Recenzja gry Escape Dead Island - trochę szaleństwa sporo nudy - fsm - 26 listopada 2014

Recenzja gry Escape Dead Island - trochę szaleństwa, sporo nudy

fsm ocenia: Escape Dead Island
55

Bardzo lubię serię Dead Island - oba "duże" odcinki gry zapewniły mi sporo frajdy, a ciekawe założenia i wysoka grywalność przyćmiły techniczne niedoskonałości i taką sobie historyjkę. Ucieszyłem się więc na wieść o koncentrującym się na fabule spin-offie, który miał z jednej strony wyjaśnić to i owo oraz zapewnić połączenie z powstającym Dead Island 2, a z drugiej zaproponować zupełnie inny styl gry. Escape Dead Island (EDI - ładny skrót, prawda?) od kilku dni jest już dostępne, a moim zadaniem będzie wyjaśnić, dlaczego tu obok widnieje taka, a nie inna ocena. Bo mogło być dobrze, ale niestety szansa została pogrzebana.

Słoneczne początki przygody i mnóstwo kolorowej krwi.

Escape Dead Island to typowy średniak, który bez wątpienia zapewni trochę radochy mniej wymagającym graczom, ale patrząc na całkiem ambitny punkt wyjścia, nie sposób mówić o tej grze jako o zmarnowanym potencjale. Gra jest skradanko-bieganko-naparzanką z widokiem z trzeciej osoby koncentrującą się na postaci Cliffa Calo, który wraz z dwójką znajomych płynie na wyspę... A właśnie, że nie Banoi, tylko Narapela - gdzieś blisko serca zarazy znanej z Dead Island i Riptide. Dzielna trójka młodych, ambitnych poszukiwaczy przygód postawiła sobie za zadanie właśnie tam odnaleźć informację o przyczynie wybuchu epidemii, a potem puścić ją w szeroki świat (bo ludzie muszą wiedzieć, co ich czeka).

Wybuchy wyglądają... ciekawie.

No i super, wyruszamy więc na kolejną wypełnioną zombiakami przygodę, pełni optymizmu i chęci uśmiercania nieumarłych. Escape Dead Island jest produkcją bardzo prostą, choć nie do końca można to utożsamiać z poziomem trudności. Przed nami malownicza wyspa z kilkunastoma lokacjami, do których dostęp uzyskujemy w miarę postępu fabuły - aczkolwiek świat gry zdecydowanie nie jest w pełni otwarty. Wszystko bazuje na systemie ścieżek łączących większe, bardziej skomplikowane miejsca, a jeśli nie przepadacie za zbieraniem nikomu niepotrzebnych znajdziek w rodzaju pocztówek czy tajnych dokumentów, to zwiedzanie wyspy na własną rękę nie ma sensu. Idziemy więc tam, gdzie wskazują twórcy, po drodze zabijamy zombiaki, słuchamy dialogów, raz na jakiś czas znajdujemy nową broń (pistolet, strzelba i 4 rodzaje sprzętu do walki w zwarciu, które znajdują się na stołach do złudzenia przypominających te do modyfikowania ekwipunku w Dead Island) lub sprzęt potrzebny do pokonania kolejnego obszaru, są jeszcze takie jakby walki z bossami i tyle. 6 godzin mija, a gra się kończy.

Co jakiś czas pojawiają się ładnie narysowane, delikatnie animowane przerywniki.

EDI różni się od swoich większych i starszych braci na pierwszy rzut oka - komiksowa grafika z wykorzystaniem cel-shadingu to odważne posunięcie, które sprawdza się w połowie. Wszystko wygląda ładnie i stylowo, a przerysowana przemoc pasuje to wykreowanego klimatu. Jednak im głębiej wchodzimy w fabułę, tym bardziej oczywiste wydaje się, że gra zyskałaby dużo przez użycie bardziej standardowych rozwiązań, ostrych tekstur i jakieś fajnej gry światłem (która zresztą ma miejsce tu i ówdzie, więc najwyraźniej twórcy potrafią, jeśli chcą). Bo największą zaletą Escape Dead Island jest bardzo ważny element opowiadanej historii, a mianowicie powoli wariujący główny bohater. Cliffowi stopniowo odbija coraz bardziej, a gracz coraz częściej wydaje z siebie ciche "łot da fak" albo "jej, to było dobre" - podanie tych bardzo pomysłowych i efektownych sekwencji przy użyciu np. Chrome Engine (żeby nie sięgać daleko) zrobiłoby jeszcze większe wrażenie.

Mówię wam, bywa dziwnie...
...a czasem dziwnie i efektownie naraz.

Dzięki powyższym trikom przeciętna gra zmienia się w coś naprawdę interesującego i gracz jest w stanie przymknąć oko na różne niedociągnięcia, byle dobrnąć do finału. A ten jest zaiste ciekawy, ale niestety dzieją się dwie rzeczy: poziom trudności dramatycznie rośnie pod koniec (jeśli ktoś będzie próbował walczyć ze wszystkimi stworami, bez wątpienia ma szansę przebić Wilka z Wall Street pod kątem ilości wypowiedzianych "faków" - na szczęście niektóre momenty można po prostu przebiec), zaś samo zakończenie pozostawiło OGROMNY niedosyt. Po tak umiejętnie wykreowanym klimacie szaleństwa zamiast wybuchu dostajemy mokrą petardę, a modne ostatnio niedopowiedzenie nie pomaga grze ani trochę. Szkoda.

Poza użyciem nazwy Banoi, postać Xian Mei jest jedynym wyraźnym nawiązaniem do gier Techlandu.

Escape Dead Island cierpi na trochę technicznych baboli - np. wrogów można pokonać przez drzwi machając toporem odpowiednio blisko - gra zalicza trafienia i tak, a gdzie indziej drogę zablokowała mi niewidzialna ściana, która 3 sekundy później i 10 metrów dalej, podczas scenki przerywnikowej, stawała się prawdziwą ścianą. Poza tym nie podobało mi się jeszcze to, że gra wymagająca tak dużej ilości biegania dała nam do dyspozycji bohatera o sprinterskiej wytrzymałości trzylatka, a między ważnymi fabularnie sekwencjami zabawa szybko robiła się nudna i powtarzalna. Poza tym z jednej strony gra teoretycznie ułatwia zabawę za pomocą skradania - jeśli zombiak nas nie usłyszy, możemy go zabić szybko i cicho, z drugiej zaś najczęściej nie chciało mi się czekać i wolałem nieco się napocić, ale wykrwawić wszystkich niczym w filmie Quentina Tarantino. Coś tu nie wypaliło.

Postać mówi coś w stylu: spójrzcie na ten piękny widok! Gra prezentuje panoramę widoczną ze szczytu góry, zaś ja myślę, że chyba cel-shading nie do końca się sprawdza...

Opisane wyżej wady nie są rzeczami dyskwalifikującymi EDI jako coś zabawnego i wystarczającego na kilka krótkich wieczorów (szczególnie, że szybki sprint między zombie i mocny cios kataną rozpoławiający 4 przeciwników naraz jest bardzo satysfakcjonujący), ale gdzieś pod tym wszystkim widać tytuł zasługujący na zdecydowanie wyższą ocenę. Ciekawi mnie, jak odebrałbym tę produkcję, gdyby nie została ona powiązana z marką Dead Island. Jest szansa, że w ogóle nie zwróciłbym na nią uwagi, ale z drugiej strony zauważyłem nieco lepsze (choc zupełnie inne) How to Survive, czyli podpinanie gry pod coś już znanego może się jawić jako lekki skok na kasę.

Fajnie, że uniwersum się rozrasta i bardzo dobrze, że nie została powielona mechanika lekko erpegowej zabawy z gier Techlandu, ale w sytuacji, gdy fabuła mimo wszystko jest tylko dodatkiem, a najważniejszy jest gameplay, twórcy powinni większy nacisk położyć na zapewnienie atrakcyjnej rozgrywki (a jeśli z tym sobie nie radzą, to mogli jeszcze bardziej podkręcić aspekt fabularny, bo pomysły mają dobre). Za pełną cenę - odradzam. Na jednej z wielu przeróżnych wyprzedaży - można rozważyć.

Jest krwawo: katana + stado zombie = frajda!
Próbowano stworzyć klimat, ale efekty nie powalają.



fsm
26 listopada 2014 - 19:53

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
26.11.2014 22:36
Kapela-rules
Kapela-rules
80
stary wyjadacz

Można prosić o streszczenie fabuły? A dokładniej wyjasnienie "tego i owego" co się działo pomiędzy 1 a 2? :)

26.11.2014 22:45
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

DI2 jeszcze nie wyszło, więc raczej trudno mi będzie (bo to o tej grze pisałem, nie o Riptide). A co do reszty - fabuła jest szczątkowa, ale może kogoś będzie interesowało to, skąd wziął się wirus i dlaczego kontynuacja serii będzie miała miejsce w LA (nie żeby to było coś odkrywczego - jest to jedno zdanie mówiące coś w stylu, że "to nadchodzi" i reszta świata musi się strzec :P).

27.11.2014 00:57
Kapela-rules
odpowiedz
Kapela-rules
80
stary wyjadacz

No właśnie chciałem się dowiedzieć co w tej części jest wyjaśniane, ale bez grania w nią :P W sumie na angielskim wiki znalazłem długi opis przedstawiający fabułę więc wystarczy mi :)

27.11.2014 11:17
odpowiedz
JAX-Y
2
Junior

Fajna sprawa... pomimo tego, że Dead Island już mi bokiem wychodzi. Mam dosyć tej gry, nie mogę na nią patrzeć jak na Sleeping Dogs (za dużo godzin spędzonych przy tych grach).
Ja sam nawet dostałem za darmo na steamie Dead Island Epidemic, za to, że miałem wszystkie trofea i chyba ilość spędzonych godzin też miała znaczenie. Ja już z serią Dead Island odpadam, chyba, że Dead Island 2, przydałoby się odświeżyć stare spojrzenie na świat. W sumie to Dead Island epidemic tknąłem mniej niż połowicznie. A Ded Island 2 i Dying Light wydaje się, że przełamią lody monotonii

27.11.2014 22:12
raziel88ck
odpowiedz
raziel88ck
143
Reaver is the Key!

Marka Dead Island z reguły jest nudna, dlatego mnie to nie dziwi.

28.11.2014 00:48
odpowiedz
Nicto
6
Pretorianin

Nie kupię a mam wszystkie poprzednie części ... no chyba, że za przysłowiową złotówkę. Nie podoba mi się forma graficzna gry. Dla mnie to strata czasu, żadnego odniesienia do świata w którym żyjemy. Fabuła? Historia? Jaka? Gdzie? Porażka totalna. Zwiastuję, że wkrótce będzie na Allegro za 2,99 zł.

28.11.2014 17:59
odpowiedz
Emiliano666
91
Konsul

Styl kreskówkowy to chyba moim zdaniem najgorsze co mogło tą grę spotkać, tak samo czuje obrzydzenie do Borderlands, jak widzę coś takiego to mnie zbiera na wymioty, do tego tak karygodne błędy... za darmo bym tego nie chciał. Pierwszego Dead Island nie przeszedłem bo mnie nudził, drugiego nie kupiłem, a na to crapiszcze nie ma co patrzeć nawet.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze