The Solus Project (PS4) - w poszukiwaniu drugiej Ziemi... - MateuszWieczorek - 29 września 2017

The Solus Project (PS4) - w poszukiwaniu drugiej Ziemi...

Dość powszechnym konsensusem wśród naukowców jest pogląd, że Ziemia przestanie w pewnym momencie być odpowiednim środowiskiem do podtrzymywania życia, czy to ze względów naturalnych, czy spowodowanych ingerencją człowieka. Tego typu motyw stał za powstaniem chociażby świetnego Interstellar Christophera Nolana, jak również gry The Solus Project, która mimo że zadebiutowała ponad rok temu, dopiero w tym miesiącu doczekała się wersji na konsole PlayStation 4.

W wielkim skrócie tytuł przedstawia nieodległą przyszłość gatunku ludzkiego, zmuszonego ze względu na katastrofy ekologiczne do poszukiwania nowego miejsca dla siebie we Wszechświecie.  Protagonista o epickim imieniu Oktavius Sken jest członkiem załogi statku Solus 3, wysłanego w przestrzeń kosmiczną w celu znalezienia planety zdatnej do podtrzymywania życia. Orbitując wokół Gliese-6143-C, okręt ulega zniszczeniu, zaś bohater jako jeden z nielicznych szczęściarzy ocalał z całego zajścia. Budząc się na powierzchni wspomnianego globu rozpoczyna walkę o przetrwanie w zdecydowanie niesprzyjających warunkach, ustalając sobie za priorytet skontaktowanie się z bazą dowodzenia ziemskiej floty.

Tak mniej więcej przedstawia się wstęp do The Solus Project, dzięki któremu zostajemy osadzeni w iście niewesołej sytuacji. Mechanika rozgrywki stanowi bowiem swoiste połączenie tak zwanego symulatora chodzenia z survivalem oraz elementami logiczno-zręcznościowych zagadek środowiskowych. Od pierwszych minut na powierzchni Gliese gromadzimy zatem niezbędne przedmioty, pokroju butelek wody, pożywienia czy pozostałego po katastrofie, niezwykle przydatnego sprzętu w postaci latarek, metalowych rur i apteczek. Wszystko zwyczajnie w celu przeżycia – posiadany przez Skena palmtop monitoruje jego czynności życiowe (głód, pragnienie, temperaturę ciała, potrzebę snu) oraz warunki panujące na planecie (temperaturę, wilgotność powietrza). Koniec końców naszym nadrzędnym zadaniem jest utrzymanie protagonisty przy życiu, co w praktyce okazuje się wcale nie takie proste.

Mimo że Gliese oferuje środowisko dość zasobne w wszelkiej maści wartości odżywcze i źródła nawodnienia, największe zagrożenie stanowi zauważalnie wahająca się temperatura w zależności od miejsca oraz pory dnia, jak również zmienna z minuty na minutę pogoda wraz z szalejącymi tornadami, burzami i spadającymi meteorytami. Uśmiercić Skena nie jest trudno – wyjątkowo źle znosi wszelkiej maści upadki, nawet ze stosunkowo niewielkiej wysokości, również hipotermię można uznać za jego drugie imię. Na szczęście dla mniej cierpliwych graczy oraz dla tych, którym elementy survivalu przeszkadzają w narracji, pojawiła się opcja całkowitego wyłączenia tej mechaniki, dzięki czemu nie jesteśmy zmuszeni myśleć w pierwszej kolejności o podstawowych potrzebach protagonisty. Z drugiej zaś strony udostępniono również możliwość jeszcze większego podkręcenia poziomu trudności, w którym czynności życiowe szybciej ulegają osłabieniu, zaś negatywny wpływ otoczenia bardziej uprzykrza życie bohaterowi. Moim zdaniem bardzo przemyślane rozwiązanie, umożliwiające szerszej grupie odbiorów zapoznanie się z grą oraz dostosowanie jej do własnego widzimisię grającego.

Prawda jest taka, że twórcy z dużą dozą pieczołowitości przygotowali świat przedstawiony, zarówno wszelkiej maści podziemne lokacje, zawierające w sobie przerażające tajemnice historii planety, jak i odosobnione plaże poszczególnych wysp, na których Sken stara się przetrwać. Wspomniane sekrety stanowią tak naprawdę główny powód, dla którego The Solus Project trzyma gracza przy ekranie telewizora. Absolutnie nie chcę ujawniać tu szczegółów, bowiem z tymi powinno zapoznać się indywidulanie, jednak z każdą kolejną godziną odkrywamy, że z pozoru niezamieszkała przez żadne inteligentne formy życia planeta była areną makabrycznych wydarzeń. Gęsto rozmieszczone tablice przedstawiają, często w dość liryczny sposób, dzieje obcego świata oraz informacje na temat minionych incydentów i okoliczności, które choć z pozoru nie mają większej wagi, to bezpośrednio wpływają na historię Skena, zaś odnajdywane notatki innych ocalałych rzucają nowe światło na obserwowaną przez nas rzeczywistość. Warto się z nimi zapoznawać, wówczas docenimy niepodważalne starania twórców w kierunku stworzenia intrygującej opowieści, jak również pojmiemy nieco lepiej, dlaczego Gliese stanowi tak unikalne ciało niebieskie. Finalnie fabuła to moim zdaniem mocny punkt programu.

Szybko odczuwamy również wyjątkowo gęstą atmosferę. Mimo że gra nie jest stricte survival horrorem, w trakcie trwającej około piętnastu godzin opowieści program co najmniej kilkukrotnie potrafi zjeżyć włosy na głowie i postawić gracza bez mała w roli bohatera filmowego straszaka. Moim zdaniem świetnie wykreowano niepowtarzalną atmosferę osamotnienia, pozornej beznadziei oraz walki o przetrwanie, przy czym produkcję wypełniono tyloma smaczkami, że długość narracji nie powinna przeszkadzać nawet graczom przyzwyczajonym do oglądania napisów końcowych w czasie trzykrotnie krótszym.

W celu zapewnienia stosunkowej kompletności doświadczenia rozbitka na obcej planecie, twórcy zaimplementowali bardzo prosty, lecz spełniający swoje zadanie system craftingu, dzięki któremu już po kilkunastu minutach jesteśmy w posiadaniu chociażby rozświetlającej egipskie ciemności pochodni. Jeśli gra czegoś mnie nauczyła, to zdecydowanej konieczności posiadania jakiegokolwiek efektywnego źródła światła. Bez rzeczonego jakakolwiek eksploracja nie ma sensu, przy czym warto wspomnieć, że latarka ładuje się wyłącznie za pomocą energii słonecznej, a wspomnianą pochodnię łatwo zgasić bez pomyślunku wchodząc do wody. Pomijając tę krótką dygresję, crafting polega na zwyczajnym łączeniu dwóch przedmiotów ze sobą, jednak nie w menu ekwipunku, a bezpośrednio w otoczeniu. Problem w tym, że pierwszy raz tradycyjnie boli najbardziej – gra nie oferuje jakiegokolwiek samouczka i wszystkiego uczymy się metodą prób i błędów.

Dość powszechnym przerywnikiem w spacerowaniu są różnej maści zagadki zręcznościowo-logiczne, które najczęściej polegają na odnalezieniu odpowiedniego przełącznika lub przedmiotu, otwierającego wrota lub aktywującego mechanizmy. Prawdę mówiąc, nie oferują jakichkolwiek wyzwań intelektualnych, bodaj trzykrotnie w przeciągu całej gry musiałem stanąć w miejscu i zastanowić się, co powinienem uczynić. Istotne jest przy tym, że Sken nie posiada żadnej mapy terenu, przez co może zdarzyć się sytuacja, gdzie przez kilka minut gracz będzie bezcelowo błądził w bezkresach kolejnych korytarzy. Pasuje to jednak do idei produkcji opartej na próbach przetrwania za wszelką cenę, znając okolicę byłoby zbyt prosto. Jednocześnie krótka uwaga do zagorzałych przeciwników backtrackingu – w The Solus Project doświadczycie go całkiem sporo, zaś przechodzeniu pomiędzy poszczególnymi fragmentami wysp towarzyszą zdecydowanie zbyt długie ekrany ładowania.

Przygotowanie techniczne stoi na przyzwoitym poziomie. Program co prawda potrafi wygenerować obraz nieco poniżej standardowych trzydziestu klatek na sekundę, jednak nie stanowi to jakiegoś niewyobrażalnie irytującego problemu. Sama wizja artystyczna Gliese pasuje do przyjętej konwencji – jest surowo, niebezpiecznie, odludnie, a przy tym powierzchnia udostępnionego terenu zasługuje na uznanie. Przy tym wszystkim czuć jednocześnie, że Sken to wyłącznie niemile widziany gość, bowiem szalejące tornada i burze w nocnych godzinach robią ogromne wrażenie, przekonują, że z przyrodą nie da się wygrać. Jedyne zastrzeżenia skierować można w stronę niezbyt ostrych tekstur oraz dość szaroburej kolorystyki zastosowanej przy wykreowaniu planety, ale to kwestia gustu.

Podkreślić muszę, że gra dostępna jest również na PSVR, jednak ze względu na brak takiego sprzętu nie byłem w stanie sprawdzić, jak w praktyce Gliese prezentuje się w wirtualnej rzeczywistości. Zdawać by się mogło, że tego typu produkcję wprost uszyto na miarę do wykorzystania gogli, natomiast nawet na standardowym PlayStation 4 można w jak najlepszy sposób czerpać przyjemność z rozgrywki.

Odpowiedni poziom trzyma również sfera dźwiękowa. Istotne sytuacje umiejętnie podkreślane są muzyką, głosów postaci nawet da się słuchać, zaś głucha cisza panująca w podziemnych jaskiniach Gliese świetnie wpływa na wrażenia płynące z odkrywania kolejnych tajemnic historii wspomnianego globu. Mistrzostwem świata jest jednak udźwiękowienie opisywanych już tornad – trzeba to przeżyć, gracz czuje się wówczas jak podczas realnego kataklizmu i obawia się o własne życie. Być może jedyne, czego tu zabrakło, to większej ilości kwestii samego Skena, którego głos usłyszymy tak naprawdę tylko kilkukrotnie. Chciałoby się wręcz poznawać jego wrażenia i odczucia w czasie rzeczywistym, zabrakło jednak prawdopodobnie kilku dolarów w budżecie.

Koniec końców The Solus Project to naprawdę interesujący kawałek kodu, który oferuje unikalne doznania. W dodatku wykorzystane motywy poszukiwania drugiego domu dla ludzkości, podróży międzygwiezdnych oraz kontaktu z innymi, inteligentnymi formami życia stanowią niezwykle smakowity kąsek dla wszystkich miłośników kosmosu oraz tajemnic przez niego skrywanych. Kilkunastogodzinna narracja zdecydowanie wystarczy na kilka jesiennych wieczorów, z kolei cena, ustalona na 84 złote, jest moim zdaniem jak najbardziej adekwatna do zaoferowanej zawartości.

Ocena: 7.5

MateuszWieczorek
29 września 2017 - 10:13