Animal Planet w prehistorii
Assassin's Creed V: Ninja Decay, czyli asasyn moich marzeń
Assassin’s Creed: Syndicate – ze skrajności w skrajność
Ubisoftu metoda na piratów, a brawa dla 11 bit studios
Assassin's Creed IV: Black Flag byłby lepszą grą, gdyby nie był Assassin's Creedem
Nie warto kupować gier tuż po premierze
Wszyscy mający zamiar przekonać się wczoraj, czy najnowsza odsłona asasyńskiej sagi jest produkcją godną uwagi, musieli uzbroić się w cierpliwość. Najbardziej dochodowa marka w portfolio Ubisoftu rodzi kolejne dziecko, sprzedaż w Stanach Zjednoczonych rusza z kopyta, tymczasem Internet… milczy. Tuż po pojawieniu się lawiny recenzji, gracze poznali kulisy spóźnienia w co najmniej kilku branżowych felietonach – embargo na Assassin’s Creed Unity mijało po dwunastu godzinach od momentu, w którym gra rozgościła się na sklepowych półkach. Kurz prawdopodobnie szybko by opadł, gdyby gra spełniała pokładane w niej oczekiwania. Z tym jednak nie było tak różowo. Noty w granicach 6 - 7 nie zwiastują niczego dobrego, zwłaszcza w zderzeniu z gigantycznymi problemami technicznymi.
Po sierpniowych testach na PC - beta The Crew powraca, tym razem na konsole nowej generacji. Czy są widoczne jakieś różnice?
Intryguje mnie ostatnimi czasy temat Far Cry’a 4. To bardzo wartościowy FPS i wydaje się, że świetna kontynuacja na swój sposób rewolucyjnego powrotu do serii sprzed dwóch lat. Gra bez wątpienia zainteresują się fani pierwszoosobowych shooterów, ale i oddani wielbiciele marki, bo mimo zmiany środowiska na całkiem mało eksploatowane, dzikość jaka poniekąd zawsze towarzyszyła Far Cry’owi, będzie towarzyszyła i tym razem. Szkoda tylko, że jeszcze bliższy marce temat survivalu stał się raczej dobrym argumentem do poprawy humoru.
Do premiery nowej gry z serii Assassin’s Creed można już odliczać dni. Wiemy, że tym razem miejscem wydarzeń będzie Paryż z czasów Rewolucji Francuskiej, spotkamy historyczne postacie tamtej epoki. Jeśli ten okres historii Francji kojarzy nam się jedynie z hasłami: „Bastylia”, „gilotyna” - być może warto dowiedzieć się trochę więcej o realiach, w których będą toczyć się przygody Asasyna Arno. Jak przebiegała rewolucja? Po co zdobywano Bastylię? Dlaczego publicznie ścięto kilkanaście tysięcy głów i kim byli skazańcy oraz ich oprawcy? Wszystko to na pewno pozwoli nam lepiej „przeniknąć” w świat gry i wczuć się w jej klimat. Zapraszam w podróż do osiemnastowiecznej Francji!
Nie ulega wątpliwości, że tegoroczna odsłona Far Cry nie może pochwalić się tak ogromnym hajpem wśród graczy, jak w przypadku „trójki”. Tajemnicza, tropikalna wyspa i intrygujący bohaterowie byli tym, czego wierni i mniej wierni fani oczekiwali najbardziej. Okazuje się jednak, że nie był to szczyt możliwości, bowiem bogactwo środowiska naturalnego rejonu Kyrat jest jeszcze bardziej imponujące, a sama struktura gry bardziej otwarta niż kiedykolwiek. No I specyficzny klimat z elementami szalonymi, niesamowitymi i surrealistycznymi, który Ubisoft sobie upodobał i przez najbliższy czas będzie implementował w kolejne Far Cry’e.
Męska ręka jest potrzebna w rodzinie. Kobieta będąca matką nie jest w stanie sama sobie ze wszystkim poradzić – z wychowaniem dziecka, z uprawą roli – jej ojciec oraz mąż dwoili się więc, aby jak najbardziej odciążyć śliczną blondynkę. Mimo natłoku pracy byli szczęśliwi spędzając czas wspólnie i nie mieli żadnych powodów do zmartwień. Do przyjścia śnieżnobiałej koperty z oficjalnym, wojskowym lakiem.
Ostatnimi czasy Ubisoft coraz częściej kopiuje swoje własne pomysły implementując je w swoje kolejne produkcje. Wszyscy chyba znamy coraz bardziej widoczną politykę „trendową” francuskiej firmy. Wykorzystywanie jednakowych mechanik i rozwiązań w kolejnych tytułach AAA to w tym wypadku już żadna nowina. Moją uwagę przyszył jednak jeden element kreowanych przez Ubisoft wirtualnych światów. Zwierzęta.
Jako, że na gameplayu obecnie jest nas całkiem sporo, a serwowane przez twórców produkcje w wersjach testowych to doskonała okazja na tekst ze świeżymi wrażeniami, to tym razem DM wyprzedził mnie ze swoim tekstem. Dobrym tekstem. Mimo wszystko jednak nie mogę darować sobie przelania na słowa osobistych wrażeń, które ograniczą się do komentarza podstawowych elementów rozgrywki, niezbędnych dla dobrej, zręcznościowej ścigałki.
Łzy melancholii od dawna omijają moje policzki. Nigdy nie używałem zwrotów typu jakże popularnego ostatnio „gimby nie znajo”, ponieważ pewnie przez wielu sam jestem za takiego „gimba” uważany. Nie uważam, że X lat temu to się robiło porządne filmy (chociaż „Chinatown” uwielbiam), a dziś tworzy się chłam, ani że prawdziwi muzycy umarli już dawno. Z dziełami legendarnymi oczywiście do czynienia miałem, lecz pewnie z racji na wyżej wspomniany wiek nie odczuwam tego samego, co koledzy starsi o te dziesięć lat (co najmniej). Nie zmienia to faktu, że przy Blood Dragon bawię się wyśmienicie.
Spotykamy czasami osobę płci przeciwnej, niezbyt urokliwą na pierwszy rzut oka, ale z czasem, po dłuższej rozmowie, poznaniu - okazuje się, że jednak jest to ktoś szczególny i wyjątkowy. Tak właśnie jest z nową grą Ubisoft - The Crew. "Ekipa" wywołuje mały niesmak na początku, ale później odkrywa swoje zalety. Biorąc pod uwagę, że jest to wczesna wersja Beta - miejmy nadzieję, że lista tych zalet jeszcze wzrośnie...