The Office US - prawdopodobnie najlepszy serial komediowy w historii wszechświata - DM - 7 stycznia 2018

The Office US - prawdopodobnie najlepszy serial komediowy w historii wszechświata

Do napisania tego tekstu skłonił mnie trochę artykuł FSMa, o tym że Przyjaciele to najlepszy serial komediowy świata. Jeszcze kilka lat temu pewnie powiedziałbym to samo, zauroczony tą niezwykłą chemią pomiędzy głównymi bohaterami, ale wtedy nie znałem jeszcze amerykańskiej wersji The Office. Dziś i Przyjaciół i The Office znam niemal na pamięć, wielokrotnie oglądałem wszystkie sezony i bez wątpienia mogę stwierdzić, że moim zdaniem Biuro jest po prostu lepsze w praktycznie każdym aspekcie - zabawniejsze, z ciekawszymi bohaterami i zdecydowanie lepszym wątkiem romansowym. Perypetie Rossa i Rachel nie mają nawet startu do historii Jima i Pam!

Aktualizacja

Wszystkie sezony serialu The Office w jakości HD i z polskimi napisami można już oglądać w serwisie Amazon Prime Video. Brytyjska wersja pojawiła się w HBO GO.

Istotnym powodem jest też chęć przybliżenia serialu szerszemu gronu potencjalnych odbiorców, gdyż na naszym podwórku nie jest on zbyt znany. Przyjaciele zbudowali tutaj istny bastion i jeśli komuś nie wystarczy to, że Friendsi byli obecni na Canal+ z dubbingiem, na kanale TVN7, a teraz lecą codziennie przez kilka godzin na Comedy Central, to jeszcze od niedawna może ich oglądać o każdej porze na Netfliksie. The Office US z kolei nigdy nie puszczano na ogólnie dostępnych kanałach telewizyjnych, a kilka sezonów pojawiło się jedynie na nieistniejącej już platformie n. Nadal nie można go obejrzeć w naszym kraju w płatnych usługach streamingowych, więc zapoznanie się w legalny sposób ze wszystkimi sezonami wymaga trochę wysiłku i kosztów (oraz znajomości angielskiego, choć polskie napisy stworzyli fani do prackich wersji), ale jak najbardziej są tego warte!

Wcześniej było brytyjskie The Office UK, ale jego bohaterowie jakoś wywołują zupełnie inne emocje.

The Office US to remake wersji brytyjskiej, która powstała wcześniej. Być może duże znaczenie ma tu efekt pierwszeństwa - co obejrzało się najpierw - ale pomimo kilku prób, nie byłem w stanie przekonać się do brytyjskiego Biura i uważam go za zdecydowanie gorszą wersję. To zupełnie inni bohaterowie - nie ta charyzma, nie te charaktery. Brytyjskiego Dwighta, Jima czy Scotta jakoś nie byłem w stanie polubić.

Akcja rozgrywająca się na niewielkiej przestrzeni z bohaterami wpatrzonymi w ekran komputera wcale nie musi być nudna!

The Office, czyli Biuro, opowiada o perypetiach pracowników niewielkiego, lokalnego oddziału firmy Dunder Mifflin sprzedającej papier do kserokopiarek i drukarek w małym miasteczku w Pensylwanii. Codziennie przychodzą do biura, odbierają telefony, stukają w klawiatury. Brzmi jak kosmiczne nudy, czyż nie? Nic bardziej mylnego. O to, żeby było ciekawie i śmiesznie dba ich szef - Michael Scott - brawurowo zagrany przez Steve’a Carella. Reszta pracowników dopełnia ekipę świetną mieszanką osobowości, dobranych na zasadzie kontrastów.

Te kontrasty widać zarówno w skali makro, gdy krawaciarze z biura stykają się z robotnikami z magazynu (którymi kieruje równie świetny Craig Robinson w roli wyluzowanego Darryla), jak w tej mniejszej - pomiędzy poszczególnymi postaciami pracowników. Jest tu pewien podział na tych "normalnych" i rozsądnych, jak księgowy Oscar czy sprzedawca Jim, oraz nieco “dziwnych” w postaci porywczego Dwighta, głupawej Kelly czy Creeda, który wydaje się być z innej planety. Każde starcie takich dwóch przeciwległych biegunów niesie ze sobą mnóstwo komicznych sytuacji i tu wychodzi na wierzch główna zaleta serialu - jego humor.

Część biurowej ekipy jest dziwna i ekscentryczna. Dzięki nim można płakać - ze śmiechu!

W serialu siłą rzeczy obecne jest lokowanie produktów zwykle związanych z funkcjonowaniem biura, jak choćby sprzęt komputerowy firmy Hewlett Packard.
W jednym odcinku z kolei głównym bohaterem jest iPod, jako najbardziej pożądany prezent świąteczny i o dziwo, był to pomysł i decyzja twórców serialu - firma Apple nie zabiegała i nie opłaciła wtedy takiego zaakcentowania swojego produktu.

Steve Carell i humor
Poziom humoru jest tu jakby trochę mniej głupawy i prostolinijny, a bardziej naturalny i dojrzały, niż w innych serialach,
. Nie ma tu niczego w stylu Joey’a mówiącego po francusku “ble bla blo” czy Rossa nie potrafiącego obrócić się w kabinie do opalania. Śmiejemy się z odrobinę przerysowanych ludzkich cech, charakterów i stereotypów, ale często aż nadto prawdziwych i znanych nam z doświadczenia. Często są też iście absurdalne żarty w stylu Monty Pythona.

Dojrzałość humoru podkreślają podejmowane tematy, często trudne i kontrowersyjne, jak molestowanie kobiet, drwiny z ludzi niepełnosprawnych, starych, innej orientacji seksualnej czy koloru skóry. W przeciwieństwie jednak do takiego South Parku, tutaj twórcy jedynie uwypuklają i piętnują złe zachowania czy niewłaściwą postawę - głównie dzięki postaci Michaela Scotta, niesłychanie infantylnego i zwykle zbyt szczerego w głoszeniu swoich poglądów.

Twórcy The Office nie boją się żartować z trudnych i kontrowersyjnych tematów.

Czy trening BHP musi być nudny? Na pewno nie w firmie Dunder Mifflin!

Serial inny niż wszystkie

Swój wpływ na humor ma również zupełnie inna formuła serialu. Należy on do gatunku mockumentary, czyli hybrydy sitcomu i filmu dokumentalnego. To trochę taka komediowa wersja Trudnych spraw i Dlaczego ja? (choć technicznie te są jeszcze czymś innym - paradokumentem). Bohaterowie cały czas mają świadomość obecności kamer i raz po raz wypowiadają się do nich wprost, komentując ostatnie wydarzenia. Czasem wystarczy nawet jakieś wymowne spojrzenie do kamery rzucone w odpowiednim momencie, by podkreślić komiczność chwili. Warto tu zaznaczyć, że w The Office nie ma sztucznego śmiechu w tle ani żadnej muzyki, o ile bohaterowie sami jej gdzieś nie włączą.

Świadomym lokowaniem produktu była za to obecność gry Call of Duty w jednym z odcinków. Pracownicy biura zamiast zajmować się swoimi obowiązkami, wykorzystują służbowe komputery do sieciowych potyczek w CoDa, a pomiędzy nimi dyskutują strategie walki i strofują się za “lamienie” na polu walki. Kilka sezonów później, w scenie pokazującej szpargały recepcji budynku, w którym mieści się serialowe biuro, przez chwilę widać pudełko “bigbox” od tamtego Call of Duty.

"Reklama" Call of Duty w The Office

Te i inne sztuczki w postaci choćby niedoskonałych i źle oświetlonych kadrów, robią wrażenie jakbyśmy naprawdę oglądali ludzi w pracy i poza nią, a nie z góry zaplanowany i zagrany spektakl. Nie patrzymy na aktorów wcielających się w swoje biurowe role, a na zwykłych ludzi. Po części to wręcz amatorzy pracujący wcześniej za kulisami produkcji, którzy po prostu grają siebie. Niektórzy byli na początku tylko wypełniaczem, by biurka w tle nie były puste, ale szybko stworzono postacie specjalnie pod ich osobowość. Każdy z nich znakomicie odnajduje się wśród doświadczonych, znanych z innych obrazów aktorów.

Motorem serialu przez wiele sezonów jest postać szefa Michaela Scotta, grana przez Steve’a Carella. To on bez przerwy organizuje pogadanki z pracownikami, uświadamiając resztę w jego punkcie widzenia na zwykle oczywiste sprawy, to on zachowuje się ekscentrycznie i razem z nie uznającym kompromisów sprzedawcą Dwightem (świetny i mało znany Rainn Wilson), zakłóca codzienne funkcjonowanie biura. Równocześnie w tych żartach i dziwnych zachowaniach przewija się jego ogromny strach przed samotnością i poszukiwania życiowej partnerki, co składa się na jeden z poważnych i dramatycznych wątków serialu. Obok humoru nie brak tu bowiem chwil pokazujących jak życie lub po prostu inni ludzie mogą czasem dawać w kość, sprawiać przykrość, jak wszystko może potoczyć się nie po naszej myśli.

Sprzedawcę Dwighta ciężko przekonać do czegokolwiek. Ma opinię na każdy temat i nie znosi kompromisów.

Jim i Pam

Zaraz obok tego są równie wyraziste i ciągnące się przez kilka sezonów perypetie sercowe sprzedawcy Jima i recepcjonistki Pam (w tych rolach wystąpili John Krasinski i Jenna Fisher). To niezwykle uroczy i chyba najbardziej przekonująco poprowadzony wątek romansowy, jaki widziałem w filmach i serialach. Ponownie mamy wrażenie, że nie oglądamy skryptu przygotowanego przez scenarzystów, a sytuacje, których sami byliśmy świadkami w pracy, na uczelni, czy nawet sami ich doświadczyliśmy.

Pam nie jest typem przebojowej gwiazdy emanującej seksapilem, a nieśmiałą szarą myszką, za to pełną ciepła, uroku i nie sposób jej nie lubić. Jim jest cichy, spokojny i małomówny, ale mimo to ma ogromną charyzmę. Kibicujemy mu i cieszymy się razem z nim z każdej chwili bliskości z Pam o jakie walczy będąc jedynie przyjacielem, a jest w tym wszystkim niezwykle naturalny i przekonujący.

Być tylko "przyjacielem" to czasem największa tortura. Dla Jima takie chwile były najcenniejsze na świecie - i umiał nas o tym przekonać!

Swego czasu romansem Jima i Pam żyły całe Stany Zjednoczone, a wyrażenie “Jim and Pam relationship” weszło nawet do języka potocznego, oznaczając związek idealny, jakiego każdy by sobie życzył. A jeśli kogoś razi taki nadmiar ideału, to oczywiście dla kontrastu są tam i inne typy związków, jak choćby ten bużliwy głupawej i naiwnej Kelly z cynicznym Ryanem. No i są jeszcze śluby! Tak zabawnych i wzruszających jak w The Office US  nie widziałem nigdzie indziej!

Takiego lovestory jak z Jim i Pam to w telewizji i kinie próżno szukać! (uwaga - w filmie są malutkie spoilery ;))

Nie wszystko jest perfekcyjne

Czy w tym serialu jest więc cokolwiek nie tak, co zasługuje na krytykę? Seria z pewnością zaliczyła spadek formy po odejściu Steve’a Carella w siódmym sezonie. Pomimo eksperymentów, żadna z gwiazd nie zdołała zastąpić jedynego w swoim rodzaju Michaela Scotta, choć próbowano z takimi nazwiskami jak Kathy Bates, Will Ferrell i James Spader. Na fotelu szefa ostatecznie rozsiadł się wcześniejszy szeregowy pracownik biura i podręcznikowy lizus Andy, czyli znany z Kac Vegas Ed Helms, ale on także nie wypełnił pustki po Carellu.

James Spader nie był w stanie godnie zastąpić Steve'a Carella.

Siłą rzeczy w ostatnich sezonach siadł także poziom humoru, by w tym ostatnim zliczyć szczególne doły przez wyjątkowo kiepskie scenariusze, pełne sztucznych, niewiarygodnych sytuacji. Widzom nie spodobała się także przemiana Pam, która z nieśmiałej, szarej myszki stała się bardziej stanowcza i energiczna.

W serialu bardzo często znajdziemy nawiązania do aktualnej w czasie jego kręcenia internetowej mody na coś, m.in. planking, parkour czy robienie teledysków lip-sync.

Na szczęście ostatni, finałowy odcinek pełen wzruszających i ponownie śmiesznych scen, wynagrodził spadek formy w każdym calu. Dziewięć sezonów z The Office US to naprawdę wyjątkowe przeżycie, z gwarantowanymi emocjami i zwijaniem się ze śmiechu w praktycznie każdym odcinku. W grudniu zeszłego roku pojawiły się doniesienia, że stacja NBC rozważa powrót serialu na antenę - i to ze Stevem Carellem! Oby coś z tego wyszło!

DM
7 stycznia 2018 - 22:50

Komentarze Czytelników (26)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.01.2018 14:26
PsiaBuda
23
Centurion

Zachęcony tym tekstem postanowiłem sprawdzić ten rzekomo "najlepszy serial komediowy w historii wszechświata".
Niestety zdzierżyłem tylko 1.5 odcinka. Te pół wymusiłem na sobie tylko po to by sprawdzić, czy dalej też jest tak słabo.
Wiem, że ocenianie serialu po zaledwie 30 min. oglądania jest słabe, ale nie dałbym rady przebrnąć dalej.
Zazwyczaj pierwszy sezon jest lokomotywą napędową serialu, która czasami przyspiesza a czasami zwalnia (zazwyczaj pod koniec), tak przy tym "arcydziele" miałem wrażenie, że stoi ona w miejscu.
Niby o gustach się nie dyskutuje, ale nazywanie tego "prawdopodobnie najlepszym serialem komediowym w historii wszechświata" jest moim zdaniem tak dużą przesadą, że nie będę się dalej nad tym rozwodził.
Kolejna sprawa to przyrównanie do "Przyjaciół". Nie jestem ich fanem, obejrzałem może 10% zawartości, zazwyczaj jakieś pojedyncze odcinki wyrwane z kontekstu, to i tak uważam że są mistrzostwem świata wobec "The Office".
Na koniec dodam, że nie dziwię się iż serial nie był emitowany w Polsce. Jestem przekonany, że miałby raczej mizerną oglądalność.

PS.Być może zmuszę się kiedyś, żeby obejrzeć do końca 1-szy sezon, tak aby móc z czystym sumieniem stwierdzić iż The office jest "prawdopodobnie najgorszym serialem komediowym w historii wszechświata".

14.01.2018 14:33
odpowiedz
DanuelX
79
Kopalny

Wszystko zależy kto jaki humor preferuje. Dla mnie ofis jest ok, za to najlepszym serialem komediowym z USA dla mnie jest My name is Earl (prawie na równi z Życie jak sen).

14.01.2018 14:40
odpowiedz
zychomir
9
Konsul

Przyjaciele, oprócz humoru (który czasem może być męczący), miał świetne postacie - i to właśnie relacje między nimi ciągnęły ten serial (widać to zwłaszcza pod koniec, gdy twórcy wyraźnie nie mieli już pomysłu, jak dalej rozwinąć te wątki - ostatni sezon, oprócz może dwóch ostatnich odcinków, nie wzbudzał żadnych emocji).

14.01.2018 15:06
odpowiedz
3 odpowiedzi
DM
146
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Niestety zdzierżyłem tylko 1.5 odcinka.
Zazwyczaj pierwszy sezon jest lokomotywą napędową serialu

Zazwyczaj pierwszy sezon zmaga się by utrzymać jakoś serial na antenie, by dopiero później rozwinąć skrzydła. Tak było właśnie z Przyjaciółmi - po słabym starcie dopiero te od odcinki od 3 sezonu gdzieś uważane są za dobre.

The Office skopiowało pierwszy odcinek z brytyjskiej wersji kropka w kropkę, ale szybko okazało się, że to był błąd i dalej poszli trochę swoim stylem. Po jednym odcinku to można ocenić film - w serialu trzeba przejść przez sezon lub dwa, by zżyć się z bohaterami i załapać powracające żarty.

post wyedytowany przez DM 2018-01-14 15:16:01
14.01.2018 15:10
👍
odpowiedz
1 odpowiedź
.:Jj:.
110
     PAKTOFONIKA     
14.01.2018 15:24
👍
odpowiedz
Jane_od_Batmana
47
Konsul

Najlepszy serial komediowy? Chyba przez pomyłkę napisałeś o The Office zamiast The IT Crowd.

14.01.2018 16:01
odpowiedz
zanonimizowany636606
89
Generał

Jedni lubią jak im nogi śmierdzą, a drudzy uważają The Office US za najlepszy serial komediowy. Mają do tego prawo, a my nie musimy się z tym godzić tylko współczuć.

14.01.2018 16:42
odpowiedz
MrocznyWędrowiec
53
aka Hegenox
post wyedytowany przez MrocznyWędrowiec 2018-01-14 16:42:26
14.01.2018 16:43
odpowiedz
planeswalker
33
Legend

The Office US - prawdopodobnie najlepszy serial komediowy w historii wszechświata
Nie.

14.01.2018 16:50
😜
odpowiedz
aope
127
Corporate Occult

The IT Crowd. Dziękuję :P

14.01.2018 20:13
odpowiedz
1 odpowiedź
zanonimizowany1101535
23
Generał

Najlepszym serialem komediowym ever sa Przyjaciele. Office jest mocno specyficzny, miejscami wrecz zenujacy.

14.01.2018 20:15
odpowiedz
claudespeed18
138
error

Ten wpis za dużo spoileruje a magia The Office US zaczyna się na końcu 6tego odcinka. Oglądając pierwszy sezon można myśleć, że nic gorszego nie ma na swiecie ale zaufałem opiniom ludzi i faktycznie koniec sezonu a początek drugiego to świetny 'zwrot akcji'.

Do serialu mam największy sentyment i fakt, trzeba konkretnego podejścia do niego. Dość emocjonalnego, bo sporo tam też dramatu obracanego w żart. Jednak Przyjaciele i IT Crowd są lepsze pod względem 'głupkowatości'. The Office po prostu jest czasem 'zbyt realne' ;)

14.01.2018 20:51
odpowiedz
Lutz
166
Legend

alez oczywiscie najlepszym serialem komediowym jest It's always sunny in Philadelphia.

14.01.2018 22:18
1
odpowiedz
Jim Raynor
94
cookie monster

Problemem pierwszego sezonu amerykańskiego The Office jest zbytnia kalka wersji brytyjskiej. Komizm opiera się głównie na tym, że dialogi i poczynania bohaterów wywołują raczej wewnętrzne zażenowanie, zgrzytanie zębami. Od tego odbija się większość osób nieprzyzwyczajonych do brytyjskiego humoru. Ale potem scenarzyści , słusznie zresztą, zmienili styl i jest dużo lepiej.

15.01.2018 02:43
odpowiedz
bodziolubigry69
9
Pretorianin

Dla mnie najlepszym serialem komediowym jest Benny Hill.

15.01.2018 22:29
1
odpowiedz
1 odpowiedź
los pollos hermanos
51
evil can die

Zobaczyłem, że trochę osób tutaj wychwala The IT Crowd, to odpaliłem sobie pierwsze 4 odcinki. Boże, takiego bezbeka to ja na oczy nie widziałem.

15.01.2018 22:34
📄
odpowiedz
Xinjin
109
Quark

Two and a Half Men.

16.01.2018 22:34
1
odpowiedz
zanonimizowany581957
99
Generał

Cudowny serial, dla mnie absolutny światowy top wśród produkcji komediowych. A Steve Carell przechodzi tam samego siebie. Geniusz!

Przyjaciele dla mnie są ciut wyżej, ale tuż za nimi jest właśnie Office.

post wyedytowany przez zanonimizowany581957 2018-01-16 22:35:04
19.02.2018 00:57
odpowiedz
DM
146
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Miło mi poinformować, że wszystkie sezony The Office z polskimi napisami są już dostępne w usłudze Amazon Prime :))
The Grand Tour i Biuro - in your face Netflix! :))

19.02.2018 01:49
odpowiedz
zanonimizowany803191
69
Generał

Prawdopodobnie....
Najlepszym jest I tak serial o perypetiach sąsiadów we Wrocławiu czyli Ferdka, Mariana, Arnolda...
Wg. Mnie. Ale nikomu nie narzucam że najlepszy...

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze