Dobra passa Matta Damona trwa - recenzja (kontrrecenzja?) filmu Jason Bourne - eJay - 1 sierpnia 2016

Dobra passa Matta Damona trwa - recenzja (kontrrecenzja?) filmu Jason Bourne

Nie będę ukrywać, że ta recenzja miała wyglądać nieco inaczej. Uniwersum Bourne'a bardzo lubię i to, że nie tknąłem w życiu książek Ludluma za bardzo mnie nie gryzie (wytknijcie mnie palcami, ale uważam, że wertowanie kartek po obejrzeniu filmów Greengrassa oraz Limana nie będzie tak samo atrakcyjne).

Do zmiany zmusiła mnie jednak ocena wystawiona przez Improbite'a. Ocena z którą nijak nie mogę się zgodzić. Dlatego też nazwijcie ten tekst kontrrecenzją, przeciwwagą do jego zwierzeń i...próbą wyciągnięcia Was w letnie popołudnie do kina. Co ważne – do kolegi Improbite'a nie żywię urazy :) I proszę bez hejtów! :>

Ale o co dokładnie chodzi? Improbite jako pierwszy zarzut w kierunku Jasona Bourne'a uznaje wtórność, schematyczność. Tak jakby zapomniał, że 95% wszystkich filmów wchodzących do kin to copy&paste już zagnieżdżonych w kinematografii klasyków. Współczesne superprodukcje tak bardzo czerpią z pewnych wzorców lub mody na niektóre fabularne rozwiązania, że trudno je od siebie odróżnić. Z ręką na sercu – obejrzyjcie sobie przykładowo serię Niezgodna oraz Więźnia labiryntu. Dla średnio wprawnego twórcy filmów na Youtube zmiksowanie obu obrazów nie wiązałoby się w żaden sposób z utratą fabularnego sensu. To, co najważniejsze we współczesnych blockbusterach znajduje się w środku. To bohaterowie, to intryga, sceny akcji, humor i...zakończenie. Bo jeśli widz przez 2 godziny siedzi wbity w fotel po raz n-ty jarając się rolą Downeya Jr, to chce, aby w ostatnich 5 minutach jego bohater przeżył. I jeśli przeżyje, to będzie domagać się sequela nie zważając na fakt, iż po raz miliardowy ujrzał w ekranizacji komiksu „wielką bitwę w dużym mieście” czy po prostu happy end. Czy Jason Bourne posiada zalety, które gwarantują rozrywkę na wysokim poziomie? To już oceniają ludzie za pomocą cyferek w box office – o ile mi wiadomo pierwszy weekend był dla nowej odsłony bardzo dobry.

Argument o schematyczności nowego Bourne'a jest moim zdaniem miałki również z innego powodu – owa schematyczność dotyka bowiem tematów wciąż niewyeksploatowanych na dużym ekranie. Media społecznościowe, prywatność, inwigilacja to rzeczy, które w produkcjach o budżecie +100 milionów $ praktycznie nie zostały rozwinięte, ba, są marginalizowane. Bourne jak na kino dla nastolatków (kategoria wiekowa PG-13) podejmuje trudną i poważną dyskusję na temat współczesnego zaczadzenia różnej maści narzędziami do wymiany informacji i za to należą się twórcom brawa. Nawet jeśli realizacja tego wątku jest w pewien sposób ułomna (a jest – czego nie ukrywam). Dopóki ktoś nie zrobi tego dobrze, śmiem twierdzić, że widownia wciąż będzie niezaspokojona.

W kolejnym akapicie kolega Improbite życzy sobie, aby Bourne, cytuję, „jechał w Bieszczady”. Tylko, że w „Bieszczadach” główny bohater znajduje się właśnie na początku filmu – żyje poza systemem, tłucze się na undergroundowych arenach. To co prowokuje go do powrotu z zaświatów jest moim zdaniem nie tylko logiczne, ale również motywujące. Szczerze, nie rozumiem ludzi którzy marudzą na tego typu rozwiązania. Co ma lepiej działać na głównego bohatera i zmusić do działania? Nowy model Iphone'a w drodze? Premiera kart Nvidii? Bohater grany przez Damona dostaje na klatę informację o swoim ojcu oraz programie szkolenia agentów. To wzbudza w nim początkowe wątpliwości, ale rozwój akcji powoduje, że ostatecznie robi z tego prywatną wendettę. Czy bohaterowi potrzeba czegoś więcej do szczęścia? Moim zdaniem nie, choć w recenzji Improbite'a da się wyczytać, że „film jest pusty”. Pytanie zasadnicze – co mogłoby sprawić, że ten stałby się pełny?

Jednym z kolejnych zarzutów jest rzekome łamanie praw fizyki w scenach akcji. Musicie mi uwierzyć na słowo – jak tylko przeczytałem te słowa to japa mi się otworzyła do podłogi i tak już została. To jest bowiem moment, w którym warto zestawić Jasona Bourne'a z dowolnym blockbusterem z tego roku. Wystarczy również liznąć trochę filmografii Greengrassa, aby zrozumieć, że jest to reżyser stawiający właśnie na realizm – i nowy Bourne nie jest tutaj wyjątkiem. Jedynym momentem w tym filmie, który wymyka się nieco spod kontroli (ale jest cholernie spektakularny) jest pościg w Las Vegas. Zważywszy jednak na fakt, że w ostatnich częściach Fast&Furious dochodziło do naprawdę ekstremalnych sekwencji, a kino superbohaterskie w ogóle zrywa hamulce w jakimkolwiek aspekcie, nowy Bourne jawi się jako kino akcji wyjątkowo wysmakowane, zrównoważone i szanujące percepcję widza. Ani razu w trakcie seansu nie zawiesiłem mojej niewiary w to, co dzieje się aktualnie na ekranie (a jestem bardzo upierdliwy).

I na koniec kilka słów prosto z serca i umysłu. Nowego Bourne'a bardzo się obawiałem i czułem podskórnie, że twórcy uruchomią cały festiwal fajerwerków. Jakież było moje zdziwienie, gdy przez pierwsze 30 minut oglądałem...naprawdę solidną kontynuację trylogii. Niemal każdy element tej historii jest świetnie wpasowany, a znane nuty niespecjalnie mi przeszkadzały. Nie jest to może produkt idealny, w kilku fragmentach bywa naiwny, w innych zbyt banalnie podchodzi do opisanego wyżej problemu inwigilacji. Z drugiej strony jest to dla mnie jedna z wyróżniających się superprodukcji tego lata, nawet niegłupia, zrealizowana z serduchem. Przede wszystkim jest to udane rozwinięcie, tego co doskonale znamy i co daje dobry punkt wyjściowy do następnej kontynuacji.

OCENA 7+/10


eJay
1 sierpnia 2016 - 21:44

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
05.08.2016 08:35
1
taranssj4
65
Wyznawca Słońca

Nie, nie, nie...
Trzeba mieć naprawdę niewygórowane wymagania aby traktować ten film jako udany. Do trylogii nie ma absolutnie podejścia, na ekranie bzdury mnożą się jak wirus zakaźny (w ogóle nieprzekonujące są chociażby umiejętności hakerskie pani z CIA, hakowanie w stylu pasków postępu (sic!)), kamera od której chce się spać i wymiotować na zmianę, nieporadność Jasona, który w poprzednich częściach był nieomylną maszyną do zabijania, a tutaj jest zamyślony i jakiś taki nijaki.
Mega słaby motyw że - UWAGA SPOJLER - antyagent okazuje się również zabójcą ojca Jasona.
Ja się osobiście ogromnie zawiodłem, bo po duecie Greengrass - Damon spodziewałem się kina akcji z najwyższej półki. Może reżyser nie czuje się dobrze w nowych technologiach?

05.08.2016 08:44
-1
odpowiedz
USSCheyenne
42
Wiedźmin 3

Pełna zgoda. Nowy Bourne to bardzo porządny kawał kina sensacyjnego. Damon, nomen omen, urodzony do tej roli.

05.08.2016 08:59
odpowiedz
Sethlan
65
Oorah!

@taranssj4 - bo poprzednie części różniły się pod tym względem, co nie? Najgłupsze są zarzuty takie jak praca kamery, kiedy trylogia była z tego znana i tam nikomu to nie przeszkadzało.

05.08.2016 11:50
odpowiedz
A.l.e.X
97
Alekde
3.0

Nowy Bourne to niesamowita sieczka, zlepek wątków i combo z trzech ostatnich filmów, nawet walki są mocno przeciętne mimo dobrej obsady, liczyłem na coś super a z każdą minutą chciałem aby pojawił się the end. Ode mnie nowy Bourne dostaje zasłużone 3/10 i nominację do gniota roku.

05.08.2016 11:53
odpowiedz
xMAXIMx
109
Rallye driver

Pomimo niepochlebnych recenzji i tak pójdę. Książki jak zawsze lepsze ale co zrobić.

05.08.2016 21:15
-1
odpowiedz
Ghost2P
80
Still Alive
7.0

Mi tam się podobało, pewnie gdybym obejrzał to w TV to ocena byłaby oczko niższa..

05.08.2016 21:19
odpowiedz
2 odpowiedzi
Lemur80
43
Fear is the mind killer

Książki lepsze? W jakim sensie? Przypomnę, że pierwszy Bourne był z Brosnanem, dawno dawno temu. PIerwszy film i książki mają tyle wspólnego z nowymi filmami, co Quantum of Solace z Dr. No.

Książki Ludluma to typowe czytadła, już lepiej sięgnąć po Forsytha. Te drugie też są czytadłami, ale przynajmniej zwykle więcej w nich sensu.

post wyedytowany przez Lemur80 2016-08-05 21:34:24
05.08.2016 21:27
DM
125
AFO Neptune

Z kim był ten Bourne? :) to nie golden eye :) klasyczny Bourne był z Chambarlainem

05.08.2016 23:36
Cartoons
163
Network Ninja

Zgadzam się. Przeczytałem Tożsamość i nie sięgnę po następne, chyba że będę już stary, bogaty i zostaną tylko te książki bo reszta spłonie. Tożsamość dłuży się niemiłosiernie i w sumie należy się cieszyć że film jest lżejszy (czego nie można powiedzieć o pierwowzorze z Chambarlainem, który był równie nudny co książka).

05.08.2016 21:25
odpowiedz
1 odpowiedź
lipt0n
44
Atlas zbuntowany

eJayowi podobał się też dramatycznie słaby Avatar. No cóż każdy ma swoje odchyły :)

07.08.2016 19:05
eJay
156
Quaritch

Ty masz swój :) Nie lubisz GoT :>

05.08.2016 21:31
odpowiedz
Lemur80
43
Fear is the mind killer

@DM

A faktycznie, jebło mi się z Czwartym Protokołem.

07.08.2016 18:38
odpowiedz
DM
125
AFO Neptune

nowy Bourne jawi się jako kino akcji wyjątkowo wysmakowane, zrównoważone i szanujące percepcję widza

mojej percepcji nie uszanowało :) pościg w Las Vegas był żenujący i według mnie drugim najsłabszym elementem filmu (pierwszy to beznadziejny motyw z zaklętym ciągle w tym samym wieku i funkcji w pracy Casselem) i zastanawiam się, co złego było w takim kręceniu, jak w Roninie, gdzie pościg to był naprawde pościg, a za kółkiem siedzieli naprawdę zajebiści kierowcy.

Zgadza się, że na tle innych ostatnich filmów Bourne wypada znośnie, na tle starszych Bournów - słabo, a pierwowzór z Chamberlainem nie był nudny - był filmem na miarę swoich czasów :) ćwierć wieku temu, na VHSie oglądało się go świetnie :)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze