Recenzja filmu Whiplash - młody perkusista kontra Darth Vader - fsm - 7 stycznia 2015

Recenzja filmu Whiplash - młody perkusista kontra Darth Vader

Tytuł tej recenzji niektórym da jako taki pogląd na to, jak odebrałem film Whiplash. Ale oczywiście zamierzam tą chwytliwą linijkę mocno rozwinąć, byście zrozumieli, dlaczego warto wybrać się do kina. Whiplash to jazzowy standard stworzony przez kompozytora i saksofonistę Hanka Levy'ego, ale jest to też nazwa obrażeń spowodowanych nagłą siłą działającą na kręgi szyjne. Film pożycza swój tytuł od tego jazzowego pojęcia, choć motyw obrażeń i cierpienia jest tu aż nad wyraz istotny.

Zapewne widzieliście plakat tej produkcji - prosty czarny projekt bazujący na lawinie pozytywnych cytatów z różnych recenzji. Często takie zagrywki są tanim sposobem na przyciągnięcie widza, ale na szczęście w przypadku Whiplash te pochwały są jak najbardziej zasłużone. A wydaje się, że film o ambitnym młodym muzyku (albo sportowcu, albo prawniku...) chcącym osiągnąć wielkość będzie oczywisty, a przez to nudny. Znacie to: jest chłopak z talentem, idzie pobierać nauki u mistrza, wszystko idzie jak po grudzie, potem jest zwrot akcji, a w finale obaj muszą się spotkać podczas swego rodzaju pojedynku. Whiplash ma to wszystko, ale reżyser i scenarzysta Damien Chazelle w tak niesamowicie umiejętny sposób połączył banały z nieoczywistymi zwrotami akcji i obezwładniającą dawką emocji, że trudno się nie zachwycać.

Miles Teller gra dziewiętnastoletniego Andrew, który dostał się do najlepszej muzycznej szkoły w Nowym Jorku i za wszelką cenę pragnie stać się jednym z wielkich perkusistów jazzowych. Pomocą i przeszkodą na drodze do celu będzie Terence Fletcher, onieśmielający (pierwsza reakcja orkiestry na jego wejście jest bezcenna) dyrygent i szef uczelnianego zespołu. Fletcher zauważa iskrę talentu u Andrew i w efekcie spada na niego z mocą tysiąca homofobicznych, wulgarnych i wdeptujących w ziemię docinek na minutę. Poleją się łzy i krew, będą lecieć bluzgi i drzazgi, a talent będzie skwierczał. Zderzenie tych dwóch postaci daje filmowi szalonego pędu punktowanego przez wyrafinowane bębnienie (bo jak ktoś nie ma talentu, to gra rocka - oto jedna z lekcji zapewnianych przez Whiplash).

Whiplash to film o muzyce, który ogląda się na rasowy dreszczowiec. To kameralny dramat o ładunku emocjonalnym wielokrotnie przewyższającym wszystkie wybuchowe letnie blockbustery. To jednocześnie tragedia i komedia. To film, który wszystkim każde docenić jazz, nawet jeśli na co dzień nie przepadają za tego typu muzyką. Whiplash to po prostu rzecz absolutnie fantastyczna.

obrazki pożyczone z imdb.com

Kto by pomyślał, że po występie w sympatycznie durnowatym Project X (to było moje pierwsze zetknięcie z tym chłopakiem), Miles Teller stanie się tak dobrym aktorem? Że dorówna re-we-la-cyj-ne-mu J.K. Simmonsowi? Ten facet wygląda tu jak wkurzony na cały świat kciuk, ale ma prezencję prawdziwego Dartha Vadera i roztacza taką aurę, że respekt czują nie tylko postacie, ale i widzowie. Obie role cudowne, dialogi świetnie napisane, montaż taki, że kopara opada (Teller sam gra na bębnach, ale tak niesłychanie dobry stał się w dużej mierze dzięki montażowi właśnie), a wodzenie widza za nos, podtykanie wątków i scenek, które powinny mieć dużo ważniejszy wpływ na fabułę, jest absolutnie bezcenne.

Łatwo się zatem domyślić, że bardzo podobał mi się ten film. Jest wręcz obrzydliwie dobry. I do tego jest to pełnometrażowy debiut pana reżysera. Smutno mi, że nie jestem taki zdolny. Idźcie do kina i przekonajcie się o tym samym :)

fsm
7 stycznia 2015 - 16:43

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
07.01.2015 19:45
Eu Humano
5
Pretorianin

Ciekawa opinia. Na pewno sprawdzę.

07.01.2015 23:19
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Mnie też się film podobał (byłem dziś). Dobre kino, które jest ambitniejsze, ale nie przesadza w tym jak 99% niezależnych filmów europejskich. Jest jazz, są świetne kreacje aktorskie, jest bardzo fajny pomysł. I, co ważne, film nie udziela (Bogu dzięki!) odpowiedzi na pytanie, które jest w nim zadane (niebezpośrednio) - jak daleko można się posunąć w drodze do doskonałości. To już musimy sobie sami przemyśleć ;)

PS. Wg. mnie Fletcher się myli, a prawdziwe talenty tylko rozwija się pracą, a ci naprawdę utalentowani mogą czerpać z tego radość nawet na super-profesjonalnym poziomie.
PS2. Z tym rockiem (w Twoim tekście) to nie do końca prawda - jest wielu muzyków w rocku/metalu, którzy są wybitnymi muzykami. Starczy wspomnieć klawiszowca Dream Theater, który jest muzykiem z wykształcenia, a zanim wybrał metal szedł ostro jako wybitny pianista związany z muzyką dawną. Ponoć kariera w tej branży stała przed nim otworem.

08.01.2015 07:22
odpowiedz
Fett
155
Avatar

Dla mnie film był niestety strasznie naiwny. Widok perkusisty który po 5 minutach grania wyglądał jakby cały dzień w kopalni spędził:) i te ręce zdarte do krwi :D a najgorsze było wybijanie metrum bez pomocy żadnego metronomu...
- wybij 315bpm
- pam pam pam pam...

O_o
Każdy kto ma minimalne pojęcie o muzyce wie, że to bullshit.

Jedyne plusy tego filmu to muzyk, gra akrorska, montaż i teksty Simmonsa :) cala reszta to niestety słabą kalka z czarnego łabędzia i podobnych dramatów oo tym jak ciężką praca i wyzeczeniami mozna osiagnac sukces i jak to artyści odwalaja harowe bla bla bla... Brakło mi żeby pies Buddy strzelil bramkę w ostatniej minucie koncertu...

Darth16 - ten tekst o rocku pojawia się w filmie. To nie jest prywatna opinia Fsma ;) a odnośnie Dream Theater - oni wszyscy (wszyscy tzn. z Portnoyem) kończyli akademie muzyczną bodaj w Berkeley, jedną z najlepszych na świecie i również oczywiście zgadzam się ze rock progresywny nie ujmuje w żadnym stopniu 'mini big bandom' :D ale ze jazzu malo kto słucha to można w filmie walić scieme o elitarnosci tej muzyki zwłaszcza ze ostatnie "składanki Jazzowe " pokazują ze ten gatunek muzyczny umiera." wybitnie pokazała to scena przy obiedzie. Głupi typowi amerykanie interesują się footballem czy tam basseballem...

08.01.2015 09:56
odpowiedz
sekret_mnicha
173
fsm

darth > Tak jak napisał Fett. To o rocku jest wzięte z filmu. Nie mam wątpliwości, że masa rockowych muzyków to wybitni instrumentaliści :)

Fett > Jeśli wierzyć internetowi, to odciski/zdarte dłonie nie są efektem filmowym i Teller naprawdę naparzał w te gary aż do bólu. Krew dodana dla efektu dramatycznego i nie mam z tym najmniejszego problemu. Co do potu po 5 minutach... Myślę, że jednak było więcej, niż 5 minut, ale rozumiem zarzut. Tym niemniej dla mnie Whiplash to dramatyczna paczka kompletna i trudno mi się do czegoś przyczepić.

08.01.2015 10:07
odpowiedz
Fett
155
Avatar

Być może moje oczekiwania były zbyt duże ;)

08.01.2015 17:40
odpowiedz
darth16
24
Pretorianin

Ah, ok. To przepraszam :)

09.01.2015 23:36
odpowiedz
szczupasia
48
sympatycznie

Świetnie zrealizowany film, bosko się ogląda. Trzeba przeboleć fakt, że muzycznie to raczej 'jazz-fiction'. Niemniej warto zobaczyć. :)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze