wszyscy się cieszą, ale jednak coś jest nie tak. Jest to moment, w którym opracowane wcześniej mechaniki i standardy są już maksymalnie wyeksploatowane. Toteż jakiś czas później przychodzi czas na uwspółcześnienie marki. Powstaje odsłona szalenie dobra, ambitna i rewelacyjna. Z nową oprawą, animacjami, odświeżoną stylistką i szeregiem świeżych rozwiązań. Czasami nazywana nową generacją. I ta właśnie odsłona sprzedaje kolejne kilka części. Nie szukając daleko – CoD: Modern Warfare, Battlefield 3.

Gdyby na tym jednak się skończyło, naprawdę byłby to pozytywny scenariusz. Kiedy jednak wszelkie idee na uatrakcyjnienie kolejnych odsłon się kończą, odchodzi się od źródła. Sięga się wtedy po nowe motywy, które z uwagi na opracowaną wcześniej, wysoką ogólną jakość rozgrywki, są świetnie wykorzystane i sprawiają mnóstwo frajdy. Z tym, że pokrewność takiej produkcji z ideą marki jest znikoma. Black Flag łączy z Assassin’s Creedem cieniutki włos, który w wypadku przerwania sprawiłby ten tytuł jeszcze lepszym. Hardline i idea prezentowanej tu rozgrywki również więcej ma wspólnego z Counter Strike’iem bądź nawet PayDay’em niż faktycznym Battlefieldem. Brothers in Arms: Furious 4 również zmieniło konwencję na bardziej żartobliwą i rozrywkową, niż pierwotną, ale i sam ten projekt nie doszedł do skutku. DiRT: Showdown jest z kolei odłamkiem podserii DiRT, w którym o rajdach właściwie nie ma mowy.

W pewnych przypadkach wkraczanie w inną tematykę jest również szkodliwe dla innej marki od początku tej konkretnie tematyce poświęconej. Podobna wizja może okazać się z nowym Battlefieldem i CSem. Ten pierwszy dostosował swoją rozgrywkę pod turnieje e-sportowe wkraczając na zagadnienie Policjantów i Kryminalistów, a tak ogromna powszechność i nie da się ukryć – wysoka jakość, może przyćmić ewentualnego nowego Counter Strike’a. W dużym stopniu ten scenariusz uzależniony jest jednak od typu rozgrywki z oczywistym nakierowaniem na tryb wieloosobowy. Co prawda do dziś nie jestem w stanie podać przykładu, w którym duża marka zmieniając tematykę, zjadłaby inną, mniejszą serię, acz czerpanie z tak wielu środowisk niewątpliwie przyczynia się do monopolizacji.

Każdy ma odmienne preferencje grania i zupełnie inny gust. Wszyscy lubimy być pewni najwyższej jakości produktu, ale też nie wszyscy jesteśmy na bieżąco z każdym tytułem. Uważam jednak, że za decyzją o nie kupowaniu kolejnej odsłony Call of Duty przemawia rozsądek, nie brak pieniędzy. Dajmy szansę ambitnym produkcjom pchając jednocześnie poziom w przód. Tak samo jak nie chcemy politycznej, niepohamowanej dominacji, nie chciejmy by „Growe Tasiemce” ograniczały przestrzeń innym produkcjom. By kumulowały niesamowite kwoty wypuszczając w zamian odsłonę z jedynie podrasowaną grafiką i zmienionym scenariuszem względem poprzedniej.

(źródło: vg247.com)

Coraz częściej jednak twórcy nie dają nam wyboru. Jak nie zaopatrzyć się w Assassin’s Creed IV: Black Flag, skoro nie ma w rzeczywistości drugiej tak udanej gry o tematyce karaibskiej i pirackiej?. Jak nie czekać na kolejną odsłonę serii – Unity, skoro możemy przeżyć Rewolucję francuską w godziwej od strony technicznej formie? Jedno wyklucza drugie prawda? Doceniajmy jednak takie marki i produkcje, które mimo długiego stażu potrafią co rusz nas zaskakiwać i sprawiać, że to my możemy czuć się docenieni.

Piras
29 czerwca 2014 - 23:41

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
30.06.2014 08:24
michaloxs
49
Centurion

Akurat seria AC jest, że tak to nazwę "dobrym tasiemcem". Osobiście robie tak, że nie kupuję każdej gry tej serii, a tylko niektóre, ale każda ukazuje co innego, bo przecież nie możemy powiedzieć, że Black flag jest taki sam jak AC II. W tej serii do każdej części można wsadzać inne mechaniki i inne epoki i odrazu gra zmienia się nie do poznania. Co innego COD. Tutaj żebym zauważył jakąś konkretną różnicę pomiędzy kolejynmi częściami musieliby wrócić do II wojny światowej, bo dzisiaj każdy FPS wygląda tak samo( oprócz nowego Wolfensteina).

30.06.2014 08:29
odpowiedz
Cobrasss
111
Senator

Final Fantasy, tyle sequeli,Spinoffów, i kto wie jeszcze czego przez co mam mały mątlik w głowie co jest z historią tej gry.

30.06.2014 09:16
odpowiedz
DM
125
AFO Neptune

Ciągnięcie danej serii w nieskończoność to obecnie jeden z najpopularniejszych marketingowych zabiegów na rynku.

ten zabieg istnieje od zawsze... kiedyś w nieskończoność ciągnięto serię Kings Quest, gdy się troche nudziła to zrobiono Police Quest, Space Quest (czy na odwrót), niekończące się odcinki Ultimy... to istnieje od zawsze a nie od czasu Call of Duty czy Assassina

30.06.2014 10:45
odpowiedz
berial6
76
Donut Hole

Final Fantasy, tyle sequeli,Spinoffów, i kto wie jeszcze czego przez co mam mały mątlik w głowie co jest z historią tej gry.
Akurat FF to nie tasiemiec, bo tam kolejne części nie mają ze sobą wiele wspólnego.

30.06.2014 16:36
odpowiedz
MaxDamage87
10
Legionista

Oczywiście, że serie tych gier będą kontynuowane, póki przynoszą zyski nikt nie zabije kury znoszącej złote jaja. Los tych "tasiemców" zależy tylko od konsumentów.

30.06.2014 17:18
odpowiedz
Rewo
75
Generał

AC ma tą przewagę, że nie ma innych tasiemców podobnych do tej marki. Miliard FPS-ów zawsze bardziej będzie się rzucać w oczy.

30.06.2014 17:22
odpowiedz
Bezi2598
67
Legend

Akurat FF to nie tasiemiec, bo tam kolejne części nie mają ze sobą wiele wspólnego.

W ten sposób patrząc to i AC nie jest tasiemcem. W końcu co ma wspólnego gra o zabójcy w czasach wypraw krzyżowych z grą o piratach? Niewiele jeśli odliczyć podobną mechanikę.

30.06.2014 17:38
odpowiedz
berial6
76
Donut Hole

@Bezi2598
Ale wszystkie części łączy Desmond.
FFów nie łączy nic... może prócz niektórych czarów, phenix down i Cida. Z czego Cid zawsze jest kimś innym. No i co FF- inna mechanika (FF13 nie ma nic do pierwszych odsłon, Dyssydii, MMO czy XII, nawet pierwsze odsłony różnią się od VII).

30.06.2014 17:44
odpowiedz
jahras
29
Centurion

Też muszę stanąć a obronie AC. Chociaż w felietonie w żadnym miejscu nie ujmowano mu na jakości, to jednak ktoś samo zaliczenia tej serii do tasiemców może potraktować jako minus dla gry. Osobiście ukończyłem wszystkie Assassiny jakie tylko ukazały się na PC i w żadnym wypadku nie mogę powiedzieć, że któryś z nich był odgrzewanym kotletem lub powielał błędy poprzednika. Nie mogę też powiedzieć, że któraś z części jest lepsza od innej, bo ta seria nie tylko dodaje, ale też zabiera niektóre elementy w kolejnych odsłonach, ale w ogólnym rozrachunku w każdym tytule zawsze jest po równo smaczków.

30.06.2014 18:03
odpowiedz
Raiden
64
Generał

We wpisie i w komentarzach nie został wzięty pod uwagę jeden istotny fakt - rdzeń (sens istnienia) danej produkcji. Taki Mass Effect może będzie miał 6 części, a zmiany w warstwie rozgrywki będą minimalne, jednak w tej grze nie o to chodzi, ponieważ rdzeń stanowi fabuła.

Jaki jest sens wypuszczania kolejnego CoD, skoro rdzeniem gry jest rozgrywka (konkretnie oparta na sensacji, wyzwaniu i konkurencji), a w tejże nic się nie zmienia. Ruch postaci, rodzaje broni (tylko skórki są nowe), modele pojazdów, otoczenia, ww. postaci, zniszczeń, zadawanie obrażeń, fragmenty map, czy nawet niektóre linie kodu gry - helikopter - są przenoszone z poprzednich części.

Poza tym nie oszukujmy się, że celem wydawcy (pośrednio przez producenta) jest stworzenie dobrej gry. Jego celem są pieniądze i wszystkie działania, związane z produkcją gry, będą temu podporządkowane (np. będzie on dbał o swoich pracowników, ale nie ma na celu ich dobra, a swój zysk). To od wymagań graczy zależy to, czy dana produkcja będzie dobra i tu sprawy się komplikują, ponieważ gracze bardziej wymagający współdzielą rynek z tymi mniej.
Można też zadać pytanie: czy fakt, iż jakaś gra jest kolejną częścią (ma w nazwie o numerek wyżej) do czegoś zobowiązuje? Czemu BF 4 nie jest po prostu dodatkiem (pakietem map)?

Nie ma dobrych tasiemców - jak autor zauważył, tylko wielkie produkcje stają się tasiemcami, jednocześnie ograniczając potencjał całego medium. Czemu nie dąży się do zmian w formie przekazu (techniki narracyjne itd.), czemu ogranicza się treść gier tylko po to, aby trafiły do szerszego grona potencjalnych klientów, czemu nie wykorzystuje się potencjału naszego medium, które jako jedyne umożliwia taką interakcję?

Autor napisał, że „Lubimy bowiem to, co dobre i sprawdzone” i widać to doskonale. Zmian w treści jeszcze są akceptowane, jednak zmiany w formie przekazu (często umożliwiające lepsze wykorzystanie interakcji, chociażby do przedstawienia treści) są natychmiast wykluczane przez większość - i to nie tylko graczy, ale także ograniczonych recenzentów - np. Knock-Knock.

Może pod względem przychodów gry są dziś numerem „1”, jednak jeżeli chodzi o wartość medium są one „na szarym końcu”.

30.06.2014 18:13
odpowiedz
kaszanka9
73
Delbralstroperslerartor

berial6 [8]

Ale wszystkie części łączy Desmond.

Który jakoś mało znaczy przy całej reszcie gry, nie żeby mi to przeszkadzało.

30.06.2014 18:23
odpowiedz
Martius_GW
50
Generał

Akurat AC to jeden z przykładów gorszych tasiemców. Po co naprawiać takie drobnostki jak system walki, skradanie, skakanie ograniczone to trzymania jednego przycisku, kupę nudnych aktywności pobocznych zrobionych na zasadzie kopiuj/wklej itd. Ludzie i tak to kupią. Ubisoft czasami rzuci ochłapem jak zrobione na odwal pływanie statkiem i już lud się cieszy.

FFów nie łączy nic... może prócz niektórych czarów, phenix down i Cida. Z czego Cid zawsze jest kimś innym. No i co FF- inna mechanika (FF13 nie ma nic do pierwszych odsłon, Dyssydii, MMO czy XII, nawet pierwsze odsłony różnią się od VII).

Bez przesady... Pierwsze odsłony są do siebie bardzo podobne, im dalej w las tym większe różnice. Akurat powtarzający się system magii, przedmioty, summony itd. to dosyć sporo. Podobnie jest w przypadku Shin Megami Tensei ale Atlus akurat stara się różnorodne spinoff (chociaż ostatnio mocno doją Personę).

30.06.2014 18:28
odpowiedz
Bezi2598
67
Legend

Ale wszystkie części łączy Desmond.

Taa. Szczególnie w momencie kiedy

spoiler start

umarł.

spoiler stop

AC to przykład dobrego tasiemca. Tam pomysły na rozgrywkę się nigdy nie skończą. Jest jeszcze tyle miejsc historycznych wartych do osadzenia akcji. Gameplay trzeba albo lubić, albo nie. Ja lubię i zamierzam grać w każdą kolejną część jaka wyjdzie.

01.07.2014 15:12
odpowiedz
Hazdor
36
Centurion

Z niecierpliwością czekam na AC 20 i WD 30.

Też u was spoilery są widoczne cały czas ;d?

01.07.2014 15:30
odpowiedz
Cobrasss
111
Senator

A ja na Simsy 69 :P 1szym DLCiem byłby pakiet dla lubiących inaczej.

01.07.2014 15:39
odpowiedz
Asmodeusz
136
Legend

[13]
Nie ma znaczenia. Fabuła pomiedzy kolejnymi czesciami AC trzyma jakis tam zwiazek przyczynowo-skutkowy, powtarzaja sie te same postaci etc.

W Finalach NIE MA (poza kilkoma wyjatkami) ZADNYCH powiazan miedzy jedna a druga gra poza tytułem. Pojawiaja sie czasami wspolne motywy (krysztaly, summony/guardian forces/espery/zodiaki - to samo tylko rozne nazwy) i tyle. Tylko w ten sposob mozna powiedziec, ze battlefield=call of duty bo i tu i tam masz kałasza. A poza motywami? Sa to zupelnie rozne gry czesto z calkowicie zmieniona mechanika gry, w zupelnie innym swiecie itp. To juz blizej wyzej wspomnianemu codowi do BFa niz FF9 do FF10.

Dla tych co sie "pogubili" square wprowadzilo nawet ulatwienie - kazda gra ktora jest spinoffem ma ten sam numerek:
FF10, FF10-2
FF13, FF13-2, FF13 lightning costam
Oprocz tego sa jeszcze final fantasy tactics (i FFTadvance), ktore faktycznie rozgrywaja sie w swiecie jednego z finali. W tym przypadku jest to Ivalice czyli swiat z FF12.

28.01.2015 15:44
odpowiedz
n0rbji
36
Siedzący Byk

Ciągnięcie serii na siłę nie jest dobre. Dobrym przykładem jest np. Call of Duty. Zaczynając od genialnych gier o II wojnie światowej, skończyło się na nudnych grach o jakimś fikcyjnym konflikcie. Jeszcze lepszym przykładem jest Need for Speed. Kiedyś ten tytuł kojarzył mi się z emocjonującymi wyścigami. Obecnie im nowsza część tym gorsza. Seria osiągneła szczyt gdy wyszedł Underground 2. Gra idealna. Potm był jeszcze dobry MW i Shift ale reszta tych nowszych już jest co raz gorsza. Model jazdy odpycha a sama gra niczego ciekawego nie oferuje. Kolejną serią jest Medal of Honor. Chyba każdy kto słyszy ten tytuł od razu pomyśli o II wojnie światowej i niezapomnianym D-Day. Niestety seria zmieniła klimaty i stała się bezduszną strzelanką do terrorystów.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze